bip.gmina.pl
Portal Administracji Publicznej
  www.gmina.pl
 

Strona znajduje się w przygotowaniu

Sąd zasądził od Wójta gm. Bobrowniki - zwrot kosztów postepowania. Sąd przynał rację Spółce Szulc-Efekt

"...Sąd generalnie stoi na stanowisku, że wady elektronicznego systemu obsługi intersesanta nie mogą obciążać obywatela. W tym wypadku Spółki Szulc-Efekt..." oto framgment sentencji Wyroku WSA w Bydgoszczy - przeciwko Wójtowi Gminy Bobrowniki. Dlatego - nie ulega watpliwości, iż każdy Urząd - utrzymywany z pieniędzy podatników - oprócz Elektronicznej Skrzynki podawczej - powinien bezwzględnie przyjmowac wnioski - przesłane konwencjonalną pocztą elektroniczną. 19 października br, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Bydgoszczy zasądził od Wójta Gminy Bobrowniki ponad 200 zł. tytułem zwrotu kosztów postępowania, oraz w sentencji postanowienia potwierdził tezę: iż Petent nie ma obowiązku - analizować działanie kanałów dostarcznia wniosków do Urzędu, Petetnt dostarczający wiadomość w formie elektronicznej, nie może być uzależniony od nie działąjących w urzędzie takich czy innych procedur w ramach Elektronicznej Skrzynki Podawczej. Po uzyskaniu skargi (pozwu) przesłanej przed Postanowieniem Sądu do Wójta, Wójt - co prawda z 3 miesięcznym opóźnieniem, ale jednak odpowiedział na nasze żądanie - dlatego WSA w Bydgoszczy w pozostałej cześci naszych żądań - umorzył postępowanie - poprzez wydanie postanowienia w tym względzie.
Po raz kolejny udało nam się potwierdzić, że dobro Petetnta to wartość nadrzędna, to nie ludzie są dla Prawa, ale Prawo jest dla ludzi.
A wystarczy dbać o Petenta, przyjmować, wnioski elektroniczne, rejestrować je, etc - również w trybie par. 5 Rozporzadzenia RM w sprawie organizacji przyjmowania i rozpatrywania skarg i wniosków - Wójt na tym nie straci a petetnt na pewno zyska, jeśli Petent bedzie zadowolony my nie bedziemy zmuszeni interweniować w ten sposób.

Broniąc praw Petentów wytoczylismy sprawę w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym przeciwko Wójtowi, który nie odpowiada na wnioski wysłane dorgą elektroniczną. Wysłalismy taki wniosek, otrzymaliśmy droga elektroniczną - poświadczenie odbioru, natomiast nie otrzymaliśmy wymaganej prawem odpowiedzi. Na zarzut bezczynności przesłany do Wójta za pośrednictwem Wojewódzkiego Sądu Administarcyjnego w Bydgoszczy, Wójt odpowiedział, że "krótko po wysłaniu poświadczenia odbioru, skrzynka elektroniczna przestała funkcjonować  -  i stąd brak odpowiedzi (...)" Jeśli tak traktowani są Petenci i Interesanci w Gminie Bobrowniki, to nie ma innego wyjścia jak tylko odwoływać się do instancji powołanych do kontroli tego zakresu Praw Petentów, o wyrok można być spokojnym, gdyż bardziej abdstakcyjne i lekceważące Petentów tłumaczenie braku odpowiedzi na wniosek - jest już chyba niemożliwe.
Ad absurdum w naszym Kraju zostało doprowadzone również utrudnianie korzystania, z najpopularniejszego środka komunikacji, jakim jest poczta e-mail. Niektóre urzędy zmuszją biednych Petetntów do korzystania li tylko z elektronicznej skrzynki podawczej, tak jakby zwykła poczta elektroniczna nie istniała. Osoby po 50-ce często z trudością korzystają z poczty e-mail, a już logowanie się na jakiś kontach, wyszukianie opcji, zapaamiętywanie danych dostępowych, operowanie nazwami epuap, UPO, esp, etc to już jest dla nich abstracja. Bierzemy w obronę takich Petentów, i Kierownicy Jednostek, utrudniających komunikację Obywatelom, przekonują się naocznie, że chyba warto zmienić pracę....

Niektórzy Wójtowie i Burmistrzowie mają coś do ukrycia, ad exemplum, na jeden z naszych wniosków optymalizacyjnych otrzymaliśmy od Burmistrza Białołęki odpowiedź odsyłajaca nas do innego kanału zwanego esp. Odpowiedź na wniosek elektroniczny przyszła w formie papierowej, - pocztą konwencjonalną (przecież lepiej wydawać publicze pieniądze na zanczki), z następującymi "ułatwiającymi życie wskazówkami:  '(...) Urząd m.st. Warszawy realizuje obowiązki ustawowe w zakresie udostepnienia możliwości odbiorcom usług certyfikacyjnych wnoszenia podań, wnisoków czy innych czynności w formie elektronicznej. Służy do tego 'ESP' w serwisie eUrząd m.st. Warszawy (...)' etc - czy Ktoś coś z tego rozumie ? nawet specjaliści mają z taką nomenklaturą problemy, a przecież sprawa jest wyjątkowo prosta:
1)Urząd otrzymuje wniosek przesłany najpopularniejszym kanałem  komunikacji XXI w. czyli poczta e-mail, wniosek dodatkowo jest podpisany podpisem elektronicznym
2)Urząd w Białołęce - w Imieniu Burmistrza - odpowiada pocztą email.
...i już po sprawie, ale Burmistrz Białołęki Jacek Kaznowski woli analizować podstawy prawne, szukać kruczków prawnych, rozpisywać się, unikać, lawirować... Oby zwolinił to stanowisko dla kogoś kto posługuje się i preferuje komunikację elektroniczą.


                                                                                                      Adam Szulc
  

« powrót
Wojewódzkie Sądy Administarcyjne nie akceptują dokumetów elektronicznych

Spółka Szulc-Efekt jest w trakcie procedowania  skargi w związku, z samowyłączeniem się WSA z dyspozycji ustawy o podpisie elektronicznym. Jak wiadomo Ustawodawca zrównał podpis elektroniczny z odręczym, i wszystkie Jednostki Administaracji Publicznej powinny respektować ten fakt. Doszło do absurdu, w którym Państwowe szkoły i przedszkola realizują BIP'y i przygotowały obsługę podań i wniosków składanych z podpisem elektronicznym. Sądy skazują, opieszałych uwzlędniając skargi w tej materii i gnębiąc niewinnych Nauczycieli i Przedszkolanki. Aczkowlwiek kiedy chcieliśmy złożyć wniosek podpisany podpisem elektronicznym do Wojewódzkiego Sądu Administarcyjnego, okazało się że Sąd w Warszawie nie posada nawet skrzynki podawczej. (podobie jak kiedyś Prezydent RP uważał, że jest wyłaczony spod prawa i nie musi posiadać BIP). Złożyliśmy więc skargę do Naczelnego Sądu Administracyjnego, który będzie rozpatrywał sprawę swoich kolegów, jedakże jak się okazało ....sam nie posiada skrzynki podawczej, sytuacja jest więc arcyciekawa...będziemy informować o rozwoju tej sprawy (sic!), jak widać przedszkole w małej gminie wiejskiej, gdzieś na kresach wschodnich, kontrolowane przez NIK, ma spory problem, natomiast Sąd w Warszawie, nie widzi problemu...wszak to przecież Warszawa.

                                                                                                                     AS

« powrót
Konkurs na najlepszy BIP

Katowickie Stowarzyszenie Bona Fides i Portal www.gmina.pl - wychodząc naprzeciw oczekiwaniom Społeczności Lokalnych, zamierzają oceniać niepawidłowości w Biuletynach Informacji Publicznej, ale też i nagradzać najlepsze Biuletyny -zrealizowane lege artis. W związku z tym prosimy o przesyłanie uwag, dotyczacych lokalnych BIP'ów na adres internet@samorzad.pl !!!!! Zwracamy sie z tym apelem, szczególnie do Radnych Gmin Wiejskich, jak widac na forach dyskusyjnych, toczy się często bezsilna dysksja, o brakach w BIP'ach, teraz można przenieść te dyskusję na szersze forum za pomocą naszego portalu i działań Stowarzyszeń stojących na straży praw do infomacji publicznej.
Pokażemy, ze Bip'y nie powstają aby li tylko spełnić wymóg ustawowy. Widzimy wzorcowe BIP'y, często tworzone przez małe gminy, ale mogące uchodzić za "wzorzec z Sevres" nawet dla Urzedów Centralnych. 
Oczywiście oczekujemy tylko takich informacji, które mają na celu interes publiczny i jego ochronę. 

Zobacz też: www.bonafides.pl

« powrót
Lincz we Włodowie

W ciągu najbliższego tygodnia rozstrzygnie się, czy olsztyńska prokuratura postawi zarzuty dwóm policjantom w związku ze zlekceważeniem wezwania do interwencji we Włodowie (Warmińsko-mazurskie), gdzie doszło do linczu na 60-letnim mężczyźnie.

W ciągu tygodnia prokuratura zakończy sprawę i zdecyduje, czy umorzyć postępowanie, czy postawić zarzuty - poinformował prokurator rejonowy Prokuratury Olsztyn-Północ Krzysztof Stodolny.

Do linczu doszło 1 lipca. Józef C. biegał z maczetą po wsi i groził, że zabije swoją znajomą. Mieszkańcy Włodowa trzykrotnie tego dnia dzwonili do policji z żądaniem interwencji. Policja przyjechała dopiero po kilku godzinach. W tym czasie mężczyźni łomem, szpadlami i kijami pobili Józefa C., ten w wyniku obrażeń zmarł.

Według mieszkańców Włodowa, 60-letni Józef C., recydywista, który w zakładach karnych spędził połowę życia, od wielu lat budził postrach - groził, ubliżał, bił rodzinę i sąsiadów.

Pod zarzutem zabójstwa w areszcie przebywa sześciu mężczyzn. Siódmego po dwóch miesiącach prokurator zwolnił z aresztu, ponieważ nie znalazł dowodów, które w wysokim stopniu uprawdopodobniłyby jego udział w zabójstwie.

Komendant miejski policji w Olsztynie ukarał już dyscyplinarnie dwóch policjantów, którzy zlekceważyli żądania interwencji we Włodowie.

Dyżurny komisariatu policji w Dobrym Mieście, policjant z 26- letnim stażem pracy w policji został wydalony ze służby. Drugi - funkcjonariusz pionu kryminalnego z tego komisariatu otrzymał ostrzeżenie o niepełnej przydatności do służby w policji na zajmowanym stanowisku.

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Paraliż w Sądach

IAR, jkl /2005-03-07 07:31:00  
 

Za Onet.pl

Błąd ministerstwa - sądom grozi paraliż 

"Życie Warszawy": Ławnicy grożą wycofywaniem się z procesów, bo resort sprawiedliwości zapomniał, że ich diety są opodatkowane. Sprawa dotyczy ławników z całej Polski.


Teraz każdy z nich będzie musiał zwrócić fiskusowi 19 procent rocznych zarobków w sądzie.

W stołecznych sądach jest około 800 ławników. Gdyby choć jeden z nich, zrezygnował, to konsekwencje będą niewyobrażalne - alarmuje dziennik.

Gdyby taką decyzję podjęło kilkudziesięciu z nich, to zwłaszcza w zawalonych sprawami sądach warszawskich mogłoby dojść do paraliżu. Jeden ławnik ze stolicy uczestniczy bowiem w kilku, kilkunastu procesach.

Za jedno posiedzenie w sądzie ławnik dostaje około 50 zł rekompensaty. Zarabia niewiele, od kilkudziesięciu do 200-300 zł miesięcznie. Od tych rekompensat nikt nigdy nie odliczał mu podatku dochodowego - czytamy w "Życiu Warszawy".

Ministerstwo Sprawiedliwości uważa, że winę ponoszą sądy, które nie wywiązały się z obowiązku odprowadzania podatku do fiskusa. Sądy zaś tłumaczą, że przepisy nie są w tej sprawie jednoznaczne i dopiero wykładnia z resortu sprawiedliwości pozwoliła im na odprowadzanie podatku od rekompensat.
 

« powrót
Polska Lokalna w CNN

Onet.pl - PAP

Małopolska nie zareklamuje się w CNN


"Gazeta Krakowska": Od 1 maja trzy województwa: śląskie, dolnośląskie i kujawsko-pomorskie będą reklamowane w telewizji CNN. Niestety, Małopolski w tej reklamie nikt nie zobaczy - ubolewa dziennik.

W 30-sekundowych spotach, nadawanych po głównych wiadomościach ekonomicznych, każde z województw pojawi się na ok. osiem sekund. Pozostały czas wypełni reklama ogólnopolska. Polska ma się promować w CNN przez sześć tygodni, dwa razy dziennie. Koszt kampanii oszacowano na 370 tys. zł. Zapłaci głównie Ministerstwo Gospodarki.

- Propozycje udziału w tym przedsięwzięciu skierowaliśmy do urzędów marszałkowskich i do największych miast. Gdyby Małopolska chciała, jej reklama też pojawiłaby się w spotach - mówi Marcin Kaszuba, wiceprezes Państwowej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych.

Dlaczego Małopolska nie chciała skorzystać z oferty promocji w jednej z najlepszych, światowych telewizji? - Przede wszystkim, nie do końca wiadomo było, ile treści znajdzie się w tej reklamie, tłumaczy Zdobysław Milewski z Urzędu Marszałkowskiego w Krakowie. - Zaplanowano 30-sekundowe spoty, więc gdyby zdecydowało się więcej województw, na jedno przypadałyby 2-3 sekundy. Tymczasem do tej kampanii samorząd wojewódzki musi dopłacić 60 tys. zł.

Milewski dodaje, że bez gwarancji, iż ktoś zauważy Małopolskę, koszt kampanii wydał się zbyt duży. Były też inne powody, co nie znaczy, że województwo w ogóle nie chce się reklamować za granicą. Taki plan jest przygotowany. Nie zakłada jednak żadnej telewizyjnej kampanii.
« powrót

Za Onet.pl
PAP, mat /2005-03-08 
 
Afera ratuszowa: Sąd chce zwrotu sprawy do prokuratury

 

Opolski Sąd Okręgowy chce zwrócić do prokuratury sprawę "afery ratuszowej", w której o korupcję oskarżeni są byli włodarze miasta.

Powodem jest duża ilość korekt, które prokurator wprowadził w porównaniu do aktu oskarżenia. We wtorek rozpoczął się proces 15 oskarżonych.

"Sąd postanowił sprawę skierować do prezesa Sądu Okręgowego celem rozważenia możliwości zwrotu aktu oskarżenia" - powiedział prowadzący rozprawę sędzia Andrzej Głowacz.

"Zakres zmian jaki został dziś zaprezentowany sądowi praktycznie stwarza na nowo konstrukcje większości zarzutów" - uzasadnił sędzia. Dodał, że decyzję o zwrocie aktu oskarżenia do prokuratury może podjąć jedynie prezes sądu.

"To nie tylko sąd musi na nowo skontrolować akt oskarżenia, ale przede wszystkim oskarżeni powinni w końcu wiedzieć, o co faktycznie są oskarżani i nie mogą być zaskakiwani, do czego w sumie dzisiaj doszło" - podsumował sędzia.

We wtorek w Opolu odczytano 44 zarzuty przeciwko 15 osobom oskarżonym o korupcję. Oskarżeni to przedstawiciele byłych władz miasta z czasów rządów SLD, oraz przedsiębiorcy, którzy mieli wręczać im łapówki.

Na ławie oskarżonych zasiedli m.in. b. prezydent i późniejszy wojewoda opolski Leszek Pogan, b. przewodniczący rady Miasta Stanisław Dolata, b. wiceprezydenci - Piotr Kumiec i Ewa Olszewska (późniejsza marszałek województwa, oraz b. szef wydziału przetargów Remigiusz Promny.

Przed rozpoczęciem procesu obrońcom oskarżonych dostarczono pisma zapowiadające, że prokuratura chce w trakcie czytania aktu oskarżenia wprowadzić korekty do zarzutów tam stawianych. Po przeczytaniu aktu oskarżenia okazało się, że zmian jest bardzo dużo. "Praktycznie tylko zarzuty wobec Ewy Olszewskiej pozostały bez zmian" - oświadczył sędzia.

W porównaniu do pierwotnej wersji aktu oskarżenia znacząco zmalały kwoty, których mieli żądać i przyjąć główni oskarżeni. Pogan i Dolata mieli zażądać i przyjąć po ponad 700 tys. zł zamiast - odpowiednio - 1,6 i 1,4 miliona zł. Kwota zarzucana Promnemu zmalała z ok. 330 tys. zł do ok. 180 tys. W poprawkach do zarzutów prokuratura uszczegółowiła także opisy czynów, których mieli dopuścić się oskarżeni.

Sąd najpierw zdecydował, aby prokuratura dostarczyła wszystkim oskarżonym pisemną wersję zmodyfikowanych zarzutów, potem uznał, że zmian jest tak dużo, że wymagają, by sprawa wróciła do prokuratury.

"W tak poważnej sprawie nie mogą funkcjonować trzy formalne pisma procesowe - akt oskarżenia, który wpłynął do sądu, sformalizowana już zmiana zarzutów oraz akt oskarżenia obejmujący tzw. +sprawę Rossmanna+ (dotyczy wręczenia byłym urzędnikom Ratusza 400 tys. zł łapówki przez przedstawicieli sieci sklepów kosmetycznych)" - podkreślił sędzia Andrzej Głowacz.

O połączeniu "afery ratuszowej" i sprawy sklepu kosmetycznego w części dotyczącej trzech oskarżonych występujących w obu sprawach (Pogan, jego b. zastępca Piotr Kumiec i Promny) sąd zdecydował pod koniec lutego.

Chciała tego prokuratura - i z tego względu wnioskowała o odroczenie rozprawy 25 stycznia, kiedy miał rozpocząć się proces. Na styczniowym posiedzeniu sąd zezwolił na publikację wizerunków i pełnych danych oskarżonych.

Obrońcy pozostających w areszcie oskarżonych Pogana i Dolaty wnioskowali we wtorek o uchylenie aresztu wobec ich klientów. Motywowali to brakiem procesowych przesłanek do dalszego stosowania tego środka zapobiegawczego, a także tym, że zmieniła się sytuacja procesowa - w "poprawionych" zarzutach kwoty, które mieli przyjmować ich klienci są niższe o ok. połowę.

Sąd oddalił te wnioski, jednocześnie nie wykluczył, że ponownie zastanowi się nad złagodzeniem sankcji wobec Pogana i Dolaty po decyzji prezesa Sądu Okręgowego w sprawie zwrotu sprawy do prokuratury.

Na wtorkowej rozprawie sąd uchylił również zakaz opuszczania miejsca zamieszkania wobec oskarżonych Eugeniusza Kończyły (jeden z biznesmenów, którzy mieli wręczać łapówki) i Promnego. W pierwszym przypadku z powodów zdrowotnych, by oskarżony mógł jeździć na konsultacje lekarskie, w drugim z powodu pracy, która wymaga, by Promny przynajmniej raz w tygodniu jeździł do Wrocławia.

Termin kolejnej rozprawy zostanie podany na piśmie.
 

« powrót
Mandaty za przeklinanie
Za onet.pl oraz PAP


"Gazeta Poznańska": Przeklinanie było kiedyś domeną osób prymitywnych i przekonanie o tym, że wulgaryzmów używają tylko takie osoby pozostało do dziś - mówi prof. Halina Zgółkowa z Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza.

- Jednak obecnie wulgaryzmów używają także osoby dobrze wykształcone, po których oczekiwalibyśmy wysokiej kultury języka. Co gorsza wulgaryzmy znają już nawet kilkuletnie dzieci w przedszkolach.

Używanie wulgaryzmów w miejscach publicznych podpada pod artykuł 141 Kodeksu Wykroczeń. Walkę z przeklinaniem na ulicach podjęto już w kilkunastu miastach Polski - także tych w Wielkopolsce. Czy dało to jakiś efekt?

Od stycznia tego roku nasi funkcjonariusze wystawili 460 mandatów za używanie wulgarnych słów w miejscach publicznych * mówi Szymon Iwecki, rzecznik Poznańskiej Straży Miejskiej. Taryfikator za takie wykroczenia przewiduje mandat w wysokości od 20 do nawet 500 zł.

Sonda gazety wykazała, że w Lesznie, Pile, Kaliszu i Koninie, strażnicy wystawiają takie mandaty sporadycznie.
« powrót
Bezrobocie za Onet.pl
Wiadomości
GUS podał dane o stopie bezrobocia w lutym
Stopa bezrobocia wyniosła w lutym 2005 roku 19,4% wobec 19,5% w styczniu i 19,1% w grudniu ub. roku, podał w środę Główny Urząd Statystyczny (GUS).

Liczba zarejestrowanych bezrobotnych wyniosła 3.094,5 tys. osób, czyli spadła o 0,4 tys. osób w ciągu ostatniego miesiąca. Spadek liczby bezrobotnych w ujęciu rocznym wyniósł 200,0 tys.

Ministerstwo Gospodarki i Pracy szacowało, że stopa bezrobocia w lutym wyniosła 19,4% przy spadku liczby zarejestrowanych bezrobotnych o 400 osób w stosunku do stycznia do 3.094,5 tys.

Wicepremier ds. gospodarczych Jerzy Hausner przewiduje stopę na poziomie ok. 17,0% na koniec 2005 roku.
« powrót
PO wyjaśnia sprawę sprzedaży biurowca w Ostrowcu (za www.onet.pl)
Świętokrzyska Platforma Obywatelska chce, by prokuratura i sąd wyjaśniły sprawę sprzedaży biurowca w Ostrowcu Świętokrzyskim. Nieruchomość sprzedano za 110 tys. zł, czyli za co najmniej cztery razy mniej niż jest warta według prezydenta miasta.

Trzech działaczy PO, którzy uczestniczyli w transakcji, zawieszono w prawach członków partii.

O działaniach Platformy poinformował dziennikarzy w piątek w Kielcach szef partii w regionie poseł Konstanty Miodowicz.

Trzypiętrowy biurowiec z dwuhektarową działka sprzedano w lutym za 110 tys. zł. Syndyk, który sprzedał nieruchomość i rzeczoznawca, który ją wyceniał są członkami PO, a nabywca - przewodniczącym Platformy w powiecie. Prezydent Ostrowca Jan Szostak złożył w tej sprawie wniosek do prokuratury. Jego zdaniem budynek wart jest co najmniej 500 tys. zł.

Uczestnicy transakcji oddali się do dyspozycji władz wojewódzkich partii, które zdecydowały o zawieszeniu ich w prawach członkowskich do czasu wyjaśnienia sprawy - powiedział dziennikarzom Miodowicz.

"Członkowi partii, która chce wprowadzać nowe standardy jakości w naszym życiu publicznym, która chce przywrócić przyzwoitość, nie godzi się uczestniczyć w działaniach, które mogą wywoływać zgorszenie i dawać pozór działań sprzecznych z interesem publicznym. Dlatego uważam, że nasi koledzy w Ostrowcu zachowali się nieroztropnie" - powiedział poseł.

Wiceprzewodniczący PO w Świętokrzyskiem Krzysztof Grzegorek został upoważniony do przeprowadzenie w trybie nadzwyczajnym przeglądu kadr i struktur partii w powiecie ostrowieckim. Działania te mają zakończyć się do przyszłego piątku. Konsekwencją może być nawet rozwiązanie struktur powiatowych w Ostrowcu.

Zarząd Regionu zobowiązał Komisję Rewizyjną do przeanalizowania etycznych aspektów zachowania członków partii w kontekście tej transakcji, a przewodniczącego partii w regionie - do przeglądu w trybie nadzwyczajnym kadr Platformy w pozostałych powiatach.

Zdaniem Miodowicza, partia podjęła w tej sprawie wszystkie możliwe działania.

Prokuratora Rejonowa w Ostrowcu sprawdza sprzedaż nieruchomości, wskutek zawiadomienia przez prezydenta miasta o zaniżeniu wartości biurowca. Według zastępcy szefa prokuratury Ewy Szydłowskiej, obecnie jest gromadzona dokumentacja. Dopiero po przeanalizowaniu m.in., czy zachowano procedury przetargowe i w jaki sposóbdokonano wyceny nieruchomości, podjęta zostanie ewentualna decyzja o wszczęciu śledztwa.

Według prezydenta Szostaka, gmina chciała dwa i pół roku temu kupić obiekt za 980 tys. zł. Prezydenta uważa, że syndyk nie zachował przy sprzedaży budynku dostatecznej staranności. Gmina Ostrowiec jest jednym z wierzycieli upadłości i dlatego Szostak wystąpił do prokuratury o unieważnienie aktu notarialnego sprzedaży.
« powrót
Prawda Was wyzwoli

Za www.interia.pl
"Arturo, on chce cię widzieć"

Arturo Mari: Kim ja jestem?... Kim jestem, że on zechciał mnie widzieć? / AFP
W Watykanie, od urodzenia, mieszka pokorny człowiek Arturo Mari. Urodził się w rodzinie robotnika - kamieniarza zatrudnionego przy wykopaliskach w Bazylice św. Piotra.

Jego podwórkiem był plac przed bazyliką, na placu grał w piłkę i puszczał latawce. W cieniu kolumn przysiadał, by zjeść kanapkę. Został tym, kim zawsze chciał zostać - fotografem. Kiedy dorósł, został zatrudniony w watykańskiej gazecie "Osservatore Romano" - pisze "Gazeta Wyborcza".

Fotografował już Piusa XII, ale dzień, w którym jego praca stała się oddaniem, miłością, nastąpił później, w październiku 1978 r. Nie opuścił ani jednego dnia tej pracy, nie wykorzystał nawet godziny urlopu. Nie oddalił się nigdy od swojego zwierzchnika. Zwierzchnik też nigdy o nim nie zapominał. Kiedy fotografowi umierała żona, był dla niego jak ojciec. Błogosławił również następnemu związkowi fotografa i już zawsze traktował go jak syna - podaje dziennik.

Fotograf opuścił swojego zwierzchnika tylko na jeden wieczór, po ponad 26 latach, ostatniego piątkowego wieczoru. Nie mógł patrzeć na cierpienie ojca, nie mógł nie płakać, widząc Jego konanie, nie chciał płakać przy Nim. Płakał w domu. Chciał być blisko niego, ale nie wiedział, czy jest tam dla fotografa miejsce - wokół ojca zbierali się ludzie wielcy, pod oknami ojca gromadziły się wielojęzyczne tłumy. "Kim ja jestem?" - pytał sam siebie i płakał. I wiedział, że traci ojca, i czuł, że nie należy do tych, którzy są godni, żeby się z Jego ojcem pożegnać - czytamy w "Gazecie Wyborczej".

Aż przyszła sobota, dzień, który miał się okazać ostatnim. Przed południem do fotografa zadzwonił kapłan, którego podziwiał i któremu współczuł, bo wiedział, że w jego ojcu on również traci swojego ojca - Stanisław. Arcybiskup Stanisław Dziwisz. "On chce cię widzieć" - powiedział. "Tak mówisz, bo wiesz, że płaczę, i chcesz mi sprawić przyjemność, prawda?" - spytał z niedowierzaniem fotograf. "Nie, On mnie przywołał i spytał, gdzie jest Arturo. I zasmucił się, że cię nie ma, i kazał mi ciebie wezwać" - odpowiedział Dziwisz - podaje dziennik.

Fotograf uwierzył i poszedł do ojca. I kiedy stanął przy nim, arcybiskup szepnął: "Ojcze Święty, przyszedł Arturo". Ojciec otworzył oczy, Arturo pochylił się nad nim. Ojciec pogłaskał go po głowie i powiedział: "Dziękuję za wszystko". I kilka godzin później umarł. Arturo wrócił do mieszkania, usiadł przy stole. "I nagle wybiegł do łazienki i zaczął płakać tak strasznie, tak przejmująco, że takiego płaczu jeszcze nie słyszałem" - opowiada "Gazecie Wyborczej" przyjaciel Artura Mari, fotografa Jana Pawła II, Przemysław Hauser, który na te dni zatrzymał się u niego w domu. "Jego żona spytała, co ma robić, czy ma wejść, jakoś pomóc. Ale postanowiliśmy zostawić go samego z jego żałobą. Kiedy wrócił do pokoju, nie przestawał powtarzać: Kim ja jestem?... Kim jestem, że On zechciał mnie widzieć?... Jestem fotografem, synem robotnika. A on jest wielki" - pisze "Gazeta Wyborcza".

« powrót
Wójt przed sądem (za www.interia.pl)
Przed wrocławskim sądem okręgowym odbyła się dziś pierwsza rozprawa w procesie apelacyjnym Jana K., wójta gminy Oława (Dolnośląskie) oskarżonego o kupowanie głosów podczas wyborów w 2002 roku. Samorządowiec nie przyznaje się do winy.

Sąd I instancji uznał wójta Oławy za winnego i wymierzył mu karę grzywny w wysokości 7 tys. zł. Jan K. nie zgodził się z tym wyrokiem i złożył apelację. Jeżeli wrocławski sąd podtrzyma wyrok sądu I instancji, w Oławie będą musiały zostać ogłoszone nowe wybory.

Dziś obrońcy samorządowca złożyli wnioski o m.in. przesłuchanie pracownicy Urzędu Gminy Oława. Adwokat Jana K. złożył też pismo z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej we Wrocławiu z informacją, że w dniu wyborów w Oławie deszcz padał po południu. Główny świadek w tej sprawie zeznał, że kiedy rano kupował alkohol za pieniądze otrzymane od oskarżonego, w mieście intensywnie padał deszcz.

Zdaniem prokuratury, Jan K. przekazał znajomemu pieniądze po to, by ten w dniu wyborów w listopadzie 2002 roku proponował mieszkańcom gminy pieniądze na zakup alkoholu w zamian za oddanie na niego głosów. W wyborach oprócz K. startował jeszcze jeden kandydat. Oskarżony wygrał przewagą zaledwie kilkunastu głosów. Komitet wyborczy konkurenta obecnego wójta złożył w sądzie protest wyborczy. Nie został on jednak uwzględniony. Po jakimś czasie pojawili się jednak świadkowie kupowania głosów i sprawa trafiła do prokuratury, a potem do sądu.

Wójt gminy Oława ma jeszcze inne kłopoty z prawem. Na rozpoczęcie czeka proces, w którym jest oskarżony o sfałszowanie świadectwa pracy. W tej sprawie K. również nie przyznaje się do winy.

« powrót
Referendum w Międzyzdrojach
 
Spokojnie przebiega referendum w sprawie odwołania burmistrza Międzyzdrojów (Zachodniopomorskie) Henryka Jabłońskiego - poinformowano dzisiaj w Gminnej Komisji Wyborczej.

Inicjatorzy referendum zarzucają burmistrzowi m.in. rozrzutne gospodarowanie środkami gminnymi oraz kreowanie negatywnego wizerunku miasta w mediach. Przeciwnicy Jabłońskiego zarzucają mu, że roztrwonił publiczne pieniądze inwestując 5 mln zł w budowę miejskiego stadionu, zamiast przeznaczyć te środki np. na remonty dróg. Nie podoba im się też, że miastem rządzi osoba, która została skazana przez sąd. Miesiąc temu burmistrz został skazany nieprawomocnym wyrokiem za kradzież prądu, niedopełnienie obowiązków i brak nadzoru nad podwładnymi, gdy pełnił funkcję dyrektora międzyzdrojskiego rejonu energetycznego.

60-letniego Jabłońskiego w wyborach samorządowych poparł SLD.

W gminie Międzyzdroje uprawnionych do oddania głosu jest blisko 5 tysięcy 400 osób. Aby referendum było ważne do urn musi pójść 30 proc. uprawnionych.

Międzyzdrojskie referendum jest piętnastym w województwie w sprawie odwołania władz samorządu terytorialnego przed upływem trwającej kadencji. Tylko cztery z nich były ważne. W pozostałych frekwencja była za niska.

W całym kraju takich referendów przeprowadzono w tej kadencji około 70. Także większość z nich była nieważna.

« powrót
Gdańsk: Proces radnego
 
Pierwsi świadkowie zeznawali dziś przed Sądem Rejonowym w Gdańsku w procesie gdańskiego radnego SLD Władysława Łęczkowskiego, oskarżonego o trzykrotne głosowanie na dwie ręce podczas sesji Rady Miasta Gdańska (RMG) w grudniu 2003 r.

62-letni Władysław Łęczkowski na pierwszej rozprawie w marcu tego roku zgodził się na publikację swoich danych personalnych.

Przewodniczący RMG Bogdan Oleszek zeznał we wtorek przed sądem, że w chwili głosowania nad jedną z uchwał zauważył, iż siedzący w pierwszym rzędzie radny Łęczkowski cofa rękę z pulpitu nieobecnej w tamtej chwili na sali obrad radnej SLD Barbary Meyer.

- Powiedziałem wówczas "panie radny, pomylił pan przyciski". On na to w ogóle nie zareagował. Szefowie klubów PiS i PO zażądali natychmiast wydruku głosowania (gdańscy radni głosują systemem elektronicznym, umożliwiającym sprawdzenie na wydruku, kto i jak głosował - red.). Przerwałem sesję i zwołałem konwent. Głosowanie trzeba było powtórzyć - powiedział Oleszek.

Szef RMG dodał, że po zakończeniu sesji obejrzał nagranie wideo z jej przebiegu. Na filmie było widać wyraźnie, że radny SLD oddał głos za swoją koleżankę klubową. Oleszek dodał, że wydruki dwóch wcześniejszych głosowań wykazały, że także wtedy Łęczkowski głosował na dwie ręce.

Do incydentu doszło 4 grudnia 2003 r. Łęczkowski głosował wówczas za siebie i nieobecną partyjną koleżankę. Oszustwo radnego wyszło na jaw, gdy oddał dwa głosy "nie" w sprawie uchwały dotyczącej bonifikaty przy sprzedaży mieszkań komunalnych. To były jedyne dwa głosy przeciwko tej uchwale. Doniesienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa złożył przewodniczący Rady Miasta Gdańska. 

 
« powrót
Elektroniczny urząd
 
 
Lepsza kontrola terminów realizacji spraw obywateli, a także łatwiejszy dostęp do składanych w urzędzie dokumentów - to tylko część ułatwień, jakie uzyskali petenci Urzędu Miasta Chorzów. Dziś urząd wprowadził elektroniczny system zarządzania dokumentami.

Zadaniem systemu jest usprawnienie pracy urzędu i obsługi obywateli poprzez przyspieszenie obiegu dokumentów, ułatwienie dostępu do nich, a także automatyzację procesów związanych z administracją wewnętrzną.

- Z systemu korzystać będą pracownicy urzędu we wszystkich wydziałach, w sumie ok. 250 osób - poinformowała PAP zastępca naczelnika Wydziału Organizacyjno-Prawnego i Kadr Urzędu Miasta Chorzów, Jolanta Sopniewska. - Liczymy, że pomoże nam to w podnoszeniu jakości obsługi mieszkańców - dodała Sopniewska.

za PAP, www.interia.pl
« powrót
Burmistrz uniewinniony
Sąd Rejonowy w Mrągowie (Warmińsko-Mazurskie) uniewinnił dziś burmistrza Mikołajek Piotra J. od zarzutów przekroczenia uprawnień i niegospodarności.

Prokuratura Rejonowa w Giżycku oskarżyła burmistrza o spowodowanie 400 tysięcy złotych strat w mieniu komunalnym przy sprzedaży w trybie bezprzetargowym dwóm spółkom dwóch działek miejskich w centrum Mikołajek.

Oskarżeni w tej samej sprawie przewodniczący Rady Miasta Mikołajek Sławomir G. i pracownica referatu mienia komunalnego Halina H. także zostali oczyszczeni przez sąd z prokuratorskich zarzutów.

- Sąd uznał, że oskarżeni nie popełnili winy umyślnej, a tylko w tym przypadku można mówić o zarzutach niegospodarności i przekroczenia uprawnień - powiedział, uzasadniając uniewinnienie sędzia Marek Raszkowski.

Sąd ustalił, że urząd miasta w Mikołajkach zawarł umowy przedwstępne ze spółkami zainteresowanymi kupnem działek. W tych umowach cywilnych były podane wysokości cen za działki. Późniejsze wyceny nieruchomości dokonane przez rzeczoznawców majątkowych różniły się i były wyższe niż ceny w umowach przedwstępnych.

Sąd uznał, że w myśl prawa cywilnego zapisy zawarte w umowie przedwstępnej obowiązują obie strony i nie można zmieniać przyrzeczeń co do ceny działek. Według sądu, prokuratorskie zarzuty dotyczące jednej działki nie mogą obciążać burmistrza Piotra J., ponieważ to nie on podpisał umowę przedwstępną, ale jego poprzednik.

- Jeśli oskarżyciel wspominał podczas postępowania sądowego o układach korupcyjnych panujących w urzędzie miasta, to powinien postawić takie zarzuty urzędnikom i przedstawić na to dowody. Tymczasem dowodów nie ma- podkreślił sędzia.

Prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez burmistrza przewodniczącego rady miejskiej oraz pracownicę urzędu miasta w Mikołajkach zawiadomiła po stwierdzeniu nieprawidłowości podczas kontroli w Urzędzie Miejskim Najwyższa Izba Kontroli.

Burmistrz po wyjściu z sali sądowej nie chciał rozmawiać z dziennikarzami. Jego obrońca Rajmund Żuk powiedział, że J. może mieć żal do dziennikarzy i czuć się przez nich pokrzywdzony, bo został już przed wyrokiem osądzony przez niektóre lokalne gazety.

Wyrok uniewinniający burmistrza Mikołajek, przewodniczącego rady miasta oraz pracownicę urzędu nie jest prawomocny.
 
(za www.interia.pl i PAP )
« powrót
Policja konfiskuje komputery
To był pogrom wśród komputerowych piratów. Aż 18 osób straciło komputery, dyski twarde i konsole do gier po policyjnym nalocie na ich domy. Wszystkie wpadły na kupowaniu nielegalnych programów od mieszkańca Lublina.

Policja mówi, że to dopiero początek zakrojonej na szeroką skalę walki z piratami - informuje "Dziennik Wschodni".

Kupowanie nielegalnych programów to paserstwo i grozi za to nawet do pięciu lat więzienia. W praktyce kończy się na grzywnach albo wyrokach w zawieszeniu, jednak najbardziej dotkliwą karą jest konfiskata komputera. Dotyczy to nie tylko sprzętu, ale także danych zapisanych na twardych dyskach. Często są to fotografie rodzinne albo np. prace magisterskie.

37-latek ogłaszał się w Internecie. W swojej ofercie miał nielegalne kopie gier na komputery i konsole telewizyjne. Kusił bardzo niską ceną - jedna płyta kosztowała u niego zaledwie jedną dziesiątą ceny oryginału. Ogłoszenie przyciągnęło uwagę nie tylko klientów, ale także członków specgrupy do walki z przestępczością komputerową lubelskiej Komendy Wojewódzkiej Policji. Funkcjonariusze w poniedziałek podsumowali trwające trzy miesiące śledztwo.

"Okazało się, że mężczyzna dokonywał transakcji za pośrednictwem poczty. Trzymał u siebie pokwitowania wpłat osób, które kupowały od niego oprogramowanie. Dzięki temu mogliśmy bez kłopotu dotrzeć do wielu jego klientów" - mówi nadkomisarz Janusz Wójtowicz, rzecznik komendanta wojewódzkiego policji.

Od stycznia do kwietnia policjanci pojawili się w 30 mieszkaniach. W prawie wszystkich znaleźli nielegalne oprogramowanie. "Zabezpieczyliśmy 9 komputerów, 6 twardych dysków, 3 konsole do gier i kilkaset sztuk płyt CD i DVD z nielegalnym oprogramowaniem. Postawiliśmy zarzuty w sumie 18 osobom" - wylicza Wójtowicz.

Lubelscy policjanci zapowiadają, że to dopiero początek nękania przez nich komputerowych piratów. W tym roku szczególnie dużo uwagi poświęcą nielegalnemu oprogramowaniu w firmach i prywatnych mieszkaniach. Kontroli mogą się spodziewać także osoby ściągające z Internetu filmy, muzykę czy programy. "To, oprócz walki z korupcją i rozbojami, jeden z naszych priorytetów" - nie ukrywa rzecznik.

Policjanta w drzwiach może spodziewać się każdy. Jeśli podczas zwykłej interwencji, chociażby w sprawie zakłócania ciszy nocnej, funkcjonariusz zauważy w domu komputer, najprawdopodobniej poprosi o pokazanie certyfikatu poświadczającego legalność oprogramowania. A nie jest tajemnicą, że wielu lublinian korzysta z nielegalnych programów, począwszy do popularnego systemu Windows firmy Microsoft.

za : (www.INTERIA.PL/Dziennik Wschodni)
« powrót
Prezydent bez absolutorium


Rada Miejska Białegostoku nie udzieliła dziś absolutorium prezydentowi miasta Ryszardowi Turowi z wykonania budżetu w 2004 roku. O nieudzielenie absolutorium wnosiła Komisja Rewizyjna Rady Miejskiej. Prezydent uważa, że to decyzja polityczna.

- Uchwała trafi teraz do Regionalnej Izby Obrachunkowej i wojewody, którzy mają miesiąc, by zbadać jej zgodność z prawem - poinformowała kierownik biura Rady Miejskiej Białegostoku Anna Wróblewska.

RIO może uchylić uchwałę, jeśli stwierdzi, że budżet miasta pod względem finansowym został wykonany, a sprawozdania radni nie przyjęli z innych względów, np. politycznych.

Nieudzielenie absolutorium jest podstawą do złożenia wniosku o odwołanie prezydenta z zajmowanego stanowiska, ale po poniedziałkowym głosowaniu zapowiedzi wniosku nie było.

Prezydent Białegostoku, który startował w wyborach z listy Białostockiego Porozumienia Prawicy, ma od dawna kłopoty z uzyskiwaniem większości w Radzie w ważniejszych głosowaniach.

W opozycji do prezydenta są radni PiS i LPR. Najczęściej prezydenta wspierali w głosowaniach radni lewicy i prawosławni radni z Forum Mniejszości Podlasia. W poniedziałek radni prawosławni i niektórzy radni lewicy wstrzymali się w głosowaniu w sprawie absolutorium.

Radni zarzucali prezydentowi, że za mało pieniędzy z budżetu przeznacza się na inwestycje, że drogi w mieście są w bardzo złym stanie oraz że miasto za mało korzysta ze środków unijnych. Zarzucano mu również, że w 2004 roku nie wykonał 18 inwestycji na sumę 3 mln zł, np. przebudowy sieci cieplnej na jednej z ulic czy dokończenia modernizacji oczyszczalni ścieków. RIO o wykonaniu budżetu jeszcze przed poniedziałkową sesją wypowiedziała się jednak pozytywnie.

- Mieliśmy okazję przekonać się, że rada dyskutuje nie o sprawach merytorycznych, a podjęła decyzję polityczną, bo tak to trzeba ocenić - powiedział prezydent Tur. Przypomniał, że Regionalna Izba Obrachunkowa jego sprawozdanie oceniła pozytywnie. Izba negatywnie zaopiniowała głosowany w poniedziałek projekt uchwały o nieudzielenie prezydentowi absolutorium.

Całą sytuację Tur nazwał o tyle przykrą, że przedstawiciele partii, które współuczestniczą w sprawowaniu władzy w mieście, np. PiS (z tego ugrupowania są np. sekretarz miasta i prezes największej spółki komunalnej w mieście), głosowały za nieudzieleniem mu absolutorium.

(PAP) ze źródeł INTERIA. PL

« powrót
Urzędnicy do kontroli


Na początku czerwca rozpocznie się kontrola kosztów funkcjonowania administracji samorządowej w czasie dwóch ostatnich lat. Zbyt wiele jest nieprawidłowości - zapowiada wiceprezes Najwyższej Izby Kontroli Zbigniew Wesołowski.

Inspektorzy trafią do wybranych urzędów w każdym województwie - informuje "Głos Wielkopolski".

W Wielkopolsce sprawdzą urzędy na wszystkich szczeblach administracji. Prześwietlone zostaną wydatki administracyjne w urzędach gminy i starostwach powiatowych. W urzędach wojewódzkich sprawdzą między innymi procent ściągalności pieniędzy za mandaty. Do końca roku NIK skontroluje też egzekwowanie zaległości podatkowych przez Urzędy Skarbowe w całym kraju. "Wiemy od wojewodów, że w niektórych regionach urzędy nie ściągają od 5 do 10 milionów złotych z tytułu niezapłaconych mandatów" - podkreśla Zbigniew Wesołowski.

Wydatki na administrację w wielkopolskich urzędach to od 4 do 13 procent całego budżetu. Z każdym rokiem te wydatki rosną. Widać to choćby na przykładzie najważniejszych urzędów w Wielkopolsce. W 2004 roku Urząd Miasta Poznania wydał na administrację około 67 milionów złotych. W tym roku jest to już 75 milionów złotych. Władze miasta tłumaczą to między innymi koniecznym wzrostem zatrudnienia o 16 etatów, odprawami emerytalnymi dla 50 osób i wzrostem wynagrodzeń o 3,5 procent. Do tego dochodzą większe koszty eksploatacji urzędniczej powierzchni i wymiana zużytych kserokopiarek. Na płace dla urzędników idzie prawie 50 milionów złotych - informuje dziennik.

W Urzędzie Marszałkowskim Województwa Wielkopolskiego wydatki na administrację wzrosły w 2005 roku z około 28 do aż 43 milionów złotych - pisze "Głos Wielkopolski".

(PAP) / z portalu INTERIA

 

« powrót
Stracą przez nią miliony


3 miliony złotych z unijny dotacji może przejść koło nosa świętokrzyskiemu Strawczynowi. Jedna z mieszkanek nie zgadza się, by przez jej działkę przebiegała kanalizacja, finansowana z pieniędzy UE.

Nie pomogło nawet nadzwyczajne zezwolenie starosty na budowę - kobieta je zaskarżyła. A wkrótce mija termin decyzji o przyznaniu unijnych kwot. Za wejście robotników na posesje właścicielka terenu żąda 100 tys. złotych. Twierdzi, że jej działka straci na wartości. Wójt Strawczyna twierdzi, że to bzdura.

- Jest to teren budowlany, a jeśli ten teren się uzbraja - robi kanalizację - to ten teren zyskuje na wartości. Reporter RMF nie zastał dziś właścicielki terenu; jej matka twierdzi, że kanalizacja jest niepotrzebna.

- Tyle lat mam, bez tego żyłam i wszyscy żyją - argumentuje kobieta. Sęk w tym, że mogliby żyć lepiej, a pieniądze sięgające 20 procent budżetu gminy być może przepadną bezpowrotnie.

(RMF) / wiadomość z portalu INTERIA

 

« powrót
Przepłacona wieża


80 tysięcy wyda Bytów na wieżę widokową. Taką, jaką postawił w Piasznie Klemens Leman za 10 tysięcy. Projekty obu budowli są bardzo podobne, tylko autorzy i ceny się różnią.

No i Leman wydawał swoje pieniądze, a miasto - podatników, pisze "Głos Pomorza".

Nowa wieża ma stanąć w czerwcu na Górze Siemierzyckiej w podbytowskim Rekowie. Za jej projekt Piotr Szukała dostał sześć tysięcy netto. Na całą inwestycję miasto wyda 80 tysięcy złotych. Pieniądze mają pochodzić z Eko-Funduszu. Klemens Leman koszt swojej wieży ocenia na 10 tysięcy. Projekt zrobił mu Michał Fijałkowski - za 1,5 tys.

"Są bardzo do siebie podobne" - dziwi się Leman, porównując projekty Fijałkowskiego i Szukały. "Wieże różnią się tylko wysokością. Schody są identyczne, ale podejrzewam, że w trakcie prac okaże się, tak jak u mnie, że trzeba zrobić je inaczej, żeby ludzie mogli swobodnie przejść. Daszek też identyczny, dopiero później go zmodyfikowałem. Moja barierka ochronna, tak jak na rysunku Szukały, miała być 1,5-metrowa, ale podwyższyłem ją ze względu na bezpieczeństwo.

Projekt Fiałkowskiego musiał być znany Szukale. Zatwierdził go w 1998 roku jako ówczesny kierownik Oddziału Urbanistyki i Nadzoru Urzędu Rejonowego. "Był tu wiosną tego roku z innymi urzędnikami. Porobili zdjęcia wieży i pojechali" - przypomina sobie Leman.

"Wieże są konstrukcją inżynieryjną i wszystkie są do siebie podobne" - tłumaczy podobieństwo projektów Szukała. "Jako pracownik Urzędu zatwierdzałem tysiące różnych obiektów, a wieżę pana Lemana oglądałem bodajże w lutym tego roku".

Fijałkowski twierdzi, że chętnie odsprzedałby miastu gotowy projekt za około 200 zł bez modyfikacji albo za 1,5 tys., gdyby potrzebne były zmiany. "Jednak o planach postawienia wieży nie wiedziałem. Nie zwrócono się do mnie z ofertą" - mówi.

"To był tryb bezprzetargowy, mogliśmy zlecić wykonanie projektu tylko jednej firmie, my zaś propozycję wysłaliśmy do kilku" - tłumaczy Wiesław Ulatowski z Wydziału Gospodarki Przestrzennej Urzędu Miasta i Gminy Bytów. "Wybraliśmy projekt Szukały, bo jego oferta była najkorzystniejsza i najtańsza".

(PAP) wiadomość z portalu INTERIA

« powrót
Protest ekologów

za www.interia.pl


Kilkudziesięciu ekologów i mieszkańców stolicy protestowało dziś wieczorem przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie przeciw nowelizacji ustawy o ochronie środowiska.

Według protestujących, nowelizacja ogranicza prawo blokowania niekorzystnych dla środowiska inwestycji.

Manifestację zorganizowali Zieloni 2004, stołeczne stowarzyszenia mieszkańców z Ursynowa i Bielan, a także partie lewicowe i prawicowe, np. Nowa Lewica i Młodzież Wszechpolska.

- Domagamy się, by prezydent nie podpisywał nowelizacji ustawy i skierował ją do ponownego rozpatrzenia przez Trybunał Konstytucyjny - powiedział do zebranych Dariusz Szwed z Zielonych 2004.

Zdaniem Zielonych 2004, nowelizacja jest niezgodna z Konstytucją, prawem unijnym i ratyfikowaną przez Polskę konwencją z Aarhus z 1998 r. o dostępie do informacji oraz udziale społeczeństwa w podejmowaniu decyzji.

- Zmiany w ustawie "Prawo Ochrony Środowiska" leżą w interesie lobby inwestorów i ograniczają udział grup społecznych i obywatelskich w konsultacjach na temat inwestycji zagrażających środowisku - dodał Szwed.

Wyjaśnił, że do tej pory organizacje i mieszkańcy mogli dwukrotnie wyrazić swoje wątpliwości co do wpływu inwestycji na środowisko. Zgodnie ze zmianami w ustawie, będzie to możliwe tylko raz - we wstępnym etapie inwestycji.

W manifestacji wzięli także udział mieszkańcy położonej na Bielanach Chomiczówki oraz Ursynowa, którzy sprzeciwiają się budowie na terenach ich dzielnic tras ekspresowych. - Tuż pod oknami naszych bloków mają się przeciąć dwie trasy szybkiego ruchu: S7 i trasa Mostu Północnego - powiedziała PAP Hanna Gil ze "Stowarzyszenia Chomiczówka przeciw degradacji".

- Jeśli tak się stanie, skażenie i hałas przekroczą wszelkie normy. Urzędnicy forsują najdroższy wariant wbrew opinii mieszkańców i Rady Dzielnicy Bielany - dodała.

Przyjęta przez Sejm 15 kwietnia nowelizacja ustawy Prawo Ochrony Środowiska czeka obecnie na podpis prezydenta. Nowelizacja przewiduje m.in. wprowadzenie stref przemysłowych oraz rezygnację z obowiązku uzyskiwania przez przedsiębiorców pozwoleń na emitowanie hałasu i pól elektromagnetycznych.

(PAP)

« powrót
Emocje na obwodnicy

Ochroniarze i policja eksmitująca ludzi, dziesiątki spraw sądowych i zaskarżonych ekspertyz oraz wycen gruntów. W takiej atmosferze po 20 latach powstaje obwodnica Jędrzejowa na trasie Warszawa-Kraków.

Do otwarcia świętokrzyskiej drogi uwalniającej miasto od korków został tylko miesiąc. A tu okazuje się, że nie zbudowano dróg dojazdowych do całych hektarów pól i łąk, od których "odcięto" gospodarzy.

- Jeśli nie załatwią nam tego w najbliższym czasie; odszkodowania nie ustalą, zablokujemy wszystkie roboty. Nie będzie żadnego otwarcia - mówią rolnicy. Jednocześnie jednak zapewniają, że nie są przeciwni drodze, ale chcą, by grano z nami fair.

(za www.interia.pl /RMF)

« powrót
Wyjdą, jak zapłacą

Oskarżeni o korupcję b. prezydent Opola Leszek Pogan i b. przewodniczący Rady Miasta Stanisław Dolata mogą wyjść z aresztu po wpłaceniu kaucji - zdecydował opolski sąd okręgowy. Pogan opuści areszt, jeśli wpłaci 250 tys., Dolata - 150 tys. zł.

O uchylenie aresztu dla swojego klienta wnioskował obrońca Dolaty. Adwokat Pogana przyłączył się do tego wniosku. Obaj oskarżeni opuszczą areszt, jeśli ich rodzinom uda się zgromadzić pieniądze i wpłacić je do 27 maja. Oprócz poręczenia majątkowego sąd orzekł wobec oskarżonych zatrzymanie paszportu z zakazem opuszczania kraju oraz miejsca zamieszkania, dozór policji i zakaz kontaktów z innymi oskarżonymi.

Zarówno Pogan, jak i Dolata wychodzili już wcześniej na wolność po wpłaceniu poręczeń majątkowych. Decyzje sądu pierwszej instancji zostały jednak zaskarżone przez prokuraturę i obaj oskarżeni wrócili do aresztu. Prokuratura i w tym przypadku zapowiedziała zażalenie na decyzje sądu.

Rozstrzygnięcie o możliwości wyjścia aresztowanych na wolność to jedyna decyzja w procesie w sprawie "afery ratuszowej". Zaplanowana na dzisiaj kolejna rozprawa nie odbyła się ze względu na chorobę jednego z oskarżonych przedsiębiorców.

W związku z "aferą ratuszową" na ławie oskarżonych zasiada 15 osób - byli włodarze Opola i przedsiębiorcy, którzy m.in. w zamian za korzystne rozstrzygnięcia przetargów mieli wręczać im łapówki.

Dziś przed opolskim sądem okręgowym wyjaśnienia mieli składać kolejni oskarżeni. Do tej pory odczytano m.in. zeznania b. wiceprezydent, późniejszej marszałek województwa Ewy Olszewskiej i b. wiceprezydenta Piotra Kumca. Adwokaci obojga wiceprezydentów zgłosili w imieniu swoich klientów wnioski o poddanie się karze bez postępowania sądowego.

Propozycja adwokata Olszewskiej to 2 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat, grzywna w wysokości 30 tys. zł i zakaz pełnienia funkcji związanych z administracją rządową i samorządową przez rok. Obrońca Kumca chce dla swojego klienta kary 2 lat więzienia w zawieszeniu na pięć, zakazu pełnienia funkcji związanych z administracją rządową i samorządową przez 6 lat, przepadku mienia o wartości równej uzyskanemu w wyniku przestępstwa oraz grzywny w wysokości 54 tys. zł.

Również adwokaci przedsiębiorców oskarżonych o wręczanie łapówek proponowali dobrowolne poddanie się karze przez swoich klientów. W przypadku wszystkich oskarżonych prokuratura wyraziła wstępną zgodę na takie rozstrzygnięcie. Sąd zapowiedział, że decyzje podejmie po wysłuchaniu współoskarżonych w opolskiej aferze.

Największe łapówki mieli - zdaniem prokuratury - przyjąć były prezydent i późniejszy wojewoda opolski Leszek Pogan i były szef Rady Miasta Stanisław Dolata (obaj po ponad 500 tys. zł.). Byłemu szefowi miejskiego wydziału przetargów Remigiuszowi Promnemu postawiono zarzut przyjęcia ponad 200 tys. zł. Na pierwszej rozprawie sąd zezwolił na publikację nazwisk wszystkich oskarżonych.

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Cudownie uzdrowiona

 

Siostra Józefa Krupa ze Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety spisała świadectwo swojego cudownego uzdrowienia, do którego doszło dzięki wstawiennictwu Jana Pawła II. Teraz zbiera dokumenty leczenia, by wysłać je do Watykanu.

Jak pisze "Gazeta Poznańska", decyzję o podzieleniu się trzymaną od 2000 roku tajemnicą siostra podjęła po tym, jak z okazji urodzin papieża z księdzem proboszczem Jackiem Markowskim sprowadziła do Grodziska Wlkp. sutannę Ojca Świętego, którą ten ofiarował podczas pielgrzymki do Gorzowa Matce Bożej w Sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej w Rokitnie.

"To było piękne, ilu ludzi przychodziło do naszej kaplicy i do kościoła, aby pomodlić się przy tej relikwii. Zostawiali pod sutanną modlitwy, prośby. Uświadomiłam sobie, że to największa rzecz jaką Ojciec Święty czyni po śmierci, że to już świadczy o jego świętości. Dlatego postanowiłam opowiedzieć w kościele swoją historię" - mówi ze wzruszeniem s. Józefa.

Cztery lata po wstąpieniu do zakonu, w 1986 roku siostra zachorowała. Lekarze nie byli w stanie rozpoznać choroby ucha i głowy. Przez lata, po chwilowych podleczeniach ból i wycieki z ucha powracały, a leki niewiele pomagały. W Adwent 1999 roku, siostra modliła się w kaplicy i pytała Pana Boga - co dalej? "To był moment przełomowy w mojej wierze i życiu. Usłyszałam wewnętrzny głos: napisz do Jana Pawła II i poproś go o modlitwę" - wspomina s. Józefa - relacjonuje "Gazeta Poznańska".

"Początkowo szamotałam się z Panem Bogiem i tym głosem. Myślałam: gdzie ja z takiego małego miasteczka mam pisać do Papieża?" - wspomina. Ale głos stawał się jeszcze silniejszy. Opisała więc swoje cierpienie w liście do Jana Pawła II. "Wtedy myślałam już tylko o życiu i śmierci. Poprosiłam Ojca Świętego o modlitwę i, jeśli jest taka wola Boża, o łaskę" - mówi.

Po nowym roku ze swoją byłą przełożoną s. Heliodorą pojechały do Poznania, prosząc kolejny raz o operację, bo nic już nie pomagało. "I to był znak Boży - profesor, który do tej pory mówił nie, uśmiechnął się i powiedział: proszę przyjechać na oddział. A potem w szpitalu wszystko było kierowane jakby ręką Bożą. Wróciłam do domu jak nowo narodzona, ból się koił" - promienieje na to wspomnienie. "10 marca przyszedł list z Watykanu. Płakałyśmy z siostrą Heliodorą. Trudno było uwierzyć, jak nasza wiara się dopełniła, bo Ojciec Święty jest tak blisko Boga, że jego modlitwa uprasza łaski. Ja już więcej w swoim życiu nie mogę otrzymać" - mówi "Gazecie Poznańskiej".

 

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Krajobraz po burzy

Na Dolnym Śląsku trwa usuwanie skutków wczorajszej nawałnicy, w wyniku której zginęły 3 osoby, a 6 zostało rannych. Specjaliści uspokajają jednak, że podobne kataklizmy już Polsce nie grożą.

- Nie będzie aż tak silnych wiatrów, nie będzie aż takiej ilości opadów, nie będzie tych wichur. Ta pogoda ma się ustabilizować i nie powinno być powtórki z dnia wczorajszego - powiedziała RMF przedstawicielka Centrum Koordynacji Akcji Ratowniczych.

A Dolny Śląsk liczy straty po wczorajszej nawałnicy. Region został wprost "zdemolowany" przez potężne burze i towarzyszące im wichury. Ofiary śmiertelne zmarły na skutek obrażeń powstałych po przygnieceniu przez urwane konary drzew; we Wrocławiu zginęła 21-letnia kobieta, w Oleśnicy 26-letni mężczyzna, a w miejscowości Zawrócona koło Ząbkowic Śląskich 14-letni chłopiec.

 

Wichura, która przeszła nad regionem m.in. przez: Jelenią Górę, Złotoryję, Zgorzelec i Wrocław zniszczyła co czwartą linię wysokiego napięcia. W niektórych miejscowościach prądu nie będzie nawet przez kilka dni.

W stolicy Dolnego Śląska w ciągu kilku minut zrobiło się ciemno; zaczęło padać - w ciągu godziny spadło 12 litrów wody na metr kwadratowy. Do tego mocno wiało - w porywach do 120 kilometrów na godzinę. W niektórych dzielnicach wiatr zrywał dachy z domów, łamał drzewa.

W związku z tym przez kilka godzin były ogromne trudności z przejazdem przez miasto. Z powodu zerwanej trakcji elektrycznej stanęły m.in. tramwaje, w korkach utknęło dziesiątki samochodów. Były także spore problemy z połączeniami kolejowymi. Posłuchaj relacji reportera RMF Michała Szpaka z wczorajszego wieczora:

Według danych policji, w samym Wrocławiu uszkodzone zostały 143 samochody, 3 budynki i 4 poszycia dachowe. 87 drzew zostało powalonych.

 Strażacy w regionie interweniowali około 500 razy - najczęściej usuwali powalone drzewa i konarów leżące na jezdniach, wypompowywali wodę z piwnic, a także uprzątali urwane rynny, anteny oraz przewrócone billboardy reklamowe.

W nocy udało się uruchomić ruch kolejowy. Częściowo nieprzejezdny jest tylko odcinek Wrocław - Oława. Na tej trasie będą jeździć autobusy zastępcze. Na wielu drogach w województwie ruch odbywa się wahadłowo. Wrocławianie muszą się jednak liczyć ze sporymi utrudnieniami. Trakcje tramwajowe są pozrywane i nie wiadomo, jak długo potrwa ich naprawa. MPK wprowadziło komunikację zastępczą.

Poważne problemy z przejazdem były także na drogach poza miastami. Na autostradzie A-4 za Wrocławiem w kierunku Opola na jeden pas spadło drzewo. Służby drogowe kilka godzin usuwały przeszkodę.

(za www.interia.pl /RMF/PAP)

« powrót
Burmistrz jeździł po pijaku

Na pół roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata skazał dziś Sąd Rejonowy w Mrągowie (Warmińsko-Mazurskie) burmistrza Biskupca Marka D. za jazdę po pijanemu. Sąd zakazał także burmistrzowi prowadzenia pojazdów przez rok.

Wniosek o skazanie i wymierzenie takiej kary złożył sam burmistrz, który podczas rozprawy był nieobecny. Wyrok nie jest prawomocny.

41-letni Marek D. został zatrzymany przez policjantów w czerwcu ubiegłęgo roku, gdy skręcając swoim bmw nie włączył kierunkowskazu. Kiedy funkcjonariusze chcieli go wylegitymować, poczuli od niego alkohol. Burmistrz nie zgodził się na badanie alkomatem, dlatego pobrano od niego krew. Późniejsze badanie wykazało 1,3 promila alkoholu we krwi.

Marek D. tłumaczył, że zanim usiadł za kierownicą, świętował swoje imieniny i wypił kilka kieliszków alkoholu. Jak mówił, był pewien, że do chwili, gdy będzie prowadził samochód, zdąży wytrzeźwieć.

Zakończony w środę proces był drugim z kolei, ponieważ wyrok o warunkowym umorzeniu sprawy na dwa lata, jaki zapadł po raz pierwszy przed mrągowskim sądem, został uchylony w styczniu tego roku przez Sąd Okręgowy w Olsztynie.

Sąd Okręgowy uznał wówczas, że Sąd Rejonowy zbyt łagodnie potraktował burmistrza a przedstawiciele władzy samorządowej muszą dawać przykład swoim zachowaniem i obowiązują ich surowsze zasady niż zwykłych ludzi. Sąd Okręgowy uchylając wyrok ocenił, że sąd pierwszej instancji umarzając warunkowo postępowanie wobec burmistrza, nie wziął pod uwagę znacznego stopnia szkodliwości społecznej czynu.

(za www.interia.pl. / PAP)

« powrót
Geje i lesbijki zakazani

Prezydent Warszawy Lech Kaczyńśki zakazał parady i wieców / RMF
Władze Warszawy zakazały dziś organizacji w stolicy w sobotę części wieców, organizowanych przez środowiska gejów i lesbijek, uzasadniając to względami bezpieczeństwa.

Wiece miały się odbyć zamiast Parady Równości, której wcześniej zakazały władze miasta.

Prezes Fundacji Równości, która jest organizatorem Parady i wieców, Tomasz Bączkowski zapowiedział, że wiece odbędą się w sobotę bez względu na tę decyzję. Inny z organizatorów, Robert Biedroń zaznaczył, że Fundacja Równości nie zamierza łamać prawa i będzie działać w zgodzie z nim. Jednocześnie dodał, że "determinacja ludzi jest tak wielka, że i tak wyjdą na ulice".

Zakaz wiecowania dotyczy również części kontrmanifestacji, które chcieli zorganizować przeciwnicy homoseksualistów.


Oficjalną zgodę ma natomiast sobotni piknik na pl. Defilad "Rodzinna Warszawa - miasto bez nienawiści". Impreza organizowana przez Ośrodek Informacji Środowisk Kobiecych Ośka i stowarzyszenie Le Madame miała być zwieńczeniem Parady Równości. Motywem przewodnim pikniku będzie Kaczka; jest to bezpośrednia aluzja do nazwiska prezydenta stolicy Lecha Kaczyńskiego.

Urząd Miasta zarejestrował też pikietę przeciwko pedofilii wzdłuż ul. Marszałkowskiej od pl. Konstytucji do ronda Dmowskiego, organizowaną przez Inicjatywę Dość Deprawacji.

Wiceprezydent Warszawy Władysław Stasiak zapowiedział, że jeśli wiece odbędą się, ich organizatorzy i uczestnicy "nie będą korzystali z ochrony prawnej, a miasto nie ponosi odpowiedzialności za żadne ekscesy". Jego zdaniem, policja "będzie interweniować stosownie do okoliczności".

Dziś po południu informacji dotyczącej zakazu przedstawionej przez wiceprezydenta miasta Andrzeja Urbańskiego wysłuchała Rada Warszawy. Radni z SLD próbowali wywołać dyskusję na temat zakazu, ale nie dopuścili do tego radni PiS. Większością głosów radnych PiS Rada zdecydowała, że nie będzie dyskusji na ten temat.

- To, co się stało, to farsa z demokracji. Liczyliśmy, na to, że Rada Miasta dopuści do debaty. Jeśli cokolwiek stanie się uczestnikom Parady Równości (...) to winę za to ponosić będzie prezydent i radni, którzy nie dopuścili do dzisiejszej dyskusji - uważa członek Rady Krajowej Zielonych 2004 Bartek Lech.

 
 
Publicystka Halina Bortnowska-Dąbrowska, członkini Komitetu Helsińskiego powiedziała, że obserwatorzy Komitetu Helsińskiego w Polsce będą w sobotę na terenie miasta, "bo trzeba patrzeć, co będzie się dalej działo".

Parada, a potem pokojowe wiece, miały być elementem Dni Równości (10-12 czerwca). W trakcie Dni odbędą się konferencje i wiele imprez kulturalnych, które mają służyć informacji o homoseksualizmie.

Stanisław Wileński z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich poinformował, że RPO nie otrzymał od prezydenta Warszawy uzasadnienia decyzji zakazującej zorganizowania w stolicy Parady Równości. Prof. Andrzej Zoll zwrócił się pod koniec maja do Kaczyńskiego z pytaniem jak uzasadnia swoją decyzję "w świetle siódmego artykułu konstytucji" - "każdy organ władzy ma działać na podstawie prawa i w ramach prawa". Odmowa nie może być argumentowana ideologicznie, musi mieć podstawy prawne - wyjaśniał prof. Zoll.

Zdaniem prawnika prof. Wiktora Osiatyńskiego, decyzja prezydenta Warszawy to "bezprawie i podłość". Sprawa powinna znaleźć swój finał w sądach i międzynarodowych trybunałach, np. w Strasburgu, ponieważ prezydent stolicy dwukrotnie zakazał demonstracji dopuszczonej konstytucją - zaznaczył Osiatyński. Według niego, "prezydent Kaczyński chce sprowokować zamieszki, po to, żeby zdobyć głosy przestraszonych wyborców".

Polska Federacja Ruchów Ochrony Życia poparła zaś decyzję prezydenta Warszawy. Popiera ją również mazowiecki region NSZZ Solidarność. Według związkowców, na ulicach miasta, w którym zginęło 300 tysięcy ludzi nie może być miejsca na "parady rozwiązłości i reklamowanie dewiacji seksualnych, jako prawidłowych zachowań ludzkich".

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Czyste plaże w Trójmieście

Czyste plaże w Trójmieście
Tak czystej wody na Wybrzeżu Gdańskim jeszcze nie było. W tej części polskiego wybrzeża sanepid nie dopuścił do użytku w tym roku tylko jednego kąpieliska - w Mechelinkach koło Gdyni.

Choć temperatura wody i powietrza nie zachęca do kąpieli, warto jednak już teraz zwrócić uwagę na kilka ważnych kwestii.

Po pierwsze, warto korzystać z kąpielisk strzeżonych. Statystyki mówią, że w ubiegłym roku na trójmiejskich strzeżonych plażach nie utonął żaden człowiek.

Fanom wodnych kąpieli mogą zagrażać głównie sinice, które w ostatnich latach dokonują masowej inwazji na polskie plaże. Przed sinicami będą jednak ostrzegać ratownicy wodni.

Do ich obowiązku należy obserwacja stanu morza i ostrzeganie plażowiczów przy pomocy czerwonej flagi przed zbliżającą się do brzegu kolonią tych jednokomórkowych organizmów.

(za www.interia.pl /RMF)

« powrót
Prezent dla policji

Dziewięć nowoczesnych, ciężkich motocykli wraz z osprzętem, wartych ponad pół miliona złotych dostali dziś w prezencie od samorządu województwa kujawsko-pomorscy policjanci.

Dar obejmuje też ubiory motocyklowe oraz sprzęt łączności. Prezent sfinansowano w ramach realizacji programu przeciwdziałania przestępczości.

To największy tego typu dar dla kujawsko-pomorskiej "drogówki". - Nowoczesne motocykle marki Yamaha pozwolą policjantom na skuteczną walkę z piratami drogowymi - powiedział komendant miejski policji w Toruniu Mirosław Bieńkowski.

Dodał, że funkcjonariusze, którzy będą jeździć na tych motorach zostali specjalnie przeszkoleni i wyposażeni m.in. w specjalne kaski z nowoczesnym systemem łączności.

Marszałek województwa kujawsko-pomorskiego Waldemar Achramowicz przekazując dar poinformował, że to nie koniec prezentów dla policji. W najbliższym czasie komendy miejskie w Toruniu i Włocławku oraz komendy powiatowe otrzymają sprzęt informatyczny i wyposażenie tzw. "niebieskich pokoi", wykorzystywanych do przesłuchiwania dzieci, o łącznej wartości 133 tys. zł.

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Kraków goni Łódź

 
Kraków niedługo wyprzedzi Łódź pod względem liczby mieszkańców / RMF
Już za dwa lata Łódź przestanie być drugim co do liczby mieszkańców miastem w Polsce. Wyprzedzi ją Kraków.

Jak przewiduje "Dziennik Łódzki", opierając się na najnowszych badaniach statystycznych, za 25 lat Łódź będzie miastem zaledwie 600-tysięcznym. W mieście mieszka obecnie 769 tysięcy osób, a w Krakowie 757 tysięcy. Prognoza opracowana przez statystyków przewiduje, że także liczba mieszkańców całego województwa łódzkiego będzie się systematycznie zmniejszać.

Za 25 lat w regionie łódzkim będzie mieszkać około 300 tysięcy osób mniej niż teraz (dziś w regionie mieszka prawie 2,6 miliona). Tylko w województwach opolskim i śląskim ludności będzie ubywać szybciej niż w Łódzkiem - alarmuje gazeta.

Do 2030 roku w województwie łódzkim o ponad jedną piątą zmniejszy się liczba osób w wieku produkcyjnym. Największy spadek nastąpi w powiecie łódzkim wschodnim i wieruszowskim. Za to w całym regionie niemal o połowę przybędzie osób w wieku emerytalnym. Najwięcej emerytów przybędzie w powiecie bełchatowskim (wzrost prawie o 132 procent) i Skierniewicach (o 103 procent). To konsekwencje dużego napływu ludzi młodych przed 30 laty.

Region łódzki już dzisiaj jest na drugim miejscu (po śląskim) pod względem tempa starzenia się społeczeństwa. W Łódzkiem wciąż umiera więcej ludzi niż się rodzi. Także sama Łódź jest pod tym względem w krajowej czołówce.

(za www.interia.pl /PAP)

 

« powrót
Z bombami przez miasto

Amator złomu ciągnął na wózku przez cały Słupsk trzy wielkie bomby lotnicze. Chciał je sprzedać w punkcie skupu metali, ale właściciel złomowiska przeraził się, gdy zobaczył "towar" i zaalarmował saperów - pisze "Głos Pomorza".

"Cud, że to nie wybuchło" - mówią żołnierze. Wczoraj w samo południe do punktu skupu złomu przy ulicy Gdańskiej przyszedł 40- letni mężczyzna. Na dwukołowym wózku miał trzy walcowate przedmioty. "Kazałem mu wjechać na wagę" - mówi Romuald Kamiński, szef złomowiska. "Waga wskazała niecałe 180 kilogramów" - dodaje. Mężczyzna nie chciał jednak wypakować swojego "towaru". Wówczas Kamiński przyjrzał się uważniej dostawie - informuje dziennik.

"To były bomby takie jak z filmu o wojnie" - dodaje. "Powiedziałem temu mężczyźnie, że to niebezpieczne. Na to on stwierdził, że sprzeda to w innym punkcie. Chwycił za wózek i zaczął odchodzić. Pobiegłem za nim. Próbowałem zatrzymać, bo przecież strach z tym po mieście chodzić. Zaczęliśmy się szarpać, gdy powiedziałem, że trzeba wezwać policję od razu uciekł zostawiając wózek" - relacjonuje Kamiński "Głosowi Pomorza".

Roman Kamiński wezwał policję i saperów z Lęborka. Do punktu skupu metali nie wpuszczał już klientów. Czekając na pirotechników domową kamerą nakręcił film z nietypowym złomem w roli głównej. "Coś takiego nigdy mi się na złomie nie trafiło" - twierdzi Kamiński. Trzy metrowe bomby o średnicy 35 centymetrów zabrali saperzy. Niewybuchy będą wysadzone na poligonie z dala od domów ludzi - podaje dziennik.

"To prawdopodobnie bomby lotnicze jeszcze z okresu drugiej wojny światowej" - twierdzi jeden z saperów. "Czy są niebezpieczne? Na pewno tak. Nieostrożne obchodzenie się z takimi przedmiotami grozi prawdziwą tragedią. Facet, który to przewiózł przez miasto na wózku jest wyjątkowo nieodpowiedzialny" - dodaje. Słupska policja szuka złomiarza. Funkcjonariusze będą także ustalać, skąd pochodzą bomby. Mężczyźnie, który transportował bez zabezpieczenia bardzo niebezpieczny ładunek, może grozić kara nawet ośmiu lat więzienia - podkreśla "Głos Pomorza".

(za www.interia.pl /PAP)
 

« powrót
Piorun zabił kobietę


Piorun zabił kobietę, która przyszła do szkoły na warszawskiej Ochocie po swojego 8-letniego syna. Do wypadku doszło na boisku szkolnym. Do zdarzenia doszło ok. godz. 15.30.

Z relacji świadków zdarzenia wynika, że kobieta, by uchronić się przed deszczem podczas burzy, stanęła pod drzewem na szkolnym boisku. W drzewo uderzył piorun.

Dziś nad Warszawą przeszła burza z silnymi wyładowaniami atmosferycznymi.

Do śmiertelnego porażenia przez piorun doszło także wczoraj w Lubelskiem. Piorun zabił 40-letniego rolnika.

W 2001 r. w Warszawie zginęły dwie młode osoby, które schowały się przed deszczem pod drzewem, w które następnie trafił piorun.

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Poseł na zagrodzie


Dziś mija termin składania przez posłów oświadczeń o zatrudnianiu obecnie lub w przeszłości krewnych w poselskich biurach.

Ma to na sumieniu co najmniej trzech parlamentarzystów ze Śląska, pisze "Dziennik Zachodni".

Są to: Maria Wiśniowiecka (Samoobrona), Michał Figlus (koło poselskie Stronnictwa Gospodarczego) i Piotr Smolana (koło poselskie "Dom Ojczysty"). Rekord w "przytulaniu" krewniaków pobiła ta pierwsza. W swoim biurze w Gliwicach zatrudnia męża, siostrę i syna!

Piotr Smolana w swoim biurze w Bielsku Białej zatrudnia siostrę, technika włókiennictwa. "Była bezrobotna, więc dlaczego miałem jej nie pomóc? Kiedy wcześniej zatrudniałem obce osoby, zostałem przez nie okradziony" - wyjaśnia poseł.

Michał Figlus przygarnął brata w biurze w Będzinie. Nie widzi w tym nic złego. Zapewnia, że ma do niego zaufanie. Opowiada o swoich złych doświadczeniach z poprzednią pracownicą, która zrobiła mu manko.

Maria Wiśniowiecka w gliwickim biurze jako dyrektora zatrudniła swoją siostrę Jutę. Jej asystentem jest mąż Marian, a kierowcą syn Adam. "A bo ja im ufam. Jak już to biuro w Gliwicach otwarłam, to musiał je ktoś prowadzić. No to siostra była dobra. Potem nogę złamałam i w gipsie do tej pory jestem. Ktoś mnie musiał wozić. Syna do tego wzięłam. No a mąż jest asystent, bo jemu też ufam. Ale syn i siostra to już od dzisiaj nie pracują. Zwolniłam ich. Już akurat 18 miesięcy u mnie pracowali. No to teraz mogą już dostać zasiłek dla bezrobotnych i nie muszą pracować" - wyjaśnia Wiśniowiecka.

Pani poseł nie widzi problemu w zatrudnianiu krewnych. I tak naprawdę słowa "nepotyzm" nie rozumie. Tymczasem to ona m.in. została upoważniona w grudniu 2003 roku do prac nad projektem ustawy o skróceniu kadencji Sejmu. W uzasadnieniu projektu czytamy: "Korupcja, nepotyzm, niejasne związki polityki, biznesu i mediów tworzą z Polski kraj, w którym funkcjonowanie życia społecznego bliższe jest 'republikom bananowym', a nie demokratycznemu państwu". Święta prawda pani poseł, święta prawda...- konkluduje "Dziennik Zachodni".

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Nieprawidłowości w Żeromskim

Działacze Prawa i Sprawiedliwości przesłali do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez dyrektora Szpitala Specjalistycznego im. S. Żeromskiego w Krakowie oraz prezydenta miasta.

Jak poinformował radny PiS Łukasz Słoniowski, dyrektorowi szpitala autorzy zawiadomienia zarzucają: nadużycie uprawnień i działanie na szkodę interesu publicznego, wprowadzenie w błąd NFZ, co do rodzaju i liczby prowadzonych w placówce zabiegów, których koszty pokrywa Fundusz oraz udostępnienie prywatnej firmie pogrzebowej danych osobowych pacjentów.

Zdaniem PiS, doszło także do nieprawidłowości w przetargach: na usługi prosektoryjne oraz na zakup stołów operacyjnych. W zawiadomieniu mowa także o niegospodarności w związku z powierzeniem firmom zewnętrznym żywienia pacjentów i sprzątania szpitala.

Prezydentowi Krakowa Jackowi Majchrowskiemu działacze PiS zarzucają niedopełnienie obowiązków. - W szpitalu były prowadzone kontrole. Jesteśmy przekonani, że prezydent wiedział o tym, co się tam dzieje i powinna być jakaś reakcja z jego strony - powiedział Słoniowski.

Zdaniem Rzecznika Szpitala im. S. Żeromskiego Leszka Góry, złożenie zawiadomienia to efekty nagonki o charakterze politycznym skierowanej przeciwko "świetnemu menadżerowi ochrony zdrowia". - To dyletanctwo i harcownictwo polityczne - ocenił.

Dodał, że autorzy doniesienia powinni się przyjrzeć odniesionym w ostatnich latach sukcesom, wśród których wymienił: remont szpitala, uzyskanie certyfikatu "Szpital Przyjazny Dziecku" i doskonale funkcjonujący w strukturze szpitala oddział pogotowia. - Uchybienia, jakie wykazały w szpitalu kontrole zostały usunięte - zaznaczył Góra.

Krystyna Paluchowska z biura prasowego Urzędu Miasta Krakowa powiedziała, że prezydent Majchrowski nie zna zarzutów sformułowanych w zawiadomieniu. - Ich zasadność zbada prokuratura. Trudno w tej sytuacji, by komentował je prezydent - podkreśliła.

(za www.interia.pl /PAP)

 

« powrót
Samorządowcy zatrzymani

Starostę bydgoskiego Jana G., członkinię zarządu województwa kujawsko-pomorskiego Teresę M.-L. i szefa firmy "Wody Mineralne Ostromecko" Leszka B. zatrzymała Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, działająca na zlecenie gdańskiej prokuratury apelacyjnej.

Prokuratura postawi im zarzuty dotyczące korupcji. Marszałek województwa kujawsko-pomorskiego Waldemar Achramowicz powiedział, że jest zaskoczony zatrzymaniem przez ABW członka zarządu województwa Teresy M.-L.

- Dla mnie jako przewodniczącego zarządu województwa to bardzo przykre. Moja wiedza na temat tego wydarzenia jest niezwykle skromna. Czekam na konkrety z prokuratury - powiedział Achramowicz. Dodał, że jakiekolwiek dalsze ruchy uzależnia od tego, czy Teresie M.-L. zostaną postawione zarzuty i czy zostanie zatrzymana w areszcie.

Zdaniem Achramowicza, Teresa M.-L. nie miała powodu, by przyjmować łapówkę za coś, co dałoby się załatwić bez kłopotów: - Ostromecko dostało dotację zgodnie z procedurami i nie sądzę, by istniała jakakolwiek potrzeba protegowania tej firmy do PFRON-u. Nawet w tej chwili mamy wolne środki w tym funduszu, więc po co dawać komuś łapówkę za to, co można dostać zupełnie legalnie - wyjaśnił Achramowicz.

- Staroście bydgoskiemu Janowi G., zostanie przedstawiony zarzut płatnej protekcji, a członkini zarządu województwa Teresa M.-L. - płatnej protekcji i pomocy w oszustwie dokonanym przez biznesmena. Właściciel firmy "Ostromecko" Leszek B. jest podejrzewany o oszustwo na ponad 193 tys. zł i czynną, płatną protekcję - poinformował zastępca szefa Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku, która prowadzi śledztwo w tej sprawie, Piotr Wesołowski.

Zdaniem śledczych, Leszek B. dostał te pieniądze z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych za pośrednictwem Urzędu Marszałkowskiego. Fundusze miały być przeznaczone na szkolenie pracowników, którego nigdy nie zorganizowano.

Leszek B. miał wręczać łapówki Janowi G. i Teresie M.-L. w zamian za pomoc w załatwianiu spraw urzędowych. Samorządowcy mieli go przy tym zapewniać o swoich szerokich wpływach.

Śledztwo prowadzi bydgoska delegatura Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która nie udziela żadnych szczegółowych informacji na temat tej sprawy. - Sprawa ma charakter wielowątkowy i rozwojowy - zapewniła rzeczniczka prasowa ABW w Bydgoszczy, Zuzanna Mrozowska.

Jan G. jest starostą bydgoskim od 1999 r. Wcześniej w Bydgoszczy był dyrektorem generalnym urzędu wojewódzkiego (1994- 99), kierownikiem urzędu rejonowego (1990-94), wiceprezydentem miasta (1985-1990) i komendantem Chorągwi ZHP (1979-1995).

Teresa M.-L. jest członkinią Zarządu Województwa Kujawsko-Pomorskiego od 2002 r., odpowiedzialną m.in. za politykę społeczną, sprawy osób niepełnosprawnych i profilaktykę uzależnień. Działalność publiczną rozpoczęła w latach 90. jako aktywistka, a później członek władz krajowych Samoobrony, z listy której została w 2002 roku radną wojewódzką. Z partii wyrzucono ją kilka miesięcy później, gdyż nie chciała zrezygnować ze stanowiska w zarządzie województwa, do czego wzywał szef Samoobrony Andrzej Lepper.

Leszek B. był dzierżawcą, a od początku lat 90. właścicielem wytwórni wód mineralnych w Ostromecku koło Bydgoszczy. Pod jego zarządem lokalna wytwórnia stała się producentem liczącym się na rynku ogólnopolskim, dostarczającym napoje m.in. najdroższym warszawskim hotelom i instytucjom centralnym.

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Szpital bez Jana Pawła II

Stolica Apostolska odmówiła Szpitalowi Wojewódzkiemu w Poznaniu zgody na nadanie tej placówce imienia Jana Pawła II.

Poinformował o tym dyrektor szpitala Lech Łukomski.

W oficjalnym komunikacie przekazanym przez Archidiecezję Poznańską napisano, że "Stolica Apostolska z zasady nie udziela szpitalom zgody na noszenie imienia Papieża".

W komunikacie archidiecezji napisano też, że "żaden szpital nie może zagwarantować, że będzie działać zgodnie z nauką Kościoła w dziedzinie ochrony życia ludzkiego".

Sekretarz abpa Gądeckiego ks. Dariusz Madejczyk, pytany przez PAP czy chodzi o to, że w szpitalu mogą być dokonywane zabiegi aborcji, powiedział, że "chodzi właśnie o to".

Wyjątkiem jest Szpital Specjalistyczny im. Jana Pawła II w Krakowie, gdzie leczy się choroby serca i płuc. Jak dowiedziała się PAP, szpital mógł przyjąć imię papieża w 1990r., bo zgodę na to wyraził on sam.

(za www.interia.pl /PAP)
 

« powrót
Wachowski kontra Kaczyński

Jaką karę poniesie prezydent Warszawy? / RMF
24 czerwca Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy ogłosi wyrok w procesie karnym wytoczonym prezydentowi stolicy Lechowi Kaczyńskiemu przez Mieczysława Wachowskiego za nazwanie go w 2001 r. "wielokrotnym przestępcą".

Obrońcy, którzy wnieśli o uniewinnienie Kaczyńskiego, przekonywali, że ich klient miał prawo użyć pod adresem Wachowskiego słowa "przestępca", bo to nie znaczy tego samego co "skazany". Wyrażali też ubolewanie, że sąd oddalił wszystkie wnioski dowodowe adwokatów, które zmierzały do przesłuchania jako świadków osób, mogących mówić o domniemanych przestępstwach, w jakich Wachowski miałby uczestniczyć.

Adwokaci i sam Kaczyński, który powtórzył, że miał prawo wypowiedzieć swe słowa, w działaniu Wachowskiego dopatrują się politycznych pobudek, w celu zdyskredytowania kandydata w wyborach prezydenckich.

Sąd wcześniej oddalił też wnioski o przyjęcie w poczet dowodów w sprawie opinii językoznawców - prof. Jerzego Bralczyka i prof. Tadeusza Zgółki, którzy też uznali, iż "przestępca" to osoba, która popełniła przestępstwo, a nie osoba skazana. Adwokaci prezydenta Warszawy wnosili też alternatywnie, by sąd nie wydawał jeszcze wyroku, lecz wznowił proces i przesłuchał świadków.

Pół roku więzienia w zawieszeniu na 4 lata, 25 tys. zł nawiązki, nakazu przeprosin i podania wyroku do publicznej wiadomości zażądał pełnomocnik Wachowskiego.

Proces po raz trzeci zaczął się od nowa, tym razem z powodu ciężkiej choroby ławnika. Trwa od początku 2002 r. i jest związany z wypowiedzią Kaczyńskiego z czerwca 2001 r., gdy - odpowiadając na pytanie dziennikarki potwierdził on słowa swego brata Jarosława, że Wachowski jest "wielokrotnym przestępcą".

W dzisiejszym przesłuchaniu Kaczyński stwierdził, że sformułowanie "przestępca" nie jest tożsame ze stwierdzeniem "skazany" - Wachowski bowiem przedłożył sądowi wypis z rejestru skazanych, w którym nie figuruje. Kaczyński przedstawił natomiast około 10 spraw, w których jego zdaniem Wachowski dopuścił się przestępstw.

Prezydent Warszawy tłumaczył, że wypowiadał się w radiu jako osoba prywatna, nie jako minister sprawiedliwości, bo dnia poprzedniego TVP wyemitowała film "Dramat w trzech aktach", w którym Kaczyńscy zostali pomówieni.

Wachowski mówił zaś, że po stwierdzeniu Kaczyńskiego poczuł się pomówiony, nie mógł też wytłumaczyć swoim dzieciom, że nie jest przestępcą i że jest to element gry politycznej. Pytany przez adwokatów Kaczyńskiego Wachowski przyznał, że nie dochodził swoich praw przed sądem wobec autorów wielu innych publikacji prasowych i książkowych, które przedstawiały Wachowskiego w negatywnym świetle.

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Minister zapłaci za bandytę

Minister sprawiedliwości ma zapłacić bielskiemu Szpitalowi Wojewódzkiemu 83 tys. zł za leczenie bandyty, oskarżonego o zabójstwo policjanta. Tak orzekł katowicki Sąd Apelacyjny.

Gangster został postrzelony dwa lata temu przez policjantów podczas pościgu. Ranny trafił do szpitala w Bielsku-Białej. Decyzja sądu jest prawomocna i ma charakter precedensowy. W przepisach bowiem istnieje luka, dotycząca pokrycia kosztów leczenia osób zatrzymanych przez organa ścigania, a jeszcze niearesztowanych.

Grzegorz S. jest oskarżony o zabójstwo w Będzinie 23-letniego policjanta w sierpniu 2003 roku. Policjanci zostali powiadomieni o najściu na prywatną posesję. Patrol, który przyjechał na miejsce, chciał wylegitymować dwóch mężczyzn idących ulicą. Mężczyźni zaczęli uciekać. Kilkaset metrów dalej wywiązała się strzelanina, w której zginął policjant. Sprawcy uciekli.

Proces w sprawie zabójstwa rozpoczął się w grudniu ub. roku przed Sądem Okręgowym w Katowicach. Grzegorz S. odpowiada w nim za zabójstwo, a także nielegalnego posiadania broni i amunicji oraz bezprawne wtargnięcie na prywatną posesję. Grozi mu dożywocie. S. był już wcześniej karany za włamania i rozboje.

(za www.interia.pl /RMF)

 

« powrót
Bez witraża w papieskim oknie

 
Nie będzie witraża w papieskim oknie / AFP
"Nie zdecydowano na razie, jak uczcimy pamięć Jana Pawła II w papieskim oknie, z którego wielokrotnie przemawiał do krakowian" - poinformował "Gazetę Krakowską" ks. Andrzej Fryźlewicz, kapelan kard. Franciszka Macharskiego.

"Na razie w oknie stoją świeże kwiaty. O tym, co będzie się z nim działo później, zdecyduje metropolita Stanisław Dziwisz" - dodał kapelan.

W wysłanym 15 czerwca liście z zaproszeniem na ingres metropolita nawiązuje do okna na Franciszkańskiej 3. Można więc wnioskować, że pamięć o Ojcu Świętym będzie w tym miejscu uczczona - pisze "Gazeta Krakowska".

Ks. Fryźlewicz zaprzeczył jednak plotkom, jakoby miał tam powstać witraż lub stanąć pomnik Ojca Świętego, choć, jak przyznaje, niektórzy wierni już wysyłają datki na ten cel. Na razie wiadomo tylko, że w niedalekiej przyszłości w kurii zostaną zamontowane plastikowe okna - podaje dziennik.

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Osiedla miały być bezpieczne

 

Niesamowity wzrost bezpieczeństwa w blokowiskach odtrąbili tydzień temu urzędnicy w Warszawie. Jak na dłoni widać jednak, że to nieprawda

Jak przypomina "Życie Warszawy", kilka dni temu administracja prezydenta Lecha Kaczyńskiego pochwaliła się sukcesem. Dzięki akcji "Bezpieczne Osiedle", czyli współdziałaniu mieszkańców z policją i strażą miejską w miejscach, gdzie zbierały się podpite grupki młodych osób, miało się zrobić, jak u Pana Boga za piecem.

Wyniki ogłoszone przez Ratusz były tak optymistyczne, że już na pierwszy rzut oka mało realne. Reporterzy "Życia Warszawy", sprawdzili, czy urzędnicy pokazali warszawiakom prawdziwe dane i doszli do wniosku, że tak nie jest.

W czwartkowe popołudnie i wieczór dziennikarze jeździli po Warszawie, sprawdzając, czy patologie w miejscach wskazanych przez urzędników rzeczywiście zostały wyeliminowane lub zminimalizowane, jak przekonywali oni niedawno. Bez najmniejszego problemu w czterech losowo wybranych rejonach Warszawy, gdzie miało być bezpieczniej, natknęliśmy się na grupy ogolonych dresiarzy z puszkami piwa w ręku. W okolicy nie było tymczasem ani policji, ani straży miejskiej. Byli tylko przestraszeni przechodnie - pisze "Życie Warszawy".

Władysław Stasiak, wiceprezydent Warszawy odpowiedzialny za bezpieczeństwo uważa, że rzeczywiście jest jeszcze sporo do zrobienia. Ale twierdzi też, że w blokowiskach jest bezpieczniej niż jeszcze rok temu. Lucjan Bełza, szef Biura Bezpieczeństwa urzędu Warszawy zdaje sobie sprawę z możliwości nawrotu patologii. Dlatego, jak zapewnia, w miejscach, gdzie normalny nadzór jest nieskuteczny, powstanie sieć kamer. Być może jeszcze w tym roku - informuje "Życie Warszawy".

 

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Skromne lato w mieście

To będzie wyjątkowo skromne lato w mieście. W Lublinie na wakacyjne atrakcje dla dzieci przeznaczono zaledwie 23 tysiące złotych. Zamkniętych będzie większość placówek i obiektów sportowych.

Nie będzie można korzystać z boisk szkolnych i sal gimnastycznych. Czynne będą tylko trzy baseny, w tym jeden dopiero w drugiej połowie wakacji. Zaplanowano także kilka imprez sportowych, ale niestety nie wszyscy będą mogli wziąć w nich udział.


Lublinianie są oburzeni. - To jest kropla w morzu. Przecież to wstyd - mówią. Urzędnicy twierdzą, że więcej wygospodarować nie mogli i dodają, że 100 tysięcy złotych wykorzystano na dofinansowanie wakacyjnych wyjazdów. Jednak większość dzieci pozostanie w mieście.

(za www.interia.pl /RMF)

« powrót
Głosy za pół litra

Gotowy jest akt oskarżenia przeciwko sześciu bytomianom, którzy w czasie wyborów samorządowych w 2002 roku kupowali głosy za wódkę. Wszystkim grozi grzywna od 5 do 50 tysięcy złotych. Jeszcze w tym miesiącu akt oskarżenia trafi do Sądu Rejonowego w Bytomiu.

Jak informuje "Dziennik Zachodni", śledztwo w tej bulwersującej mieszkańców Bytomia sprawie trwało ponad rok. Bytomska prokuratura prowadziła je pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Przesłuchano 192 świadków, ale nie wszystko udało się wyjaśnić do końca.

Oskarżeni to Sebastian K., Jarosław Ch. "Chmiel", Paweł S. "Stryj", Artur M., Sebastian K. oraz Tomasz B. Pierwsza czwórka prowadziła wódczaną kampanię na rzecz radnego Marcina Stryjeckiego (Komitet Wyborczy "Razem", czyli PiS, PO i LPR). Tomasz B. wódką płacił za głosy oddane na Piotra Koja (PO). Cała akcja była przygotowana na długo przed wyborami.

"Stryj" i "Chmiel" postanowili zapewnić Marcinowi Stryjeckiemu, bratu "Stryja", wybór na radnego. Ustalili, że każdemu, kto zechce zagłosować na Marcina Stryjeckiego, dadzą po pół litra wódki. Prawdopodobnie rozprowadzili w ten sposób 400 butelek.

"Stryj" i "Chmiel" przemeldowali też tymczasowo pewną ilość osób, by mogły one głosować w tym okręgu, gdzie kandydował brat "Stryja". Wynajęli też kierowców, by dowozili do lokali wyborczych tych wyborców, którzy zgodzili się oddać głos na Marcina Stryjeckiego. Skaptowani wyborcy dostawali ulotki z nazwiskiem i zdjęciem Marcina Stryjeckiego. Na odwrocie ulotek było nazwisko Piotra Koja, kandydata na prezydenta Bytomia.

Dziś za kupowanie głosów wyborczych za pieniądze grozi kara pozbawienia wolności od trzech miesięcy do pięciu lat. Kara za korupcję wyborczą obowiązuje od 1 lipca 2003 roku.

Czterech z sześciu oskarżonych w tej sprawie już przebywa w areszcie. Są podejrzani o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, handel narkotykami, posiadanie broni oraz nielegalną produkcję i handel alkoholem. Ewentualnych politycznych mocodawców wódczanej afery nie udało się ustalić.

 

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Polskie drogi


Trwają weekendowe remonty dróg na Mazowszu i w Warszawie. Sporo kłopotów może dziś sprawić nie tyle wyjazd z miasta, bo wielu mieszkańców udało się poza stolicę, co powrót do Warszawy.

Koleiny przy ulicy Modlińskiej, wylotówce na Mazury, są naprawdę gigantyczne. Największa - jak sprawdził reporter RMF - ma aż 15 cm głębokości. Nic więc dziwnego, że drogowcy zdecydowali się na remont. Prace na Modlińskiej między Malowniczą a Mehoffera potrwają do jutra. Wszystkim wracającym dziś z Mazur i znad Bałtyku polecamy więc ul. Pułkową.

Kłopoty - choć nie od dziś - mają także kierowcy, wybierający się w kierunku Poznania; drogowcy wymieniają asfalt na końcu wylotówki, a potem w Ożarowie Mazowieckim. Korek po południu murowany.

(za www.interia.pl /RMF)

« powrót
Szantaż, a nie offset

Uniwersytet Łódzki nie może wyegzekwować od Amerykanów pełnej realizacji programu offsetowego, do którego USA zobowiązały się sprzedając Polsce samoloty F-16.

Jak informuje "Dziennik Łódzki", dostęp do najnowocześniejszych technologii miał pobudzić rozwój gospodarczy i dać liczne miejsca pracy. UŁ, licząc na przyszłe zyski, zainwestował w Akcelerator Technologii i Centrum Innowacji i... wciąż czeka.

"Nie tak wyobrażaliśmy sobie amerykańską solidność" - mówi gazecie prof. Wojciech Katner, dyrektor programu offsetowego i prorektor elekt Uniwersytetu Łódzkiego.

Właśnie tej uczelni i Uniwersytetowi Teksańskiemu powierzono realizację naukowo-innowacyjnej części umowy offsetowej. W Polsce szybko wybrano około stu dobrych przedsiębiorstw, gotowych współpracować z Amerykanami, ale kiedy w ramach umowy offsetowej przedsiębiorcy polecieli do USA i wyrazili zainteresowanie niektórymi technologiami, dano im do zrozumienia, że mogą je... kupić - twierdzi gazeta.

"Mam wrażenie, że Amerykanie chcą umowę offsetową zrealizować jak najtaniej, skąpiąc rzeczywistych dolarów. Chcemy ten program kontynuować, jesteśmy otwarci na propozycje strony amerykańskiej, jak go dobrze, a nie tylko formalnie, zrealizować - mówi "Dziennikowi Łódzkiemu" prof. Wojciech Katner. "Mam nadzieję, że pomoże w tym wizyta na Uniwersytecie Łódzkim prorektora Uniwersytetu Teksańskiego, który przybędzie pojutrze".

 

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Ostrzeżenie przed burzami

Przed intensywnymi opadami deszczu oraz porywistym wiatrem, który może wystąpić od południa na obszarze południowo-zachodniej Polski ostrzegł Dolnośląski Urząd Wojewódzki.

Deszczowa i wietrzna pogoda może utrzymać się do środy i doprowadzić do lokalnych podtopień - podano w "ostrzeżeniu meteorologicznym" rozesłanym do mediów.

Wojewoda dolnośląski, Stanisław Łopatowski zaapelował do mieszkańców regionu o zachowanie ostrożności i odpowiednie zabezpieczenie budynków, samochodów oraz wszystkich przedmiotów stanowiących zagrożenie w przypadku wichury.

"Na obszarze Polski południowo-zachodniej od godzin południowych we wtorek od zachodu regionu będzie powoli przemieszczać się strefa frontalna z opadami deszczu i burzami. Opady deszczu będą utrzymywać się do jutra tj. środy. Natężenie opadów może być umiarkowane lub silne. Burzom towarzyszyć będzie porywisty wiatr do ok. 20 m/s (ok. 72 km/godz.)" - głosi komunikat Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego.

Sytuację przez całą dobę ma monitorować wydział zarządzania kryzysowego Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego we Wrocławiu.

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Prezes oskarżony

Prokuratura przesłała do sądu akt oskarżenia przeciw Andrzejowi Jasińskiemu, byłemu prezesowi największej toruńskiej spółdzielni mieszkaniowej "Rubinkowo", a obecnie przewodniczącemu prezydenckiego klubu radnych "Czas na gospodarza".

Jak informuje "Gazeta Pomorska", śledczy zarzucili Jasińskiemu, a także byłemu wiceprezesowi "Rubinkowa" Markowi P. oraz głównej księgowej spółdzielni Elżbiecie Z., że zarządzając majątkiem spółdzielców od grudnia 1998 do grudnia 2002 r. wydali 654 tys. zł na ubezpieczenie w trzecim filarze siebie oraz wszystkich pracowników SM.

Prokuratura oskarżyła ich z artykułu 296 par.1 kodeksu karnego. Przepis ten mówi, że jeżeli osoba zarządzająca majątkiem danej firmy "przez nadużycie udzielonych mu uprawnień lub niedopełnienie ciążącego na nim obowiązku, wyrządza jej znaczną szkodę majątkową, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5". Cała trójka nie przyznaje się do winy.

Doniesienie w tej sprawie złożyły w 2003 roku nowe władze "Rubinkowa", po tym jak krytykowany przez spółdzielców Jasiński złożył wraz z całym zarządem dymisję. Wkrótce okazało się, że w kontrakcie ma klauzulę, która zobowiązuje SM do wypłacenia mu 135- tysięcznej odprawy. Obecnie były prezes spółdzielni prowadzi prywatną firmę, jest też radnym miejskim. Stoi na czele prezydenckiego klubu "Czas na gospodarza".

Jasiński nie chciał komentować decyzji prokuratury. Zapowiedział też, że w związku ze skierowaniem przeciw niemu aktu oskarżenia nie zamierza składać dymisji z przewodzenia prezydenckiemu klubowi.

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Korupcja w Ministerstwie Kultury ?

55-letnią pracownicę sekretariatu Ministerstwa Kultury zatrzymała dziś rano stołeczna policja. Kobiecie postawiono zarzut przyjęcia dwóch łapówek - w wysokości 80 i 100 tys. zł, w zamian za obietnicę załatwienia dotacji unijnych. Grozi jej nawet do 8 lat więzienia.

Poinformował o tym w poniedziałek dziś szef prokuratury śródmiejskiej Piotr Woźniak.

Jak wyjaśnił, Alicja O., przyjmując łapówki, miała powoływać się m.in. na kontakty w Ministerstwie Gospodarki. Dodał, że istnieje podejrzenie, iż przyjęła więcej łapówek od osób starających się o dotacje unijne.

Anna Kędzierzawska z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji powiedziała PAP, że funkcjonariusze wydziału do walki z korupcją KSP sprawdzają, jak długo O. przyjmowała łapówki, w jakiej wysokości, od kogo, i czy miała wspólników.

Zaapelowała też do osób oszukanych przez kobietę o zgłaszanie się do stołecznego wydziału walki z korupcją.

Policja nie chce ujawniać żadnych szczegółów dotyczących zatrzymania 55-latki. Kędzierzawska powiedziała jedynie PAP, że stołeczni funkcjonariusze od pewnego czasu mieli informacje "o działalności" Alicji O.

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Wynagrodzenie za matury

Precedensowe procesy rozpoczęły się dziś w krakowskim sądzie pracy. Trzy nauczycielki liceum pozwały do sądu dyrektora szkoły i domagają się wynagrodzenia za godziny przepracowane przy maturze.

Sąd zażądał dodatkowej dokumentacji dotyczącej przepracowanych godzin i odroczył rozprawę. Autorki pozwu mają nadzieję, że ich sprawa zwróci uwagę na nieprawidłowości przy przeprowadzaniu nowej matury i wymusi rozwiązania prawne.

Jak poinformował rzecznik krakowskiego sądu okręgowego, Andrzej Almert, do sądu wpłynęło ponad dwadzieścia pozwów w podobnych sprawach od nauczycieli.

Pozew wniesiony przez nauczycielkę języka polskiego z VIII LO w Krakowie Renatę Jarosz dotyczył zapłaty za 91 godzin przepracowanych przy maturze. Przy stawce ponad 27 zł za godzinę jej roszczenie wyniosło blisko 2,5 tys. zł.

- Nie da się tego egzaminu skrócić, proceduralnie on musi odbyć się w ciągu 25 minut, więc jest to czas rzetelnie przepracowany. Od marca spałam wtedy po 2-3 godziny na dobę, by przejrzeć bibliografię i przygotować się do zadawania pytań maturzystom podczas ustnych prezentacji. To było na granicy wytrzymałości fizycznej - powiedziała Renata Jarosz.

Jak podkreśliła nauczycielka Katarzyna Miedzian, motywacja autorek pozwów nie dotyczy tylko wynagrodzenia, ale też sygnalizowanych przez nie od 2001 nieprawidłowości. - Ta matura niczego nie sprawdza, drogo kosztuje i demoralizuje młodzież, skłaniając do kupowania prezentacji na czarnym rynku - powiedziała Katarzyna Miedzian.

- Sądzimy, że nasz wyrok zachęci innych nauczycieli, a taka lawina pozwów winna wymusić reakcję władz oświatowych - uważają autorki pozwów.

Pozwany dyrektor VIII Liceum Ogólnokształcącego im. St. Wyspiańskiego w Krakowie, Zdzisław Kusztal, wnosił o oddalenie pozwów, powołując się na fakt, że obowiązujące prawo nie stwarza takich możliwości, aby wypłacić nauczycielom za egzaminy maturalne jako dodatkowy składnik wynagrodzenia.

- Przepisy prawne ministerstwa jednoznacznie mówią, jakie składniki wchodzą w wynagrodzenie nauczyciela; nie ma takiego składnika, jak praca w komisjach maturalnych - powiedział dyrektor Kusztal. Przyznał jednak, że czas pracy, jaki nauczyciele poświęcili przy maturze, znacznie przekraczał 40-godzinny tydzień pracy i dlatego rozumie ich roszczenia.

- W przypadku uznania roszczenia nauczycieli to nie ja przegram, przegra ustawodawca, ministerstwo, organy prowadzące. Matura jest egzaminem centralnym i nie może być finansowana z budżetu jednostek samorządowych. To nie może być tak, że jeden samorząd w Polsce zapłacił, drugi nie zapłacił - stwierdził. Powołał się na przykład starostwa w Tarnowie, które zapłaciło nauczycielom po 30 zł brutto za godzinę.

Jak poinformował Łukasz Gliński z oddziału prasowego Kancelarii Prezydenta Krakowa, Urząd Miasta przygotował kwotę 500 tys. zł, która przekazana zostanie dyrektorom szkół na dodatki motywacyjne dla nauczycieli, którzy pracowali przy maturach. Zarządzenie w tej sprawie podpisze w najbliższych dniach prezydent miasta Jacek Majchrowski.

- Ta kwota zostanie rozdzielona na szkoły proporcjonalnie do liczby godzin, jaką nauczyciele danej szkoły przepracowali przy egzaminach maturalnych. Decyzję, jak pieniądze zostaną podzielone między nauczycieli, podejmie dyrektor - powiedział Gliński.

Dodatków nie otrzymają nauczyciele, którzy złożyli pozwy do sądu. - Decyzja co do wypłacenia im dodatków zależeć będzie od rozstrzygnięć sądu. Jeżeli sąd oddali roszczenia nauczycieli, dodatek zostanie im wypłacony - poinformował Gliński.

Jak wynika ze statystyk podawanych przez Urząd Miasta, w całym Krakowie nauczyciele przepracowali dodatkowo 36 tys. godzin przy egzaminach maturalnych. Dotychczasowy koszt matur, jaki poniosło miasto, to 700 tys. zł.

Z danych tych wynika, że przeznaczone przez miasto 500 tys. zł oznacza średnią ok. 14 zł brutto za godzinę, a łączny koszt matur poniesionych przez miasto sięgnie 1,2 mln zł.

(za www.interia.pl /PAP)


 

« powrót
Radny oskarżony o pobicie

Radny Jordanowa (Małopolskie) Jan N. został oskarżony o udział w pobiciu mieszkańca Wilamowic koło Bielska-Białej - poinformowano w bielskim sądzie, gdzie trafił akt oskarżenia.

Prokuratura zarzuca mu także wtargnięcie na cudzą posesję i zmuszanie ofiary przemocą, by przyznała się do popełnienia wyimaginowanych czynów.

Do zdarzenia doszło w lipcu ub. roku. Czterech mężczyzn wtargnęło do jednego z domów w Wilamowicach, gdzie pobili właściciela w obecności jego żony i dzieci. Atak miał być odwetem za włamanie do sklepu jednego z napastników. Posądzali o to ofiarę.

Napastnicy uciekli, gdy ofiara usiłowała wyskoczyć przez okno. Spłoszył ich hałas tłuczonej szyby. Świadkowie zapamiętali numery rejestracyjne samochodu Jana N. Podczas śledztwa właściciel domu wskazał też radnego jako jednego z napastników. Mężczyzna został jesienią ubiegłego roku aresztowany.

Jan N. nie przyznał się do udziału w najściu i pobiciu. Twierdził, że w tym czasie przebywał w domu, co potwierdziła jego żona. Z analizy billingu rozmów telefonicznych wynikało jednak, że w tym czasie kobieta dzwoniła do męża z telefonu komórkowego.

Radnemu grozi kara do 3 lat więzienia. Pozostali napastnicy pozostali nieznani.

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Straż Miejska kontra mali naciągacze


Straż Miejska w Toruniu rozpoczęła akcję "Małolat", której celem jest rozwiązanie problemu dzieci żebrzących i wyłudzających pieniądze od turystów.

Jak powiedział dziś Komendant Straży Miejskiej Wiesław Lewandowski, celem akcji nie jest ściganie dzieci, lecz rodziców pozwalających lub zmuszających je do żebrania.

- Absolutnie nie "oczyszczamy" starówki z dzieciaków, które sprzedają pocztówki turystom lub oferują im umycie samochodu, bo tak naprawdę nie ścigamy dzieci, ale ich rodziców - powiedział Lewandowski. - Przez akcję "Małolat" chcemy sprawdzić, jakie są przyczyny tego, że kilku-, kilkunastoletnie dzieci chodzą w ten sposób po mieście? - dodał.

Łączone patrole straży miejskiej i policji zatrzymały od początku akcji dziewięcioro dzieci. Najmłodsze miało 10 lat, sprzedawało pocztówki turystom. - Policja rozmawia z nimi, potem wzywamy rodziców i badamy czy rodzina jest patologiczna, dlaczego dziecko żebrze - wyjaśnił komendant. Potem dziecko trafia pod opiekę rodziców.

Lewandowski powiedział, że jak na razie okazało się, iż tylko jedno dziecko było nakłaniane przez opiekunów do żebractwa. W tym przypadku straż wytoczy im sprawę w sądzie grodzkim. W pozostałych przypadkach przyczynami handlu pocztówkami i żebraniny była zazwyczaj bieda panująca w domach.

Zdarzały się wyjątki - jeden z zatrzymanych był dobrze sytuowany i zbierał po prostu na swoje potrzeby i, jak sam przyznał, "na deskorolkę".

Lewandowski powiedział, że już widać efekty kilkudniowej akcji - dzieci zniknęły ze starówki. - Generalnie to pewna określona grupa dzieciaków. Teraz już je znamy i jeżeli któreś z nich pojawi się znowu na ulicy, będziemy mieli pełne podstawy, by ścigać ich rodziców w sądzie za brak opieki nad swoimi pociechami - dodał.

Akcja zakończy się wraz z rozpoczęciem roku szkolnego.

(za www.interia.pl /PAP)

 

« powrót
Wybory w Jędrzejowie


Mieszkańcy Jędrzejowa (Świętokrzyskie) wybierają dziś burmistrza. Na ten urząd kandydują: Marek Wolski - pracownik Urzędu Miasta i Janusz Woźniak - były wiceburmistrz, pełniący obowiązki burmistrza.

W pierwszej turze głosowania pokonali oni siedmiu innych rywali.

Dotychczasowy burmistrz Jędrzejowa musiał zrezygnować z urzędu, ponieważ został skazany za przekroczenie uprawnień w zakresie wydawania pozwoleń na handel alkoholem.

Marek Wolski - kandydat popierany przez PiS i NSZZ "Solidarność" - deklarował w kampanii wyborczej, że jeśli zostanie burmistrzem, pozyska dla Jędrzejowa pieniądze na rozwój z funduszy unijnych, poprawi funkcjonowanie urzędu miejskiego i będzie sprzyjał lokalnej przedsiębiorczości.

Z kolei rekomendowany przez SLD Janusz Woźniak uznał za najważniejsze w swoim programie stworzenie warunków do inwestowania w mieście. W tym celu proponował przygotowanie odpowiednich terenów dla inwestorów i sprzedaż nieruchomości komunalnych.

Pod koniec lipca, w pierwszej turze wyborów, najwięcej głosów - 1596 - otrzymał Marek Wolski. Na Janusza Woźniaka głosowało 1025 wyborców.

(za www.interia.pl /PAP)

 

« powrót
W Biskupcu wybierają burmistrza

Przed 15 tys. uprawnionymi do głosowania mieszkańcami Biskupca (woj. warmińsko-mazurskie) otwarto dziś o godz. 6 lokale wyborcze. Mają zdecydować, kto po dwumiesięcznej przerwie zajmie fotel burmistrza miasta.

O stanowisko ubiega się dwóch byłych burmistrzów - Antoni Parfinowicz i Marek Domin.

Biskupiec nie ma burmistrza od połowy czerwca, gdy Domin zrezygnował ze stanowiska dzień przed uprawomocnieniem się wyroku sądu w Mrągowie, skazującego go na sześć miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata oraz zakazał prowadzenia pojazdów przez rok za jazdę po pijanemu.

Jego kontrkandytat - Antoni Parfinowicz był burmistrzem Biskupca przez dwie kadencje. Po ośmiu latach rządów, jego miejsce w biskupieckim Ratuszu zajął w 2002 r. Domin, który już po wyroku poinformował, że będzie się ubiegał o reelekcję.

Lokale wyborcze w Biskupcu zostaną zamknięte o godz. 20. Jak podkreślił dyrektor delegatury Krajowego Biura Wyborczego w Olsztynie Walery Piskunowicz, w tych wyborach żadnej roli nie odgrywa frekwencja.

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Kibice i Radni Warszawy razem w jednym Klubie (sic!) -dramatyczne głosowanie w Teatrze Dramatycznym.

Stadion Legii Warszawa przy ul. Łazienkowskiej doczeka się w końcu modernizacji. Radni Warszawy zatwierdzili poprawkę do budżetu miasta, na mocy której na przebudowę obiektu przeznaczone będzie ok. 460 mln zł.

- Prawdopodobnie w ciągu dwóch tygodni podpisana zostanie umowa z Mostostalem i wkrótce ruszą prace budowlane - zapewnił dyrektor biura Sportu i Rekreacji Urzędu miasta stołecznego Warszawy Wiesław Wilczyński.

Za poprawką głosowało 32 z 47 radnych zgromadzonych w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. 13 było przeciw, a dwóch wstrzymało się od głosu. Na jej mocy zwiększono początkową kwotę o 102 miliony złotych niezbędne do podpisania umowy z wykonawcą robót. Miasto otrzyma jednak zwrot podatku vat - kilkadziesiąt milionów złotych.

- Rysuje się nowa perspektywa rozwoju klubu. Obecny obiekt nie przystaje do rangi oraz ambicji drużyny. Chcemy bowiem na stałe zagościć w europejskim futbolu - powiedział po ogłoszeniu wyniku głosowania prezes Legii Leszek Miklas.

Dyskusja poprzedzająca głosowanie była gorąca, chociaż już wcześniej kluby Platformy Obywatelskiej i Lewicy zapowiedziały poparcie wniosku.

- To chybiona inwestycja. Miasto powinno mieć inne priorytety. Przecież w odległości czterech kilometrów będzie okazały Stadion Narodowy, gdzie mogłyby grać kluby ekstraklasy. Takie wzorce stosowane są w innych miastach - na przykład w Mediolanie. Środki można by przeznaczyć na inne potrzeby - ocenił radny Dariusz Figura (PiS).

- To prezent dla wielkiego i bogatego koncernu jakim jest ITI. Ta firma nie potrzebuje tak hojnych darów. Poza tym w 2012 roku Legia ma wejść na giełdę, a oddanie jej stadionu świetnie wpisuje się w strategię biznesową koncernu - dodał jego klubowy kolega Tomasz Zdzikot.

Swój głos dezaprobaty wyrazili również przedstawiciele Stowarzyszenia Kibiców Legii Warszawa, którzy od dłuższego czasu są w konflikcie z władzami klubu i chcą by obecny inwestor opuścił zespół.

Z tego względu sprzeciwiali się decyzji rady, a wyniki głosowania przyjęli okrzykami i buczeniem. W trakcie posiedzenia wywiesili transparenty z napisami: "500 milionów dla Waltera, dla warszawiaków - nic!", "Miejski stadion dla kibiców, nie sponsorujcie milionerów z ITI", "Mariusz kazał, Hania dała 500 mln".

- Chodzimy na mecze całymi rodzinami i czujemy się bezpiecznie. Niestety umowa dzierżawy nie daje żadnych gwarancji kibicom i mieszkańcom. Ja czuję się jak trędowaty - po 40 lat wiernego dopingowania wskazuje mi się miejsce gdzie mogę kupić bilet. Wszystko przez to, że mówię o tym co mi się nie podoba. A chcę jedynie porozumienia i normalności - zapewniał Wojciech Wiśniewski z SKLW.

Wbrew tym głosom radni zdecydowali się przeznaczyć środki na budowę nowoczesnego stadionu miejskiego. Jak podkreślił wiceprezydent Andrzej Jakubiak, po zakończeniu dzierżawy obiekt wróci we władanie stolicy.

- W czasie negocjacji z Legią staraliśmy się uwzględnić stanowisko kibiców. Mamy gwarancje, że Legia pozostanie klubem warszawskim, a już pojawiły się przecież głosy o przeniesieniu drużyny do innego miasta. Miasto będzie również dysponowało pulą biletów dla niepełnosprawnych - wyjaśnił Jakubiak.

Za dzierżawę terenów Legia płacić będzie 3,7 miliona zł rocznie. Miasto będzie również miało prawo do umieszczenia znaków na stadionie oraz organizacji sześciu imprez. Dodatkowo klub ponosić będzie wszystkie koszty funkcjonowania obiektu.

Jakubiak zapewnił, że to znacznie więcej niż w innych miastach z drużynami ekstraklasy. Na przykład w Poznaniu ratusz płaci milion zł rocznie kosztów, a za dzierżawę tamtejszy Lech przekazuje jedynie 36 tysięcy zł rocznie.

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Festiwal wikingów

Korowodem uczestników rozpoczął się  trzydniowy Festiwal Wikingów w Wolinie (Zachodniopomorskie). Ulicami miasta, przez rynek i wyspę Ostrów Recławski przeszli wojowie, rzemieślnicy, muzykanci.

Według organizatorów, w tym roku do Wolina zjechała rekordowa liczba uczestników corocznej imprezy: blisko 1500 wojów i rzemieślników m.in. z Ukrainy, Rosji, Litwy, Łotwy, Czech, Belgii, Francji, Niemiec, Szwecji, Finlandii, Danii, a nawet z USA. Na wyspie stanęło 370 namiotów. U jej brzegów cumuje siedem replik wczesnośredniowiecznych łodzi.

Każdego dnia festiwalu Słowianie i Wikingowie będą staczać pojedynki. Kilkuset wojów ? Słowian i Wikingów - stoczy też kilka wielkich bitew. Odbędzie się też inscenizacja bitwy morskiej, w której wezmą udział wszystkie przybyłe na festiwal jednostki.

Program festiwalu obejmuje m.in. pokazy walk, występy zespołów muzyki średniowiecznej, inscenizacje obrzędów, prezentacje ówczesnych rzemiosł. Można nie tylko podpatrzeć, jak w dawnych czasach lepiono garnki, ale samemu usiąść za kołem garncarskim i wykonać własnoręcznie replikę naczynia. Inne prezentacje to: tkactwo, snycerstwo, rogownictwo, wikliniarstwo, młynarstwo, bicie monet, wytop żelaza, szycie książek, warzenie soli.

Festiwalowi towarzyszyć będzie sesja naukowa pt. "Źródła do dziejów Ludów Morza Bałtyckiego"

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Polska klacz za 290 tys. euro

Cenę 290 tys. euro osiągnął dziś najdroższy koń na słynnej aukcji arabów czystej krwi Pride of Poland w Janowie Podlaskim (Lubelskie). Tyle wylicytował kupiec z USA za 10-letnią siwą klacz o imieniu Elandra, wyhodowaną w stadninie w Michałowie.

Ogółem na głównej aukcji sprzedano 24 konie za 953 tys. euro. Dziewięć koni nie osiągnęło cen zadowalających właścicieli i nie zostały sprzedane.

Elandrę kupił Jeff Sloan, który przyjechał do Janowa z rodziną z amerykańskiego stanu Ohio. - Jestem dumny z tego, że będę miał takiego wspaniałego konia z Polski - powiedział dziennikarzom.

Wysokie ceny osiągnęły na janowskiej aukcji także inne konie. 4- letnia gniada Amba z Janowa Podlaskiego została sprzedana za 85 tys. euro, 13-letnia siwa Larissa z Michałowa - za 80 tys. euro, zaś 9-letnia siwa Eberia, także z Michałowa - za 54 tys. euro.

Najwięcej koni wylicytowali kupcy z USA. Polskie araby z janowskiej aukcji pojadą także do Belgii, Wielkiej Brytanii, Włoch, Izraela, Republiki Południowej Afryki, Azerbejdżanu oraz na Martynikę. Kilka koni kupili polscy hodowcy.

Niektóre konie nie zostały sprzedane, choć wylicytowano za nie duże kwoty. Np. za 13-letnią siwą Heroldię dawano 42 tys. euro, a za 12-letniego ogiera Harbina - 47 tys. euro.

Bardzo zadowolony z wyników aukcji był dyrektor stadniny w Michałowie Jerzy Białobok. Michałowska stadnina sprzedała najwięcej koni. - To była bardzo udana aukcja, osiągnęliśmy dobre ceny. Widać, że zwiększa się zainteresowanie naszymi końmi w USA - powiedział.

- Koń sprzedany za granicę to podwójny zysk - zarówno dochód, jak i miejsce dla następnego konia w krajowej hodowli, która się powiększa - dodał Białobok.

Tegoroczna aukcja odbyła się w Janowie już po raz 36. Od dwóch lat konie licytowane są tu w euro. Wcześniej wyceniane były w dolarach.

W ubiegłym roku najwyższą cenę osiągnęła 10-letnia siwa klacz Palestyna, za którą kupiec z USA zapłacił 300 tys. euro. W sumie na ubiegłorocznej aukcji sprzedano 20 koni za ponad 1,1 mln euro.

Rekordy cenowe za polskie araby padły w latach 80-tych, w czasie wielkiej światowej koniunktury na konie arabskie. W 1985 r. na aukcji w USA klacz Penicylina została sprzedana za 1,5 mln dolarów, a Diana - za 1,2 mln dolarów. W Janowie najwyższą cenę osiągnął ogier El Paso, sprzedany w 1981 r. za 1 mln dolarów, oraz ogier Bandos, który w 1983 r. osiągnął cenę 806 tys. dolarów.

W Polsce w stadninach państwowych hodowanych jest około 800 koni arabskich. Więcej koni jest w hodowlach prywatnych, których wciąż przybywa.

(za www.interia.pl /PAP)

 

« powrót
Angela Merkel w Warszawie


Angela Merkel, przewodnicząca CDU i kandydatka chadecji na kanclerza Niemiec, zadeklarowała w Warszawie poparcie dla budowy "Centrum Przeciwko Wypędzeniom". Zaznaczyła jednocześnie, że Niemcy nie chcą relatywizować historii.

Centrum ma być placówką poświęconą losom Niemców wysiedlonych po II wojnie światowej z Europy Środkowej i Wschodniej. Projekt ten niepokoi Polaków i Czechów. Obawiają się, że zdominowana przez niemieckie ziomkostwa placówka może w sposób jednostronny prezentować historię powojennych wysiedleń i stać się zarzewiem konfliktów.

Merkel zapowiedziała, że chciałaby, aby Centrum było dokumentacją cierpień ludzkich, a nie relatywizacją historii.

Szef Platformy Obywatelskiej Donald Tusk, który rozmawiał z Merkel, zaznaczył, że w dwustronnych rozmowach pozostała różnica zdań w sprawie "Centrum Przeciwko Wypędzeniom". - W Platformie brak jest akceptacji dla projektu firmowanego przez Erikę Steinbach - zaznaczył.

Merkel zadeklarowała ponadto, że chadecja odrzuca wszystko to, co wiąże się z postulatami "Powiernictwa Pruskiego", które stara się o odzyskanie mienia utraconego w wyniku wysiedleń z Polski. Jak zaznaczyła, jej wizyta w Warszawie potwierdza, że przyjaźń niemiecko-polska ma taką samą rangę jak przyjaźń niemiecko- francuska.

Stolica Polski jest drugim po Paryżu celem zagranicznej podróży Merkel w charakterze oficjalnej kandydatki na kanclerza przed wrześniowymi wyborami do Bundestagu.

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Azbest straszy w Warszawie

"Życie Warszawy" podaje, że pięć tysięcy budynków na terenie Mazowsza zawiera azbest. Pełną listę miejsc, w których znaleziono azbest, dziennik publikuje na swojej stronie internetowej.

W Warszawie największe powody do obaw mogą mieć mieszkańcy Mokotowa, Ursynowa, Targówka i Woli - informuje gazeta.

"Denerwuje mnie, że administracja budynku nie reaguje. Nikt nas nie informował o zagrożeniu. Każdy balkon w tym budynku pokryty jest płytami z azbestu. Obawiam się o zdrowie rodziny" - przyznaje Małgorzata Kowalska, mieszkanka bloku przy ul. Nalewki 2.

Witold Pilewski mieszka w tej samej klatce. Wie, jaką truciznę ma na balkonie. Jest też pewien, że z azbestu zostały wykonane elementy dachu. "Mam żal do administracji. Nie byliśmy informowani o zagrożeniu. Przez lata nikt też nie zajął się tą sprawą. W gablocie nie pojawiła się ani jedna broszura, która mogłaby uświadomić problem lokatorom" - dodaje.

Azbest - jak podaje gazeta - jest też w urzędach i biurach. Na jego negatywne działania jesteśmy narażeni właściwie nieustannie. Na liście wojewody figurują m.in. placówki Urzędu Warszawy przy al. Niepodległości, Modzelewskiego i Blacharskiej, a także Kątach Grodziskich i Nowoursynowskiej.

"Ta lista powstała po to, by uporządkować proces usuwania azbestu, i by w tych miejscach, gdzie to najpilniejsze, jak najszybciej przeprowadzić te operacje" - wyjaśnia rzecznik wojewody Ryszard Grąbkowski.

"W 2002 r. rząd przyjął program usuwania azbestu i materiałów zawierających tę toksynę. Wszystko musi zakończyć się dopiero przed 2032 r. Za usuwanie azbestu odpowiedzialni są zarządcy nieruchomości. Niestety, praktycznie nie ma możliwości wymuszenia na nich szybszego usunięcia tego materiału - mówi "Życiu Warszawy" adwokat Robert Smoktunowicz.

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Jak stracić 4,5 miliona
4,5 miliona złotych stracił Skarb Państwa na sprzedaży gruntów w Dobrej Szczecińskiej. 6 lat temu ówczesny dyrektor Agencji Nieruchomości Rolnych wycenił je na 30 groszy za metr, nowy właściciel odsprzedawał je natomiast sto razy drożej.

Najwyższa Izba Kontroli, która wykryła sprawę, złożyła do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. W tej chwili toczy się w tej sprawie śledztwo.

Jednak to jedyna reakcja na nieprawidłowości. Ówczesny dyrektor Agencji Nieruchomości Rolnych, Tadeusz Olech, nadal pracuje w szczecińskim oddziale, tyle że już jako wicedyrektor. - Decyzję podejmowałem jako dyrektor oddziału i to dyrektorowi oddziału NIK zarzuca niedopełnienie obowiązków - tłumaczy i dodaje, że teraz zajmuje już inne stanowisko.

Przełożeni wicedyrektora zarządzili wewnętrzną kontrolę, której wynik ma przesądzić o tym, co stanie się z urzędnikiem. Trudno jednak nie kryć zdziwienia, ponieważ wewnętrzna kontrola w szczecińskiej Agencji już była i to po jej zakończeniu na miejscu pojawili się kontrolerzy NIK-u.

Jeżeli okaże się, że Tadeusz Olech dopuścił się nieprawidłowości, może mu grozić kara nawet 10 lat więzienia.

(za www.interia.pl /RMF)
« powrót
Władze Dziwnowa aresztowane

Burmistrz Dziwnowa Zbigniew Z. i jego zastępca Grzegorz J. nad ranem zostali zatrzymani przez zachodniopomorską policję. Odpowiedzą za wykorzystanie stanowiska służbowego do własnych interesów - dowiedział się reporter RMF.

Jak ustaliło radio RMF, mieszkanka gminy wystąpiła o wydanie zgody na budowę. Panowie uzależnili wydanie pozytywnej decyzji od wycofania z sądu pozwu o oszczerstwo.

Gdyby Zbigniew Z. przegrał w sądzie, straciłby stanowisko. Zastępca burmistrza Grzegorz J. miał być pośrednikiem pomiędzy swoim zwierzchnikiem, a kobietą, która oskarżyła Zbigniewa Z.

Za wykorzystywanie stanowiska służbowego do własnych interesów grozi od roku do 10 lat więzienia.

(za www.interia.pl /RMF)

« powrót
Okupacja magistratu

Kilkadziesiąt kobiet z dziećmi okupuje Urząd Miejski w Lipnie w woj. kujawsko-pomorskim. Domagają się wypłaty stypendiów dla dzieci. W Lipnie do tej pory ich nie wypłacono, bo od stycznia nie funkcjonuje samorząd.

Władzę w radzie miejskiej straciło SLD i od tego czasu przewodniczący nie zwoływał sesji. Jedynym wyjściem byłoby teraz powołanie komisarza, ale pisma w tej sprawie na długo utknęły w ministerialnych gabinetach.

Kobiety zapowiedziały, że nie opuszczą urzędu, dopóki w Lipnie nie pojawi się komisarz. - Zbliża się rok szkolny, my nie mamy za co kupić dzieciom odzieży, przyborów szkolnych, a ministerstwo nas zbywa; wysyłają nas od Pawła do Gawła - mówią zdesperowane matki. Reporter RMF dowiedział się, że jeszcze dziś premier powoła komisarza, o którego upominają się mieszkańcy Lipna.

(zan www.interia.pl /RMF)

« powrót
Toksyczna chmura nad Tychami


Do rozszczelnienia instalacji chłodniczej doszło dziś rano na lodowisku przy ul. De Gaulle'a w Tychach. Tuż po awarii nad lodowiskiem utworzyła się chmura amoniaku.

Władze miasta i strażacy uspokajają, że obecnie nie ma żadnego zagrożenia dla mieszkańców miasta.

Strażacy otrzymali zgłoszenie o awarii po godz. 8. Na miejsce przyjechali m.in. specjaliści od zagrożeń chemicznych.

- Obecnie nie ma żadnego zagrożenia dla mieszkańców. Amoniak został spuszczony do zbiornika rezerwowego. Policja i Straż Miejska zabezpieczyły teren. W chwili obecnej trwa usuwanie awarii - powiedziała naczelnik Wydziału Informacji, Promocji i Współpracy z Zagranicą Urzędu Miasta w Tychach Aneta Moczkowska.

- Nie mamy informacji o żadnych poszkodowanych - zapewnił rzecznik śląskiej straży pożarnej Jarosław Wojtasik.

Po awarii nie zdecydowano się na ewakuację okolicznych mieszkańców. Poproszono ich jedynie o zamknięcie okien.

- Teraz obłoku amoniaku już nie ma, chociaż zapach ciągle jeszcze jest wyczuwalny - dodał Wojtasik.

W akcji, która może potrwać kilka godzin, uczestniczy ok. 50 strażaków. Badają oni teraz stężenia amoniaku w powietrzu. Nie wiadomo jeszcze, ile go wyciekło z instalacji.

Przyczyną awarii było pęknięcie jednego z przewodów. Dlaczego do tego doszło, jeszcze nie wiadomo. O wypadku poinformowali pracownicy lodowiska.

(za www.interia.pl /RMF/PAP)

« powrót
Boją się swoich psów


Coraz więcej osób chce się pozbyć swoich psów zaliczanych do ras agresywnych. To reakcja na zagryzienie 5-miesięcznej Agatki.

Jak donosi "Głos Wielkopolski", co najmniej kilka osób dziennie telefonuje w tej sprawie do poznańskiego schroniska dla bezdomnych zwierząt. Kierownik schroniska odmawia przyjmowania rottweilerów.

"To jakaś psychoza" - denerwuje się Grzegorz Lachowicz, kierownik poznańskiego schroniska dla bezdomnych zwierząt. "Codziennie dostaję po kilka telefonów od ludzi, którzy chcą zostawić u nas rottweilery. Twierdzą, że boją się i chcą się ich pozbyć. Nie mogę ich przyjąć. Schronisko jest dla bezdomnych psów, wałęsających się po ulicach. I tak jest już dramatycznie przepełnione".

"Telefony zaczęły się w ubiegłym tygodniu" - opowiada G. Lachowicz. "Dzwonią głównie kobiety, które twierdzą, że nagle przestały ufać swojemu psu i żądają bym przyjął go do schroniska. Jeśli pies nie zachowywał się agresywnie, to nie ma się czego obawiać. Otoczony miłością, odpłaci. Zgadza się, doszło do tragedii. Nie oznacza to jednak, że każdy rottweiler jest mordercą. To tak jakby twierdzić, że skoro jeden z członków rodziny jest złodziejem, to cała rodzina uprawia ten proceder. Nierzetelne programy telewizyjne i artykuły prasowe nakręcają spiralę strachu".

Skoro schronisko nie chce przyjmować zwierząt, co zrobią ich właściciele? W najczarniejszym scenariuszu należy założyć, że wyrzucą psy na ulice. Wtedy, nagle odtrącone, mogą stać się naprawdę groźne - obawia się "Głos Wielkopolski".

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Edukacyjny znak zapytania

Przyszłość edukacji małych warszawiaków, cierpiących na ADHD, stoi pod znakiem zapytania. Jedyna stołeczna szkoła, która przyjmuje dzieci z zespołem nadpobudliwości psycho-ruchowej, najprawdopodobniej będzie zamknięta.

Do tej pory placówka działała jako szkoła niepubliczna. Jednak rodziców dzieci z ADHD nie stać na opłacanie czesnego. Chcą, by obecną placówkę zlikwidowano, a na jej miejsce utworzono nową szkołę - tym razem jednak publiczną. Miałaby ona poświęcać więcej uwagi uczniom i oferować szerszą opiekę specjalistyczną, uzależnioną od problemów każdego dziecka.

Temu pomysłowi sprzeciwiają się jednak urzędnicy. Uważają oni, że szkoła nie spełnia odpowiednich wymogów, a dzieci mogą się uczyć gdzie indziej. Rodzice jednak utrzymują, że dla ich pociech zdecydowanie korzystniejsza będzie nauka w specjalistycznej szkole. Tę opinię potwierdzają eksperci, których zdaniem ADHD jest chorobą wciąż lekceważoną przez polskie szkoły.

(za www.interia.pl /RMF)

« powrót
Dobry wujek wojewoda

Wizytatorzy kuratorium wręczali wczoraj dzieciom w szkołach prezenty od wojewody. I zarazem kandydata na posła - pisze "Gazeta Pomorska".

Ustne instrukcje dotarły do wizytatorów kujawsko-pomorskiego kuratorium już we wtorek. Muszą wytypować jakąś wiejską szkołę, 1 września pojechać tam na uroczyste rozpoczęcie roku i przekazać dzieciom prezenty od wojewody. Koniecznie trzeba podkreślić, że to on ufundował te gadżety.

Do środy w całym województwie wytypowano 56 szkół. Bus z kuratorium dowiózł do toruńskiej i włocławskiej delegatury paczki z prezentami. Wizytatorzy z Brodnicy i Grudziądza musieli osobiście pojechać po nie do Torunia. Wszyscy uczestnicy tej akcji otrzymali specjalne pismo kuratora. Część wizytatorów burzyła się, ale polecenie wykonano.

Wczoraj w Bobrownikach, Lubiczu Dolnym, Ciechocinie, Łysomicach, podgrudziądzkich Piaskach i pozostałych z owych 56 szkół przedstawiciele kuratorium promowali hojnego wojewodę. Komplet dla ucznia zawierał czekoladkę, gwizdek i opaskę ze światełkiem odblaskowym. Wszystkie szkoły dostały równo, po 180 kompletów.

"Co ja mam z tym zrobić?" - irytuje się, proszący o anonimowość, dyrektor jednej z "obdarowanych" szkół. "Mam blisko 300 uczniów, zacznę dzielić od najmłodszych, może starczy dla klas od 0 do 3". Dyrektor innej szkoły nie kryje z kolei zdziwienia: "Dostawaliśmy na 1 września prezenty z banków, PZU, ale od wojewody to pierwszy raz. Co się stało?".

Sprawa jest prosta, wojewoda Romuald Kosieniak kandyduje w okręgu bydgoskim z trzeciego miejsca na liście SLD. "To nie ma nic wspólnego z kampanią" - oświadcza rzecznik wojewody, Małgorzata Dysarz. "Gadżety zakupione zostały w ramach akcji "Bezpieczna droga do szkoły" prowadzonej już od dawna przez wojewodę. Nie wiem nic o instrukcjach dotyczących nagłaśniania nazwiska fundatora upominków. Nie wyobrażam sobie, żeby pan wojewoda coś takiego nakazał".

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Zaroiło się od grzybów

Olbrzymi wysyp grzybów w opolskich lasach. Nie dziwi więc, że ich ceny u przydrożnych sprzedawców mocno lecą w dół. Koszyczek prawdziwków kosztuje tylko 10 złotych. Podgrzybki są jeszcze tańsze.

- Prawdziwy wysyp grzybów, tylko kupców mało - mówią przydrożni sprzedawcy. Podgrzybki, prawdziwki, kozaki, jedynie kurek nie ma. Małe, duże - do wyboru - zachwalają. Ostrzegamy jednak, że nie wszystkie grzyby są smaczne i zdrowe. Ich nieznajomość doprowadziła do tragedii 10 dni temu - w zielonogórskim szpitalu zmarła 9-latka; dziewczynka zjadła muchomora sromotnikowego.

Jeśli po spożyciu grzybów wystąpią u nas bóle brzucha, biegunka, wymioty, a także łzawienie, zwiększone wydzielanie śliny, pocenie czy zawroty głowy, natychmiast należy zwrócić się o pomoc. Lekarze radzą, by w przypadku zatrucia grzybami sprowokować wymioty, absolutnie nie wolno nic pić, przyjmować żadnych leków tylko natychmiast skontaktować się z pogotowiem.

 

 

(za www.interia.pl /RMF)

« powrót
Nowa Huta uczciła "Solidarność"

Pięć tysięcy osób obejrzało w sobotę plenerowe widowisko poetycko-muzyczne oparte na tekstach Zbigniewa Herberta, wystawione w Nowej Hucie dla uczczenia 25-lecia "Solidarności".

Widzowie zobaczyli kilkanaście obrazów teatralnych nawiązujących do najnowszej historii Polski od 1945 roku do obrad Okrągłego Stołu. Komentarzem do nich były utwory Herberta.

14 sierpnia widowisko przygotowane przez krakowski Teatr KTO zainaugurowało rocznicowe obchody w Gdańsku. W Krakowie zaprezentowano je w nieco odmiennej wersji i pod innym tytułem - "Kronika".

Tłem dla akcji na scenie były wyświetlane na wielkim ekranie fragmenty Kronik Filmowych z lat 80. oraz archiwalne zdjęcia, których montażem zajął się Jerzy Ridan. W Krakowie szczególny akcent był położony na wydarzenia w Nowej Hucie.

Na trzypoziomowej scenie, która stanęła w Alei Róż, wystąpiło blisko stu aktorów i statystów. Wiersze Herberta czytali Ewa Kaim, Krzysztof Gosztyła i Olgierd Łukaszewicz. Oprawę muzyczną spektaklu stanowiły utwory Jana Kantego Pawluśkiewicza.

Jak podkreślał reżyser widowiska i dyrektor krakowskiego Teatru KTO Jerzy Zoń, mimo odwołań do historii nie jest to spektakl polityczny ani opowieść o narodzinach związków zawodowych. - To opowieść o solidarności, o uczuciu, które pojawia się między ludźmi w krytycznych momentach, które pomaga przetrwać jednostkom, grupom i narodom i prowadzi do zwycięstwa - mówił o idei spektaklu Zoń.

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Uwaga! Wybory na drodze.

To staje się już niebezpieczne. Żeby wśród wyborczych reklam dostrzec znaki drogowe, kierowcy muszą nieźle wytężać wzrok.

Kandydaci do parlamentu robią co mogą, by wyborcy zapamiętali ich nazwiska. Swe plakaty wieszają nawet tam, gdzie nie wolno tego robić - informuje "Dziennika Wschodni".

- Dla mnie to prawdziwa udręka. Gdybym znała Lublin, jechałabym "na pamięć". A tak wlokę się czterdziestką, żeby nie przeoczyć znaku. Tyle tych plakatów wisi. Inni kierowcy na mnie trąbią. Bo nietutejsza rejestracja, zawalidroga i do tego baba za kółkiem - skarży się Marta Kiecak, która przyjechała z Pomorza w odwiedziny do znajomych. - Ale u mnie jest tak samo - dodaje.

- Na słupie, na którym zamocowane są znaki drogowe, nie wolno umieszczać żadnych plakatów. Także wyborczych - wyjaśnia Mirosław Kalinowski z biura prasowego Ratusza. Ale nie trzeba długo krążyć po mieście, by pod znakami znaleźć nazwiska kandydatów.

Plakaty senatora Krzysztofa Szydłowskiego (SdPl), który teraz chce dostać się do Sejmu upodobały sobie znaki "przejście dla pieszych". Zwłaszcza w okolicach pl. Wolności. - Mamy z Lubzelu zezwolenie na słupy energetyczne. I tylko tam wieszamy plakaty. Jeśli są gdzie indziej, to znaczy, że je ktoś przewiesił - tłumaczy Szydłowski. Jego reklamy nielegalnie zawisły w Łukowie. Pisaliśmy o tym w sobotę. Pytanie o lubelskie plakaty zirytowało kandydata. - Serial robicie?

Skrzyżowanie ul. Bohaterów Monte Cassino i ul. Armii Krajowej. Znakowi "ustąp pierwszeństwa przejazdu" towarzyszy plakat kandydata PiS, Jarosława Żaczka. - Wie pan, jak to jest w kampanii. Wielu ludzi deklaruje wsparcie, a potem różnie bywa - mówi Żaczek, gdy pytamy go o nielegalnie wiszące plakaty na LSM. - Jeśli tak się stało, będę musiał kogoś tam wysłać. Albo sam zdejmę reklamy - zapewnia. Ale nie pyta o dokładne miejsce.

Są też inne sposoby. Na śródmiejskich ulicach pojawiają się drewniane stojaki zachęcające do głosowania na Samoobronę. - Nie wydawaliśmy zgody na taką agitację. I nie wydamy. Takie rzeczy zagrażają pieszym - mówi Kalinowski. - Nakładamy kary, ale stojaki znikają najwyżej na kilka dni. I znów się pojawiają.

Na biurkach miejskich urzędników od ochrony środowiska leżą stosiki plakatów zerwanych z drzew. - Każdy przypadek będzie karany mandatem a następnie wnioskiem do Sądu Grodzkiego - ostrzega Marian Stani, szef Wydziału Ochrony Środowiska.

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Internet od Unii

Sieć dostępu do internetu drogą radiową powstanie w regionie świętokrzyskim dzięki dofinansowaniu z Funduszy Strukturalnych UE. Latem przyszłego roku z usługi będzie mogła korzystać większość mieszkańców województwa.

Dziś wojewoda świętokrzyski Włodzimierz Wójcik podpisał umowę z Naukową i Akademicką Siecią Komputerową (NASK) o dofinansowanie projektu "E-świętokrzyskie - budowa sieci radiowej" w ramach Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Regionalnego. Wartość projektu wynosi ponad 7,6 mln zł, a kwota dofinansowania - 3 mln zł.

Celem projektu jest uruchomienie szerokopasmowej sieci teleinformatycznej umożliwiającej dostęp do internetu. Z usługi będą mogli korzystać odbiorcy indywidualni oraz samorządy, instytucje i firmy. Sieć radiowa ma docierać do miejsc pozbawionych obecnie jakichkolwiek możliwości korzystania z tego typu usług.

- Technologia, która będzie zastosowana, umożliwia doprowadzenie tego sygnału nawet w obszarach, gdzie nie ma widoczności między sygnałem nadawczym a źródłem odbioru. Dla naszego regionu, który charakteryzuje się górzystością jest to technologia w sam raz - powiedział dyrektor Świętokrzyskiego Centrum Innowacji i Transferu Technologii, Artur Bartosik.

Wicedyrektor NASK Maria Trąmpczyńska powiedziała, że budowa sieci radiowej w ramach E-świętokrzyskie jest praktycznie pierwszym takim projektem w Polsce. W regionie powstanie infrastruktura radiowa obejmującą sześć stacji bazowych, które powinny objąć 64 procent powierzchni województwa. W kolejnych latach w ramach ewentualnych kolejnych dofinansowań można będzie pokryć siecią radiową całą powierzchnię województwa.

 

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Unia Dyskryminowanych Województw

"Unia Dyskryminowanych Województw" to nieformalna organizacja, która zawiązuje się z udziałem województw lubuskiego, warmińsko-mazurskiego i podkarpackiego. W ten sposób inicjatorzy tego porozumienia zamierzają walczyć o większe pieniądze z Narodowego Funduszu Zdrowia na świadczenie usług zdrowotnych.

Poinformował o tym przewodniczący Komitetu Obrony Mieszkańców Województwa Lubuskiego przed Katastrofą Zdrowotną Stanisław Marcinkowski.

- Pomimo naszych wielomiesięcznych starań, rozmów i negocjacji nadal nic nie wskazuje na to, żeby nasze regiony otrzymały z NFZ wystarczająco dużo pieniędzy, by zaspokoić podstawowe potrzeby w służbie zdrowia. Liczymy, że powstanie "Unii" i wspólne działanie w końcu zmieni obecną sytuację, która zagraża bezpieczeństwu zdrowotnemu naszych pacjentów - powiedział Marcinkowski.

W skład tworzącej się organizacji wchodzą na razie trzy regiony, jednak kolejne wyrażają chęć współpracy; chodzi o woj. pomorskie i opolskie. Województwa reprezentowane są przez różne organizacje społeczne i środowiska np. w przypadku Warmińsko- mazurskiego - przez Komitet Obrony Pacjenta.

- Uważamy, że stawka bazowa na każdego Polaka powinna być taka sama. Dopiero po jej rozdzieleniu można wprowadzać algorytm w zależności od specyfiki regionu czy też liczby wysoce specjalistycznych jednostek - dodał Marcinkowski.

Z szacunków opracowanych przez Komitet Obrony Pacjentów wynika, że w przypadku lubuskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia budżet na świadczenia zdrowotne w 2006 roku powinien wzrosnąć o około 10 proc. Jego przedstawiciel twierdzi też, że niedoszacowanie lubuskiej służby zdrowia w ostatnich latach to ponad 200 mln zł.

Jak zapowiedział Marcinkowski niebawem w regionach , które znalazły się w "Unii Dyskryminowanych" mają zostać zorganizowane manifestacje, niewykluczone że inne, ostrzejsze, formy protestu.

Jak poinformowała dyrektor lubuskiego oddziału NFZ Helena Hatka, w tym roku na świadczenia zdrowotne w Lubuskiem przeznaczonych będzie ok. 791 mln zł. Zgodnie z pierwszym projektem planu finansowego NFZ na przyszły rok przesłanym do ministerstwa 5 września nakłady na świadczenia zdrowotne w tym regionie miały wzrosnąć o 0,38 proc. Projekt ten nie zyskał akceptacji ministra zdrowia.

- Z informacji jakie posiadam wynika, że w ministerstwie zdrowia trwają prace nad alternatywnym projektem budżetu służby zdrowia na przyszły rok Jego projekt trafił już konsultacji. Po rozmowach w centrali mogę powiedzieć, że pojawiają się w nim propozycje by nakłady na lubuska służbę zdrowia wzrosły o ponad 5 proc. w stosunku do bieżącego roku - powiedziała Hatka.

(za www.interia.pl /PAP)

 

« powrót
Warszawa traci miliony

Warszawa pożegnała się z pieniędzmi unijnymi dla metra, opóźnienie w jego budowie może wynieść nawet rok - zapowiada "Życie Warszawy".

351,5 mln zł - tyle stolica miała dostać w Unii Europejskiej na dokończenie pierwszej linii metra. Pieniądze te zabrali nie unijni biurokraci, a członkowie Krajowego Komitetu Sterującego przy ministrze gospodarki i pracy.

To społeczne ciało doradcze orzekło w głosowaniu, że wśród wniosków z różnych miast o dofinansowanie z UE, warszawskie metro spadnie na dziesiątą pozycję. A co za tym idzie, nie dostanie nic z przeznaczonych do podziału około 200 mln euro.

- Zbudujemy metro według harmonogramu, czyli do grudnia 2007 - zapewnia Grzegorz Żurawski, rzecznik metra. - U nas nic się pod tym względem nie zmienia. Budowa jest zaawansowana.

Informatorzy "ŻW" twierdzą jednak, że i tak spóźniona inwestycja opóźni się co najmniej rok. Do Młocin metro dotrze nie szybciej niż w grudniu 2008.

Sławomir Skrzypek, zastępca prezydenta Warszawy odpowiedzialny za inwestycje, wierzy, że pieniądze unijne na metro będą. Orzeczenie Krajowego Komitetu Sterującego nie jest wiążące dla ministra. Może on zmienić decyzję tego gremium.

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Jak wójt z kanclerzem

W Nakomiadach pod Kętrzynem stanął obelisk upamiętniający kanclerza Otto von Bismarcka, człowieka, który prześladował Polaków, donosi "Gazeta Olsztyńska".

"Poświęcamy pamięci wielkiego kanclerza, hrabiego Otto von Bismarcka. 1899" - tak w tłumaczeniu brzmi napis na pomniku, który w centrum Nakomiad postawił wójt gminy Kętrzyn. Posłał gminnych pracowników, którzy wykopali z ziemi i odnowili zapomniany ponad 40 lat temu głaz. Rok po śmierci Bismarcka w 1899 r. postawili go niemieccy mieszkańcy Nakomiad.

Być może całej historii by nie było, gdyby nie Halina Szara. Mieszkanka Nakomiad i gminna radna zauważyła dwa miesiące temu przysypany żwirem głaz. Poprosiła wójta o jego odkopanie. Wtedy okazało się, że jest to obelisk upamiętniający von Bismarcka, który stał we wsi do lat 60.

Kiedy odnowiony obelisk stanął, rozpętał burzę w Nakomiadach. - To obraża moją polską dumę, mówi Krzysztof Raszkiewicz, przedsiębiorca z Nakomiad. - Interweniowałem w tej sprawie u wójta Jarosika, ale jak do tej pory bezskutecznie.

Otto von Bismarck niechętnie odnosił się do naszych rodaków - aresztował polskich księży, germanizował zakony. Sławnym stało się jego powiedzenie o Polakach: "Chcecie ich zniszczyć? Dajcie się im samym rządzić!".

Stawiając kontrowersyjny obelisk w centrum Nakomiad, wójt złamał prawo. Nie poprosił o opinię Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Ta instytucja musi zaakceptować każdy pomysł upamiętnienia historycznych miejsc czy postaci. - Postawić pomnik Bismarckowi? - nie dowierza Andrzej Przewoźnik, sekretarz Rady. - Przecież to symbol niemieckiej polityki antypolskiej! Żadne tłumaczenie wójta nie jest w stanie mnie przekonać do tego absurdalnego pomysłu.

Przewoźnik zażąda od wojewody wyjaśnień i poprosi o pełną dokumentację w tej sprawie. Zapowiada, że nie wyda zgody na ustawienie pomnika Bismarckowi.

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Urzędnik i łapówki

Do ośmiu lat więzienia grozi pracownikowi urzędu miasta i gminy w Rucianem-Nidzie (woj. warmińsko- mazurskie), którego policja podejrzewa o przyjmowanie łapówek. W czwartek urzędnik został tymczasowo aresztowany.

Wydział do walki z korupcją Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie zatrzymał urzędnika po anonimowej informacji od jednego z petentów.

Według Sławomira Jurgielewicza z olsztyńskiej KWP, urzędnik pełniący funkcję kierownika referatu gospodarki i inwestycji w Rucianem-Nidzie, żądał korzyści majątkowych między innymi za wydanie pozwolenia na budowę.

Policja nie wyklucza kolejnych zatrzymań w tej sprawie.

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Policja na tropie żartownisia

Wczoraj w Warszawie znaleziono kilkanaście podejrzanych paczek. E-mail, który w czwartek został wysłany do kilku redakcji, a którego autorzy informują, że podłożyli w stolicy ładunki wybuchowe, został wysłany z kafejki internetowej w centrum handlowym Arkadia.

Stołeczna policja analizuje zapis z kamer monitoringu.

Jak poinformował  rzecznik komendanta stołecznego policji Mariusz Sokołowski, na zapisie wideo pochodzącym z czwartku rano widać jak młody mężczyzna, ubrany w dżinsowe spodnie, białą bluzę z kapturem i narzuconą na nią czarną kurtkę, korzysta z komputera, z którego wysłano e-mail. Z zeznań świadków wynika, że mężczyzna ten był też widziany w miejscach, gdzie znaleziono paczki z atrapami ładunków. Policja poszukuje tego mężczyzny i prosi wszystkie osoby, które go widziały o kontakt pod numery telefonów: 997 lub numer wydziału ds. walki z terrorem kryminalnym i zabójstw: (022) 603 65 59.

W czwartek rano ruch w znacznej części Warszawy został sparaliżowany po informacji o trzynastu ładunkach wybuchowych podłożonych w jedenastu miejscach. Alarm okazał się fałszywy. Policja znalazła 13 ponumerowanych paczek, które zawierały bardzo starannie wykonane atrapy ładunków.

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Starosta rezygnuje po aferze

Starosta policki Henryk Ćwiacz, który z kilkoma innymi starostami pił alkohol, jadąc do Brukseli na zaproszenie eurodeputowanego Bogusława Liberadzkiego, zrezygnuje ze swej funkcji.

Poinformował o tym przewodniczący rady powiatu polickiego, Cezary Arciszewski.

Wyjaśnił, że starosta poinformował go, iż złoży rezygnację na najbliższej sesji rady powiatu, tj. 28 października. Jak wyjaśnił Arciszewski, radni będą musieli przyjąć rezygnację starosty, ale zgodnie z przepisami będą to mogli zrobić dopiero na kolejnej sesji. Musi ją zwołać przewodniczący, ale jeśli nie zrobi tego przed upływem miesiąca, to rezygnacja starosty, bez konieczności przegłosowania jej, zostanie przyjęta automatycznie. Arciszewski wyjaśnił, że wraz z odwołaniem starosty następuje też odwołanie całego zarządu powiatu.

O sprawie starosty polickiego i towarzyszących mu w podróży samorządowców zrobiło się głośno przed tygodniem, gdy lokalne media doniosły, że w autokarze pili alkohol, zachowywali się agresywnie, wykrzykiwali niecenzuralne słowa i obraźliwe epitety, także w stronę dziennikarzy.

Zdaniem jednego ze świadków skandalicznego zachowania starostów, prowodyrem i najbardziej aktywnym uczestnikiem incydentu był właśnie Ćwiacz.

Jeszcze przed dojazdem do Brukseli dziennikarze uczestniczący w podróży o sytuacji w autokarze powiadomili eurodeputowanego Bogusława Liberadzkiego, który organizował wyjazd. - Trudno o komentarz w tej sprawie - powiedział wówczas Liberadzki. - Jest mi niezmiernie przykro - dodał. Podkreślił, że potem, podczas wszystkich zaplanowanych zajęć, samorządowcy zachowywali się bez zarzutu.

W podróży studyjnej oprócz starostów m.in. z Polic, Drawska Pomorskiego, Wałcza, Goleniowa, Kamienia Pomorskiego i Świdwina, wzięli udział przedstawiciele mediów z Zachodniopomorskiego i Lubuskiego, a także uczniowie zachodniopomorskich szkół.

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Naród polski znieważony?

Prokuratura Okręgowa w Poznaniu będzie współpracowała z amerykańskim wymiarem sprawiedliwości przy śledztwie w sprawie rzekomego znieważenia narodu polskiego i RP przez Centrum Szymona Wiesenthala - poinformował rzecznik prasowy tej prokuratury Mirosław Adamski.

Dyrektor jerozolimskiego biura Centrum Efraim Zuroff uważa zarzuty za "śmieszne".

Chodzi o dotyczącą Polski notatkę na internetowej stronie Centrum: "POLSKA: Położenie: republika w środkowo-wschodniej Europie. Obecność Żydów: od początku XI wieku. Populacja Żydów w 1939: 3.351.000. Los Żydów: wywiezieni do gett i deportowani do obozów śmierci. Około 2.982.000 zostało wymordowanych. 900 letni okres pobytu Żydów w Polsce dobiegł końca. Antysemityzm w Polsce trwa nadal".

Według europosła Marcina Libickiego (PiS), który w niedzielę poinformował o wszczęciu śledztwa, notatka ta przypisuje Polsce i Polakom antysemityzm i sugeruje, iż Polacy odpowiadają za śmierć prawie 3 mln Żydów czasie II wojny światowej.

Jak poinformował prokurator Adamski, zanim prokuratura podejmie jakiekolwiek konkretne działania musi zlecić tłumaczowi przysięgłemu fachowe tłumaczenie informacji zawartych na stronie internetowej, której dotyczy śledztwo. - Potem korzystając z zasady tak zwanej międzynarodowej pomocy prawnej poprosimy prokuraturę stanu Kalifornia, na terenie tego stanu jest siedziba Centrum Wiesenthala, o przesłuchanie świadków - powiedział Adamski.

Dodał, że zgodnie z zasadami, jeżeli prokuratura uzna, że popełnione zostało przestępstwo, wskaże kalifornijskiej prokuraturze jego sprawców i poprosi o ich ściganie. Według polskiego Kodeksu Karnego, za przestępstwo zarzucane Centrum Wiesenthala grozi kara do 3 lat więzienia.

Dyrektor biura Centrum Szymona Wiesenthala w Jerozolimie Efraim Zuroff określił zarzuty jako "śmieszne". - Gdzie jest napisane, że to Polacy mordowali Żydów? Nie ma takiej informacji ani w tym miejscu (w notatce o Polsce - red.), ani w żadnym innym, że to Polacy mordowali Żydów - powiedział Zuroff.

Pytany o informację na temat antysemityzmu stwierdził: "oczywiście, że jest antysemityzm, antysemityzm jest w każdym kraju Europy". I dodał: "nie sądzę, że jest to bardzo poważny problem w dzisiejszej Polsce, ale istnieje".

Zdaniem historyka IPN Andrzeja Żbikowskiego, informacje zamieszczone na stronach internetowych Centrum Szymona Wiesenthala "nie dają podstaw do formułowania" zarzutów o znieważaniu narodu polskiego i RP.

- Cały czas nie rozumiem dlaczego i na podstawie jakich podejrzeń prokuratura otworzyła śledztwo. To jest całkowicie zaskakujące - powiedział Żbikowski. - Może tam wkradło się jakieś nieporozumienie w uzasadnianiu tej decyzji - dodał.

Odnosząc się do informacji o antysemityzmie, Żbikowski powiedział: - Jest poparte poważnymi badaniami socjologicznymi, że to trwa. Oczywiście w takiej formie, w jakiej trwa w całej Europie. To nie jest jakiś wojujący antysemityzm związany z gwałtem przeciwko osobom, tylko to jest jakiś ślad stereotypów, tkwiących w wyobrażeniach społecznych.

Żbikowski pokreślił, że rozszerzenie informacji o Polsce na stronie internetowej, to "bardzo zrównoważony tekst". - Wszystko co podstawowe w nim jest, jest nawet też o polskiej pomocy dla ukrywających się Żydów - zaznaczył. - Można wytknąć tylko ilustrowanie akapitów błędnym zdjęciem, które z pewnością nie dotyczy polskiej policji - dodał. Jego zdaniem, na zdjęciu tym są prawdopodobnie Łotysze.

- Zupełnie zaskakujący i w ogóle niezrozumiały jest powód, by tak szacowną i ważną instytucję, jaką jest przecież Centrum Szymona Wiesenthala nagle w ten sposób obrażać - powiedział Żbikowski.

za www.interia.pl (PAP/INTERIA.PL)

« powrót
Mgła utrudnia życie polakom

Od wczoraj nad Wielkopolską i Małopolską panują gęste mgły, utrudniające życie Polakom; kierowcy za naszym pośrednictwem apelują o używanie świateł przeciwmgielnych. Na drogach częściej dochodzi do wypadków i korków.

Korki na autostradzie A4 pomiędzy Wrocławiem a Gliwicami w okolicach Góry Świętej Anny; na drodze nr 11 Poznań-Katowice, między Kórnikiem i Środą Wielkopolską zderzyły się dwie ciężarówki, są utrudnienia w ruchu. Na trasie Pniewy-Gorzów w miejscowości Lubosz doszło do wypadku. Zderzyły się tam samochód osobowy i ciężarówka. Jedna osoba nie żyje.

Od wczoraj sparaliżowane jest lotnisko w podkrakowskich Balicach. Mgła ograniczająca widoczność do 200 metrów uniemożliwia start i lądowanie samolotów. Podobny paraliż w podwrocławskich Strachowicach. Dziś nie odleciały stamtąd samoloty do Warszawy i Monachium.

(za www.interia.pl /RMF)

« powrót
Pożegnanie wielkiego patrioty

Na cmentarzu parafialnym w Suwałkach (Podlaskie) spoczęły w sobotę prochy prof. Edwarda Szczepanika, ostatniego premiera Rządu RP na Uchodźstwie. Edward Szczepanik miał 90 lat. Zmarł miesiąc temu w Lowes pod Londynem.

Uroczystości żałobne rozpoczęły się mszą w konkatedrze p.w. św. Aleksandra w Suwałkach. Mszę świętą celebrował ks. biskup ełcki Jerzy Mazur, który nazwał zmarłego patriotą, dla którego "Ojczyzna była wielkim społecznym obowiązkiem". W homilii ks. biskup podkreślił, że Ojczyzna dzisiaj potrzebuje takich przykładów do naśladowania dla młodych pokoleń.

Po mszy świętej urna z prochami Szczepanika została przewieziona na cmentarz parafialny. Tam władze Suwałk przygotowały mogiłę, na której stanął pomnik z napisem: "Edward Franciszek Szczepanik - Wielki Patriota, ostatni Premier Rządu RP na Uchodźstwie, Honorowy Obywatel Suwałk".

Na uroczystości oprócz władz lokalnych, wojewódzkich, przedstawicieli Sejmu i Senatu był prof. Leszek Balcerowicz - prezes NBP oraz prof. Adam Sudoł - prezes Światowej Rady Badań nad Polonią.

Leszek Balcerowicz, przyjaciel profesora Szczepanika podkreślił podczas uroczystości, że premier był człowiekiem dobrym i mądrym, patriotą otwartym na świat, który wiele wniósł dla polskiego narodu.

Profesor Edward Szczepanik, ostatni premier RP na uchodźstwie w Londynie (1986-90), bliski współpracownik dwóch ostatnich prezydentów RP na uchodźstwie Kazimierza Sabbata i Ryszarda Kaczorowskiego, zmarł 11 października w wieku 90 lat w domu opieki pod Londynem.

W październiku odbył się pogrzeb jednej części prochów w Lowes pod Londynem, gdzie profesor zmarł w domu opieki społecznej po długiej chorobie.

Drugą urnę z prochami Szczepanika przywiozła do kraju jego najbliższa rodzina - syn z córką. To oni zdecydowali, że prochy ich ojca spoczną w rodzinnych Suwałkach.

Premier Szczepanik był honorowym obywatelem Suwałk. Od 13 lat fundował dla najlepszego ucznia I Liceum Ogólnokształcącego w Suwałkach stypendium w wysokości 1000 dolarów. W 1933 roku sam ukończył gimnazjum, którego spadkobiercą jest obecne liceum.

Urodzony 22 sierpnia 1915 r. w Suwałkach, w latach 1940-41 był więźniem sowieckich łagrów. Po tzw. amnestii ogłoszonej w następstwie paktu Sikorski-Majski trafił do II korpusu Wojska Polskiego gen. Władysława Andersa. Po demobilizacji osiadł w Wielkiej Brytanii.

Z wykształcenia ekonomista, w latach 1963-77 pracował w Organizacji ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO), a następnie naukowo w Hongkongu. Pełnił ponadto funkcję delegata RP na uchodźstwie przy Stolicy Apostolskiej; Watykan najdłużej spośród wszystkich państw uznawał rząd polski w Londynie.

Profesor Szczepanik pamiętany jest jako człowiek bezkonfliktowy, ujmujący, otwarty na kontakty międzyludzkie.

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
Pomnik generała Skalskiego


Pomnik upamiętniający postać polskiego asa lotnictwa z II wojny światowej, bohatera Bitwy o Anglię, gen. bryg. pilota Stanisława Skalskiego, odsłonięto w sobotę, w pierwszą rocznicę jego śmierci na Cmentarzu Wojskowym w Alei Zasłużonych na warszawskich Powązkach.

Pomnik odsłonili Zastępca Dowódcy Sił Powietrznych gen. broni pil. Lech Majewski oraz ksiądz pułkownik prałat Sławomir Żarski, który poświęcił mogiłę. Projekt pomnika jest dziełem profesora krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych Czesława Dźwigaja. Piotr Skalski, krewny generała, mówił podczas uroczystości, że pomnik symbolizuje skomplikowane losy jego stryja. - Przedstawia zamkniętą księgę jego życia, ale zarazem księgę nadziei - mówił Piotr Skalski.

Na pomniku, obok podobizny generała, wyryty jest orzeł, trzymający wieniec laurowy. Wyobrażono też najważniejsze odznaczenia, które gen. Skalski otrzymał od rządów Polski, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii.

Stanisław Skalski urodził się 27 listopada 1915 roku w Kodymie na Ukrainie, zmarł 12 listopada 2004 r. w Warszawie. Był asem polskiego lotnictwa myśliwskiego podczas II wojny światowej (zestrzelił 22 samoloty, a 4 uszkodził), zajmując pierwsze miejsce pod względem zestrzelonych samolotów wśród polskich pilotów myśliwskich.

Podczas bitwy o Anglię dowodził kolejno m.in. eskadrą w dywizjonie 306 i 316, dywizjonem 317 oraz dywizjonem 601 na Malcie i w końcu polskim 133. skrzydłem myśliwskim.

Po powrocie do Polski w 1947 roku, Skalski zgłosił się do służby w Wojsku Polskim. W czerwcu 1948 roku został bezpodstawnie aresztowany przez organy Informacji Wojskowej. W kwietniu 1950 r., na podstawie fikcyjnych dowodów i po farsie procesu, skazano go na karę śmierci, utratę praw publicznych i obywatelskich oraz mienia. Po roku karę śmierci zmieniono na karę dożywotniego więzienia.

Po zmianach politycznych w Polsce, jesienią 1956 r. Skalski został ponownie przyjęty do służby w Wojsku Polskim. Uchwałą Rady Państwa we wrześniu 1988 r. został mianowany generałem brygady.

Za zasługi bojowe i osiągnięcia w służbie wojskowej został odznaczony m.in. Złotym Krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari (1944) Srebrnym Krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari (1940), a także brytyjskimi: Distinguished Service Order i (trzykrotnie) Distinguished Flying Cross.

(za www.interia.pl /PAP)

 

« powrót
Komisarz na cały rok

Lech Kaczyński, który 23 grudnia zostanie zaprzysiężony na prezydenta RP, zrezygnuje z kierowania stolicą w połowie grudnia, a nie, jak wszyscy się spodziewali, w tym tygodniu - zapowiada "Życie Warszawy".

"Mam w Warszawie jeszcze sporo spraw do załatwienia. Ostatnie poprawki do budżetu, rozmowy z wieloma ludźmi o kształcie stolicy, jaki chciałbym widzieć po swoim odejściu. Bo choć będę prezydentem całej Polski, to zawsze będzie mi leżał na sercu los tego miasta. Chcę, by Warszawa była piękna i dynamiczna. Jako prezydent RP będę każdego dnia pamiętał, że sukcesy stolicy to sukcesy całej Polski" - mówi Lech Kaczyński. Na pytanie, czy zna już dokładną datę swojego odejścia z Ratusza, odpowiada, że będzie to połowa grudnia, może nawet okolice 20 grudnia. - Teoretycznie mógłbym zostać na Miodowej do 22 grudnia i zrezygnować na dzień przed zaprzysiężeniem na urząd prezydenta RP, ale odejdę kilka dni wcześniej - zapowiada prezydent elekt.

Jego zdaniem, przyspieszone wybory nie mają najmniejszego sensu. Do zaplanowanych w terminie został mniej niż rok. Po prostu nie ma sensu urządzać kolejnej elekcji na tak krótki czas. Wybrany w ten sposób nowy prezydent miasta, bez względu na to, jaką partię będzie reprezentował, nie miałby czasu na skuteczne zarządzanie stolicą. Podjąłby kilka decyzji i znowu weszlibyśmy w okres wyborczy - wyjaśnia Lech Kaczyński.

Sądzi on, że najlepszym rozwiązaniem jest, by komisarz rządowy rządził w Warszawie do wyborów w październiku 2006 roku. Pytany o kandydatów Lech Kaczyński odpowiada: - Mam dwóch kandydatów. Obaj to świetni fachowcy, obaj są z urzędu Warszawy. Mirosław Kochalski i Robert Draba, a właściwie Draba i Kochalski. I to w tej kolejności.

 

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
GŁOSOWANIE NA GMINĘ - ROCZNE UTRZYMANIE SERWISU WWW - GRATIS !!!

Dla gminy lub powiatu , które utrzymają się co najmniej tydzień na I miejscu w naszym rankingu stron WWW gmin i powiatów - Spółka Szulc-Efekt oferuje nagrodę w postaci rocznego, bezpłatnego hostingu serwisu WWW na naszych serwerach ! W skład pakietu adresowanego do zwycięzców wchodzą m.in. usługi WWW, poczty elektronicznej - bez limitu transferu - szczegóły w Regulaminie. Gminy lub powiaty spełniające warunek "I miejsca" - prosimy o kontakt z naszym działem reklamy celem ustalenia szczegółów technicznych związanych ze skorzystaniem z nagrody.

Zarząd Spółki

 

 

« powrót
FORUM SAMORZĄDOWE

Program spotkania:

1 Wprowadzenie dotyczące realizacji w Polsce programów wspieranych ze środków Mechanizmów Finansowych.
2 Omówienie podstawowych zasad wdrażania i dokumentów programowych Mechanizmów Finansowych, ze szczególnym uwzględnieniem Priorytetu: Ochrona środowiska.
3 Kryteria oceny i selekcji wniosków aplikacyjnych.
4 Zasady opracowywania Studium Wykonalności inwestycji komunalnej - sektor: kanalizacja.
5 Zasady przygotowania Wniosku aplikacyjnego i podstawowych załączników do wniosku.
6 Dyskusja.

Osobą prowadzącą szkolenie będzie trener z 15-letnim doświadczeniem zawodowym w zakresie problematyki instytucjonalnej, organizacyjno-prawnej oraz finansowej jednostek samorządu terytorialnego, gospodarki komunalnej i przedsiębiorstw sektora usług komunalnych.

Koszt udziału w spotkaniu szkoleniowym wynosi:

· 100 zł - dla osób będących członkami Forum Urzędników Europejskich
(deklarację członkowską znajdą Państwo na naszej stronie internetowej)
· 150 zł - dla pozostałych osób zainteresowanych szkoleniem

Uwaga

Na spotkanie mogą Państwo zaprosić jedną osobę towarzyszącą z Państwa instytucji. Płatność za udział osoby towarzyszącej:
osoba towarzysząca członka FUE - opłata 50 zł,
Osoba towarzysząca uczestnikowi spoza FUE - opłata 100 zł.


Opłata za szkolenie, na podstawie faktury, przelewem na konto WCDL:
PKO S.A. I/O W- wa
87124010371111000006988258 z dopiskiem "FUE 27.10.05",
albo gotówką bezpośrednio przed szkoleniem.
Program spotkania:

1 Wprowadzenie dotyczące realizacji w Polsce programów wspieranych ze środków Mechanizmów Finansowych.
2 Omówienie podstawowych zasad wdrażania i dokumentów programowych Mechanizmów Finansowych, ze szczególnym uwzględnieniem Priorytetu: Ochrona środowiska.
3 Kryteria oceny i selekcji wniosków aplikacyjnych.
4 Zasady opracowywania Studium Wykonalności inwestycji komunalnej - sektor: kanalizacja.
5 Zasady przygotowania Wniosku aplikacyjnego i podstawowych załączników do wniosku.
6 Dyskusja.

Osobą prowadzącą szkolenie będzie trener z 15-letnim doświadczeniem zawodowym w zakresie problematyki instytucjonalnej, organizacyjno-prawnej oraz finansowej jednostek samorządu terytorialnego, gospodarki komunalnej i przedsiębiorstw sektora usług komunalnych.

Koszt udziału w spotkaniu szkoleniowym wynosi:

· 100 zł - dla osób będących członkami Forum Urzędników Europejskich
(deklarację członkowską znajdą Państwo na naszej stronie internetowej)
· 150 zł - dla pozostałych osób zainteresowanych szkoleniem

Uwaga

Na spotkanie mogą Państwo zaprosić jedną osobę towarzyszącą z Państwa instytucji. Płatność za udział osoby towarzyszącej:
osoba towarzysząca członka FUE - opłata 50 zł,
Osoba towarzysząca uczestnikowi spoza FUE - opłata 100 zł.


Opłata za szkolenie, na podstawie faktury, przelewem na konto WCDL:
PKO S.A. I/O W- wa
87124010371111000006988258 z dopiskiem "FUE 27.10.05",
albo gotówką bezpośrednio przed szkoleniem.
:
PKO S.A. I/O W- wa
87124010371111000006988258 z dopiskiem "FUE 27.10.05",
albo gotówką bezpośrednio przed szkoleniem.

« powrót
Księgi Gości stron internetowych Gmin - schodzą do podziemia.

Wydział Karny i Wydział Cywilny Sądu Rejonowego w S. badał prawie dwa lata sprawę Księgi Gości Strony Internetowej jednego z Urzędów Miejskich. Wszystko zaczęło się od niepozornego wpisu w Księdze Gości, napisanego przez mieszkańca Gminy, a  rzekomo obrażającego jedną z Pań Radnych. Ważne w całej sprawie jest to, że wspomniana Pani Radna wcześniej pełniła funkcję ławnika właśnie w tym Sądzie. Na rozprawy wzywani byli gromadnie pracownicy urzędu oraz postronni światkowie róznej profesji i autorymentu, doszło do tego, że na jedną z rozpraw zostało wezwanych ponad 20 osób m.in. prawie 1/3 pracowników Urzędu, wprost trudno było pomieścić się wszystkim na korytarzu. Sąd tego dnia zdążył porzesłuchć zaledwie kilku, reszta w godzinach wieczornych została poinformowana, że zostaną wezwani w następnym terminie... Przedstawiciel Spółki Sz.-Ef. , utrzymującej strony internetowe Urzędu, widząc tak wielkie zaangażowanie Sądu argumentował na pismie i jako świadek , że prawo nie zostało złamane, dobra osobiste Radnej - czyli osoby publicznej - nie zostały naruszone, a Burmistrz nie ponosi żadnej odpowiedzialności. W końcu po wielu rozprawach Sąd, co było oczywiste od samego początku,  nie dopatrzył się żadnej winy Burmistrza. Morał, nasuwa się oczywisty, często latami czekamy na wniesienie naszej sprawy na wokandę, w tym czasie być może Sąd angażuje swoich pracowników, pracowników urzędów, firm komercyjnych,  w sprawię jednego wpisu w księdze gości ... a ta jego aktywność wynika np. z faktu, że Powodem (Pokrzywdzonym) jest nie jakiś tam Jan Kowalski tylko np. były ławnik tegoż Sądu, do tego, skład Skład Sędziowski nie bardzo rozumie że ksiega gości strony inetrnetowej to taki mały Hyde Park. Tak bywa ... nie tylko w Sądzie Rejonowym w S.

« powrót
Seminarium samorządowe

Gdańska Akademia Bankowa przy Instytucie Badań nad Gospodarką Rynkową zaprasza na seminarium pt.: Alternatywne metody finansowania inwestycji samorządowych.


Seminarium odbędzie się 30 marca 2006 roku w Warszawie, w hotelu Holiday Inn.
 W trakcie seminarium przeanalizowany zostanie przypadek pionierskiej emisji obligacji przychodowych przez Miejskie Wodociągi i Kanalizację w Bydgoszczy Sp. z o.o. O zaletach i wadach pozyskiwania kapitału z tego źródła będą  mówić przedstawiciele wszystkich podmiotów zaangażowanych w emisję obligacji przychodowych, tj. spółki komunalnej będącej emitentem, organizatora emisji tj. Citibanku Handlowego oraz agencji ratingowej Fitch Polska SA, która nadała rating międzynarodowy tym papierom wartościowym.
 W drugiej części spotkania prezentacje poświęcone będą możliwościom korzystania ze specjalnych programów rządowych i funduszy celowych dla jednostek samorządu terytorialnego zarządzanych przez Bank Gospodarstwa Krajowego oraz o doświadczeniach wykorzystania funduszy europejskich w realizacji przedsięwzięć inwestycyjnych w formule partnerstwa publiczno-prywatnego.

Program:  

  9.45 - 10.15 Rejestracja uczestników, poranna kawa
10.15 - 10.30 Otwarcie seminarium i powitanie uczestników
  - dr Kamila Bielawska, Zastępca Dyrektora Gdańskiej Akademii Bankowej
10.30 - 11.00 Praktyczne aspekty pozyskiwania funduszy unijnych i finansowania własnego na   przykładzie MWiK w Bydgoszczy Sp. z o.o.
  - Stanisław Drzewiecki, Prezes Zarządu Miejskich Wodociągów i Kanalizacji 
    w Bydgoszczy Sp. z o.o.
11.00 - 11.30 Finansowanie inwestycji poprzez emisję obligacji.
  Praktyka rynkowa na przykładzie emisji obligacji przychodowych dla MWiK      
  w Bydgoszczy Sp. z o.o.
  - Maciej Lewandowski, Departament Finansowania Przedsiębiorstw,
    Citibnk Handlowy
11.30 - 12.00 Obligacje przychodowe - podejście agencji ratingowej
  - Arkadiusz Wicik, Associate Director, Fitch Polska SA
12.00 - 13.00 Przerwa na lunch
13.00 - 13.30 Rola funduszy celowych i programów rządowych zarządzanych przez BGK
  w finansowaniu inwestycji samorządowych
  - dr Mirosław Czekaj, Wiceprezes Zarządu, Bank Gospodarstwa Krajowego
13.30 - 14.00 Inne formy finansowania inwestycji samorządowych na przykładzie partnerstwa   publiczno-prywatnego i sekurytyzacji
  - przedstawiciel Citigroup London
14.00 - 14.30 Przerwa kawowa
14.30 - 16.00 Panel dyskusyjny i zamknięcie seminarium
  - dr Michał Bitner, Katedra Prawa Finansowego, Uniwersytet Warszawski
  - dr Mirosław Czekaj, Wiceprezes Zarządu, Bank Gospodarstwa Krajowego
  - Stanisław Drzewiecki - Prezes Zarządu MWiK w Bydgoszczy Sp. z o.o.
  - dr hab. Maria Jastrzębska, Katedra Finansów, Uniwersytet Gdański
  - Maciej Lewandowski, Departament Finansowania Przedsiębiorstw,
      Citibank Handlowy
  - Wojciech Lipka, Zastępca Dyrektora Departamentu Emisyjno-Inwestycyjnego,
     Bank Gospodarstwa Krajowego
  - Arkadiusz Wicik, Associate Director, Fitch Polska SA
  - przedstawiciel Citigroup London


Koszt uczestnictwa - 240 zł (usługa nie podlega VAT)
Cena obejmuje udział w seminarium, lunch oraz komplet materiałów seminaryjnych.
O rezerwacji miejsc decyduje kolejność nadsyłanych zgłoszeń (liczba miejsc ograniczona). Termin przyjmowania zgłoszeń upływa 27 marca br.

Szczegółowe informacje oraz formularz zgłoszenia na stronie www.gab.com.pl/samorzad
lub pod nr telefonu (22) 622 44 83

« powrót
Audyty oprogramowania w Urzędach
Spółka Szulc-Efekt wraz z Agencją Hetman www.audyt.org oferuje Urzędom Gmin i Powiatów usługi audytu oprogramowania. Audyt taki przydaje się również dla potrzeb oszacowania zasobów w związku z wdrażaniem Elektronicznego Obiegu Dokumentów.
Sytuacja z oprogramowaniem w niektórych urzędach nie wyglada najlepiej, dlatego
warto podjąć stosowne kroki. Certyfikat uzyskany po przeprowadzeniu audytu daje
Kierownikowi Jednostki pewność, że bobma zegarowa przestała tykać, a podatnik
nie zostanie narażony na koszty kar wynikających z ewentualnej kontroli. Agencja
Hetman reprezentuje interesy wielu producentów oprogramowania m.in: Microsoft,
Macromedia, Adobe, Apple, GData Software. Jak wszyscy wiemy, to że w naszym
Kraju duży procent oprogramowania używanego w celach zawodowych jest
oprogramowaniem nielegalnym - już nikogo nie dziwi. Tymczasem o ile można
zrozumieć, że właściciel firmy prywatnej ryzykuje, i naraża samego siebie na
odszkodowania i odpowiedzialnosć karną, o tyle - patrząc z punktu widzenia
Interesu Społecznego- nie można zrozumieć że w niektórych Urzędach, kierownicy
jednostek narażają PODATNIKA na sankcje finansowe, aprobując w swoim Urzędzie
nielegalne oprogramowanie. Pobieżny audyt oprogramowania mogą przecież
przeprowadzić podlegli im urzędnicy we własnym zakresie, nie zawsze
angażując od razu firmy zewnętrzne. Wystarczy więc dobra wola i świadomość
zagrożenia, wszak Ustawodawca w Kodeksie Karnym używie nielegalnego programu
komputerowego przyrównuje do kradzieży, a jego pozyskanie do paserstwa (art. 293
par. 1 KK ) i choć taka interetacja wraz z określoną sankcją karną do 5 lat
pozbawienia wolności wydaje się przesadzona to jednak warto zastanowić sie jak
mawiają pracownicy Agencji Hetman: "czym właściwie różni się kradzeż
telewizora od kradzieży oprogramowania..."? i jak to możliwe aby - używając tej
przenośni - tyle 'kradzionych telewizorów' było w Urzędach Państwowych ?
« powrót
Reklama w adresach Internetowych Serwisów Informacyjnych gmin

Z powodu nagminnnego naruszania Interesu Publicznego poprzez kryptoreklamę firm komercyjnych w adresach internetowych Urzędów Gmin typu: www.nazwagminy.nazwafirmy.pl , Spółka wystosowała wniosek do jednej z takich gmin - w tym przypadku chodzi o adres www.lipsko.home.pl  - o udostępnienie informacji publicznej o rozliczeniach związanych z taką reklamą. Brak stosownych wynagrodzeń uzyskiwanych przez jednostkę publiczną stanowi  nie tylko naruszenie zasad dotyczących nie narażania na straty finansowe Gminy (biegli wycenią koszt takiej reklamy na co najmniej 15 tys. pln rocznie) , ale równiez stanowi rażace naruszenie ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.
Będziemy informować na łamach portalu - o odpowiedzi uzyskanej na taki wniosek. Interes publiczny wymaga aby piętnować takie działania, mamy nadzieje że zainteresują się tym również Radni - wszak wchodzą w tym przypadku w grę nie tylko działania nieetyczne, w tym przypadku mówi się już o działaniach na szkodę wolnej konkurencji i przede wszystkim na szkodę gminy. Poniżej wniosek o udostępnienie informacji o rozliczeniach dot. reklamy:

 Wniosek o udostępn. inform. publ. w sprawie reklamy
« powrót
www.coca-cola.bip.pl
Kryptoreklama firm komercyjnych zawarta w adresach oficjalnych serwisów internetowych Urzedów Gmin i Powiatów narusza nie tylko ustawę o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, ale jest równiez wbrew Interesowi Publicznemu. Nagminne stosowanie adresów typu: www.nazwagminy.nazwafirmy.pl , ma miejsce nie tylko w Oficjalnych serwisach Internetowych Gmin i Powiatów, ale o zgrozo również w Biuletynach Informacji Publicznej. Spółka wystosowała wniosek do jednej z takich gmin - w tym przypadku chodzi o adres www.lipsko.home.pl  - o udostępnienie informacji publicznej o rozliczeniach związanych z taką reklamą. Brak stosownych wynagrodzeń uzyskiwanych przez jednostkę publiczną stanowi  nie tylko naruszenie zasad dotyczących nie narażania na straty finansowe Gminy (biegli wycenią koszt takiej reklamy na co najmniej 15 tys. pln rocznie) , ale równiez stanowi rażące naruszenie ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.
Będziemy informować na łamach portalu - o odpowiedzi uzyskanej na taki wniosek. Interes publiczny wymaga aby piętnować takie działania, mamy nadzieje że zainteresują się tym również Radni - wszak wchodzą w tym przypadku w grę nie tylko działania nieetyczne, w tym przypadku mówi się już o działaniach na szkodę wolnej konkurencji i przede wszystkim na szkodę gminy. Poniżej wniosek o udostępnienie informacji o rozliczeniach dot. reklamy:

Pobierz - kopię wniosku

Poniżej podajemy kilka adresów Urzędów finansujacych  z pieniedzy podatnika, reklamę firm komercyjnych w adreseach oficjalnych stron internetowych, a nawet w adresach Biuletynów Informacji Publicznej. Wynika to z nieświadomości zagrożeń, zachęcamy Radnych Opozycyjnych do zadawania pytań kto z takiego stanu czerpie korzyści. Każdy ekspert wyceni reklamę poprzez adres internetowy typu www.nazwaFirmy.nazwagminy.pl - nawet w przypadku małych gmin - na co najmniej kilkanascie tysięcy rocznie. Oczywiście Urzędy nie otrzymują takich przychodów, więc - jak mówia prawnicy - następuje bezpośredni związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy zyskiem firmy komercyjnej a startą Podatnika. Trzeba brać pod uwagę, że adresy takowe nie funkcjonują tylko w Internecie ale Gmina często podaje je we wszelkich pismach urzedowych i folderach promocyjnych. Są nawet tacy Urzędnicy, którzy na początku, kiedy sygnalizuje się Im problem -uważają że to nic złego, dopiero wniosek o udostępnienie informacji publicznej w zakresie rozliczeń takowej rekalmy lub afera wywołana przez bardziej świadomych radnych - zmusza ich do reflekcji nad absurdalnością takiej kryptoreklamy. Konsekwencją używania takiej nomenklatury jest także nierzadko używanie nazw kont poczty elektronicznej z końcówkami reklamującymi takowe firmy typu wojt@nazwaFirmy.nazwagminy.pl , a to już jest - jak żywcem wyjęte z dramatu Mrożka - czy elektroniczne skrzynki podawcze, które będa obowiązywać od 16 sierpnia br. na potrzeby składania wniosków podpisanych elektroniczne, będa miały adresy np. urzad@nazwagminy.sex.pl ?

Biorąc powyżej sygnalizowany stan rzeczy postanowiliśmy w Interesie Społecznym podac kilka adresów takich urzedów, poniżej lista która będzie sukcesywnie uzupełniana:
www.bip.miedzno.akcessnet.net
www.ceranow.asi.pl
www.bielany.bumsoft-2.pl
Ciekawy jest adres Biuletynu Informacji Publiczej Klwowa:  www.bip.klwow.akcessnet.net
natomiast adres poczty elektronicznej ujawniony w www.bip.gov.pl dotyczący Klwowa to:  
redakcja-bip@bip.klwow.akcessnet.net  - zaprawdę - interesujące poczucie humoru, radzimy Urzednikom Gminy przetrenować podanie tego adreseu Petentowi w rozmowie telefonicznej !


 

« powrót
Wojewoda podejrzany
Prokuratura zarzuca Andrzejowi K., byłemu wojewodzie, że przez niego miasto straciło aż 1,1 mln zł - dowiedziała się wczoraj "Gazeta Lubuska". Miał on działać "w celu osiągnięcia korzyści majątkowej". Szczecińska prokuratura stawia byłemu wojewodzie trzy zarzuty. Wszystkie dotyczą budowy trasy

Prokuratura zarzuca Andrzejowi K., byłemu wojewodzie, że przez niego miasto straciło aż 1,1 mln zł - dowiedziała się wczoraj "Gazeta Lubuska". Miał on działać "w celu osiągnięcia korzyści majątkowej".

Szczecińska prokuratura stawia byłemu wojewodzie trzy zarzuty. Wszystkie dotyczą budowy trasy średnicowej w Gorzowie. Chodzi o lata 1997-2000, a wtedy Andrzej K. był wiceprezydentem odpowiedzialnym za inwestycje. W tej aferze podejrzanymi są również prezydent Gorzowa i szef miejskiego wydziału inwestycji.

Zdaniem prokuratury były wiceprezydent zatwierdził stawki na rozliczenie robót na trasie średnicowej na 1,3 mln zł, choć faktycznie warte one były jedynie 360 tys. zł. Przez taką decyzję miasto straciło ponad 900 tys. zł. Prokuratura mówi, że działał w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.

Oprócz tego zdecydował o wypłaceniu przez miasto firmie PBI 200 tys. zł za roboty i rozbiórki, których firma nie zrobiła. Prokuratura zarzuca też Andrzejowi K. przekroczenie uprawnień: zamiast zorganizować przetarg nieograniczony na roboty na trasie, przeprowadził go w trybie z wolnej ręki.

To nie jedyna sprawa karna z udziałem wysokich gorzowskich urzędników. W zeszłym tygodniu prokuratura w Gorzowie postawiła wiceprezydentowi Tadeuszowi J. oraz naczelnikowi Władysławowi Ż. zarzuty narażenia miasta na stratę 890 tys. zł. Chodziło o remont Mostu Lubuskiego.

(za www.interia.pl)

 

Na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata skazał we wtorek łódzki sąd rejonowy b. posła Samoobrony Waldemara B., oskarżonego m.in. o naruszenie nietykalności cielesnej policjanta oraz grożenie funkcjonariuszom i ich znieważenie.

Sąd zdecydował także, że Waldemar B. ma zapłacić 3 tys. zł grzywny za zniesławienie sędziego Sądu Rejonowego w Brzezinach oraz wypłacić 2 tys. zł zadośćuczynienia poszkodowanemu policjantowi. Wyrok nie jest prawomocny. Nie wiadomo, czy obrona złoży apelację, ponieważ zarówno obrońcy, jak i oskarżonego nie było na ogłoszeniu wyroku.

Do zdarzenia doszło w sierpniu ub. roku w miejscowości Karpin (Łódzkie), gdy ówczesny poseł Waldemar B., jadąc prawdopodobnie pod wpływem alkoholu, uszkodził i źle zaparkował swój samochód. Dwaj interweniujący policjanci wyczuli od niego woń alkoholu, ale poseł - zasłaniając się immunitetem - odmówił poddania się badaniu alkomatem.

W trakcie interwencji uderzył jednego z funkcjonariuszy w twarz, ubliżał policjantom słowami uznanymi powszechnie za obelżywe i groził, że doprowadzi do zwolnienia ich z pracy. Niektóre wypowiedzi posła zarejestrowano dzięki policyjnej radiostacji.

Policjanci zatrzymali dowód rejestracyjny; samochód odtransportowano na parking. Poseł nie skorzystał z propozycji zawiezienia go we wskazane miejsce. Tego samego dnia wieczorem fotoreporter zrobił zdjęcie posła śpiącego na trawniku obok sterty śmieci na tyłach pobliskiej remizy.

Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami, ponieważ B. był oskarżony także o pomówienie sędziego Sądu Rejonowego w Brzezinach, a ten ostatni nie zgodził się na jawność rozpraw. Waldemar B. przed sądem - tak samo jak w prokuraturze - nie przyznał się do winy.

Zdaniem sądu, oskarżony zdawał sobie sprawę, że ma do czynienia z funkcjonariuszami publicznymi; uderzył funkcjonariusza bez żadnego powodu i używał wobec policjantów wulgarnych słów, wykazując całkowity brak poszanowania dla funkcjonariuszy publicznych.

- Bycie posłem nie oznacza, że może on opluwać innych, a wręcz przeciwnie, powinien się on zachowywać nieskazitelnie. Widocznie za bardzo uderzyła oskarżonemu władza do głowy - mówiła sędzia Monika Gradowska.

Waldemar B. to dawny działacz Samoobrony. Został z niej wykluczony jesienią 2004 roku po tym, gdy zatrzymała go policja, kiedy prowadził samochód - będąc prawdopodobnie pod wpływem alkoholu. Również wtedy zasłaniając się immunitetem, odmówił poddania się badaniu alkomatem. Obecnie jest działaczem nowego ugrupowania - Samoobrony Ruch Społeczny.

( za www.interia.pl )

 

Hanna A., była przewodnicząca Rady Gminy Lubicz aresztowana pod zarzutem korupcji, zdobyła mandat radnej. W jej okręgu wyborczym w Grębocinie otrzymała 264 głosy. Głosowało na nią ponad 33 procent wyborców, informują "Nowości".

Kilkanaście dni przed wyborami Hanna A. została zatrzymana przez funkcjonariuszy z lubelskiego CBŚ. Po przesłuchaniu w Prokuraturze Okręgowej w Lublinie, sąd zdecydował o jej aresztowaniu na trzy miesiące. Hanna A. w areszcie pozostaje do dziś.

- Rzeczywiście, taka sytuacja nie zdarza się zbyt często, stwierdza wójt gminy Lubicz Marek Olszewski, który zwyciężył w pierwszej turze wyborów.

Prokuratura Okręgowa w Lublinie nie ujawnia szczegółów śledztwa, w trakcie którego Hanna A. została aresztowana. Nieoficjalnie wiadomo, że byłą przewodniczącą swoimi zeznaniami obciążył jeden z przedsiębiorców powiązany z lubelsko-sopocką grupą przestępczą. Miał on wręczyć jej 50 tys. zł łapówki za załatwienie kontraktu przy budowie kanalizacji w podtoruńskiej Złotorii.


(za www.interia.pl )

Urząd Miejski Woleśnie (chodzi o Urząd Miasta Olesno)

Biuletyn Informacji Pozornej w internecie Jacek Peszkowski* 2006-08-17

Co pewien czas władze centralne elektryzują internautów zapowiedziami przeniesienia kontaktów obywateli z władzą do przestrzeni wirtualnej.
W tym tygodniu ogłoszono, że duzi przedsiębiorcy mogą składać już część deklaracji podatkowych przez internet. Osoby prywatne na to udogodnienie poczekają - według pesymistycznej wersji do roku 2012. Tylko czy nie są to aby tylko wirtualne zapowiedzi?

W kwietniu 2006 r. chciałem skierować szeroką ofertę tłumaczeń do jednostek samorządu terytorialnego. Najtaniej wysłać taką ofertę e-mailem, więc postanowiłem odszukać adresy e-mailowe w ogromnej bazie danych, jaką jest Biuletyn Informacji Publicznej. Przez dni dziesięć poznawałem funkcjonowanie tej platformy i mogę się z czytelnikami podzielić doświadczeniami.

Tworzenie polskiej e-administracji trwa od kilku lat. We wrześniu 2001 roku ukazała się "Ustawa o dostępie do informacji publicznej". Mówiła m.in. o utworzeniu internetowego Biuletynu Informacji Publicznej, który miał stanowić główną platformę porozumiewania się obywatela z władzą poprzez wirtualną sieć.

Artykuł 9. ustawy mówił, że to "minister właściwy do spraw informatyzacji tworzy stronę główną Biuletynu Informacji Publicznej zawierającą wykaz podmiotów, (...) wraz z odnośnikami umożliwiającymi połączenie z ich stronami". Te podmioty to wszystkie organy władzy publicznej w Polsce, od Sejmu i Senatu, Urzędu Prezydenta RP i Urzędu Rady Ministrów do gminnych jednostek samorządu terytorialnego, a nawet firm, w których jednostki dysponujące publicznymi pieniędzmi mają udziały.

Ustawa weszła w życie 1 stycznia 2002 r., a właściwie... nie weszła, bo "minister właściwy" - minister spraw wewnętrznych i administracji - dopiero po ośmiu miesiącach określił szczegóły wykonawcze odpowiednim rozporządzeniem (a właściwie nie określił, o czym za chwilę).

Za wdrożenie w życie ustawy zapłacili polscy podatnicy, fundusz PHARE i Bank Światowy. W sumie kosztorys BIP opiewał na ponad 2 mld zł. Kosztorys całego programu e-Polska na ok. 5 mld zł.

W 2006 roku - po ponad czterech latach od teoretycznego wejścia w życie ustawy - można by się spodziewać, że Biuletyn funkcjonuje poprawnie. Niestety, tak nie jest. Skupię się tutaj na ocenie BIP jako bazy adresowej - wrót do podmiotów administracji publicznej, bowiem trudno całościowo ocenić skomplikowany system na podstawie przeprowadzonej w pojedynkę dziesięciodniowej kwerendy. Samych jednostek samorządu terytorialnego jest w Polsce ok. 3 tys.

Biuletyn Informacji Pozornej

Użytkownik ma prawo spodziewać się, że taaaki system za 2 mld zł stanowi wiarygodną, na bieżąco weryfikowaną bazę adresową. Wszak "BIP powinien być miejscem, w którym każdy zainteresowany uzyska wyczerpujące informacje (...) powinien zapamiętać tylko jeden adres - strony głównej biuletynu - dzięki czemu najszerszy możliwy zakres informacji publicznej będzie stał przed nim otworem" - czytamy w materiałach MSWiA ("Biała Księga Nowego BIP"). W tym celu system powinien być skoordynowany na poziomie centralnym. Koordynować powinien "właściwy minister". A na poziomie centralnym panuje bałagan, zaniechania i błędy.

W efekcie na większości podstron adresowych podmiotów (urzędy gmin, powiatów) króluje wolno ładująca się grafika - herb jednostki, okazałe zdjęcie siedziby. Dalej zdjęcie wójta, burmistrza lub starosty. Natomiast trudno znaleźć poprawny adres e-mail, często po prostu go nie ma albo jest nieaktualny.

Jeszcze gorzej jest na stronie głównej BIP. Ok. 25 proc. zawartych tam adresów e-mail wiedzie donikąd. Lepiej jest z adresami stron. Ilość błędnych lub nieistniejących adresów jest mniejsza niż 5 proc. Chociaż są gminy, które do dzisiaj ignorują istnienie ustawy: ich stron albo w ogóle nie ma, albo jest na nich zawieszony schemat przedstawiający, jak strona powinna wyglądać...

Są gminy, których nie ma w spisie podmiotów na stronie głównej BIP, chociaż mają strony BIP. Są strony gminne rozsiewające wirusy. Są strony w czterech wersjach językowych, ale bez adresu e-mail na stronie polskiej. Są jednostki podające inny skład władz w różnych wersjach językowych. I są też jednostki administracji, nawet na poziomie starostw powiatowych, które poczty elektronicznej nie odbierają (świadczą o tym komunikaty "skrzynka przepełniona"). Wyraźnie widać w tym wszystkim brak nadzoru.

Zły przykład daje "właściwy minister". Menu przedmiotowe (czyli spis aktów prawnych) na poziomie centralnym nie istnieje do dziś. W menu podmiotowym panuje bałagan. Ten bałagan zaczyna się od porządku alfabetycznego i systematyki nazewnictwa.

Najbardziej kuriozalne przykłady ze spisu gmin:

•  Gminy na literę „U”: „Urząd Gminy Uniejów; Urząd Gminy Urszulin; Urząd Gminy w Bytomiu Odrzańskim”.

•  Urząd Miejski Woleśnie (chodzi o Urząd Miasta Olesno)

Spis powiatów otwiera II Liceum Ogólnokształcące Zduńska Wola, po którym następuje Powiatowy Urząd Pracy w nieokreślonej miejscowości... Dalej jest jeszcze śmieszniej: Zielona Góra przed Aleksandrowem Kujawskim, wśród powiatów na literę "T" - za Turkiem są Ustrzyki, Tarnów, a po nim... starostwa powiatowe w Bartoszycach, Brodnicy, Częstochowie itd. Spis powiatów zamyka... Szpital Psychiatryczny - Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej.

Rozporządzenie ministra nie regulowało wielu kwestii, w tym porządku alfabetycznego i systematyki. Pierwsza kwestia jednak wydaje się oczywista. Drugą określił redaktor naczelny BIP, pisząc: "odnosząc się do kwestii poprawności nazw urzędów (np. Urząd Miasta Pruszków czy Urząd Miasta w Pruszkowie) za poprawną wersję należy uznać sformułowanie Urząd Gminy (Miejski, Miasta) + nazwa. Zwrot np. Urząd Gminy w Pruszkowie wskazuje na siedzibę urzędu (w Pruszkowie) a nie odnosi się do nazwy gminy, której jest urzędem (Urząd Gminy Pruszków)".

Wbrew tym założeniom sformułowane jest 7-8 proc. nazw urzędów w spisie podmiotowym BIP (jako "Urząd Miasta w ..."). Z tego m.in. powodu BIP staje się narzędziem niedostępnym dla cudzoziemców, dla których polska odmiana przez przypadki może być zbyt trudna do opanowania.

Nikt nie kontroluje też dublowania wpisów. W efekcie nigdy nie mamy pewności, czy powtarzające się nazwy gmin są skutkiem powtarzania się ich w geografii, czy niedbałości wpisującego. Co ciekawe - zdarza się, że nazwy wpisane według poprawnej systematyki (urząd + mianownik) dublowane są przez niepoprawne (urząd w ...)

Ukoronowaniem bałaganu był długi brak w spisie ministerstw... Ministerstwa Rozwoju Regionalnego. Zostało ono dopisane dopiero 21 kwietnia br., a więc sześć miesięcy po jego utworzeniu. Na domiar złego system działa zabójczo powoli, choć nie jest wyposażony w wyszukaną grafikę. Spis podmiotowy otwiera się ponad 10 sekund, często 15.

Jak się chce, to można

O tym, że system adresowy można zrobić dobrze, dowodzą inne, komercyjne bazy danych, dostępne pod adresami: gminy.pl, gmina.pl, regioset.pl. Działają dużo szybciej i zawierają mniej błędów. We wszystkich gminy usystematyzowane są alfabetycznie w mianowniku. Co ciekawe - w wypadku "upartych" trudnych do znalezienia gmin najbardziej pomocny okazał się włoski portal studiocataldi.com. Wyszukuje on wszystkie strony www podanej miejscowości. Dlatego czasami umożliwia znalezienie tego jednego jedynego czynnego adresu e-mail.

Przejrzenie włoskiego portalu pozwala też dostrzec swoisty absurd: często gminy wydają duże środki na prowadzenie oprócz strony BIP kilku innych ciekawych stron na różnych komercyjnych serwerach. Jednocześnie wymiana z nimi korespondencji drogą elektroniczną jest niemożliwa.

Niezawinionym grzechem pierworodnym bałaganu w polskiej e-administracji jest niewątpliwie ustawowa niemożność zastrzeżenia nazw geograficznych i nazw własnych. Uniemożliwia to narzucenie prostego schematu adresu: "nazwagminy.pl"

Zawinionym grzechem było rozporządzenie "właściwego ministra". W jego tekście nawet nie próbowano zdefiniować wariantów struktury adresów stron i kontaktowych skrzynek e-mail. Oprócz tego nie określono żadnych sankcji za brak działania i błędy.

Obecnie w MSWiA powstają założenia "Nowego BIP". Jego autorzy - w większości osoby związane z tworzeniem i funkcjonowaniem "starego" BIP, spisali swoje tezy w "Białej Księdze Nowego BIP". Mam wrażenie, że zapomnieli o nadaniu dużej wagi kwestii poprawności struktury adresów.

Postulując zmianę ustawy z 2001 r., zapomnieli także o określeniu sankcji prawnych za brak realizacji przepisów ustawy. A i ta sprawa nie jest błaha. Teoretycznie akty prawne umożliwiają dochodzenie odszkodowania za brak możliwości zadania pytania online. Świadczy o tym precedens prawny zakończony wyrokiem skazującym Prezydenta RP za nierealizowanie obowiązków wynikających z ustawy (szczegóły na portalu gmina.pl)

W obecnej sytuacji prawnej winne byłyby zawsze władze centralne bez możliwości dochodzenia odszkodowania wobec zaniedbujących swoje obowiązki.

Autorzy BIP w "Białej Księdze Nowego BIP" źle oceniają jego działanie, ale nie zwalnia ich to z odpowiedzialności za to, co zrobić się powinno i co zrobić można:

•  poprawność adresów w menu podmiotowym;

•  zgodność listy podmiotów ze stanem rzeczywistym, czyli liczbą gmin i powiatów;

•  zapewnienie szybkiego działania BIP poprzez systematyczne unowocześnianie sprzętu.

W przeciwnym razie Rzeczypospolitej grozić może konieczność zwrotu otrzymanych środków PHARE i procesy wytaczane władzom centralnym za uniemożliwienie korzystania przez obywateli i podmioty gospodarcze z informacji online.

* Jacek Peszkowski jest tłumaczem, maklerem, zajmuje się obsługą wniosków o dofinansowanie z funduszy strukturalnych UE.

Pojęcie "e-Polska" pochodzi od nazwy "e-Europa" programu przyjętego przez Unię Europejską. e-Polska to program taniego i szybkiego komunikowania się obywateli i firm z urzędami dzięki możliwościom stworzonym przez internet. W Polsce powstały dwa dokumenty rządowe posługujące się tym pojęciem: "e-Polska, plan działań na rzecz rozwoju społeczeństwa informacyjnego w Polsce na lata 2001-2006" oraz "Strategia Informatyzacji Rzeczypospolitej Polskiej e-Polska na lata 2004-2006"


Jacek Peszkowski*

 

« powrót
Zaproszenie na konferencję
Prezydenci, Burmistrzowie oraz ich zastępcy, naczelnicy wydziałów lub biur zajmujących się rozwojem miast oraz urbaniści i architekci. Zapraszamy na konefencję
Organizatorzy Konferencji:
Śląski Związek Gmin i Powiatów, Jan Olbrycht, Poseł do Parlamentu Europejskiego, Miasto Katowice, Związek Miast Polskich

Cel Konferencji
Celem Konferencji jest przekazanie spójnej i aktualnej informacji nt. polityki miejskiej  w Polsce i Unii Europejskiej w kontekście polityki spójności na lata 2007 – 2013 oraz źródeł jej finansowania.

Konferencja umożliwi wymianę doświadczeń pomiędzy miastami. Podsumowaniem Konferencji stanie się prezentacja samorządowych postulatów skierowanych do Rządu RP ws. potrzeby uruchomienia polityki miejskiej w Polsce oraz wyznaczenia jej kierunków. Swój udział w Konferencji potwierdziły m.in. p. Danuta Hübner, Komisarz Unii Europejskiej ds. Polityki Regionalnej oraz p. Grażyna Gęsicka, Minister Rozwoju Regionalnego.

Uczestnicy:

Do udziału w Konferencji zostały zaproszone wszystkie miasta w Polsce. Uczestnikami Konferencji będą prezydenci, burmistrzowie oraz ich zastępcy, naczelnicy wydziałów lub biur zajmujących się rozwojem miast oraz urbaniści i architekci.

Patronaty:
Patronat honorowy nad Konferencją objęła p. Grażyna Gęsicka, Minister Rozwoju Regionalnego.

Patronaty medialne: Wspólnota, Radio Katowice
Miejsce

ING Bank Śląski - sala audytoryjna, Katowice, ul. Sokolska 34

Mapa dojazdu jest dostępna na stronie internetowej Konferencji

http://konferencja2007.silesia.org.pl

Język konferencji:

Językiem konferencji jest język polski. Wszystkie wystąpienia w innych językach będą tłumaczone symultanicznie na język polski.

Bankiet

Bankiet na zaproszenie Prezydenta Miasta Katowice Pana Piotra Uszoka odbędzie się w dniu 11 stycznia 2006r. (czwartek) o godzinie 19.30.

Bankiet połączony będzie z koncertem jazzowym. Uczestnicy, którzy potwierdzą swój udział w bankiecie na formularzu zgłoszeniowym otrzymają zaproszenie na tenże bankiet przy rejestracji przed Konferencją (miejsce bankietu: Kinoteatr Rialto, Katowice, ul. Św. Jana 24).

Wizyty studyjne

Szczegółowy program wizyt studyjnych otrzymają Państwo przy rejestracji przed Konferencją.

Hotele

Uczestnicy Konferencji, którzy zarezerwują do dn. 20 grudnia 2006 r. (środa) nocleg w hotelu Qubus Hotel Prestige (ul. Uniwersytecka 13 , 40-007 Katowice, tel.: 032 601 01 00, fax.: 032 601 02 00,  www.qubushotel.com) lub w hotelu Diament (ul. Dworcowa 9, 40-012 Katowice, tel.: 032 253 90 41, fax.: 032 253 90 43, www.hoteldiament.pl) otrzymają 15% rabat na noclegi w terminie 10/11 stycznia 2007 r. i 11/12 stycznia 2007 r. Przy rezerwacji prosimy o podanie hasła „konferencja miejska”.

Rejestracja:

Prosimy o potwierdzenie Państwa uczestnictwa w Konferencji do dn. 20 grudnia 2006 r. (środa) przesyłając formularz zgłoszeniowy do biura Konferencji (siedziba Śląskiego Związku Gmin i Powiatów, Katowice, ul. Stalmacha 17, e-mail: konferencja@silesia.org.pl, fax.: 32/ 25 10 985) lub zarejestrowanie się na stronie internetowej Konferencji http://konferencja2007.silesia.org.pl.

Uprzejmie informujemy, że z uwagi na ograniczoną ilość miejsc o udziale w Konferencji  będzie decydowała kolejność zgłoszeń.

Uczestnictwo:

Uczestnictwo w Konferencji dla przedstawicieli samorządów miejskich    oraz dla specjalnie zaproszonych gości jest bezpłatne.

Dla pozostałych uczestników opłata za uczestnictwo w obu dniach Konferencji wynosi  750 zł.

Zainteresowanych prosimy o dokonanie wpłaty na konto Śląskiego Związku Gmin i Powiatów: ING Bank Śląski nr konta 03 1050 1214 1000 0007 0001 3261  (z tytułu uczestnictwa w konferencji miejskiej 11-12 stycznia 2007).

Prosimy o dokonanie wpłaty w terminie do dn. 4 stycznia 2007 r. (czwartek). Uprzejmie informujemy, że osoby które nie dokonają wpłaty lub dokonały wpłaty po 4 stycznia 2007 r. (a nie są przedstawicielami samorządów miejskich ani nie otrzymały specjalnego zaproszenia) nie zostaną wpisane na listę uczestników Konferencji.
Biuro Konferencji

Biuro Konferencji znajduje się w siedzibie Śląskiego Związku Gmin i Powiatów

Adres: Katowice, ul. Stalmacha 17

tel.: 32/ 25 11 021, 25 11 241, fax.: 32/ 25 10 985

e-mail: konferencja2007@silesia.org.pl,

Strona internetowa Konferencji: http://konferencja2007.silesia.org.pl

Osoby do kontaktu:

Filip Helbig: tel.: 32/25 11 021, e-mail: fhelbig@silesia.org.pl

Joanna Orman, tel.: 32/25 11 021, e-mail: jorman@silesia.org.pl

« powrót
7 lat dla Prezydenta, prokuratura żąda więcej
Były prezydent Opola i późniejszy wojewoda opolski Leszek Pogan ma za korupcję trafić do więzienia na 7 lat - ogłosił Sad Okręgowy w Opolu, który we wtorek wydał wyroki w tzw. aferze ratuszowej. Pogan ma też zapłacić 540 razy po 500 zł - orzekł sąd.

Były przewodniczący Rady Miasta Opola, Stanisław Dolata został skazany na karę 3 lat więzienia i 75 tys. zł grzywny. Dolata był oskarżony o przyjmowanie łapówek. Byli urzędnicy zostali skazani za przyjęcie wielusettysięcznych łapówek.

Wyrok usłyszał też b. wiceprezydenta Opola z SLD - Piotra Kumca. Sąd skazał go na 3 lata więzienia i 108 tys. zł grzywny.

Wniesienie odwołania od wyroku sądu zapowiada zarówno prokuratura, jak i obrona.

Prokuratura wnioskowała o surowsze kary dla uczestników tzw. afery ratuszowej. - Na pewno będziemy wnioskować o pisemne uzasadnienie wyroku, na pewno też będziemy pisać apelację - powiedziała po ogłoszeniu wyroku dziennikarzom prok. Violetta Kowalska.

Odwołanie od wyroków zapowiedzieli także adwokaci oskarżonych.

Proces w sprawie korupcji w opolskim ratuszu toczy się przed Sądem Okręgowym od marca 2005 roku. Główni oskarżeni to b. prezydent i późniejszy wojewoda opolski Leszek Pogan oraz b. przewodniczący Rady Miasta Opola Stanisław Dolata. Obaj - zdaniem prokuratury - mieli przyjąć po ponad 500 tys. zł

za www.interia.pl

« powrót
Były wiceprezydent Kielc zatrzymany

W związku ze śledztwem dotyczącym korupcji doszło do zatrzymania byłego wiceprezydenta Kielc Leszka A. Informację tę podał do wiadomości rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie Jerzy Balicki.

- Leszkowi A. zarzucono, iż w latach 2002-2003, będąc zastępcą oddziału PKS w Kielcach, przyjął 4,2 tys. zł korzyści majątkowej od jednej z firm w zamian za terminowe realizowanie płatności przez PKS na rzecz tej firmy za dostarczane produkty - powiedział prok. Balicki.

Podejrzany nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i zaprzeczył, by przyjmował w tej sprawie korzyść majątkową. Prokuratura zastosowała wobec niego poręczenie majątkowe w wysokości 20 tys. zł, zakaz opuszczania kraju i dozór policyjny.

Leszek A. był wiceprezydentem Kielc w latach 1997-1998. Jest członkiem Platformy Obywatelskiej.

za www.interia.pl

---------------------------------------------------------------------------------------------------

 

 

Dnia 23 marca 2007 r. współorganizujemy na terenie Sejmu RP, konferencję dla Wójtów i Burmistrzów, której tematem będzie wykorzystanie Funduszy Strukturalnych UE, w latach 2007-2013. Poniżej przedstawiam szczegółowy harmonogram konferencji:

Miejsce Konferencji:

Sala Kolumnowa, Gmach Sejmu RP
............................................................................

10.30 przyjazd uczestników szkolenia

11.00 otwarcie konferencji /Premier Andrzej Lepper/
powitanie gości i przedstawienie osób prowadzących wprowadzenie do tematyki konferencji

11.30  wystąpienia przedstawicieli  ministerstw

- Pan Andrzej Ilczuk – Sekretarz Stanu w Ministerstwie Rozwoju Regionalneg

- Pani Elżbieta Janiszewska-Kuropatwa – Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Budownictwa

- Pan Bogdan Socha – Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej

- Pan Marek Zagórski – Sekretarz Stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi

12.30 przerwa na kawę

13.00 rozpoczęcie części wykładowej Zofia Depczyk – Dyrektor Edukacji MANAGER
-  przybliżenie zakresu konferencji
-  rzedstawienie wykładowców:
Leszek Król – Dyrektor Wydziału Zarządzania Funduszami Europejskimi Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego
Elżbieta Rzeźniczek – Kierownik Oddziału Rozliczeń Wydziału Rozliczeń Projektów MUW

13.15 wykład: Programowanie Funduszy Strukturalnych w latach 2007-2013

14.00 przerwa

14.10 wykład: Przygotowanie samorządowych jednostek terytorialnych do aplikacji o środki UE

14.55 przerwa

15.05  wykład: Przygotowanie projektu zgodnie z wymogami Projektów Operacyjnych

15.50 przerwa

16.00  wykład: Realizacja projektu z środków UE

16.45 dyskusja

 

Zainteresowanych prosimy o kontakt e-mail: internet@samorzad.pl lub tel. 602-357-551

 

 

 

« powrót
Gmina Łódź kupuje kamienicę w Brukseli

Ponad pięć i pół miliona złotych chcą wydać władze Łodzi na kupno... kamienicy w Brukseli. Ma się tam mieścić Łódzkie Biuro Regionalne. Prezydent Jerzy Kropiwnicki uznał, że dotychczasowa siedziba biura jest zbyt skromna - powiadamia "Super Express".

Łodzianie są oburzeni, bo za tę kwotę Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej mógłby wypłacić zasiłek na zakup żywności wszystkim podopiecznym. Można też przygotować ponad półtora miliona ciepłych posiłków dla dzieci.

W tej chwili Łódzkie Biuro Regionalne ulokowało się w pomieszczeniach biurowych kamienicy przy Square Marie-Louise 1 w centrum Brukseli. Jest ono odpowiedzialne za tworzenie wizerunku regionu łódzkiego w Europie. Władze Łodzi za wynajem płacą około 1000 euro miesięcznie. Powierzchnia biura to 120 metrów kwadratowych.

Jerzy Kropiwnicki stwierdził jednak, że to za mało. Dlatego wymyślił, że lekką ręka wyda około 1,5 miliona euro na zakup jakiejś kamienicy. - Program, jaki realizuje Łódź w stolicy Belgii, wymaga większej powierzchni - wyjaśnia Kropiwnicki. - Aby zapewnić miastu promocje na wysokim poziomie, potrzebne jest więcej miejsca. Mam nadzieję, że to przedsięwzięcie uda się zrealizować szybko i z korzyścią dla wszystkich.

Tymczasem łodzianie, zwłaszcza ci biedniejsi, nie zostawiają suchej nitki na pomyśle prezydenta. Trudno się jednak im dziwić, jeśli przyjrzy się kwotom, jakie Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej przeznacza na pomoc najbiedniejszym. - Zasiłek celowy na zakup żywności to kwota od 90 do 120 złotych - mówi Jolanta Piotrowska, zastępca dyrektora MOPS, które ma pod swoją opieką 38 tys. łodzian.

Tak więc każdy z podopiecznych MOPS-u dostałby jednorazowo blisko 150 zł na jedzenie. Za te pięć i pół miliona zł. można by było ugotować ponad półtora miliona obiadów. 3,50 zł dziennie - tyle kosztuje gorący posiłek w szkole. Tyle też wypłaca dziennie MOPS na obiady dzieci z najbiedniejszych rodzin - podaje "SE".

(za www.interia.pl)

« powrót
Jak wykorzystywano ustawę o dostępie do infomacji publicznej.

W pewnej gminie wiejskiej, nazwijmy ją X, wyjątkowo złośliwi radni opozycyjni, z poduszczenia jak to zwykle bywa – byłego włodarza, osobistego, odwiecznego  wroga obecnie urzędującego Wójta, próbowali uprzykrzyć życie urzędnikom, zasypując ich wnioskami o udostępnienie informacji publicznej. Informacje należało udostępniać wnioskującym w formie przez nich wskazanej i w tak szerokim  zakresie, że kilku urzędników, gros swojego czasu poświęcało na odpowiedzi na wnioski w tym przedmiocie. Ktoś kto zna specyfikę małego urzędu gminnego, ogromną ilość przetwarzanych w nim informacji publicznych oraz konieczność zachowania dyspozycji dot. np. ochrony danych osobowych, wie że przygotowanie odpowiedzi na pewnego rodzaju wnioski, może być wyjątkowo pracochłonne, a czasami wręcz niemożliwe. Biorąc jeszcze pod uwagę 14 dniowy termin na udostępnienie informacji,  oraz sankcje karne jakie ustawodawca przewidział mamy pełny obraz tego co działo się w tym urzędzie. Czasem trzeba było nawet zostawać po pracy, dlatego niezadowolenie kadry rosło, i kumulowało się ono oczywiście na osobie Wójta, wszak wszyscy wiedzieli że całe to zamieszanie ma uderzyć w Niego, a odpowiedzi na wnioski nikt nawet nie czyta, jako że wnioski są tak naprawdę nie ad rem ale ad persona.
I choć cel ustawy o dostępie do informacji publicznej wydaje się bardzo szczytny, streścić go można jednym stwierdzeniem „im większa przejrzystość” tym mniejsza korupcja, to w tym przypadku niecne zamiary wypaczyły cel i w świetle prawa gwałcono intencję ustawodawcy marnując kilogramy papieru i drogocenny czas urzędników. I byłoby tak dalej, może do kolejnych wyborów, gdyby ktoś nie zwrócił uwagi na niewinnie wyglądająca dyspozycję o dostępie do informacji publicznej, która w art. 10 ust. mówi: informacja publiczna, która  nie została udostępniona w Biuletynie Informacji Publicznej , jest udostępniana na wniosek”. Dla niewtajemniczonych Biuletyn Informacji Publicznej, w skrócie  BIP to oficjalna strona internetowa urzędu której strukturę i zakres precyzuje ustawa, a która w przyszłości ma być czymś w rodzaju elektronicznego urzędu. Tak więc traktując  In contario, wyżej powołany przepis, wszystko to co jest udostępnione w Internecie w Biuletynie (BIP) nie musi być udostępniane na wniosek. Logiczne rozumowanie nasunęło więc rozwiązanie: udostępnijmy wnioskowane informacje w Internecie i w odpowiedziach na wnioski piszmy tylko że „na mocy art. 10 ustawy……, odsyłamy do Biuletynu informacji Publicznej pod adres…….., gdzie znajduje się informacja publiczna będąca przedmiotem wniosku”.
Tak jak do tej pory, martwiono się w Urzecie tym aby NIK, kontrolując urząd nie wskazał braków w Biuletynie (których w stosunku do zakresu precyzowanego ustawowo było rzeczywiście niewiele) tak naraz troską urzędników stało się zamieszczenie w Biuletynie jak największej ilości informacji, skanowano prawie wszystko, zatrudniono nawet praktykantkę, która zajmowała się tylko skanowaniem dokumentów. Usługodawca utrzymujący do tej pory Biuletyn nie mógł zrozumieć co nagle się stało, dlaczego coś co do tej pory było traktowane jako piąte koło u wozu nagle stało się oczkiem w głowie. Kiedy już umieszczono w Biuletynie prawie wszystko, a jego zasoby urosły do olbrzymich rozmiarów, radni opozycyjni odsyłani do Biuletynu, doszli do wniosku, że  nie tędy droga… wszystko ucichło, znowu zapomniano o udostępnianiu informacji i tylko  kontrolerzy NIK badający w jakiś czas potem spełnianie dyspozycji ustawy w zakresie udostępniania informacji w Biuletynie w tejże gminie,  nie mogli się nadziwić że Biuletyn tak małej gminy może być aż tak pełen informacji, nawet ponad najbardziej rygorystyczne interpretacje dot. jego wymaganej zawartości.
Przykład ten, choć zwracamy uwagę że wszelkie podobieństwa są przypadkowe, a wnioski porównawcze nieuzasadnione, obrazuje, że nie wszystko co związane z Biuletynem musi być utrudnieniem dla urzędników, a wręcz przeciwnie. Z kolei z punktu widzenia interesu społecznego nikt już nie kwestionuje, iż poza przypadkami wykorzystywania ustawy w celach jak opisano wyżej, dostęp do informacji publicznej jest warunkiem koniecznym (conditio sine qua non) sprawnego sprawowania władzy w dobie mass mediów nieustannie żądających nowych informacji i podających jakże często informacje nieprawdziwe, które obywatel powinien szybko weryfikować we własnym zakresie.  Rzeczywistość dotycząca nowych możliwości weryfikacji informacji kształtuje się na naszych oczach. Obywatel, biegle posługujący się Internetem jest w stanie w ciągu, maksymalnie kilku godzin zweryfikować prawdziwość każdej informacji medialnej, i tak np. to że badania dot. ustalenia ojcostwa dziecka Anety K. w przypadku posła Łyżwińskiego wykazały wynik ujemny, Internauci komentowali w sieci jakimś sposobem, wiele godzin przed ogłoszeniem oficjalnego oświadczenia w tej sprawie.
W  ustawie o dostępie do informacji publicznej bardzo szeroko i nieprecyzyjnie, moim zdaniem zdefiniowano pojęcie informacja publiczna, zabezpieczając się w maksymalnym zakresie poprzez rozszerzenie tego pojęcia. Mianowicie, art. 1 tejże ustawy mówi: „Każda informacja o sprawach publicznych stanowi informacje publiczną w rozumieniu ustawy i podlega udostępnieniu na zasadach i w trybie określonych w niniejszej ustawie”. Przedmiot informacji publicznej sprecyzował Naczelny Sad administracyjny w wyroku z dnia 30 października 2002 r., w którym określono iż „informację publiczną stanowi każda wiadomość wytworzona przez szeroko rozumiane władze publiczne oraz osoby pełniące funkcje, a także inne podmioty, które tę władzę realizują lub gospodarują mieniem komunalnym lub majątkiem Skarbu Państwa w zakresie tych kompetencji. [także] Akta sprawy administracyjnej (jako odnoszące się do działania podmiotów publicznych, tj. organów administracji publicznej) stanowią informację publiczną.”
Tak rozumiana informacja publiczna daje możliwość wglądu we wszystkie sprawy związane z funkcjonowaniem władzy, na wszystkich jej szczeblach i dzięki rewolucji informatycznej jaka miała miejsce ostatnimi czasy, daje świadomemu Obywatelowi instrumenty do pełnej kontroli społecznej.
Ta powszechność dostępu do informacji , oraz łatwość w korzystaniu z elektronicznych środków porozumiewania się na odległość, dają nieograniczone możliwości kontroli obywatelskiej, które mogą stanowić nie lada problem dla urzędu. Dla przykładu-de lege lata – można rozważyć problem wniosku o udostępnienie informacji publicznej, podpisanego bezpiecznym kwalifikowanym podpisem (równoważnym zgodnie z ustawą o podpisie elektronicznym) z podpisem odręcznym, i wysłania go równocześnie do kilkuset urzędów. Bez względu na interes prawny i faktyczny wnioskującego (art. 2 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej), po 1 maja 2008 r. (kończy się wtedy vacatio legis dot. art. 58 ust. 2 ustawy o podpisie elektronicznym), wniosek taki będzie wszczynał sprawy, we wszystkich urzędach do których został wysłany. A za pomocą poczty elektronicznej, można bez większych problemów w ciągu doby wysłać kilkaset takich wniosków.
Dlatego tak ważnym staje się, opracowanie odpowiednich mechanizmów w urzędach, które dzięki, m.in. elektronicznym obiegom dokumentów, pozwolą na automatyzację przygotowywania odpowiedzi w terminach ustawowych.
Dodatkowo, problemem będzie, wysyłanie poświadczeń odbioru i zapewnienie pracy elektronicznego urzędu przez 24 godziny na dobę. Wszystko to są zadania trudne do wykonania, szczególnie w gminach wiejskich, ale ich niewykonanie, w dobie informatyzacji, może za kilka lat spowodować olbrzymie problemy w kontakcie z Obywatelem.
W urzędzie gminy wiejskiej, gdzie jest kilka komputerów, na kilkudziesięciu urzedników , i personel niewyszkolony w zakresie narzędzi informatycznych, oraz radni nierozumiejący potrzeby wydatkowania środków na informatyzację, sprawy elektronicznego obiegu dokumentów  mogą wydawać się niewykonalne. Można utwierdzić się w tym przekonaniu, szczególnie kiedy czyta się  Rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów z dnia 29 września 2005 r. w sprawie warunków organizacyjno-technicznych doręczania dokumentów elektronicznych podmiotom publicznym. Jednakże stopniowe, metodyczne wdrażanie kolejnych etapów, pokazuje że tam gdzie wykonują te usługi doświadczone firmy, zadanie jest łatwe do realizacji, wymaga tylko co najmniej 2 letniego okresu wdrażania.
Większość urzędów, według mojej oceny jest już bardzo dobrze przygotowana do realizacji tych zadań, a największym kapitałem naszych jednostek samorządu terytorialnego jest zaprawiona w bojach kadra kierownicza, która często realizuje zadania, które z punktu widzenia dostępnych środków, wydają się niemożliwe do realizacji.
Najlepszym dowodem tego jest to, że kiedy większość gmin wiejskich posiadała już swoje Biuletyny Informacji Publicznej (zrealizowane zgodnie z dyspozycjami stosownych aktów prawnych), poprzedni prezydent RP wraz ze swoją Kancelarią, prawie dwa lata opróżniał się z realizacją wymogów ustawowych dot. Biuletynu, co potwierdził  swym orzeczeniem Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie (treść wyroku można przeczytać w portalu www.gmina.pl).
Tak więc przeszkodą nie są pieniądze lub wielkość urzędu, przeszkoda jest najczęściej , brak zrozumienia korzyści płynących z wdrażania nowoczesnych rozwiązań informatycznych.

Adam Szulc

« powrót
O co chodzi w tej aferze?

Wójt gminy Mrągowo Jerzy Krasiński nie mógł zdemaskować agentów Centralnego Biura Antykorupcyjnego pracujących przy rozpracowaniu domniemanej korupcji w Ministerstwie Rolnictwa - podało Biuro.
Temistokles Brodowski z CBA napisał w komunikacie, że "żadne działania wójta w żaden sposób nie przeszkodziły w przebiegu operacji".

Wójt "nie mógł mieć i nie miał żadnej wiedzy na temat szczegółów operacji, w tym danych identyfikujących funkcjonariuszy ani używanych przez nich samochodów" - napisał Brodowski. Zaznaczył, że agenci CBA pracujący "pod przykryciem" przy tej operacji - udający biznesmenów - nigdy nie byli u wójta Mrągowa. "Rzeczpospolita" napisała w środę, że z dokumentów znajdujących się w olsztyńskiej prokuraturze wynika, iż wójt Mrągowa na własną rękę rozpracował fałszerzy, którzy okazali się agentami Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Według gazety wójt zdemaskował agentów CBA, którzy sfałszowali podpis Krasińskiego pod zgodą na odrolnienie działki. Gdy wczesnym latem zjawili się w Urzędzie Gminy, podawali się za biznesmenów i chcieli zainwestować w jego gminie, zrobił im zdjęcia, sfotografował też ich auto, które według gazety okazało się samochodem służbowym.

Agenci przygotowywali prowokację, aby zdobyć dowody na korupcję w Ministerstwie Rolnictwa i zdemaskować Andrzeja K. i Piotra R. Obaj są podejrzani o składanie korupcyjnych propozycji i powoływanie się na wpływy w ministerstwie rolnictwa.

Śledztwo z zawiadomienia wójta Mrągowa jest jednym z pięciu prowadzonych w całej sprawie.

(za www.onet.pl )

« powrót
Projekt www.pieknagmina.pl !!!!
Potral gmina.pl wraz z Biurem Miss Polonia realizuje akcję promocji najciekawszych polskich zabytków kultury, pomników przyrody i zakątków natury. Te ciekawe miejsca w Jednostakach Samorządu Terytorialengo promują finalistki Konkursów Piekności, znane nie tylko w Kraju ale i na Świecie. Promocja tego typu kierowana jest do Inwestorów, Turystów i mieszkańców. Aby zobaczyć Galerię Zdjęć, kliknij: www.gmina.pl/index.php?dzial=galeria
Miss Polonia 2002 i zarazem III Wicemis Ziemi Marta Matyjasik w Gminie Klembow
« powrót
Ciekawa inicjatywa Burmistrza miasteczka Mount Isa

Burmistrz zaprasza wszystkie brzydkie kobiety.  
Burmistrz Mount Isa, górniczego miasteczka na północnym zachodzie Australii, wezwał "brzydkie" kobiety z całego kraju, aby przybyły i rozwiązały problem nadmiaru mężczyzn w jego miejscowości.
Prośba burmistrza Johna Molony'ego została ostro skrytykowana przez mieszkańców Mount Isa. Do ratusza wpłynęło wiele skarg zarówno od mężczyzn, jak i kobiet.

Burmistrz powtórzył w poniedziałek w radiu swoją prośbę. Uważa on, że skoro w Mont Isa na pięciu mężczyzn przypada tylko jedna kobieta, należałoby zaprosić panie z innych części kraju. Nie wytłumaczył tylko, dlaczego akurat te "brzydkie". Według ostatniego spisu ludności, z 2006 roku, w Mount Isa mieszka 21 tys. 400 osób, w tym tylko 819 kobiet w wieku 20-24 lat.

Miejscowe samotne panie mówią, że w miasteczku mieszka dużo fantastycznych kobiet, tylko mężczyźni nie dorastają im do pięt. Jak stwierdziła jedna z nich, panowie są zazwyczaj zbyt pijani, aby zauważyć obecność płci przeciwnej.

za (www.onet.pl)

« powrót
"Teraz Polska" dla Gmin

Szybka i sprawna obsługa petenta, życzliwy uśmiech pracownika urzędu, zadbane ulice i drogi, klarowne zasady podziału środków budżetowych i prężny rozwój inwestycji – na obraz idealnej gminy, miejsca, w którym warto żyć i pracować wpływają dziesiątki czynników. I chociaż nie jest łatwo sprostać wszystkim oczekiwaniom mieszkańców czy lokalnych przedsiębiorstw, to takie idealne gminy w Polsce już są, a ich liczba stale rośnie.

Wiedzą o tym doskonale organizatorzy Konkursu „Teraz Polska”, którzy nagrodzili już 16 polskich gmin. Laureaci ostatniej edycji tego najbardziej prestiżowego konkursu w Polsce – gminy miejskie Toruń, Sopot, gminy wiejskie Kleszczów, Kosakowo, oraz gminy miejsko-wiejskie: Grodzisk Mazowiecki, Nowy Tomyśl – przez rok mają prawo posługiwać się Godłem „Teraz Polska” i już dzisiaj wiedzą, że warto było stanąć w konkursowe szranki. Bo posiadanie tego znaku nobilituje, wzbudza zaufanie i – niczym magnez – przyciąga inwestorów oraz twórczych i aktywnych ludzi. To przecież najlepsza, darmowa promocja gminy. Bo Polskie Godło Promocyjne „Teraz Polska” zobowiązuje: by robić więcej, starać się bardziej. A korzyści i efekty tego widać w tych gminach na każdym kroku.
W październiku br. rusza kolejna, III już edycja Konkursu „Teraz Polska” dla Gmin. Jeśli i Państwo jesteście dumni z osiągnięć gminy, którą reprezentujecie, z pracy, którą wykonujecie na co dzień, to z pewnością warto powalczyć o ten prestiżowy znak i chlubne miano jednej z najlepszych gmin w Polsce?

Dołącz do Najlepszych!

Szczegóły dotyczące konkursu, regulamin i zasady udziału znajdziecie Państwo na stronie internetowej Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego: www.terazpolska.pl

 

« powrót
"Teraz Polska" dla Gmin

Szybka i sprawna obsługa petenta, życzliwy uśmiech pracownika urzędu, zadbane ulice i drogi, klarowne zasady podziału środków budżetowych i prężny rozwój inwestycji – na obraz idealnej gminy, miejsca, w którym warto żyć i pracować wpływają dziesiątki czynników. I chociaż nie jest łatwo sprostać wszystkim oczekiwaniom mieszkańców czy lokalnych przedsiębiorstw, to takie idealne gminy w Polsce już są, a ich liczba stale rośnie.

Wiedzą o tym doskonale organizatorzy Konkursu „Teraz Polska”, którzy nagrodzili już 16 polskich gmin. Laureaci ostatniej edycji tego najbardziej prestiżowego konkursu w Polsce – gminy miejskie Toruń, Sopot, gminy wiejskie Kleszczów, Kosakowo, oraz gminy miejsko-wiejskie: Grodzisk Mazowiecki, Nowy Tomyśl – przez rok mają prawo posługiwać się Godłem „Teraz Polska” i już dzisiaj wiedzą, że warto było stanąć w konkursowe szranki. Bo posiadanie tego znaku nobilituje, wzbudza zaufanie i – niczym magnez – przyciąga inwestorów oraz twórczych i aktywnych ludzi. To przecież najlepsza, darmowa promocja gminy. Bo Polskie Godło Promocyjne „Teraz Polska” zobowiązuje: by robić więcej, starać się bardziej. A korzyści i efekty tego widać w tych gminach na każdym kroku.
W październiku br. rusza kolejna, III już edycja Konkursu „Teraz Polska” dla Gmin. Jeśli i Państwo jesteście dumni z osiągnięć gminy, którą reprezentujecie, z pracy, którą wykonujecie na co dzień, to z pewnością warto powalczyć o ten prestiżowy znak i chlubne miano jednej z najlepszych gmin w Polsce?

Dołącz do Najlepszych!

Szczegóły dotyczące konkursu, regulamin i zasady udziału znajdziecie Państwo na stronie internetowej Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego: www.terazpolska.pl

 

« powrót
Milowy krok do jawności życia publicznego - pierwszy wyrok karny za nieudostepnienie Informacji Publicznej
Dotychczasowe wyroki w przedmiocie udostepniania infoamcji publicznej - były jurysdykcją Sądów Administarcyjnych. Niedawno miał miejsce precedensowy, pierwszy wyrok karny w tej materii. Przypominamy, że sankcję karną, penalizuje art. 23 Ustawy o dostepie do infoamcji publicznej i w dbałości o jawnośc życia publicznego określa - co i tak jest na gruncjie prawa krajów o dłuższych tradycjach demokratycznych - łagodnym podejściem - karę pozbawienia wolności  jednego roku, za brak udostępnienia infomacji publicznej. Całość sprawy można prześledzić pod adresem: http://www.informacjapubliczna.org.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=153
« powrót
Gmina Czerwonak - przykład warty naśladowania - 100% legalnego oprogramowania !!!

W gminie Czerwonak - wykonany został audyt oprogramowania. Audyt został wykonany łącznie dla 81 komputerów. Podczas audytu dokonano identyfikacji zainstalowanych programów i zweryfikowano przeprowadzoną wcześniej inwentaryzację sprzętu.
Audyt poprzedziły długotrwałe prace, mające na celu wdrożenie procedur zarządzania oprogramowaniem i efektywnym wykorzystaniem posiadanych zasobów.

Urząd Gminy w Czerwonaku od wielu lat kładzie szczególny nacisk na postęp informatyczny, a zwłaszcza na inwestycje sprzętowe i programowe. Ponowne otrzymanie certyfikatu potwierdza, że w Urzędzie pracuje się w 100% na legalnym oprogramowaniu, a zarządzanie sprzętem komputerowym i licencjami odbywa się w sposób optymalny i przy użyciu nowoczesnych procedur.


(za www.czerwonak.pl)

« powrót
Logo Białegostoku Plagiatem?

Władze Białegostoku będą domagać się wyjaśnień od firmy odpowiadającej za promocję miasta. Białostoccy internauci odkryli, że nowe logo miasta jest bardzo podobne do znaku nowojorskiej organizacji homoseksualistów

 
Logo nowojorskiej organizacji LGBT
Promocja z logo Białegostoku zawieszona
Informacja o podobieństwie znaków dotarła do mediów za pośrednictwem jednego z miejskich portali społecznościowych. Forumowicz zestawił w swoim poście nowe logo stolicy Podlasia oraz organizacji skupiającej m.in. homoseksualistów i bisekusalistów z Nowego Jorku (The Lesbian, Gay, Bisexual and Transgender Community Center). Oba logotypy przedstawiają słoneczka w żółto-czerwonych kolorach.

Autorem nowego logo Białegostoku oraz kampanii promocyjnej "Wschodzący Białystok", skierowanej do mieszkańców miasta, jest krakowska firma Eskadra. Firma ta wygrała też przed miesiącem przetarg na opracowanie i przeprowadzenie za ponad 2,7 mln zł zewnętrznej kampanii promocyjnej miasta.

Poproszona o komentarz w tej sprawie rzeczniczka białostockiego magistratu Urszula Sienkiewicz-Nogal powiedziała, że władze próbują się skontaktować z Eskadrą i będą domagać się od niej wyjaśnień. Według rzeczniczki, władze miasta chcą zorganizować na początku przyszłego tygodnia konferencję prasową na ten temat z udziałem pracowników Eskadry albo wystosować oficjalne oświadczenie w tej sprawie.

Sienkiewicz-Nogal zaznaczyła, że sprawę już badają radcy prawni urzędu. Magistrat najprawdopodobniej skonsultuje się także ze specjalistami od prawa autorskiego - zaznaczyła.

Na zamieszczonej na stronie wbialymstoku.pl sondzie 74,9 proc. użytkowników opowiedziało się za zmianą logo.

Wg. ostatnich informacji, podanych przez Radio RMF, dwóch niezależnych ekspertów, wydało opinię, iż logo nie jest plagiatem.

(za www.rp.pl  wbialymstoku.pl, RMF)

« powrót
Pierwszy wyrok karny w zakresie udostęp. inform. publicznej -milowy krok na drodze jawności życia publ.
Dotychczasowe wyroki w przedmiocie udostepniania infoamcji publicznej - były jurysdykcją Sądów Administarcyjnych. Niedawno miał miejsce precedensowy, pierwszy wyrok karny w tej materii. Przypominamy, że sankcję karną, penalizuje art. 23 Ustawy o dostepie do infoamcji publicznej i w dbałości o jawnośc życia publicznego określa - co i tak jest na gruncjie prawa krajów o dłuższych tradycjach demokratycznych - łagodnym podejściem - karę pozbawienia wolności  jednego roku, za brak udostępnienia infomacji publicznej. Całość sprawy można prześledzić pod adresem: http://www.informacjapubliczna.org.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=153
« powrót
Prezydent Sopotu pozwał Kurskiego
Karnowski złożył do sądu pozew w sprawie wypowiedzi posła PiS Jacka Kurskiego, który na niedzielnej konferencji prasowej w Gdańsku mówił, że w wydziale promocji sopockiego magistratu pracuje córka jednego z radnych.

W poniedziałek prezydent Sopotu oświadczył, że w urzędzie miasta nie pracuje ani syn, ani córka żadnego z radnych.

- Żądam sprostowania tej informacji przez posła Kurskiego, przynajmniej w TVN24, które nadało tę wypowiedź oraz wpłaty 10 tys. zł na hospicjum Caritasu w Sopocie - powiedział Karnowski, dodając, że jeśli te warunki zostaną spełnione w ciągu tygodnia, miasto wycofa pozew.

czytaj dalej
 
 

Kurski przyznał, że informację o córce jednego z radnych zatrudnionej w magistracie, otrzymał od członków sopockiego PiS. - Ta informacja okazała się nieprawdziwa: córka już nie pracuje w magistracie, ale w jednym z klubów automobilowych w Sopocie, który otrzymuje dotacje z miasta, jest więc ekonomicznie uzależniona od miasta - powiedział Kurski.

Jak dodał, nie ma za co przepraszać i może tylko "sprostować ten jeden szczegół, że uzależnienie ekonomiczne córki radnego od władz Sopotu nie polega na pracy w urzędzie, ale na pracy w klubie".

Poseł ocenił, że pozwanie go przez Karnowskiego jest "PR-owską zagrywką", która ma odwrócić uwagę od kłopotów prezydenta Sopotu i wzbudzić litość u polityków Platformy Obywatelskiej. - To rozpaczliwa obrona własnego wizerunku - uważa Kurski.

Prezydent Sopotu zapowiedział także kolejny pozew, na dużo większą sumę, za inną wypowiedź Kurskiego na tej samej konferencji. Poseł PiS nazwał w niedzielę Sopot m.in. "miastem bezprawia" oraz "miastem, w którym hulają przestępcy i dokonywane są wzajemne porachunki".

Jako przykład Kurski podał m.in. niedawny pożar miejscowego klubu oraz sprzedaż jednego z sopockich budynków, który według mediów miał kupić przestępca z Krakowa. Kurski nazwał sprzedaż nieruchomości "kryminogenną transakcją na majątku publicznym".

Jak poinformował Karnowski w poniedziałek wysłane zostało do posła Kurskiego pismo przedprocesowe, w którym magistrat domaga się przeproszenia na forum publicznym mieszkańców za takie określenie Sopotu.

Karnowski dodał, że statystyki przestępczości w ostatnich latach w Sopocie spadają, a wyniki badań z 2007 i 2008 roku pokazują, że 91 proc. mieszkańców uznaje Sopot za miasto bezpieczne.

- Nikogo nic nie upoważnia, żeby obrażać mieszkańców Sopotu. Można obrażać moją osobę, jestem politykiem, przyzwyczaiłem się do tego, ale nikt nie ma prawa działać na szkodę wizerunku tego miasta - powiedział Karnowski.

W wypadku, gdyby poseł Kurski nie przeprosił mieszkańców Sopotu (ma na to trzy dni od momentu odebrania pisma), Karnowski zapowiedział złożenie w sądzie pozwu przeciwko niemu. - Mam zamiar wystąpić o dużo większą kwotę niż 10 tysięcy - zapowiedział Karnowski, dodając, że wysokość kwoty zostanie dopiero ustalona.

Odnosząc się do zapowiedzi pozwu w drugiej sprawie Kurski powiedział, że "wypowiedź o 'mieście bezprawia' dotyczyła nie mieszkańców, ale samego prezydenta, który ma osiem zarzutów, w tym siedem korupcyjnych". - Karnowski nie pierwszy raz próbuje zasłonić się miastem i jego mieszkańcami - stwierdził Kurski.

za (www.INTERIA.PL , PAP)

« powrót
Anulowany Przetarg

Gmina Żnin przedwcześnie dobiła targu.
Gmina Żnin sprzedała ziemię, której sprzedać nie mogła. Umowa została anulowana, a gmina musiała zwrócić niedoszłemu nabywcy 1.000 zł.

Kawałek działki wciśnięty między polną drogą w Januszkowie a szosą do Murczynka ma 1,9 hektara powierzchni. Jest to działka rolna o trzeciej klasie bonitacji. Pod koniec sierpnia ubiegłego roku burmistrz Żnina postanowił wystawić na sprzedaż tę działkę wraz z czternastoma innymi. Cena wywoławcza ziemi wynosiła 44 tysiące złotych. Osoby chętne do udziału w przetargu musiały zgłosić się do Urzędu Miejskiego w Żninie i wpłacić wadium. Dla interesującej nas nieruchomości było to 4.400 zł, czyli 10% jej wartości.

Przetarg na działkę z Januszkowa odbył się 29 września. Zgłosiło się do niego czterech rolników. Wygrał jeden z mieszkańców Januszkowa, ale ziemi na własność nie dostał. Także pozostałych mieszkańców Januszkowa, również tych, którzy zainteresowani byli przetargiem dziwi fakt, że ich sąsiad wygrał przetarg, a nadal płaci dzierżawę. Z naszych informacji udzielonych przez jednego z mieszkańców Januszkowa, który chce zachować anonimowość, wynika, że w przetargu liczyło się tak naprawdę tylko dwóch rolników, którzy podbili cenę 2-hektarowej działki do 121.000 zł.

- Dowiedziałem się, że ten pan, który wygrał przetarg wycofał się, bo nie zapłacił za ziemię. Podbijał cenę, a nie miał z czego zapłacić. Teraz słyszę, że znowu dzierżawi tę ziemię. Przecież jak nie zapłacił, to gmina powinna ogłosić drugi przetarg - dopytuje się jeden z mieszkańców Januszkowa.

Burmistrz Żnina Leszek Jakubowski przyznał, że w sprawie przetargu w Januszkowie nastąpił błąd ze strony urzędników.

- Chodzi o to, że my tę działkę przejęliśmy od Agencji. Została wystawiona na sprzedaż, a nie minęło dziesięć lat - mówi burmistrz.

Gmina Żnin, przejmując działkę od Agencji Nieruchomości Rolnych, może ją wydzierżawić, ale nie może jej zbyć przez okres kolejnych dziesięciu lat. W przypadku ziemi w Januszkowie, od przejęcia działki od Agencji minęło siedem lat. Gmina przejęła teren w Januszkowie nieodpłatnie z przeznaczeniem na działki dla nauczycieli wiejskich.

ANR monitoruje swoją byłą własność przez cały okres 10 lat. Jeżeli dojdzie do sprzedaży, Agencja musi być o takim fakcie powiadomiona. To dzięki realizacji takich właśnie procedur gmina musiała zerwać zawartą już umowę z rolnikiem.

- Kiedy dowiedzieliśmy się, że działka nie może zostać sprzedana, musieliśmy anulować umowę i zwrócić pieniądze. Rolnik, z którym ją podpisaliśmy, wyraził zgodę na rozwiązanie umowy. Gmina z tego tytułu nie musiała płacić kar umownych - wyjaśnia Urszula Nawrocka z Urzędu Miejskiego w Żninie.

Między gminą a rolnikiem z Januszkowa została zawarta umowa warunkowa w postaci aktu notarialnego. Jest tam klauzula, że umowa zostaje zawarta pod warunkiem, że ANR nie wniesie zastrzeżeń. Jeśli nie wniesie, to zawierana jest druga umowa. W tym przypadku Agencja zastrzeżenia wniosła i do zawarcia drugiego aktu nie doszło. Jak już napisaliśmy, gmina musiała rozwiązać pierwszą umowę i zwrócić pieniądze wniesione w przetargu i dodatkowo zwrócić ok. 1.000 zł rolnikowi za koszty sporządzenia aktu.

Nasza rozmówczyni zaprzeczyła jakoby rolnik, który wygrał przetarg, nie był wypłacalny: - Gdyby nie był, to wówczas przetarg ogłosilibyśmy powtórnie - wyjaśniła Urszula Nawrocka.

Rolnik, który wygrał przetarg powiedział, że w tej sytuacji nie było innego wyjścia, tylko anulowanie umowy i dalsza dzierżawa tej nieruchomości. - Mnie to też nie było na rękę, bo miałem plany inwestycyjne co do tej ziemi - mówi niedoszły właściciel działki w Januszkowie.

(za www.interia.pl, Pałuki - Tygodnik Loklany - Remigiusz Konieczka)

 

Nagminne infomowanie - Dalsze Wiadomości

« powrót
Kompetentnego Wójta trzeba doceniać, coraz częściej Wójtowie rezygnują z pracy
Mieszkańcy Górzycy wybierają wójta. W niedzielę 22 marca, mieszkańcy Górzycy w Lubuskiem wybierali wójta gminy. Przedterminowe wybory rozpisano po tym, jak dotychczasowy wójt zrzekł się mandatu z powodów osobistych. Głosowanie rozpoczęło się o godz. 6, lokale wyborcze zostały zamknięte o godz. 20.

Jak poinformowała Gminna Komisja Wyborcza w Górzycy, głosowanie rozpoczęło się bez zakłóceń. Wszystkie lokale otwarto o szóstej rano. W gminie jest ponad 3 tys. osób uprawnionych do udziału w wyborach.

Z uwagi na rejestrację jednego kandydata, w Górzycy odbywa się jedna tura wyborów. By objąć stanowisko, musi on uzyskać ponad połowę ważnych głosów. W innym przypadku wójta wybierze Rada Gminy. Górzyca liczy nieco ponad 4,2 tys. mieszkańców. To gmina wiejska, położona w powiecie słubickim. Poprzedni jej wójt - Tomasz Kowalczyk sprawował władzę przez 14 lat. Zrezygnował z funkcji z powodów osobistych, nieoficjalnie mówi się, że dostał pracę w polsko-niemieckiej spółce.

(za www.interia.pl /PAP)

« powrót
W Pionkach w referendum zabrakło raptem 128 głosów
Rada Pionek bez zmian; Referendum w sprawie odwołania Rady Miasta, które odbyło się w w Pionkach na Mazowszu, jest nieważne z powodu zby tniskiej frekwencji. Zabrakło 128 głosów.
Za odwołaniem rady głosowało 4650 wyborców, a 91 było przeciwko. Uprawnione do głosowania były 16 tys. 793 osoby. Z wnioskiem o przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania rady miejskiej wystąpili zwolennicy byłego burmistrza Pionek Romualda Zawodnika, będącego w konflikcie z radą.

źródło(PAP)

« powrót
Żeby skutecznie kontrolować nie wystarczy umieszczać informacje w BIP, dopiero informacja o stanie spraw daje wgląd w istotę - Aresztowanie Wójta
Wójt i pani sekretarz nie stawili się w pracy. Dlaczego tak się stało, wiemy tylko z mediów, ale oficjalnego pisma nie otrzymaliśmy - mówi przewodniczący rady Grzegorz Olszewski. - Wiadomość o zatrzymaniu zszokowała mnie, tak jak mieszkańców.

Czy radni nie domyślali się, że tak duża liczba stowarzyszeń może być podejrzana? - Każde stowarzyszenie miało zarząd. Wszystkie dane były dostępne w BIP, więc nic nie wskazywało na nieprawidłowości - mówi przewodniczący.

CBA zatrzymało wójta i sekretarz gminy Sokolniki.

Krzysztof R., wójt gminy Sokolniki, Jolanta U., sekretarz gminy, oraz Jacek B., były kierownik łódzkiej Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, a wcześniej wicewojewoda sieradzki, zostali zatrzymani przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Biuro ds. Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej w Łodzi postawiło zatrzymanym zarzuty kierowania grupą przestępczą, oszustwa i wyłudzenia. Wobec wszystkich zatrzymanych sąd zastosował tymczasowy areszt na trzy miesiące.

Dwoje samorządowców i były kierownik ARiMR stworzyli 27 fikcyjnych stowarzyszeń, z czego 22 funkcjonowało jako kluby sportowe. Na ich działalność wyłudzili co najmniej 5 mln zł z funduszu europejskiego SAPARD.

Śledztwo prowadzone przez CBA pozwoliło rozbić przestępczy układ, polegający na ustawianiu przetargów i wyłudzeniu pieniędzy z unijnych dotacji. Jak się okazało, stowarzyszenia w wielu przypadkach nie posiadały siedziby i nie były wpisane do Krajowego Rejestru Sądowego, przez co nie miały prawa ubiegać się o dotacje.

- Podstawieni prezesi "stowarzyszeń" jedynie je firmowali i podpisywali odpowiednie dokumenty, umożliwiające wyłudzenie dotacji. W rzeczywistości "klubami" zarządzała trójka zatrzymanych osób - informuje CBA.

Pieniądze miały być przeznaczone na rozwój, różnicowanie działalności gospodarczej i modernizację terenów wiejskich. Jednak zamiast na poprawę sytuacji w gminie, pieniądze w ogromnej części trafiały do kieszeni podejrzanych.

Po aresztowaniu wójta i sekretarza gmina Sokolniki pozostaje bez gospodarza. Nie miał zastępcy. Łódzki Urząd Wojewódzki może wystąpić z wnioskiem do premiera o powołanie komisarza, ale nie od razu.

- Samo zatrzymanie niczym nie skutkuje. Zareagujemy dopiero po otrzymaniu pisemnego powiadomienia z sądu bądź od przewodniczącego rady gminy Sokolniki - wyjaśnia Elżbieta Staszyńska, dyrektor wydziału prawno-organizacyjnego ŁUW.

- Wójt i pani sekretarz nie stawili się w pracy. Dlaczego tak się stało, wiemy tylko z mediów, ale oficjalnego pisma nie otrzymaliśmy - mówi przewodniczący rady Grzegorz Olszewski. - Wiadomość o zatrzymaniu zszokowała mnie, tak jak mieszkańców.

za (www.naszemiasto.pl Daniel Sibiak  -  POLSKA Dziennik Łódzki )

« powrót
Kryzys dosięga samorządy - Dzielnice Warszawy muszą zacisnąć pasa
Warszawskie dzielnice będą szukać oszczędności, bo według pesymistycznych, opracowanych przez miasto scenariuszy, do 2014 r. w miejskiej kasie może zabraknąć nawet 3 mld zł - poinformował rzecznik stołecznego Ratusza Tomasz Andryszczyk.

W poniedziałek zakończyły się, trwające od ubiegłego tygodnia, spotkania prezydenta miasta Hanny Gronkiewicz-Waltz z burmistrzami, dotyczące cięć zaplanowanych w dzielnicach wydatków. Oszczędności szukać mają także dyrektorzy biur Urzędu Miasta. Wyliczenia dotyczące cięć wydatków mają być znane w sierpniu.

Na koniec maja, zaplanowane na ten rok przychody miasta zostały zrealizowane w ok. 43 proc. - do miejskiej kasy wpłynęło w tym czasie ok. 4,4 mld zł - o 172 mln zł mniej niż w tym samym okresie w ubiegłym roku. Według przewidywań miasta, do końca roku wpływy z tytułu podatku PIT i podatku od czynności cywilnoprawnych będą niższe o ok. 350 mln zł. Prawdopodobnie mniejsze będą też wpływy ze sprzedaży nieruchomości i prywatyzacji. W latach 2009-2014 miasto zamierza jednak pozyskać 4 mld zł dotacji z Unii Europejskiej - wyliczał Andryszczyk.

Podkreślił, że większość zaplanowanych inwestycji będzie jednak realizowana, zwłaszcza te, których finansowanie zabezpieczone jest w budżecie miasta, inwestycje strategiczne i infrastrukturalne oraz posiadające unijne dofinansowanie.

Część inwestycji będzie jednak musiała poczekać. Data zakończenia realizacji niektórych inwestycji ujętych w Wieloletnim Programie Inwestycyjnym (WPI) na lata 2009-2013 ma zostać przesunięta o kolejny rok. Na razie miasto nie informuje, które inwestycje będą musiały poczekać na realizację. Łączna kwota przeznaczona na inwestycje w obowiązującym WPI to ponad 15 mld zł.

Dotychczas Ratusz zmniejszył m.in. wydatki reprezentacyjne, na bieżące zakupy materiałów eksploatacyjnych, na telefony komórkowe i ogłoszenia prasowe. Podjęta została także decyzja o wstrzymaniu zakupów nowych samochodów służbowych i ograniczeniu obecnej floty 60 pojazdów. Przygotowywany jest także przetarg na hurtowy zakup ubezpieczeń i energii.

Oszczędności przyniosły także przetargi, m.in. na budowę Mostu Północnego. Najniższa złożona oferta opiewała na kwotę ok. 977 mln zł. Była o 190 mln zł niższa niż zakładało miasto i o 600 mln zł niższa niż w poprzednim, który został unieważniony. Andryszczyk powiedział, że na oszczędności w przetargach wskazują także dzielnice.

Ubiegłoroczny deficyt miejskiego budżetu wyniósł ok. 265 mln zł i był niższy od zaplanowanego o ponad 1 mld zł. Do miejskiej kasy wpłynęło ok. 10,2 mld zł, czyli ponad 319 mln zł więcej niż zakładano. Główne źródło dochodu miasta stanowił udział w podatku dochodowym, płaconym przez mieszkańców Warszawy i firmy mające w stolicy swoje siedziby (4,3 mld zł). Zadłużenie miasta wyniosło w sumie 2 mld 260 mln zł, czyli 1,3 tys. zł na jednego mieszkańca. Wskaźnik zadłużenia liczony w stosunku do zrealizowanych dochodów wyniósł 22 proc.

Wydatki miasta wyniosły w 2008 r. ok. 10,5 mld zł i były o 7 proc. niższe od zaplanowanych. W porównaniu z 2007 r. wzrosły jednak o 15,7 proc., czyli 1 mld 424 mln zł. W przeliczeniu na jednego mieszkańca, spośród dużych polskich miast, w wydatkach na inwestycje stolicę wyprzedził tylko Wrocław.

Na inwestycje przeznaczone mają być m.in. środki pochodzące z emisji miejskich obligacji. Pod koniec kwietnia br., jako pierwsze miasto w Polsce, Warszawa wyemitowała pięcioletnie euroobligacje na rynek międzynarodowy, na kwotę 200 mln euro. Łączna wartość obligacji, jakie miasto planuje w tym roku wyemitować na rynku polskim i zagranicznym, to 1,5 mld zł, ale ich ewentualna emisja zależeć ma od kondycji rynków finansowych. Kolejne 900 mln zł pochodzić będzie z długoterminowych kredytów zaciągniętych w Europejskim Banku Inwestycyjnym i Banku Rozwoju Rady Europy.

Sesja Rady Warszawy, na której podejmowana będzie decyzja w sprawie zmian w tegorocznym budżecie i w WPI na lata 2009-2013, zaplanowana jest na 17 września. Andryszczyk zaznaczył, że nie jest brane pod uwagę zwiększenie deficytu, który według obecnych założeń wynieść ma prawie 2,5 mld zł. Ewentualne zmniejszenie dochodów ma być uzupełnione przez ograniczanie wydatków.

za www.interia.pl /(PAP)

« powrót
Gmina - Miasto - Olsztyn - na skraju bankructwa
Olsztyn na skraju bankructwa?

Powiększa się dziura w budżecie Olsztyna. Jak dowiedział się reporter RMF FM Andrzej Piedziewicz, środków może zabraknąć m.in. na pensje dla urzędników czy nauczycieli. A możliwości zadłużania miasta są już niewielkie.  Miasto Olsztyn na koniec tego roku budżetowego będzie miało prawie 230 milionów złotych zadłużenia - przyznaje prezydent Piotr Grzymowicz. Problem jest bardzo poważny. Nie ma takiej możliwości, żeby szkoła mogła sfinansować pensje nauczycieli - zaznacza dyrektorka jednego z olsztyńskich gimnazjów.

Co na to miejscy radni? - Dzisiaj znaleźliśmy około 2 milionów złotych. Jest to niewiele. Kredyt w rachunku bieżącym? Taką opcję należy również przewidywać - twierdzi przewodniczący rady miasta Zbigniew Dąbkowski.

za (www.interia.pl , RMF)

« powrót
Urząd Gminy Poświętne (woj. łodzkie) - zwodzi Petentów
Petenci Urzędu Gminy Poświętne (woj. łódzkie) www.poswietne.pl - mamieni sią od pół roku infomacją, że już "jutro serwis bedzie dostepny". Zamiast informacji od pół roku otrzymują tylko kolejne obietnice dotyczące uzyskania informacji "już jutro". Co więcej - wystąpiłem - w trybie art. 63 KPA z pytaniem dlaczego ma miejsce takowe kuriozum i oczywiście nie otrzymałem żadnej informacji. Tymaczasm Najwyższa Izba Kontroli wielokrotnie zwracała uwagę na doniosłość tej dyspozycji ustawowej (inter alie w protokole pokontrolnym (KGP/41112-2/07). Ale cóż gdyby tak Petent przez pół roku obiecywał że już jutro zpłaci podatek, z pewnością Urzędnicy Gminy Poświętne (łódzkie) byliby bardzo oburzeni... Będę w tej sprawie rozważał drogę prawną w WSA - w oparciu o przepisy dot. bezczynności ipso iure Ustawy o dostępie do informacji publicznej.

                                                                                                             Adam Szulc
 
« powrót
Burmistrz Gminy Lipsko ukrywa informacje-odwołałem się, Samorządo. Kolegium Odwoł. - nakazało udostepnić
Ponad rok czasu trwała sprawa o udostepnienie umowy na utrzymanie strony internetowej Gminy Lipsko. Burmistrz nieudostępniając przedmiotowej umowy zasłaniał się ochroną informacji handlowej, pomimo iż wnioskowałem dwa razy w tej samej sprawie. Poskarżyliśmy się Samorządowemu Kolegium Odwoławczemu w R., które uznało nasz wniosek w pełni za zasadny (sygn. SKO/DI/3/1026/09).
Jak ważką kwestią jest sprawa umów dot. utrzymania stron internetowych, wynika choćby z protokołu Najwyższej Izby Kontroli (protokół pokontrolny 21/2009/P08045/KGP)
NIK złożyła doniesienie o popełnieniu przestępstwa zagrożonego karą pozbwienia wolnośi do lat 5, w sprawie umowy w przedmiocie utrzymania stron internetowych Gminy Zgierz.
W przypadku naszej sprawy przeciwko gminie Lipsko, umowa na hosting strony interentowej jest w oczywisty sposób jawna i pozostaje tylko współczuć Petentom chcącym załatwić jakąś sprawę w Gminie Lipsko. Petenci wszak nie mają tyle cierpliwości aby wytrzymać ponad roczne oczekiwanie i odwoływanie się od decycji oraz nie mają zapewne czasu by analizować pokrętne odpowiedzi Burmistrza studiując Ustawę o dostępie do informacji publicznej - po prostu dają takich sytuacjach daja za wygraną (na to liczy Burmistrz). Dlatego ktoś powinien stanąć w ich obronie, bo taka sytuacja woła o pomstę do Nieba. A przecież dobro Petenta zawsze pwoinno być na pierwszym miejscu, bez względu czy jest to osoba fizyczna, czy Przedsiebiorca. Sprawa oczekuje już na wokandę w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie z powództwa Szulc-Efekt sp. z o.o. Notabene wiekszość urzędów takowych umów permanentnie nie posiada, najcześciej, Informatyk zatwierdził - swego czasu jakiś regulamin w Internecie, założył konto, przychodzą faktury i wszyscy są zadowoleni... sic!       



                                                                                                             Adam Szulc
« powrót
Korzystanie z Informacji Gospodarczej - sposobem na walkę z kryzysem - cykl konferencji -www.cpb.pl
Cykl konferencji o realizacji inwestycji dla samorzadów www.doradcasamorzadowy.pl Konferencją w Warszawie 8 października br. rozpoczął się organizowany przez Centrum Prawa Bankowego i Informacji, wydawcę przewodnika dla samorządów „Europejski Doradca Samorządowy”, przy współpracy z Ministerstwem Finansów oraz związkami samorządowymi, cykl konferencji dotyczących finansowania działalności jednostek samorządu terytorialnego w dobie spowolnienia gospodarczego, a zwłaszcza finansowania potrzeb inwestycyjnych. Kolejna konferencja odbędzie się już 23 października br. w Poznaniu. Serdecznie zapraszamy do udziału przedstawicieli jednostek samorządu terytorialnego z poszczególnych województw.

W trakcie 16 konferencji regionalnych, które mają odbyć się od października 2009 do stycznia 2010, udział weźmie ponad 3000 przedstawicieli polskich samorządów, przedsiębiorstw komunalnych, środowisk naukowych i finansowych. Organizatorzy cyklu pragną pokazać samorządowcom, jakie wyzwania stają przed nimi w związku ze spowolnieniem gospodarczym, ale i jakie daje im ono niepowtarzalne szanse.
Zaproszeni prelegenci (eksperci gospodarczy z dziedziny bankowości i środowisk naukowych) przekażą przedstawicielom JST szczegółową wiedzę, jak walczyć ze spowolnieniem gospodarczym. Prelegenci oraz uczestnicy zastanowią się na ile spowolnienie gospodarcze, wpływające na wysokość przychodów polskich samorządów, utrudnić może skuteczne wykorzystanie środków europejskich. Podczas konferencji zostaną przedstawione możliwości ograniczenia kosztów funkcjonowania lokalnych społeczności oraz wskazane ewentualne, zewnętrzne źródła finansowania inwestycji.
Organizatorzy pragną podkreślić znaczenie informacji gospodarczej dla bezpiecznego funkcjonowania samorządów i ich jednostek. Korzystanie z potężnej bazy danych zgromadzonej przez instytucje sektora bankowego i oddanej samorządom do dyspozycji wzmacnia bowiem pewność obrotu, co jest szczególnie istotne w czasach spowolnienia gospodarczego.
Konferencje regionalne zostały podzielone na trzy bloki tematyczne:
1. FINANSE JST PODCZAS SPOWOLNIENIA GOSPODARCZEGO.
W tym bloku zostanie przedstawiona przez przedstawiciela Ministerstwa Finansów obecna sytuacja finansowa samorządów. Będzie można dowiedzieć się jakie środki z funduszy europejskich są do wykorzystania i jak skutecznie po nie sięgać w obecnej sytuacji gospodarczej (np. zdobywanie środków na wkład własny);
2. JAK ZMNIEJSZYĆ KOSZTY FUNKCJONOWANIA SAMORZĄDU.
Podczas tego bloku wystąpień zaproponowane zostaną sposoby zmniejszania wydatków inwestycyjnych i kosztów ogólnych funkcjonowania JST. Będzie można zapoznać się z rozwiązaniami umożliwiającymi ograniczenie kosztów. Zostaną podane konkretne i bardzo szczegółowe przykłady gmin, które takie rozwiązania wdrażają z sukcesem.
3. JAK ZWIĘKSZYĆ WPŁYWY SAMORZĄDÓW.
Podczas tego bloku pokazane zostaną sposoby wsparcia finansowego budżetów samorządowych, wypłaty zaliczek i możliwości pozyskania środków na realizację zadań inwestycyjnych.

Poniżej terminy konferencji regionalnych:

23.10.2009 -  Poznań
28.10.2009 -  Szczecin
06.11.2009 -  Gdańsk
10.11.2009 -  Toruń
13.11.2009 -  Kraków
17.11.2009 -  Olsztyn
20.11.2009 -  Kielce
04.12.2009 - Wrocław
08.12.2009 -  Zielona Góra
11.12.2009 -  Łódź
08.01.2010 -  Lublin
12.01.2010 -  Katowice
15.01.2010 -  Opole
19.01.2010 -  Białystok
22.01.2010 -  Rzeszów
29.01.2010 - Warszawa
 
Informacje i zapisy: www.doradcasamorzadowy.pl (aktywny link)

Serdecznie zapraszamy!
Kontakt: Elżbieta Pilecka: 022-629-18-75 i Sylwia Hertel 022-627-52-95

 

 

« powrót
Zmniejszanie dysproporcji w gminach
Jeszcze trzy lata temu wielkopolskie gminy płaciły 47 milionów złotych tak zwanego podatku janosikowego, w 2007 była to już kwota ok. 100 mln zł. Tylko od województwa mazowieckiego rząd ściągnął większy „haracz”. Mimo wielu zapowiedzi nikt tego podatku nie potrafi zlikwidować.

Najbogatsze gminy w Polsce płacą na rzecz najbiedniejszych tak zwane janosikowe, czyli podatek od wysokich dochodów. Zasada jest prosta: zabrać bogatym i dać biednym. Stąd wzięła się nazwa.

W ten sposób mają być wyrównane dysproporcje między regionami. Większość pieniędzy idzie na ścianę wschodnią Polski, gdzie samorządy mają o wiele niższe dochody. Subwencja wyrównawcza jest obowiązkowa dla gmin, których wskaźnik dochodów podatkowych na jednego mieszkańca przekroczył 150 procent średniej dla wszystkich gmin w kraju.

Raport o dochodach polskich gmin przygotował właśnie profesor Paweł Swianiewicz z Uniwersytetu Warszawskiego. Wynika z niego, że wpływy do budżetu państwa z tytułu podatku „janosikowego” wynoszą około 1,9 mld zł. Ale dla naszego regionu inne informacje są ważniejsze. Wynika z nich, że Wielkopolska jest obok Mazowsza największą ofiarą Janosika w kraju. W kategorii miast, jeśli wyłączymy Warszawę, to Poznań jest zdecydowanym liderem. W ubiegłym roku stolica Wielkopolski oddała ponad 56 milionów złotych. Kwota w ciągu roku wzrosła o ponad 14 milionów złotych. Takie pieniądze mogłyby być przeznaczone na przykład na remonty dróg, pomoc społeczną czy oświatę. Za tę kwotę można na przykład wybudować ponad 50 wielofunkcyjnych boisk ze sztuczną nawierzchnią. W przeliczeniu na jednego mieszkańca poznaniak płaci na rzecz biednych gmin 100 złotych

za (www.naszemiasto.pl - Tomasz Cylka)
« powrót
Prezydent Zabrza oskarżony o mordestwo
Od wtorku całe Zabrze gada: - Były prezydent mordercą. Przypalał faceta papierosem. Obciął mu ucho, poderżnął gardło i porzucił zwłoki w lesie. Hazardzista, nie mógł oddać długu. Taki dziadzio, a zabił. Wierzyć w to czy nie?

Prokurator jest pewien, że Jerzy G., były prezydent miasta, torturował, a potem zabił mężczyznę, od którego pożyczył ponad 240 tys. zł. Działał ze wspólnikami. Zamierzali zakopać ciało w lesie pod Będzinem, ale wystraszyła ich burza. Przykryli ciało gałęziami. Mieli wrócić, ale wcześniej znalazł je grzybiarz. 19 listopada prokurator podpisał nakaz zatrzymania Jerzego G. Sąd aresztował go na trzy miesiące.

- W tej sprawie nic nie jest oczywiste - twierdzą ludzie, którzy dobrze znają byłego prezydenta.

Drogi z partią się rozeszły

2002 rok. Ekipa Leszka Millera chce przejąć władzę w samorządach. W Zabrzu SLD jest słabe. Miastem rządzi prawicowy Roman Urbańczyk. Partii trudno znaleźć silnego kontrkandydata.

Jerzego G., dyrektora oddziału Polskiej Akademii Nauk, wykładowcę akademickiego oraz współwłaściciela świetnie prosperującej księgarni, wskazał Jan Chojnacki, były poseł SLD z Zabrza. - G. nie był członkiem naszej partii, ale znał języki obce, był doktorem, miał dobrą opinię - mówi.

Jerzy G. był też ostatnim pierwszym sekretarzem komitetu miejskiego PZPR w Zabrzu. Może więc to przesądziło sprawę?

Renata, żona G., nie chciała, by mąż wchodził w politykę: - Nie podobał mi się ten pomysł, ale Jurek zapalił się jak dziecko. Mówił, że ma misję do spełnienia. Chciał zmienić Zabrze na lepsze.

Przekonał ludzi obietnicą, że wyczyści miasto z sitwy Urbańczyka. W pierwszej turze wyborów ma drugi wynik w mieście, w drugiej z łatwością pokonuje Urbańczyka i zostaje prezydentem Zabrza.

Rezygnuje z remontu swojego gabinetu, przejmuje po starym prezydencie meblościankę w stylu późny Gierek, poobijane biurko i stół konferencyjny. Pierwszy kłania się kobietom, wstaje z miejsca, gdy do niego wchodzą, i czeka, aż pierwsze usiądą. Nie krzyczy, nie przeklina.

Pełen entuzjazmu. Walczy, żeby z autostrady A4 był zjazd do Zabrza, przekonuje Pocztę Polską, żeby zbudowała największą w kraju sortownię przesyłek, chce ratować Górnika Zabrze, klub legendę, który stoi na skraju przepaści.

Jerzemu G. pomagają dwaj zastępcy. Mieczysław Cupiał odpowiada za gospodarkę lokalową, a Jerzy Wereta, lokalny działacz SLD, przejmuje architekturę, geodezję i grunty. Urząd plotkuje, że to oni rządzą miastem, pilnują interesów partii, a Jerzy G. to marionetka.

Chojnacki: - To bzdura. Jerzy G. szybko się usamodzielnił, jego drogi z naszą partią się rozeszły.

Przystojny, ale dziwak

Jerzy G. ma zaniedbany dom po ojcu, niedaleko stadionu Górnika Zabrze. Ruina. Działkę bez przerwy zalewa woda. Decyduje się na remont. Wynajmuje fachowców, ale sam też pracuje na budowie. Swoim daewoo espero wozi worki z cementem, płytki, kleje, fugi. Tynkuje, maluje ściany. - Często przychodził do pracy z włosami wymazanymi gipsem albo w marynarce uwalonej cementem - mówią urzędnicy.

Pensja prezydenta to 12 tys. zł brutto. Na remont nie wystarcza. Bank przeciąga decyzję o kredycie. Jerzy G. pożycza drobne sumy w urzędzie i u znajomych. Pomaga mu Lech Frydrychowski. Młody, bo zaledwie trzydziestoletni syn jego dawnej wspólniczki. Dobrze się znają. Frydrychowski, jego matka i Jerzy G. prowadzili księgarnię w centrum Zabrza. Jeszcze gdy prezydentem był Urbańczyk, chcieli kupić od miasta całą kamienicę, w której działała księgarnia. Jerzy G. zaraz po wyborach zbył udziały w spółce z Frydrychowską, zgodził się też na wykup przez nią kamienicy. Frydrychowska ją sprzedała i teraz jest w niej bank.

O Frydrychowskim ludzie mówią: bezrobotny, ale z kasą. Nie szukał towarzystwa. Żadnych kolegów, z sąsiadami tylko dzień dobry. Zero imprez, zero pijaństwa. Perfekcyjnie zorganizowany. Punktualnie o 9 rano spacer z psem. Od 10 do południa siłownia (zawsze ten sam zestaw ćwiczeń).

W 2003 r. Frydrychowski pożycza Jerzemu G. 20 tys. zł, ma dostać aż 5 tys. zł odsetek. Spłaca co do grosza.

Mój mąż i hazard? Bzdura!

Na początku 2005 r. cały urząd już wie. Frydrychowski żąda od prezydenta zwrotu kolejnej pożyczki. Aż 246 tys. zł. Ma dowód - umowę z podpisem Jerzego G. Czy ktoś o zdrowych zmysłach godzi się na pięcioprocentowe odsetki w skali miesiąca?! Ale Jerzy G. podpisał. Z desperacji? A może nie wiedział, co podpisuje?

Z dnia na dzień traci serce do rządzenia. Nad niczym nie panuje, na długie godziny znika z pracy. Nie przychodzi na umówione spotkania, nie przegląda dokumentów, nie przyjmuje mieszkańców. Chaos.

za (www.wyborcza.pl Źródło: Gazeta Wyborcza)
« powrót
Skandal - Gejowska Pornografia w Centrum Częstochowy
W gminie Częstochowa kioski epatują pornografią ... tymczasem Rzecznik Praw Obywatelskich oraz Rzecznik Praw Dziecka od dawna wskazują, iż eksponowanie prasy pornograficznej i erotycznej w kioskach Ruchu szkodzi dzieciom.
Co prawda nie mieliśmy do tej pory takich sygnałów, ale zainteresujemy się tym - obiecuje podinsp. Joanna Lazar, rzeczniczka częstochowskiej policji.

Rzecznik Praw Obywatelskich oraz Rzecznik Praw Dziecka od dawna wskazują, iż eksponowanie prasy pornograficznej i erotycznej w kioskach Ruchu szkodzi dzieciom. Według prawa publiczne eksponowanie treści pornograficznych w sposób narzucający odbiór tym, którzy sobie tego nie życzą, jest karalne. Grozi za to grzywna lub nawet rok więzienia.

Zarząd Ruchu twierdzi, że za treści zamieszczone w wydawnictwach odpowiedzialni są autorzy oraz wydawcy, a tytuły te są dopuszczone do obrotu.

Powstałe w ubiegłym roku w Warszawie Stowarzyszenie "Twoja Sprawa" niemal stale monitoruje sieć kiosków w stolicy, kupiło nawet akcje Ruchu, by jako współwłaściciel mieć wpływ na decyzje zarządu spółki. Na początku listopada pełnomocniczka rządu ds. Równego Traktowania Elżbieta Radziszewska wysłała do prezesa Ruchu pytanie o to, jak zamierza skutecznie ograniczać prezentację w kioskach treści pornograficznych.

Jak widać na częstochowskim podwórku, przypomina to walkę z wiatrakami.


Źródło: www.gazeta.pl (Gazeta Wyborcza Częstochowa)

« powrót
Informatyzacja 2010
O tym, jak informatyzacja służby zdrowia uszczelni system, kiedy bez podpisu elektronicznego załatwimy przez internet urzędowe sprawy i dlaczego zniknie legitymacja szkolna - mówi "Gazecie" Witold Drożdż, wiceminister w MSWiA
My na początek "naoliwimy" e-administrację, ale potem o działanie poszczególnych usług muszą już dbać ci, którzy są gospodarzami poszczególnych aktów prawnych - mówi Witold Drożdż

Przemysław Poznański: Początek tego roku miał być przełomowy dla polskiej e-administracji. Minęła połowa stycznia...

Witold Drożdż*: ...I wszystko jest na jak najlepszej drodze. Kilka dni temu, 8 stycznia, Sejm jednogłośnie przyjął ustawę o informatyzacji. Ta jednomyślność posłów szczególnie cieszy, bo pokazuje, że budowa elektronicznej administracji przebiega dziś z dala od zgiełku bieżącej polityki. Teraz ustawa trafi do Senatu, a następnie na biurko prezydenta. Uwzględniając trzymiesięczne vacatio legis, ustawa mogłaby wejść w życie pod koniec maja br. Następnego dnia po wejściu w życie ustawy ogłosimy rozporządzenie, które wprowadzi tzw. profil zaufany, czyli darmowe narzędzie dedykowane obywatelom do komunikacji z podmiotami publicznymi - w tym z całą administracją publiczną. Profil zaufany będzie dostępny dla każdego obywatela, który zarejestruje się poprzez internet na elektronicznej Platformie Usług Administracji Publicznej (ePUAP), a następnie uda się (tylko raz) do wybranego urzędu w celu potwierdzenia tożsamości. Od tej pory, bez konieczności posiadania dodatkowego podpisu elektronicznego, będzie mógł załatwiać zdalnie sprawy urzędowe, korzystając z profilu zaufanego, czyli w praktyce za pomocą loginu i hasła do platformy ePUAP. Już dziś można załatwić na ePUAP kilkadziesiąt spraw urzędowych udostępnionych w Katalogu Usług Publicznych Platformy, jednak aby z nich skorzystać, trzeba posłużyć się tzw. kwalifikowanym i płatnym podpisem elektronicznym. Dzięki darmowemu profilowi zaufanemu ta niedogodność zniknie, tym samym dostępność e-administracji wzrośnie, a wraz z popytem powinna też wzrosnąć jakość i liczba e-usług.

Obiecał pan we wrześniu w rozmowie z "Gazetą", że na początek takich spraw będzie ponad sto. Podtrzymuje pan to?

- Tak. Już dostępnych jest kilkanaście nowych usług, około czterdziestu kolejnych jest testowanych w samorządach oraz urzędach wojewódzkich, a następnych kilkanaście jest w końcowej fazie przygotowań do testów. Z pewnością zdążymy z pakietem usług na czas, choć szeroko promować będziemy e-usługi dopiero po wejściu w życie ustawy. Nie chcemy, by ktoś zachęcony przez nas, teraz próbując załatwić sprawy przez ePUAP, zniechęcił się, bo nic nie załatwi bez kwalifikowanego podpisu elektronicznego. Równolegle pracujemy również nad aspektami prawno-organizacyjnymi udostępniania usług. Rzecz w tym, by zapewnić łatwy i skuteczny mechanizm aktualizacji e-formularzy oraz ich elektronicznych wzorów, czyli szablonów publikowanych w Centralnym Repozytorium Wzorów Pism i Dokumentów zamieszczonym w ePUAP. Udostępniając taki swoisty "pakiet startowy", chcemy na początek "naoliwić" e-administrację, ale potem o działanie poszczególnych usług muszą już dbać ci, którzy są gospodarzami poszczególnych aktów prawnych skutkujących koniecznością kontaktu z administracją według określonej procedury.

Jest jeszcze jeden element - wdrażając usługi elektroniczne, za każdym razem zadajemy sobie pytanie, czy informatyzowana usługa funkcjonuje dotychczas w racjonalny sposób. Nie ma bowiem sensu informatyzować zbędnych procedur i złego prawa.

Dobrym przykładem jest kwestia przerejestrowywania samochodu za każdym razem, gdy zmieniamy miejsce zamieszkania. Wydaje się, iż jest to przepis anachroniczny i pewnie prędzej zarekomendujemy zmianę przepisów w tym zakresie, niż zinformatyzujemy taką procedurę.

- Tak będzie się też działo z innymi usługami, które okażą się nieżyciowe, np. z różnego rodzaju zaświadczeniami o niezaleganiu ze składkami czy podatkami. Docelowo takie dokumenty powinny być uzyskiwane przez urzędy w toku załatwiania spraw za zgodą zainteresowanego, ale bez jego bezpośredniego zaangażowania. Nie tylko informatyzujemy, ale przede wszystkim upraszczamy procesy administracyjne, a z punktu widzenia obywatela - załatwianie spraw urzędowych.

Z przygotowanych przez was elektronicznych formularzy nikt nie skorzysta, dopóki poszczególne gminy nie wdrożą danej e-usługi u siebie. Gminy są na to przygotowane?

- Przygotowaliśmy tzw. instalator usług, czyli narzędzie pozwalające każdemu urzędowi, nawet w bardzo małej gminie, pobrać od nas dowolny formularz i zaoferować go swoim mieszkańcom. Oferujemy przy tym bezpłatne wsparcie techniczne, zespół wspierający urzędy telefonicznie oraz e-mailowo. Oczywiście urzędy, w tym gminne, mogą udostępniać usługi również za pomocą własnych rozwiązań, a także budować swoje systemy umożliwiające załatwianie spraw w postaci elektronicznej zintegrowane z platformą rządową ePUAP.

Cały czas mówimy o urzędach - czy to skarbowych, czy gminnych. A wdrożenie e-usług najbardziej potrzebne jest w służbie zdrowia.

- To prawda. O ile w przypadku fiskusa, ZUS-u czy urzędów gminnych informatyzowanie administracji usprawni działającą już współpracę obywatela z urzędem, o tyle w przypadku służby zdrowia informatyzacja jest bodaj najważniejszą potrzebą chwili. I jest to bez wątpienia największe wyzwanie dla e-administracji związane z konkretnymi korzyściami finansowymi dla budżetu państwa. Celem jest powstanie narzędzi umożliwiających weryfikację danych, takich jak liczba pacjentów, rodzaj wykonanych usług medycznych czy przepisanych i wydanych leków.

Wszyscy od lat się zgadzają, że bez uszczelnienia systemu finansowania służby zdrowia nie powiedzie się żaden model reformy systemu. A tego systemu uszczelnić się nie da bez narzędzi informatycznych.

Kiedy doczekamy się tak działającej służby zdrowia?

- Dopiero po 2013 r. Resort zdrowia szczegółowo już zaplanował projekt, choć należy pamiętać, że będzie to największe przedsięwzięcie teleinformatyczne w Polsce oraz jedno z największych w Europie. Sama jego akceptacja przez Komisję Europejską trwała długie miesiące, m.in. ze względu na jego wartość (blisko 800 mln zł, z czego 85 proc. pokrywają środki unijne) czy zagadnienia organizacyjne. Czeka nas bowiem budowa wielu współpracujących ze sobą aplikacji i rejestrów - lekarzy, leków, chorób i pacjentów.

Niezależnie od napotykanych trudności w tym niełatwym projekcie należy go zrealizować. Przez kilkanaście ostatnich lat mówiło się o tym, że trzeba zbudować słynny już rejestr usług medycznych i jak dotąd się nie udało. Teraz mamy unijne środki, które musimy wydać do 2015 r., a wszelkie przetargi zakończyć do 2013. Koledzy z resortu zdrowia tak zarządzają harmonogramem prac, aby w 2013 r. zdecydowana większość elementów już działała. Być może wcześniej - przed 2013 r. - wybrani pacjenci w ramach pilotażu skorzystają już z tego nowoczesnego systemu.

Na ile informatyzacja uszczelni system?

- Mogę tylko powiedzieć, że już w pierwszym roku działania kompletnego systemu e-zdrowia mogą zwrócić się koszty nawet całego projektu! To, iż obecny szef MSWiA Jerzy Miller był swego czasu prezesem Narodowego Funduszu Zdrowia, jest dodatkową gwarancją, że projekt realizowany przez ministra zdrowia będzie cieszył się szczególnym wsparciem.

Elementem sprawnej e-administracji są dowody osobiste z podpisem elektronicznym.

- Jak najbardziej, to istotny, żeby nie powiedzieć kluczowy element całej e-układanki. Zaczniemy je sukcesywnie wydawać od 1 stycznia 2011 r., w związku z upływem dziesięcioletniego terminu ważności pierwszych dowodów wydanych w 2001 r. Będą zawierały czip i zdjęcie, ale nie będzie na nim odcisków palców. Najważniejsze jednak jest to, że zastosowanie dowodu zostanie rozszerzone. Dowód został zaprojektowany tak, aby mógł zastępować wiele innych dokumentów. Jeśli dziś legitymacja szkolna uprawnia do ulgi, to zgodnie z decyzją rządu wkrótce wystarczającym dokumentem potwierdzającym takie prawo będzie właśnie dowód osobisty, który zgodnie z obowiązującymi przepisami wydawać można także osobom przed 18. rokiem życia.

Resort zdrowia już postanowił, że nie będzie wydawał elektronicznych kart zdrowia, które miały zastąpić legitymacje ubezpieczeniowe. Bo po co wydawać dwie karty o podobnych funkcjonalnościach.

Czy to bezpieczne, by czip w dowodzie zawierał tyle danych?

- Mikroprocesor nie będzie zawierał dodatkowych danych poza danymi identyfikacyjnymi (imię, nazwisko, PESEL, nr dowodu). Pozostałe dane obywatela będą - a często już są - gromadzone w odpowiednich rejestrach i systemach prowadzonych przez upoważnione do tego instytucje. Dowód będzie swoistym kluczem, który uprawnionym osobom pozwoli do tych danych dotrzeć. Generalna zasada jest taka: urzędnik, prosząc o okazanie dowodu, nie dowie się niczego ponad to, do czego jest uprawniony w celu załatwienia danej sprawy, a informacje, do których uzyska dostęp, są lub będą zawarte w odpowiednim rejestrze, a nie w dowodzie. Nie ma mowy więc o zagrożeniu związanym z "czipem na dowodzie".

Z dowodu zniknie adres zameldowania, ale sam obowiązek meldunkowy - tak często krytykowany - pozostanie.

- Nad ustawą, która miała znieść ten obowiązek, sejmowa podkomisja pracowała od listopada 2008. W pierwotnym projekcie rządowym planowaliśmy w pierwszym etapie zastąpić obowiązek meldunkowy prostą procedurą rejestracji miejsca pobytu, a po 2013 r. znieść i ten wymóg. Decyzją posłów obowiązek meldunkowy zostaje jednak do 2013 r. Posłowie uznali, że projektowane zmiany mogą spowodować obawy właścicieli lokali. To jednak stan na dziś, bo prace trwają.

Nawet jednak przyjęcie projektu z uwzględnieniem poprawek dotychczas zgłoszonych przez posłów oznacza postęp. Zniesione zostaną czasowe meldunki, np. podczas pobytu na wakacjach. To relikt PRL-u, a obowiązku tego i tak mało kto przestrzegał. Radykalnie upraszczamy procedurę meldunkową - zamiast podawać ponad 20 danych, podamy tylko od 5 do 10. Poza tym zameldowanie w nowym miejscu będzie powiązane z wymeldowaniem. Dotychczas musiał się pan wymeldować w Poznaniu czy Łodzi, by zameldować się w Warszawie. Teraz zamelduje się pan w Warszawie, a urząd załatwi resztę i wymelduje pana z poprzedniego miejsca. Zniesiona zostaje też sankcja karna za niedopełnienie obowiązku meldunkowego.

Mamy także plany związane z wdrożeniem takich funkcjonalności, aby zameldowanie odbywało się drogą elektroniczną. Do tego jednak jest potrzebne prawne zrównanie skanu dokumentu z oryginałem. Wówczas wystarczyłoby oświadczenie osoby przesyłającej dokument zeskanowany, że jest on zgodny z oryginalnym. Pracujemy nad tym rozwiązaniem wraz z Ministerstwem Sprawiedliwości, aby tym samym ułatwić wszelkie czynności, w których załatwieniu w sposób elektroniczny przeszkadza konieczność złożenia oryginału dokumentu (np. w tym konkretnym przypadku aktu notarialnego lub odpisu orzeczenia sądowego). Choć to i tak faza przejściowa, bo docelowo upoważniony przez obywatela urzędnik po prostu sięgnie do odpowiedniej księgi wieczystej dostępnej w systemie stworzonym przez ministra sprawiedliwości i będzie miał dostęp do wszystkich niezbędnych danych. Taki model to docelowy model funkcjonowania administracji, którego podstawy zostały zawarte w nowelizowanej ustawie o informatyzacji.

Proszę też zwrócić uwagę na dwa zdarzenia, którymi rozpoczęliśmy ten rok: po pierwsze, resort sprawiedliwości uruchomił e-sąd realizujący tysiące spraw w zakresie postępowań upominawczych, po drugie, Rządowe Centrum Legislacji udostępniło przez internet Dzienniki Urzędowe i Monitory Polskie. To jest faktyczna realizacja planu budowy elektronicznej administracji, czyli administracji bardziej otwartej i nowoczesnej.

Rozmawiał Przemysław Poznański

*Witold Drożdż - wiceminister spraw wewnętrznych i administracji, absolwent prawa i stosunków międzynarodowych. Zanim trafił do ministerstwa, pracował w branży finansowej i telekomunikacyjnej. Przewodniczący rządowego zespołu Polska Cyfrowa.

(za Gazeta Wyborcza, www.gazeta.pl0
« powrót
Prezydent Sopotu - Karnowski - oczyszcza sie z zarzutów.
Rosną szanse Karnowskiego na utrzymanie władzy w Sopocie
Prezydent Sopotu Jacek Karnowski nie doczekał się jeszcze aktu oskarżenia, a już przed sądami zapadły dwa korzystne dla niego wyroki. Pierwszy obala jeden z postawionych mu zarzutów, drugi przybliża perspektywę utrzymania władzy w mieście.

Jeden z ośmiu zarzutów prokuratorskich (ten jedyny nie korupcyjny) postawionych Jackowi Karnowskiemu właśnie upadł. Chodzi o podejrzenie przestępstwa "przeciwko wymiarowi sprawiedliwości" polegającego na tym, że Karnowski złożył niezgodne ze stanem faktycznym oświadczenie, że między nim a zwycięzcą przetargu na samochód - Włodzimierzem Groblewskim - nie ma żadnych związków, które mogą świadczyć o bezstronności prezydenta.

Dlaczego twierdzę, że zarzut upadł, skoro prezydent Sopotu nawet nie stanął przed sądem? Chodzi o to, że piątek z analogicznego zarzutu wybronił się przed Sądem Rejonowym w Malborku burmistrz Kościerzyny Marcin Modrzejewski (kiedyś w PO). Był oskarżony o to, że jako szef komisji przetargowej zataił związki ze swoją matką i żoną, które dzięki temu kupiły cztery działki od miasta. Śledczy domagali się wyroku w zawieszeniu, który oznaczałby koniec jego kariery samorządowej. Jednak sędzia Wojciech Morozowski spojrzał na burmistrza łaskawie - nakazał jedynie zapłacić 7 tys. zł kary finansowej. Uzasadnienie? Choć burmistrz Kościerzyny postąpił nagannie, to gmina nie poniosła strat materialnych.

W Polsce nie obowiązuje prawo precedensowe, ale czy taki wyrok pominą obrońcy prezydenta Sopotu?

Przy tym zarzut wobec Karnowskiego brzmi nieco słabiej - interesu z gminą Sopot nie robiła przecież jego ani matka, ani żona, lecz zaprzyjaźniony dealer samochodowy. A dzięki zatajeniu prawdy przez burmistrza Kościerzyny najbliższa rodzina Modrzejewskiego odniosła materialne korzyści. To zresztą nie pierwszy przypadek, kiedy kościerskiej władzy dobrze wiedzie się przed sądami. W 2004 r. ówczesny burmistrz, a obecny poseł Zdzisław Czucha (PO) odpowiadał za prowadzenie samochodu po pijanemu, ale uniknął odpowiedzialności, bowiem prokuratura, a za nią sąd uznały, że czyn miał "niską szkodliwość społeczną".

Wróćmy jednak do Sopotu. W sobotę Karnowski odniósł zwycięstwo przed sądem koleżeńskim Platformy Obywatelskiej, który złagodził karę dla siedmiu radnych PO z Sopotu z zawieszenia na rok na upomnienie. Partia ukarała ich za lojalność wobec prezydenta Sopotu, a dokładniej za nie przegłosowanie z polecenia władz PO wniosku o przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania Karnowskiego.

To orzeczenie oznacza, że sopoccy radni wierni Karnowskiemu mogą startować w odbywających się wiosną wyborach partyjnych, a przede wszystkim, że w listopadowych wyborach samorządowych będą mogli kandydować z listy wyborczej Platformy. Władzom krajowym PO udało się uniknąć rozłamu w sopockich strukturach partii, ale faktyczną władzę nad tym kołem sprawuje Jacek Karnowski i jego otoczenie.

Wyrok sądu koleżeńskiego wskazuje też, że centrala PO nie będzie kwestionowała kandydata na prezydenta wyłonionego przez koło w Sopocie, które chce wystawić obecnego wiceprezydenta Pawła Orłowskiego. To z kolei zmniejsza szanse wyborcze drugiego z wiceprezydentów - Wojciecha Fułka z Samorządności Sopot, która nie ma związków z tzw. wielką polityką.

Od czasu, kiedy prokuratura postawiła prezydentowi Sopotu zarzuty i domagała się aresztowania go minął rok i kilka dni. W tym czasie Jacek Karnowski wygrał referendum, zwyciężył w potyczce z CBA, poddał w wątpliwość najważniejszy dowód w aferze sopockiej. Teraz też ma powody do zadowolenia, ale o jego politycznej przyszłości rozstrzygnie sąd, jeśli prokuratura sformułuje akt oskarżenia. Dokument miał być gotowy jesienią, ale w marcu śledztwo może zostać przedłużone o kolejne trzy miesiące. Czas pracuje na korzyść Karnowskiego i jego ludzi. Jeszcze trochę i duża część sopocian nie będzie widziała w prezydencie miasta podejrzanego czy oskarżonego, lecz ofiarę niezbyt udanej nagonki.

za (www.gazeta.pl aut. Krzysztof Katka)
« powrót
Ustawa o dostępie do inform. publ. - dziennikarze biorą na celownik urzedników.
W siedem lat po wejściu w życie ustawy o dostępie do informacji publicznej jedne spółki nie informują w BIP o dochodach, inne o wakatach, skansen nie ma go wcale, a obywatel czekał na odpowiedź na zapytanie 14 miesięcy.

Trwa Tydzień Informacji Publicznej. A w poniedziałek 28 września obchodzony był na całym świecie Międzynarodowy Dzień Prawa do Wiedzy. Jak jest z przestrzeganiem naszego prawa? Źle.

Ustawa mówi, że spółki handlowe, w których samorządy "mają pozycję dominującą", powinny w swych Biuletynach informować o dochodach i stratach.


Radpec należy w ponad 99 proc. do gminy, ale w jego BIP próżno szukać takich danych. Według prezesa Jana Mazurkiewicza Radpec, choć komunalny, nie musi ich zamieszczać, bo spółkę akcyjną obowiązuje kodeks spółek handlowych.

- Postanowiłem jednak, że zaczniemy to od najbliższego czasu robić - zadeklarował nam Mazurkiewicz. Ale nad publikacją ewentualnych ofert pracy prezes "musi się zastanowić".

Radkom zalicza wpadkę już na samym początku. Zamieszczony w BIP numer do sekretariatu zarządu łączy z zupełnie inną firmą. Informacji o dochodach oraz ewentualnych wakatach brak.

Podobnie w MPK. - Nikogo nie potrzebuję. W pionie administracyjnym kadra młoda, nikt na emeryturę się nie wybiera - mówi Leszek Lach, prezes MPK. Jeśli już kogoś mieliby zatrudniać, to kierowców, ale i o tym w internecie ani słowa. - Kilkadziesiąt podań leży u nas, mamy więc w czym wybierać - dodaje. A dochody bądź straty? - dociekamy. - A co ja mogę mieć do ukrycia? Zresztą zaraz to sprawdzę. Jeśli faktycznie są jakieś brakujące informacje, to postaramy się to wyprostować - zapewnia.

Potrzeby informowania o wakatach nie widzą też w Wodociągach Miejskich. - Ustawę znam, przepisy też, ale nie jestem pewna, czy jest potrzeba informowania o naborze pracowników. Ludzie sami przychodzą i zostawiają CV - mówi Danuta Kostrzewa, odpowiedzialna za BIP. Znaleźć tu jednak można informację o zysku, który spółka wypracowała w ub.r. Pochwalić trzeba RTBS "Administrator" - spółka pokazała ubiegłoroczny bilans i jako jedyna zamieszcza oferty pracy (aktualnie brak).

- My nie oglądamy się na innych, tylko na to, co jest zapisane w ustawie. Chcemy być przejrzyści, nie mamy nic do ukrycia - mówi Radosław Czajor, który w RTBS redaguje Biuletyn.

Postawa Administratora to raczej wyjątek w sektorze komunalnym w całej Polsce. - Niestety, spółki komunalne trudno zmusić do zamieszczania wszystkich informacji - mówi Szymon Osowski, prawnik z Pozarządowego Centrum Dostępu do Informacji Publicznej.

Nie lepiej jest w Biuletynach placówek kultury. W Mazowieckim Centrum Sztuki Współczesnej "Elektrownia" całkowity brak przyjęć do pracy. Przynajmniej tak wynika z BIP.

- Jesteśmy dopiero na etapie tworzenia. Trudno mówić o wolnych stanowiskach, dlatego i ogłoszeń do tej pory żadnych nie zamieszczaliśmy - odpowiada Włodzimierz Pujanek, p.o. dyrektor Elektrowni. Elektrownia, mimo że jest "dopiero na etapie tworzenia", zatrudniała już blisko 20 osób.

Informacji o wakatach próżno też szukać na stronie Muzeum im. Jacka Malczewskiego. - Do publicznej wiadomości powinno się podawać takie rzeczy w sytuacji, kiedy chętnych brak. A my mamy ich aż nadto - tłumaczy Halina Styczeń, wicedyrektorka.

Za to skansen Biuletynu w ogóle nie ma. Na razie jest logo BIP i nic więcej. - Jesteśmy w trakcie tworzenia. Będzie gotowy do końca września - obiecuje Ilona Jaroszek, p.o. dyrektor. Dlaczego skansen nie zrobił tego wcześniej? - Nie wiem, jestem tu dopiero od stycznia. Wszystko ma swoją kolejność - tłumaczy Jaroszek.

Biuletynu nie ma też Port Lotniczy Radom. To wprawdzie najmłodsza z gminnych spółek - ale pod nazwą istnieje już od 2007 r.

Każdej informacji publicznej, której nie znajdziemy w internecie, możemy zażądać. O tym, jak to zrobić, do kogo się zwrócić, a nawet na jakim formularzu składać żądanie, ma obowiązek informować właśnie BIP instytucji. Tyle teorii.

Jak może wyglądać praktyka, pokazuje przypadek opozycyjnego radnego Jakuba Kluzińskiego. Gdy nie uzyskał odpowiedzi na wszystkie pytania ze swojej interpelacji, już jako zwykły obywatel złożył 30 lipca ub.r. stosowny wniosek do magistratu. Odpowiedź otrzymał kilka dni temu.

- Można więc powiedzieć, że cel jednak osiągnąłem - mówi Kluziński. - Co prawda po prawie 14 miesiącach, dwóch skargach do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, kilku niepełnych odpowiedziach prezydenta i dwóch umorzeniach mojego wniosku, na które odwoływałem się do SKO - dodaje. Przyznaje też, że w pewnym momencie o informację walczył już "dla zasady". - Żeby pokazać, że każdy ma do niej prawo - tłumaczy.

Sekretarz miasta Rafał Czajkowski: - Oczywiście, że każdy ma prawo do informacji. Dlatego konkretne i konstruktywne pytania mnie cieszą. Ale takie, które składają się z 30 podpunktów, wymagają czasu i pracy.

Co to jest informacja publiczna?


Ustawa o dostępie do informacji publicznej z 2001 r. mówi, że jest to "każda informacja o sprawach publicznych", pod warunkiem że nie narusza prywatności osoby fizycznej (ale z wyłączeniem osób pełniących publiczne funkcje) lub tajemnicy przedsiębiorcy. Prawo do niej jest zagwarantowane nie tylko przez ustawę, ale przede wszystkim konstytucję (w art. 61.). Na co dzień informacje o sprawach publicznych trafiają do Biuletynów Informacji Publicznej. Obowiązek prowadzenia takich Biuletynów spoczywa na "podmiotach wykonujących zadania publiczne", czyli m.in.: samorządach terytorialnych i gospodarczych, państwowych szkołach wyższych, państwowych i samorządowych osobach prawnych (np. spółkach komunalnych), szpitalach. Ustawa określa również minimum tego, co musi się w BIP znaleźć.

Katarzyna Batko, prezes Stowarzyszenia Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich, organizator Tygodnia Informacji Publicznej:

BIP jest najlepszym sposobem informowania, bo po pierwsze, dostęp do niego jest anonimowy, a po drugie można w nim zamieścić praktycznie wszystkie informacje. Byłabym np. za tym, by do BIP trafiały i takie sprawy, jak wyjazdy urzędników w delegacje. Jeśli odbywa się to za nasze pieniądze, to poseł, urzędnik, radny powinien zamieścić sprawozdanie, co on tam tak naprawdę robił, pracował czy może chodził na zakupy.

Grzechy główne BIP to brak aktualizacji i bałagan. Choć dużo zmieniło się przez ostatnie lata na dobre, nadal urzędnicy dociekają i pytają: do czego pani ta informacja? A podkreślam, że nie mogą pytać o cel udzielania informacji. Z jednej strony jest to wina samych urzędników, bo nie wiedzą, co im wolno, i ich szefów, bo nie wymagają tej wiedzy. Ale z drugiej to również wina ludzi, obywateli, bo nie pytają o informacje publiczne. I tak zamyka się koło. Dlatego zachęcam - pytajmy o sprawy publiczne, składajmy wnioski o dostęp do informacji publicznej.

za (www.gazeta.pl)
« powrót
Polska na czele Państ wdrażających e-dowody

Zdaniem globalnej firmy doradczej Frost & Sullivan plan wdrożenia elektronicznych dowodów osobistych w styczniu 2011 r. "wprowadza trochę optymizmu do projektu wdrażania e-ID w Europie"

Analitycy uważają też, że ma to pozytywny wydźwięk nie tylko ze względu na skalę polskiego projektu, ale także dlatego, że może to zachęcić inne kraje europejskie do naśladowania decyzji polskiego rządu.

Na projekcie skorzysta też z pewnością branża zajmująca się wdrażaniem tzw. kart inteligentnych. Przewiduje się, że projekt pl.ID w Polsce ma kosztować 90,1 mln euro, z czego około 76,2 mln euro będzie finansowane z funduszy unijnych. Zaplanowane na okres czterech lat prace przygotowawcze mają zaowocować wydaniem pierwszego polskiego elektronicznego dowodu tożsamości 1 stycznia 2011 r.W przeciwieństwie do innych krajów, takich jak Hiszpania czy Holandia, Polska prawdopodobnie będzie wydawać nowe elektroniczne dowody tożsamości bezpłatnie. Dowód taki, ważny przez dziesięć lat, będzie przechowywać dane osobowe wraz z fotografią cyfrową twarzy i osobistym podpisem elektronicznym.

Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych inwestuje już w infrastrukturę niezbędną do dostosowania się do wymagań IT dla tego projektu.

- Mimo że sieć dostawców w Polsce jest stosunkowo niewielka w porównaniu z krajami takimi jak Wielka Brytania czy Włochy, to jednak może ulec znacznemu rozszerzeniu, ponieważ Polska musi zaprosić do przetargu podmioty europejskie - stwierdza analityk warszawskiego biura Frost & Sullivan Yiru Zhong.

(za www.wyborcza.pl )

« powrót
Gmina Kędzierzyn Koźle- Sąd uchylił zakaz palenia węglem.

Opolski sejmik nakazał gminie Kędzierzyn-Koźle, by ta zabroniła mieszkańcom palenia węglem z uwagi na zanieczyszczenie powietrza. Sąd ten nakaz unieważnił
Można zachęcać ludzi do zmiany pieców węglowych na bardziej ekologiczne, ale...W ub. roku sejmik uchwalił wojewódzki program ochrony powietrza, który zakładał m.in., że do czerwca 2011 r. gmina Kędzierzyn-Koźle całkowicie zlikwiduje ogrzewanie węglem na terenie Kłodnicy i Pogorzelca, w sumie na obszarze 68 tys. m kw.

Podejmując tę uchwałę, sejmik argumentował, że na tym terenie odnotowano przekroczenie dopuszczalnego poziomu substancji zanieczyszczających powietrze.

- Marszałek województwa po otrzymaniu wyników od wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska zobligowany był do przygotowania projektu mającego polepszyć stan powietrza. Stworzony program ochrony powietrza dla Kędzierzyna-Koźla miał doprowadzić do przestrzegania norm. Projekt jest dla gminy zobowiązujący - argumentował w piśmie do sądu Bogusław Wierdak, przewodniczący sejmiku.

Gmina uznała, że uchwała sejmiku jest wbrew prawu. - Nie do przyjęcia były dla nas rozwiązania iluzoryczne i w dodatku niezgodne z konstytucją - mówi Brygida Kolenda-Łabuś, wiceprezydent Kędzierzyna-Koźla. Jej zdaniem sejmik nie miał prawa nałożyć takiego obowiązku na gminę, a gmina z kolei nie ma prawa nakazać komukolwiek, by zlikwidował piec węglowy. - Zresztą uczestniczyłam w konsultacjach społecznych w tej sprawie. Spotkałam się tylko z negatywnymi ocenami mieszkańców - zaznaczyła.

Gmina twierdzi, że badania wykazują, że powietrze jest zanieczyszczone, ale nie wskazuje przez kogo. - Znamy więc skutki, nie przyczyny, więc póki co nie mamy narzędzi, by skutecznie poprawiać jakość powietrza - zauważa Kolenda-Łabuś. Dodaje, że projekt sejmiku powinien wprowadzić system monitoringu, który wykazałby, kto tak naprawdę zanieczyszcza powietrze.

Gmina przedstawiła te zastrzeżenia sejmikowi, ale pozostały bez echa, więc skierowała sprawę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Opolu. Ten uznał właśnie, że uchwała sejmiku w punktach dotyczących likwidacji ogrzewania węglowego w Kędzierzynie-Koźlu jest nieważna. - Sejmik województwa jest upoważniony do tworzenia programów ochrony środowiska, ale uchwała została sporządzona wadliwie, gdyż jej adresatem była gmina, która nie ma możliwości, by zmusić mieszkańców do zmiany systemu ogrzewania - mówi sędzia Jerzy Krupiński, rzecznik prasowy WSA. Dodaje, że dla wielu osób tak nagła zmiana systemu ogrzewania na bardziej ekologiczny bez wsparcia gminy byłaby nie do wykonania. A i czas wyznaczony gminie na zrealizowanie zadania był za krótki. - Projekt przygotowany przez sejmik powinien być bardziej ogólny i zakładać stopniowe zmiany oraz zalecać, a nie nakazywać gminie, by ta zachęcała mieszkańców do zmiany systemu ogrzewania poprzez np. korzystne propozycje - zaznacza rzecznik WSA. Dodaje, że mimo unieważnienia uchwały ta sprawa jest sygnałem dla mieszkańców i gmin, że rozpoczął się proces zmiany systemów grzewczych na bardziej proekologiczne.

Decyzja WSA nie jest prawomocna, sejmik ma prawo wnieść skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Andrzej Kasiura, członek zarządu województwa, twierdzi, że urząd podejmie decyzję o ewentualnym odwołaniu się od wyroku dopiero po otrzymaniu pisemnego jego uzasadnienia.

- Jednak już teraz powiem, że wolelibyśmy tego uniknąć. Z drugiej strony - jaki sens ma pisanie projektu ochrony powietrza, jeśli nasze wskazania nie będą wypełniane? - pyta Kasiura, dodając, że Polska, wstępując do Unii Europejskiej, zobowiązała się m.in. do większej troski o środowisko. - Rozumiem, że sytuacja jest trudna, bo z jednej strony musimy zadbać o czystość powietrza, a z drugiej zmienić system grzewczy, co jest kosztowne. Jednak gdy chcemy zamontować instalację proekologiczną, musimy wydać pieniądze. Ochrona środowiska kosztuje - mówi Kasiura. Wymiana systemu grzewczego to koszt kilku lub kilkunastu tysięcy złotych. - Można na ten cel wziąć pożyczkę z Banku Ochrony Środowiska - odpowiada Kasiura, zapytany, kto miałby pokryć koszty wymiany ogrzewania.

 

(za www.gazeta.pl )

« powrót
Pierwsze w Polsce zarzuty karne za brak BIP

Burmistrz Kraśnika usłyszał pierwsze w Polsce zarzuty karne związane z brakiem BIP. Zarzuty dotyczą okresu, kiedy Biurmistrz był przewodniczącym Międzygminnego Związku Usług Komunalnych. Jak wiadomo związki miedzygmine leżą w hipotezie Ustawy o dostępie do Informacji Publicznej i w zwiazku z tym brak BIP powoduje bezwzględne naruszenie sankcji karnej określonej w art. 23 Ustawy o Dostępie do Informacji Publicznej. Oczywiście jest to również naruszenie zasad Konstytucyjnych. W krajach Unii Europejskiej o rozwiniętej demokracji zarzut taki graniczy z zarzutem o korupcję. Jeśli w procesie Burmistrza Kraśnika dojdzie do skazania to będzie to ważny sygnał, że przepisy w zakresie BIP - są tak samo istotne jak np. Przepisy o finnasach publicznych, etc. Ważne aby pracownicy Administracji Publicznej zrozumieli, że we współczesnym społeczeństwie infoamacyjnym na całym świecie zachodzą wielkie zmiany i zasada "nie jesteś tramsparentny i jawny - to przenieś się do sfery Businessu" - powinna obowiązywać już dzisiaj, wszak praca w Admisitracji powinna być nobilitacją i służbą.

AS

« powrót
Prezes Urzędu Patentowego zatajał informacje, łamiąc art. 61 Konstytucji - precedensowy wyrok

Ustawa o dostępie do informacji publicznej a ustawa Prawa własności przemysłowej.
Rozciągnięcie stosowania art. 251 p.w.p. na okres po zakończeniu postępowania przed Urzędem Patentowym oznaczałoby wyłączenie w pełni przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej w stosunku do decyzji tego Urzędu i byłoby niezgodne z art. 61 Konstytucji. Trafny jest zatem trzeci zarzut sformułowany w skardze kasacyjnej.

Sygnatura: II GSK 459/07
Sąd: Naczelny Sąd Administracyjny
Dotyczy artykułu: art. 1 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publiczej

II GSK 459/07 - Wyrok NSA

Orzeczenie prawomocne

Naczelny Sąd Administracyjny w składzie:

Przewodniczący Sędzia NSA Stanisław Biernat (spr.)

Sędziowie NSA Tadeusz Cysek

Małgorzata Korycińska

Protokolant Marta Gorajek po rozpoznaniu w dniu 20 marca 2008 r. na rozprawie w Izbie Gospodarczej skargi kasacyjnej B. K. od wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w W. z dnia 30 lipca 2007 r. sygn. akt II SA/Wa 686/07 w sprawie ze skargi B. K. na postanowienie Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej z dnia [...] lutego 2007 r. nr [...] w przedmiocie odmowy udostępnienia decyzji odmawiającej udzielenia prawa ochronnego na znak użytkowy

1. uchyla zaskarżony wyrok;

2. uchyla postanowienie Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej z dnia [...] lutego 2007 r. nr [...] i poprzedzające je postanowienie tego samego organu z dnia [...] listopada 2006 r.;

3. zasądza od Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej na rzecz B. K. kwotę 380 złotych (trzysta osiemdziesiąt) tytułem zwrotu kosztów postępowania sądowego.

Uzasadnienie

Objętym skargą kasacyjną wyrokiem z dnia 30 lipca 2007 r., sygn. II SA/Wa 686/07 Wojewódzki Sąd Administracyjny w W. oddalił skargę B. K. na postanowienie Urzędu Patentowego z dnia [...] lutego 2007 r., nr [...] w przedmiocie odmowy udostępnienia dokumentów z akt zgłoszenia.

Sąd pierwszej instancji orzekał w następującym stanie faktycznym sprawy.

Wnioskiem z dnia 27 czerwca 2006 r. B. K. (dalej nazywany również wnioskodawcą) zwrócił się do Urzędu Patentowego o udostępnienie w trybie ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz. U. Nr 112, poz. 1198 ze zm.) informacji publicznej w postaci wyroków Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w sprawach o sygn. VI SA/Wa 1219/04 oraz VI SA/Wa 1293/04, decyzji Urzędu Patentowego odmawiającej udzielenia prawa ochronnego na wzór użytkowy według zgłoszenia [...] "[...]", a także sprawozdania o stanie techniki sporządzonego do wymienionego zgłoszenia [...].

W skierowanym do wnioskodawcy piśmie z dnia [..] sierpnia 2006 r. Urząd Patentowy wyjaśnił, że brak jest podstaw do rozpoznania jego wniosku z dnia 27 czerwca 2006 r. w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej. Dostęp do akt zgłoszenia w sprawie [...] możliwy jest na podstawie art. 251 ustawy z dnia 30 czerwca 2000 r. - Prawo własności przemysłowej (Dz. U. z 2003 r. Nr 119, poz. 1117 ze zm.), dalej: p.w.p., niemniej wnioskodawca w takim przypadku musi wykazać swój interes prawny w dostępie do żądanej informacji lub przedstawić zgodę zgłaszającego. Urząd Patentowy wyjaśnił jednocześnie, że będące przedmiotem zgłoszonego wniosku sprawozdanie ze stanu techniki do zgłoszenia o numerze [...] nie zostało sporządzone.

B. K. w piśmie z dnia 30 września 2006 r. podtrzymał zgłoszone żądanie, wskazując, że art. 2 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej zabrania podmiotom zobowiązanym do udostępnienia informacji publicznej żądać od korzystającego z prawa do informacji wykazania nie tylko interesu prawnego, ale nawet interesu faktycznego. W związku z niesporządzeniem sprawozdania o stanie techniki do zgłoszenia [...], wnioskodawca zwrócił się o wskazanie zastępczo przeciwstawień wobec tego zgłoszenia, którymi uzasadniono decyzję odmawiającą udzielenia prawa ochronnego.

Postanowieniem z dnia [...] listopada 2006 r., nr [...] Urząd Patentowy na podstawie art. 123 ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. - Kodeks postępowania administracyjnego (tj. Dz. U. z 2000 r. Nr 98, poz. 1071 ze zm.), dalej: k.p.a. w związku z art. 251 ust. 1 i 2 oraz art. 252 p.w.p. odmówił B. K. udostępnienia decyzji odmawiającej udzielenia prawa ochronnego na wzór użytkowy "[...]". W uzasadnieniu postanowienia Urząd Patentowy wyjaśnił, że udostępnianie informacji publicznej zawartej w aktach zgłoszenia znajdujących się w posiadaniu Urzędu odbywa się w trybie art. 251 p.w.p., który ma charakter odmienny (szczególny), aniżeli tryb dostępu do informacji publicznej, uregulowany w ustawie o dostępie do informacji publicznej (art. 1 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej). Zdaniem organu, odrębne zasady udostępnienia informacji publicznej na podstawie art. 251 p.w.p. są zgodne z Konstytucją RP i mają na celu ochronę interesów zgłaszających. Odnosząc się do wniosku o wskazanie przeciwstawień wobec zgłoszenia [...], organ stwierdził, że to, iż sprawozdanie ze stanu techniki jest udostępniane osobom trzecim nie oznacza, że osobom tym powinno się udostępniać informacje, czy i które z publikacji stanowią podstawę decyzji podjętej przez Urząd Patentowy.

We wniosku o ponowne rozpatrzenie sprawy B. K. wniósł o uchylenie zaskarżonego postanowienia jako sprzecznego z art. 251 p.w.p., art. 2 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej, a także art. 61 ust. 1 i 2 Konstytucji RP.

Rozpoznając wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy, Urząd Patentowy postanowieniem z [...] lutego 2007 r., działając na podstawie art. 123 k.p.a. w związku z art. 252, art. 251 ust. 1 i 2 oraz art. 245 ust. 3 p.w.p., utrzymał w mocy zaskarżone postanowienie. Uzasadniając to rozstrzygnięcie, Urząd Patentowy wskazał, że odmowa udostępnienia wnioskodawcy informacji publicznej wynikała z braku interesu prawnego po jego stronie do wystąpienia z takim żądaniem, jak i nieprzedstawienia zgody podmiotu zgłaszającego. W ocenie organu, art. 251 ust. 1 p.w.p., wprowadzający ograniczenie w dostępie do informacji publicznej, zapewnia ochronę interesów zgłaszającego i nie narusza Konstytucji RP, ponieważ w przepisie także tego aktu w art. 61 ust. 3 Konstytucji RP przewidziano ograniczenie dostępu do informacji publicznej.

W skardze do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w W. B. K. wniósł o uchylenie obu wydanych w jego sprawie postanowień Urzędu Patentowego. Wskazał, że powołany w ich podstawie prawnej art. 251 p.w.p. dotyczy żądania udzielenia informacji zgłoszonego w trakcie toczącego się postępowania o udzielenie praw wyłącznych. W rozpoznawanym przypadku, art. 251 p.w.p. nie mógł mieć zastosowania, ponieważ postępowanie przed Urzędem Patentowym zakończyło się decyzją Urzędu Patentowego z dnia [...] listopada 1999 r. odmawiającą udzielenia prawa ochronnego. W tej sytuacji, zdaniem skarżącego, zgłoszony wniosek winien zostać rozpoznany na podstawie ustawy o dostępie do informacji publicznej, która w art. 2 pkt 2 zakazuje żądania wykazywania interesu prawnego lub faktycznego przez wykonującego prawo do informacji. Na poparcie powyższych wywodów skarżący przywołał stanowisko Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie zawarte w wyroku z dnia 24 listopada 2006 r., sygn. akt II SAB/WA 99/06, w którym Sąd ten przyjął, że do czasu zakończenia postępowania zgłoszeniowego, zastosowanie, zgodnie z art. 1 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej, mają przepisy ustawy - Prawo własności przemysłowej, a później - podstawę prawną żądania informacji publicznej stanowią przepisy ustawy o dostępie do informacji publicznej.

Oddalając skargę B. K., Wojewódzki Sąd Administracyjny w W. stwierdził, że nie zasługuje ona na uwzględnienie, albowiem zaskarżone postanowienie Urzędu Patentowego jest zgodne z prawem.

Sąd stwierdził, że nie podziela dokonanej przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w sprawie zakończonej wyrokiem z dnia 24 listopada 2006 r., sygn. akt II SAB/WA 99/06 wykładni art. 251 p.w.p., podziela natomiast odmienne stanowisko wyrażone w postanowieniach WSA w Warszawie z dnia 15 grudnia 2005 r., sygn. II SA/Wa 1877/05 oraz z dnia 16 maja 2006 r., sygn. akt VI SA/Wa 219/06, a także w wyroku WSA w Warszawie z dnia 5 lipca 2006 r., sygn. akt II SAB/Wa 63/06.

Według Sądu pierwszej instancji poza sporem pozostawało, że kopia decyzji o odmowie udzielenia prawa ochronnego na wzór użytkowy [...] jest informacją publiczną w rozumieniu art. 1 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej. Powyższa ustawa określa tryb i zasady, na jakich udostępnia się informację publiczną, przy czym, stosownie do ust. 2 art. 1 tej ustawy, przepisy nią uregulowane nie naruszają innych ustaw określających odmiennie zasady i tryb dostępu do informacji, będących informacjami publicznymi. Mając na uwadze to właśnie zastrzeżenie, w ocenie Sądu, ustawa o dostępie do informacji publicznej nie mogła mieć zastosowania w stosunku do rozpatrywanego wniosku B. K. o udostępnienie informacji publicznej, ponieważ dochodzone przez skarżącego prawo regulowane było innym aktem prawnym - ustawą Prawo własności przemysłowej.

Sąd stwierdził, że co prawda art. 73 ust. 1 k.p.a., przewidujący obowiązek umożliwienia stronie przeglądania akt sprawy w każdym stadium postępowania, w związku z brzmieniem art. 252 p.w.p., nie miał w sprawie zastosowania, to nie ma jednak przeszkód, aby w toku interpretacji użytego w przepisie art. 251 zwrotu "w każdym stadium postępowania" odwołać się do wykładni tego wyrażenia wypracowanej na gruncie przepisów kodeksu postępowania administracyjnego. Sąd w związku z tym przypomniał, że w piśmiennictwie wyrażany jest w tym zakresie pogląd, iż terminowi "stadium postępowania" należy nadawać szersze znaczenie, albowiem chodzi tu o zapewnienie ochrony interesów, a nie o uprawnienie procesowe. Przepis art. 251 ust. 2 p.w.p. wskazuje sytuację, w której osoba nie będąca zgłaszającym, czy też jej pełnomocnikiem, ani też nie posiadająca zgody na udostępnienie akt zgłoszenia samego zgłaszającego, może wnioskować o udostępnienie dokumentów zawartych w aktach zgłoszenia. Dla wymienionych podmiotów taka możliwość powstaje jednak dopiero z momentem upływu okresu zastrzeżonego dla nieujawnienia informacji o zgłoszeniach.

Odnosząc się do formy procesowej rozstrzygnięcia odmawiającego uwzględnienia żądania udostępnienia informacji publicznej na podstawie art. 251 ust. 2 p.w.p., Sąd wskazał, że organ prawidłowo rozstrzygnął sprawę postanowieniem wydanym na podstawie art. 123 k.p.a. w związku z art. 252 oraz art. 251 ust. 1 i 2 p.w.p. Prawo do zaskarżenia tego postanowienia należy wywieść, poprzez art. 252 p.w.p., z przepisu art. 74 § 2 k.p.a. umieszczonego w rozdziale 3 Działu II kodeksu postępowania administracyjnego, regulującego udostępnianie akt.

Sąd zwrócił jednocześnie uwagę, że zarówno zaskarżone postanowienie, jak i wcześniejsze postanowienie z [...] listopada 2006 r., rozstrzygały jedynie kwestię udostępnienia decyzji Urzędu Patentowego z akt zgłoszenia wzoru użytkowego "[...]". W uzasadnieniach postanowień wydanych w kontrolowanej sprawie zawarto jedynie marginalne wyjaśnienia odnoszące się zarówno do wskazania przeciwstawień wobec zgłoszenia [...], jak też karty zgłoszenia. W orzeczeniach tych nie rozstrzygnięto zatem procesowo żądania skarżącego odnośnie powyższych kwestii.

W skardze kasacyjnej do Naczelnego Sądu Administracyjnego, B. K. zaskarżył w całości powyższy wyrok, wnosząc o jego zmianę poprzez uwzględnienie jego skargi w całości, ewentualnie - uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania Sądowi pierwszej instancji.

Zaskarżonemu wyrokowi skarżący zarzucił:

W zakresie naruszeń prawa materialnego - art. 174 pkt 1 ustawy z 30 sierpnia 2002 r. Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (Dz. U. Nr 153, poz. 1270 ze zm.), dalej: p.p.s.a.:

1) naruszenie art. 251 ust. 1 i 2 p.w.p. poprzez ich błędną wykładnię i na skutek tego niewłaściwe zastosowanie polegające na przyjęciu, że zgodnie z art. 251 ust. 2 p.w.p., pomimo zakończonego postępowania o udzielenie praw wyłącznych, podmiot zainteresowany uzyskaniem informacji z akt zgłoszeniowych zobowiązany jest celem uzyskania tych informacji do wykazania interesu prawnego także po zakończeniu postępowania, co jest sprzeczne między innymi z art. 61 ust. 1, 2 i 3 Konstytucji RP, jak również prowadziłoby do wniosku, iż Urząd Patentowy, jako organ administracyjny, zwolniony jest całkowicie od obowiązku udostępniania informacji o prowadzonych sprawach,

2) naruszenie art. 73 k.p.a. poprzez jego błędną wykładnię polegającą na przyjęciu, że przepis ten (przywołany pomocniczo) ogranicza dostęp do informacji publicznej, w tym również po zakończeniu postępowania administracyjnego, co prowadziłoby do wniosku, że żadna informacja z akt administracyjnych po zakończeniu postępowania nie podlega udostępnianiu w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej,

3) naruszenie art. 2 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej poprzez jego niezastosowanie przejawiające się w tym, że Sąd pierwszej instancji pominął wyrażoną w tym przepisie zasadę, iż informację publiczną należy udostępnić bez względu na to, czy ubiegający wykaże się posiadaniem interesu prawnego, co jest również niezgodne z dyrektywą wynikającą z art. 61 ust. 1, 2 i 3 Konstytucji RP,

W zakresie uchybień przepisów postępowania, mających istotny wpływ na wynik sprawy (art. 174 pkt 2 p.p.s.a.) skarżący zarzucił:

4) naruszenie art. 134 § 1 p.p.s.a. w związku z art. 61 ust. 1 Konstytucji RP poprzez pominięcie w uzasadnieniu orzeczenia analizy zgodności z Konstytucją zastosowanej przez Urząd Patentowy wykładni art. 251 p.w.p.,

5) naruszenie art. 141 § 4 p.p.s.a. poprzez niewyjaśnienie w uzasadnieniu wyroku, jakie wnioski wyciągnął Sąd pierwszej instancji z przywołanych w uzasadnieniu orzeczeń wydanych w sprawach o sygn. II SAB/Wa 1877/05, VI SA/Wa 219/06 (które zdaniem skarżącego nie popierają stanowiska zajętego w skarżonym wyroku),

6) naruszenie art. 145 § 1 pkt 1 lit. c p.p.s.a. poprzez niestwierdzenie przez Sąd pierwszej instancji uchybienia przez Urząd Patentowy przepisów postępowania, polegających na tym, że odmowie udostępnienia informacji nadano formę postanowienia w oparciu o art. 252 p.w.p. i art. 123 k.p.a., zamiast zastosowania formy decyzji na podstawie art. 16 ustawy o dostępie do informacji publicznej. Powyższe naruszenie miało wpływ na ustalenie właściwości sądu rozpatrującego wniesiony środek zaskarżenia (sąd administracyjny / sąd powszechny), a tym samym mogło mieć wpływ na wynik postępowania przed WSA,

7) naruszenie art. 145 § 1 pkt 1 lit. a p.p.s.a. poprzez to, że Sąd pierwszej instancji nie stwierdził naruszenia przez Urząd Patentowy przepisów prawa materialnego (wskazanych w zarzutach nr 1-5 skargi kasacyjnej), a w konsekwencji skargę oddalił, zamiast ją uwzględnić.

W uzasadnieniu skargi kasacyjnej B. K. stwierdził, że jego zdaniem przepis art. 251 p.w.p. odnosi się wyłącznie do udostępniania informacji z akt zgłoszeniowych w trakcie prowadzonego postępowania zgłoszeniowego. Regulacja ta w związku z tym nie ma w ogóle zastosowania do udostępniania informacji w okresie po zakończeniu postępowania prowadzonego przez Urząd Patentowy. Zdaniem wnoszącego skargę kasacyjną, o tym, że art. 251 p.w.p. dotyczy tylko okresu postępowania o udzielenie ochrony, świadczy - obok wykładni językowej - systematyka ustawy - Prawo własności przemysłowej, albowiem omawiany przepis umieszczony jest w tytule VI ustawy, regulującym takie zagadnienia jak "Strona, pełnomocnicy, terminy, środki zaskarżenia oraz informacje o zgłoszeniu w postępowaniu zgłoszeniowym i rejestrowym".

Wojewódzki Sąd Administracyjny w zaskarżonym wyroku nie podzielił poglądów zawartych we wcześniejszym wyroku o sygn. II SAB/Wa 99/06, zastosował natomiast wykładnię rozszerzającą określenia "w każdym stadium postępowania". Taka wykładnia, zdaniem wnoszącego skargę kasacyjną, jest niedopuszczalna. Przepisów szczególnych (wyjątkowych), co do ogólnej zasady, nie wolno bowiem interpretować rozszerzająco, ale należy je stosować tylko w okolicznościach ściśle sprecyzowanych w hipotezie przepisu szczególnego. Zdaniem wnoszącego skargę kasacyjną, wykładnię rozszerzającą zakres czasowy działania art. 251 p.w.p. należy uznać za nieprawidłową i sprzeczną z Konstytucją RP. Skoro bowiem dostęp do informacji publicznej jest gwarantowany w art. 61 Konstytucji RP, to wszelkie wyjątki od zasady powszechnego dostępu do informacji należy interpretować w sposób ścisły, a nie rozszerzający. Również wykładnia art. 73 §1 k.p.a., rozszerzająca zakres czasowy prawa do przeglądania akt, jest wykładnią na rzecz zwiększenia dostępu, a nie jego ograniczenia, jak to wadliwie przyjął Sąd pierwszej instancji w zaskarżonym wyroku. Skarżący zwrócił przy tym uwagę, że przywołane przez Sąd piśmiennictwo nie uzasadnia traktowania przywołanego przepisu art. 73 k.p.a. jako podstawy ograniczającej dostęp do dokumentów osobom innym niż strona postępowania administracyjnego.

Skarżący zarzucił Sądowi pierwszej instancji brak sprecyzowania w uzasadnieniu wyroku, jakie poglądy z przywołanych przez Sąd orzeczeń przejął on do swojego rozstrzygnięcia, jak również nie uzasadnił dlaczego, jego zdaniem, działanie takie było zasadne. Brak wyjaśnienia podstaw podjętego orzeczenia, zdaniem skarżącego, jest naruszeniem art. 141 § 4 p.w.p., który utrudnia zrozumienie przesłanek jakimi kierował się Sąd - utrudnia zaakceptowanie rozstrzygnięcia, bądź postawienia mu zarzutów w skardze kasacyjnej. Niezależnie od zarzutu braku wyjaśnienia w uzasadnieniu wyroku poglądów Sądu, związanych z przywołanymi orzeczeniami, skarżący podkreślił, że orzeczenia te nie uzasadniają w istocie odstąpienia od poglądu wyrażonego w wyroku WSA z 24 listopada 2006 r., sygn. II SAB/Wa 99/06, w którym przyjęte zostało, iż art. 251 p.w.p obowiązuje tylko w okresie toczącego się postępowania przed Urzędem Patentowym o udzielenie praw wyłącznych.

Zdaniem skarżącego, Sąd pierwszej instancji, z naruszeniem przepisów postępowania, nie stwierdził, choć powinien był to zrobić, uchybienia Urzędu Patentowego w zakresie przyjętej formy rozstrzygnięcia odmownego (nadaniu odmowie formy postanowienia, a nie decyzji administracyjnej). Takie stanowisko Sądu jest nieprawidłowe, ponieważ art. 16 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej jednoznacznie nakazuje, aby odmowy dokonać w formie decyzji, zaś art. 16 ust. 2 cyt. ustawy odsyła do stosowania w tym zakresie Kodeksu postępowania administracyjnego. Skarżący zauważył, że w ustawie - Prawo własności przemysłowej, ani art. 251, ani też żaden inny przepis, nie wprowadzają zmian w stosunku do treści art. 16 ustawy o dostępie do informacji publicznej. Zatem, gdyby nawet miał tu zastosowanie art. 251 p.w.p., nie zwalniałoby to Urzędu Patentowego od stosowania procedury właściwej dla udostępnienia informacji publicznej.

Naczelny Sąd Administracyjny zważył, co następuje:

W myśl art. 183 § 1 p.p.s.a., Naczelny Sąd Administracyjny rozpoznaje sprawę w granicach skargi kasacyjnej, bierze jednak z urzędu pod uwagę nieważność postępowania.

Stosownie do art. 174 p.p.s.a. skargę kasacyjną można oprzeć na następujących podstawach: 1/ naruszeniu prawa materialnego przez błędną jego wykładnię lub niewłaściwe zastosowanie; 2/ naruszeniu przepisów postępowania, jeżeli uchybienie to mogło mieć istotny wpływ na wynik sprawy.

Zarzuty zawarte w skardze kasacyjnej odnoszą się do obu podstaw.

W pierwszej kolejności zostaną rozpoznane zarzuty dotyczące naruszenia przepisów postępowania.

Dwa zarzuty odnoszą się do treści uzasadnienia wyroku Sądu pierwszej instancji. Pierwszy z nich dotyczy braku analizy zgodności z art. 61 ust. 1 Konstytucji zastosowanej przez Urząd Patentowy wykładni art. 251 p.w.p., a drugi braku wyjaśnienia, jakie wnioski wyciągnął Sąd pierwszej instancji z przywołanych orzeczeń WSA w sprawach o sygn. II SAB/Wa 1877/05, VI SA/Wa 219/06. Zarzuty te nie wskazują na naruszenie przepisów postępowania przez Wojewódzki Sąd Administracyjny. Z samego powołanego w skardze kasacyjnej, w kontekście pierwszego z powyższych zarzutów, art. 134 § 1 p.p.s.a. nie wynika konieczność powoływania się na przepisy Konstytucji. Z kolei, powołany w związku z drugim zarzutem art. 141 § 4 p.p.s.a., nie przesądza jak szczegółowo powinno być omówione przytaczane orzecznictwo sądowe.

Trzeci zarzut naruszenia przepisów postępowania dotyczy braku stwierdzenia przez Sąd uchybienia przepisów postępowania przez Urząd Patentowy. Uchybienie to miało polegać na odmowie udostępnienia informacji w formie postanowienia, a nie decyzji. Ten zarzut odnosi się w istocie do naruszenia prawa materialnego, nie zaś przepisów postępowania. Forma, w jakiej organ powinien załatwić sprawę, zależy bowiem od rozstrzygnięcia, czy w sprawie mają zastosowanie przepisy p.w.p., czy ustawy o dostępie do informacji publicznej.

Ostatni zarzut naruszenia przepisów postępowania oparty na art. 145 § 1 pkt 1 lit. a p.p.s.a. dotyczy tego, że Sąd pierwszej instancji nie stwierdził naruszenia przez Urząd Patentowy przepisów prawa materialnego, a w konsekwencji skargę oddalił, zamiast ją uwzględnić. Zarzut ten nie ma charakteru samodzielnego, ale odnosi się do procesowych konsekwencji naruszenia, zdaniem skarżącego, prawa materialnego przez Wojewódzki Sąd Administracyjny.

Sformułowane w skardze kasacyjnej trzy zarzuty naruszenia prawa materialnego są wzajemnie powiązane. Podstawowy jest zarzut błędnej wykładni oraz niewłaściwego zastosowania art. 251 p.w.p. Rozwinięciem tego zarzutu są zarzuty błędnej wykładni art. 73 k.p.a., jak również niezastosowania art. 2 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej. Skarżący zarzuca przy tym Sądowi pierwszej instancji naruszenie art. 61 ust. 1-3 Konstytucji RP przy wykładni powołanych przepisów p.w.p. oraz ustawy o dostępie do informacji publicznej.

Odnosząc się do przytoczonych zarzutów Naczelny Sąd Administracyjny stwierdza na wstępie, że decyzje administracyjne stanowią informację publiczną w rozumieniu art. 1 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej i podlegają udostępnieniu, zgodnie z art. 6 ust. 1 pkt 4 lit. a, pierwszy tiret tej ustawy.

Według art. 1 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej przepisy ustawy nie naruszają przepisów innych ustaw określających odmienne zasady i tryb dostępu do informacji będących informacjami publicznymi. Wynika z tego, że w porządku prawnym mogą występować przepisy dalszych ustaw o charakterze lex specialis, które w inny sposób normują dostęp do informacji publicznej, wyłączając lub ograniczając zastosowanie ustawy o dostępie do informacji publicznej. Niesporne jest w sprawie, że taką funkcję pełnią normy zawarte w art. 251 p.w.p. Zarzut skargi kasacyjnej dotyczy natomiast sposobu wykładni art. 251 ust. 1 i 2 p.w.p. przyjętej przez Wojewódzki Sąd Administracyjny. Zdaniem skarżącego, nieprawidłowe jest, w świetle art. 61 Konstytucji RP, interpretowanie art. 251 p.w.p. w ten sposób, że normuje on udostępnianie dokumentów zawartych w aktach zgłoszenia wzoru użytkowego także po zakończeniu postępowania zgłoszeniowego, kiedy decyzja Urzędu Patentowego stała się ostateczna. Oznaczałoby to wyłączenie, w zakresie stosowania tak rozumianego art. 251 p.w.p., odwoływania się do przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej.

Stosownie do art. 251 ust. 1 p.w.p., Urząd Patentowy udziela informacji o zgłoszeniu wynalazku, wzoru użytkowego, wzoru przemysłowego, znaku towarowego, oznaczenia geograficznego i topografii układu scalonego oraz udostępnia akta zgłoszenia w każdym stadium postępowania: 1) zgłaszającemu i jego pełnomocnikowi; 2) organom ścigania i wymiaru sprawiedliwości - w związku z prowadzonymi przez nie sprawami; 3) innym osobom, które przedstawią na piśmie zgodę zgłaszającego. Natomiast zgodnie, z art. 251 ust. 2 p.w.p., po upływie terminów zastrzeżonych dla nieujawniania informacji o zgłoszeniach, o których mowa w ust. 1, Urząd Patentowy może na wniosek osoby, która ma w tym interes prawny, udostępnić jej dokumenty zawarte w aktach zgłoszenia.

Z analizy przytoczonego wyżej przepisu wynika, że art. 251 ust. 1 wyróżnia kilka kategorii podmiotów uprzywilejowanych, którym Urząd Patentowy "udziela informacji o zgłoszeniu /.../ wzoru użytkowego oraz udostępnia akta zgłoszenia w każdym stadium postępowania". Natomiast, na podstawie art. 251 ust. 2 Urząd Patentowy "może /.../ udostępnić dokumenty zawarte w aktach zgłoszenia", ale dotyczy to "osoby, która ma w tym interes prawny". Z porównania obu omawianych ustępów wynika, że uprawnienia wymienionych w nich kategorii osób są różne, tak co do ich zakresu, jak i co do czasu, w jakim można korzystać z tych uprawnień. Jeśli chodzi o tę ostatnią kwestię, to na podstawie art. 251 ust. 2 p.w.p., omawiane uprawnienia osób, które legitymują się interesem prawnym, mogą być realizowane "po upływie terminów zastrzeżonych dla nieujawniania informacji o zgłoszeniach". W przypadku postępowania o udzielenie praw ochronnych do wzoru użytkowego, termin zastrzeżony dla nieujawniania informacji o zgłoszeniu wynosi 18 miesięcy od daty pierwszeństwa do uzyskania wzoru użytkowego, tj. zasadniczo od daty zgłoszenia wzoru użytkowego w Urzędzie Patentowym. Zgłaszający może w okresie dwunastu miesięcy od daty pierwszeństwa złożyć wniosek o dokonanie ogłoszenia w terminie wcześniejszym. Wynika to z art. 43 ust. 1 w związku z art. 100 ust. 1 p.w.p. Przepis art. 44 ust. 1 w związku z art. 100 ust. 1 p.w.p. precyzuje natomiast, z jakimi konkretnie danymi może się zapoznać "osoba trzecia" od dnia ogłoszenia. Przepis ten stanowi konkretyzację art. 251 ust. 2 co do tego, które dokumenty zawarte w aktach zgłoszenia mogą być udostępnione. Należy przyjąć, że osoba trzecia musi się legitymować interesem prawnym. Z art. 43 ust. 2 p.w.p. wynika, że ujawnienie informacji następuje w trakcie trwania postępowania zgłoszeniowego.

Należy natomiast zauważyć, że ani w art. 251 ust. 2, ani w przepisach 43-44 p.w.p. nie zostało określone, jaka jest data końcowa korzystania z wymienionych tam uprawnień. Zdaniem Naczelnego Sądu Administracyjnego, datę tę można ustalić odwołując się do art. 251 ust. 1 p.p.s.a. Z użytego tam zwrotu "w każdym stadium postępowania" wynika, że końcem okresu, którego powołany przepis dotyczy, jest zakończenie postępowania. Wykładnia systemowa i logiczna prowadzi do wniosku, że taki sam jest zakres stosowania art. 251 ust. 2 p.w.p. Trafnym argumentem, powołanym w skardze kasacyjnej, jest także odwołanie się do nazwy Tytułu VI p.w.p., w którym znajduje się analizowany przepis.

Zdaniem Naczelnego Sądu Administracyjnego, pojęcie "w każdym stadium postępowania" należy rozumieć w ten sposób, że art. 251 p.w.p. ma zastosowanie do dnia wydania decyzji przez Urząd Patentowy w postępowaniu zgłoszeniowym, natomiast w razie wystąpienia przez stronę z wnioskiem o ponowne rozpatrzenie sprawy - do dnia wydania decyzji w wyniku rozpatrzenia tego wniosku (art. 245 p.w.p.). W przypadku wniesienia sprzeciwu od decyzji prawomocnej (art. 246 p.w.p.), ograniczenia udostępniania dokumentów z akt zgłoszenia określone w art. 251 p.w.p. utrzymują się do dnia wydania decyzji kończącej postępowanie sporne (art. 2557 p.w.p.). Tak więc pierwszy zarzut zawarty w skardze kasacyjnej jest trafny.

Wojewódzki Sąd Administracyjny sięgnął w celu wykładni użytego w art. 251 ust. 1 p.w.p. zwrotu "w każdym stadium postępowania" do równobrzmiącego zwrotu, zawartego w art. 73 § 1 k.p.a. Zdaniem Naczelnego Sądu Administracyjnego, o ile sama dopuszczalność odwołania się w tym kontekście do k.p.a. nie budzi wątpliwości, zwłaszcza w związku z art. 252 p.w.p., o tyle wykładnia art. 73 § 1 k.p.a. jest błędna. Nie sposób rozciągać zwrotu "w każdym stadium postępowania" także na okres po ostatecznym rozstrzygnięciu sprawy. Poglądy doktryny zawarte w przytoczonych przez Sąd pierwszej instancji komentarzach do k.p.a. zostały zniekształcone. Odnosiły się one do szczególnych sytuacji, uzasadniających umożliwienie stronom dostępu do akt postępowania także po wydaniu decyzji ostatecznych, ale nie wynika z nich, że art. 73 § 1 k.p.a. miałby być podstawą prawną do udostępniania akt postępowania, ostatecznie zakończonego. Drugi zarzut skargi kasacyjnej jest zatem trafny.

Zdaniem Naczelnego Sądu Administracyjnego, po zakończeniu postępowania zgłoszeniowego łącznie z ewentualnym postępowaniem spornym, art. 251 p.w.p. nie będzie miał już zastosowania, a dostęp do akt postępowania będzie normowany ogólnymi przepisami ustawy o dostępie do informacji publicznej. Stosownie do art. 2 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej, od osoby korzystającej z prawa do informacji publicznej nie można żądać wykazania interesu prawnego lub faktycznego.

Rozciągnięcie stosowania art. 251 p.w.p. na okres po zakończeniu postępowania przed Urzędem Patentowym oznaczałoby wyłączenie w pełni przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej w stosunku do decyzji tego Urzędu i byłoby niezgodne z art. 61 Konstytucji. Trafny jest zatem trzeci zarzut sformułowany w skardze kasacyjnej.

Należy zauważyć, że przyjęte w niniejszej sprawie stanowisko pozostaje spójne z dotychczasowym orzecznictwem Naczelnego Sądu Administracyjnego dotyczącym stosowania ustawy o dostępie do informacji publicznej w odniesieniu do akt spraw administracyjnych. Jak stwierdził Naczelny Sąd Administracyjny m.in. w wyroku z 30 października 2002 r., sygn. akt II SA 2036-2037/02, albo w wyroku z 11 maja 2006 r., sygn. akt OSK 812/2005, akta sprawy administracyjnej, jako odnoszące się do działania podmiotów publicznych, stanowią informację publiczną.

Zdaniem Sądu w obecnym składzie, nie należy tego rozumieć w ten sposób, że informacją publiczną są wszystkie dokumenty znajdujące się w aktach. Charakter taki mają znajdujące się w aktach sprawy dokumenty urzędowe. Stosownie do art. 6 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej, dokumentem urzędowym w rozumieniu ustawy jest treść oświadczenia woli lub wiedzy, utrwalona i podpisana w dowolnej formie przez funkcjonariusza publicznego w rozumieniu przepisów Kodeksu karnego, w ramach jego kompetencji, skierowana do innego podmiotu lub złożona do akt sprawy.

Sąd przychyla się do poglądu wyrażonego przez Naczelny Sąd Administracyjny w powołanym wyżej wyroku z 11 maja 2006 r., że dokumenty prywatne nie stanowią informacji publicznej w rozumieniu ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej. Tak więc nie stanowią informacji publicznej wnioski i inne pisma stron znajdujące się w aktach postępowania administracyjnego.

Uznanie dokumentów urzędowych zawartych w aktach administracyjnych za informację publiczną nie przesądza jeszcze automatycznie o dostępie do nich. Jak podkreślał Naczelny Sąd Administracyjny w przytoczonych wyżej wyrokach, organ musi ustalić, jakie informacje podlegają ochronie. Musi zatem wskazać, czy dane te są objęte tajemnicą ze względu na ochronę danych osobowych w nich zawartych, czy też ze względu na prawo do prywatności lub tajemnicę państwową, służbową, skarbową, czy też statystyczną (art. 22 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej). Do tego należy jeszcze dodać ograniczenia prawa do informacji ze względu na tajemnicę przedsiębiorcy (art. 5 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej). Od tego, z jakiego względu odmówiono podmiotowi prawa dostępu do informacji publicznej, zależy właściwość sądu kontrolującego prawidłowość odmowy (por. art. 21 oraz art. 22 ust. 3 ustawy o dostępie do informacji publicznej).

Z powyższych względów, Naczelny Sąd Administracyjny uchylił zaskarżony wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w W. w całości. Ponieważ Sąd nie stwierdził naruszeń przepisów postępowania przez Sąd pierwszej instancji, które mogły mieć istotny wpływ na wynik sprawy, Naczelny Sąd Administracyjny, działając na zasadzie art. 188 p.p.s.a. rozpoznał skargę. Na podstawie art. 145 § 1 pkt 1 lit. a p.p.s.a. w związku z art. 135 p.p.s.a. Sąd uchylił postanowienie Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej z dnia [...] lutego 2007 r. i poprzedzające je postanowienie tego samego organu z dnia [...] listopada 2006 r.

W dalszym postępowaniu Urząd Patentowy powinien kierować się dokonanym w niniejszym uzasadnieniu rozgraniczeniem zastosowania przepisów p.w.p. oraz ustawy o dostępie do informacji publicznej, a także wykładnią pojęcia informacji publicznej w odniesieniu do dokumentów zawartych w aktach administracyjnych.

O kosztach Sąd orzekł na podstawie art. 203 pkt 1 i art. 200 p.p.s.a.

« powrót
Grzywna 3 tys. nałożona na Ministra za niewykonanie wyroku dot. udostępnienia Informacji Publicznej

Sygnatura: II SA1237/08
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w składzie następującym: (...)

po rozpoznaniu na rozprawie w dniu 15 czerwca 2009 r. sprawy ze skargi L. D. na niewykonanie przez Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 19 września 2007 r. o sygn. akt II SAB/Wa 34/07, wydanego w sprawie ze skargi L. D. na bezczynność Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w przedmiocie udzielenia informacji publicznej

1) wymierza Ministrowi Spraw Wewnętrznych i Administracji grzywnę w wysokości 3.000 zł (trzy tysiące złotych);

2) zasądza od Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji na rzecz skarżącego L. D. kwotę 200 zł (dwieście złotych), tytułem zwrotu kosztów postępowania.

Uzasadnienie

L. D. pismem z dnia 21 sierpnia 2008 r. złożył do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie wniosek o wymierzenie grzywny Ministrowi Spraw Wewnętrznych i Administracji.

W uzasadnieniu wniosku wskazał, że do dnia sporządzenia pisma wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 19 września 2007 r. o sygn. akt II SAB/Wa 34/07 nie został wykonany przez Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w części, w której Sąd zobowiązał organ w terminie 14 dni od dnia doręczenia organowi prawomocnego wyroku wraz aktami sprawy do rozpatrzenia jego wniosku z dnia 27 grudnia 2006 r. o udostępnienie informacji publicznej w zakresie dokumentacji historycznej przekazanej przez Komendę Główną Policji do MSWiA w sprawach prowadzonych pod sygnaturami: [...], bowiem dotychczas nie został zapoznany z interesującą go dokumentacją.

Skarżący wniósł o wymierzenie organowi grzywny w pełnej wysokości, przewidzianej przepisami ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r. - Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (Dz. U. Nr 153, poz. 1270 ze. zm.).

W odpowiedzi na złożony wniosek Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji wniósł o jego oddalenie, podnosząc, że pismem z dnia 24 grudnia 2007 r. [...] zainteresowany został poinformowany o wykonaniu przez organ prawomocnego wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 19 września 2007 r. o sygn. akt II SAB/Wa 34/07, a ponadto przekazano mu wszystkie informacje, które organ w żądanym zakresie posiadał, przesyłając kopie pism w sprawach objętych numerami wskazanymi w wyroku. Organ wyjaśnił równocześnie, że na całość dokumentacji w danej sprawie składało się pismo skarżącego oraz wychodzące pismo organu - żadnych innych dokumentów akta nie zawierały.

Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji stwierdził też, że w odpowiedzi na wezwanie skarżącego z dnia 21 lutego 2008 r. do wykonania przedmiotowego wyroku, wskazał w piśmie z dnia 27 lutego 2008 r., że wyrok ten został wykonany, poprzez udostępnienie skarżącemu posiadanych przez MSWiA informacji. Podał także, iż na kolejne wezwanie L. D. z dnia 11 sierpnia 2008 r. do wykonania tego wyroku, została również udzielona skarżącemu odpowiedź w piśmie z dnia 9 września 2008 r., w którym podtrzymano wcześniejsze stanowisko. Organ zaznaczył, że skarżący, nie czekając na udzieloną odpowiedź, wystąpił do Sądu z wnioskiem o wymierzenie grzywny Ministrowi Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Pismem z dnia 22 grudnia 2008 r. L. D. wystąpił o zasądzenie od organu na jego rzecz zwrotu kosztów uiszczonego wpisu sądowego od złożonej skargi na niewykonanie ww. wyroku.

Natomiast, ustosunkowując się do otrzymanej odpowiedzi na skargę, w piśmie z dnia 27 lutego 2009 r. skarżący podniósł, że nie jest prawdą, iż został zapoznany przez organ z aktami spraw, które zostały wymienione w wyroku. To zaś, zdaniem skarżącego, wskazuje, że wyrok Sądu nie został wykonany.

Na rozprawie w dniu 3 marca 2009 r. skarżący oświadczył, iż nie otrzymał pisma organu z dnia 24 grudnia 2007 r. Podtrzymał swoje stanowisko również po okazaniu przedmiotowego pisma przez Przewodniczącego składu sądzącego.

Pełnomocnik organu wniósł o odroczenie rozprawy w związku z koniecznością ustalenia w drodze postępowania reklamacyjnego, czy przesyłka zawierająca pismo organu z dnia 24 grudnia 2007 r. została doręczona skarżącemu. Pełnomocnik nie potrafił wskazać, jakie dokumenty były załączone do pisma.

Odraczając rozprawę, Sąd zobowiązał pełnomocnika organu do wszczęcia postępowania reklamacyjnego, w celu ustalenia, czy przesyłka, zawierająca pismo organu z dnia 24 grudnia 2007 r. wraz z załącznikami, została skarżącemu doręczona, oraz do niezwłocznego zawiadomienia Sądu o wynikach postępowania reklamacyjnego, a także do wskazania, jakie dokumenty zostały załączone do przedmiotowego pisma.

Wykonując postanowienie Sądu, w piśmie z dnia 17 marca 2009 r. organ wskazał, że załącznikami do pisma z dnia 24 grudnia 2007 r. były dwa pisma: pismo Zastępcy Dyrektora Gabinetu Komendanta Głównego Policji z dnia 13 czerwca 2006 r. nr [...], skierowane do Dyrektora Departamentu Publicznego MSWiA oraz pismo p.o. Dyrektora Gabinetu Komendanta Głównego Policji z dnia 8 grudnia 2006 r. nr [...], adresowane do Zastępcy Dyrektora Departamentu Kontroli, Skarg i Wniosków MSWiA (uwierzytelnione kopie tych pism zostały przesłane do Sądu). Zdaniem organu, wynika to z treści pisma Naczelnika Wydziału Skarg i Wniosków Departamentu Kontroli, Skarg i Wniosków MSWiA z dnia 9 marca 2009 r., którym skarżący został poinformowany o wykonaniu przez Ministra wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 19 września 2007 r. (uwierzytelniona kopia tego pisma została również załączona do akt). Organ wskazał ponadto, że z przedmiotowego pisma wynika, iż przesyłka zawierająca pismo z dnia 24 grudnia 2007 r. nie wróciła do organu, jako niepodjęta w terminie.

Pismem z dnia 2 kwietnia 2009 r., będącym kontynuacją wykonania postanowienia Sądu z dnia 3 marca 2009 r., organ poinformował, że w wyniku postępowania reklamacyjnego ustalono, iż przesyłka polecona, adresowana do L. D., zawierająca pismo z dnia 24 grudnia 2007 r., została nadana w dniu 28 grudnia 2007 r. w Urzędzie Pocztowym [...] za pośrednictwem poczty specjalnej Komendy Głównej Policji, a następnie w dniu 2 stycznia 2008 r. nadeszła do Urzędu Pocztowego [...] i tego samego dnia została wrzucona do skrzynki doręczeniowej L. D., zgodnie z jego żądaniem, zgłoszonym w dniu 6 października 2007 r.

Organ podał również, że nie dysponuje dokumentem potwierdzającym odbiór tej przesyłki przez skarżącego. Minister podniósł jednak, iż skarżący w korespondencji kierowanej do organu nie kwestionował faktu otrzymania tego pisma, a jedynie wskazał, że nie ma ono wartości merytorycznej.

Natomiast w piśmie z dnia 3 kwietnia 2009 r., odnosząc się do pisma skarżącego z dnia 27 lutego 2009 r., organ podtrzymał swoje stanowisko wyrażone w odpowiedzi na skargę.

W piśmie procesowym z dnia 17 maja 2009 r. skarżący - po zapoznaniu się z pismem organu z dnia 17 marca 2009 r. oraz załączonymi do niego dokumentami - zarzucił, że pełnomocnik organu nie jest w pełni zorientowany w przedmiotowej sprawie, bowiem na rozprawie nie potrafił wskazać dokumentów, które były załączone do pisma z dnia 24 grudnia 2007 r. ani materiałów zebranych przez organ w postępowaniu. Podniósł, że było ono prowadzone tendencyjnie, a dołączona dokumentacja jest chaotyczna, bez związku ze sprawą; brak jest wszystkich dokumentów wskazanych w wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 19 września 2007 r.

Jednocześnie, zdaniem skarżącego, z przeprowadzonego postępowania reklamacyjnego nie wynika, że przedmiotowa przesyłka z dnia 24 grudnia 2007 r. została mu doręczona, bowiem ustalenia podjęte w postępowaniu reklamacyjnym nie są jednoznaczne z faktem doręczenia mu pisma. Ponadto brak jest dowodu doręczenia przesyłki, a twierdzeń urzędnika pocztowego nikt nie weryfikował. Skarżący zarzucił również organowi brak staranności w przekazywaniu dokumentów do Sądu oraz naruszenie trybu doręczania pism w postępowaniu administracyjnym. Ponownie podkreślił, że nie otrzymał przedmiotowego pisma i z tego względu - wbrew twierdzeniom organu - nie mógł kwestionować treści pisma, którego nie otrzymał.

Składając do WSA w Warszawie pisma z dnia 4 czerwca 2009 r. i z dnia 10 czerwca 2009 r., skarżący podtrzymał swoje stanowisko w sprawie.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie zważył, co następuje:

Stosownie do treści art. 154 § 1 ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r. - Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (Dz. U. Nr 153, poz. 1270 ze zm.), w razie niewykonania wyroku uwzględniającego skargę na bezczynność oraz w razie bezczynności organu po wyroku uchylającym lub stwierdzającym nieważność aktu lub czynności, strona, po uprzednim pisemnym wezwaniu właściwego organu do wykonania wyroku lub załatwienia sprawy, może wnieść skargę w tym przedmiocie, żądając wymierzenia temu organowi grzywny.

Zgodnie z powyższym, dopuszczalność skargi na niewykonanie wyroku uzależniona jest od uprzedniego wystąpienia z pisemnym wezwaniem do jego wykonania. L. D. skierował do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji stosowne wezwanie w piśmie z dnia 21 lutego 2008 r., zatytułowanym "żądanie", spełnił zatem warunek dopuszczalności skargi, zawarty w art. 154 § 1 ww. ustawy.

Dokonując merytorycznej oceny zasadności skargi, Sąd uznał, że zasługuje ona na uwzględnienie.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wyrokiem z dnia 19 września 2007 r. o sygn. akt II SAB/Wa 34/07 zobowiązał Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji do rozpatrzenia wniosku L. D. z dnia 27 grudnia 2006 r. o udostępnienie informacji publicznej w zakresie dokumentacji historycznej, przekazanej przez Komendę Główną Policji do MSWiA w sprawach prowadzonych pod sygnaturami, wskazanymi w pierwszej części niniejszego uzasadnienia. Wyrok ten stał się prawomocny z dniem 10 listopada 2007 r., zaś odpis prawomocnego wyroku wraz z aktami spawy organ otrzymał w dniu 29 listopada 2007 r. Od tej daty, zgodnie z treścią wyroku, w terminie 14 dni Minister winien rozpatrzyć wniosek skarżącego.

Zarówno treść wniosku skarżącego z dnia 27 grudnia 2006 r., jak i przepisy ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz. U. Nr 112, poz. 1198 ze zm.), nie pozwalają przyjąć, że działania, jakie organ podjął - jak twierdzi - w celu wykonania wyroku, czynią zadość nałożonemu przez Sąd na Ministra zobowiązaniu.

Z treści wniosku wynika, że skarżący domagał się w nim zapoznania z rzeczoną dokumentacją historyczną, nie żądał natomiast udostępnienia dokumentów w formie kserokopii. W pismach kierowanych do organu skarżący zwraca uwagę, że chodzi mu o wgląd do dokumentacji. Także w wezwaniu do wykonania przedmiotowego wyroku skarżący prosi, by zapoznać go ze wskazanymi materiałami.

W świetle art. 3 ust. 1 pkt 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej dostęp do informacji, mającej walor informacji publicznej, realizowany jest w pierwszej kolejności przez wgląd do dokumentów. Oznacza to, że Minister, wykonując wyrok WSA w Warszawie, powinien uczynić to w zgodzie z powyższym przepisem i wnioskiem skarżącego. W aktach sprawy nie ma takiego dowodu MSWiA, który świadczyłby, że L. D. - w wykonaniu ww. wyroku - był w siedzibie organu i zapoznał się z interesującą go dokumentacją.

Jeśli organ miał trudności co do sposobu i formy realizacji żądania, w tym zakresie winien odwołać się do treści art. 14 ust. 2 przedmiotowej ustawy, w świetle którego jeżeli informacja publiczna nie może być udostępniona w sposób lub w formie określonych we wniosku, podmiot obowiązany do jej udostępnienia powiadamia pisemnie wnioskodawcę o przyczynach braku możliwości udostępnienia informacji zgodnie z wnioskiem i wskazuje, w jaki sposób lub w jakiej formie informacja może być udostępniona niezwłocznie. W takim wypadku, jeżeli w terminie 14 dni od powiadomienia wnioskodawca nie złoży wniosku o udostępnienie informacji w sposób lub w formie wskazanych w powiadomieniu, postępowanie o udostępnienie informacji umarza się.

W przedmiotowej sprawie organ bez powyższego powiadomienia skarżącego zmienił sposób i formę realizacji wniosku z dnia 27 grudnia 2006 r., gdyż wysłał do zainteresowanego pismo z dnia 24 grudnia 2007 r., do którego - jak twierdzi - załączył wymaganą dokumentację. Przyjmując, że skarżący przesyłkę tę otrzymał, czemu zaprzeczył (jednak w piśmie z dnia 11 sierpnia 2008 r. skarżący przyznaje, że nadesłana dokumentacja jest pozamerytoryczna, co świadczy o jej otrzymaniu), to - w świetle powyższych wywodów - bez względu na to, co w niej się znajdowało, trudno uznać, że organ działał zgodnie z wnioskiem i przepisami ustawy o dostępie do informacji publicznej. Wskazuje to, że wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 19 września 2007 r. o sygn. akt II SAB/Wa 34/07 nie został wykonany. Dlatego też, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wymierzył Ministrowi Spraw Wewnętrznych i Administracji grzywnę w wysokości 3.000 zł.

Zgodnie z art. 154 § 6 ww. ustawy - Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi, grzywnę za niewykonanie wyroku wymierza się do wysokości dziesięciokrotnego przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego w gospodarce narodowej w roku poprzednim, ogłaszanego przez Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego na podstawie odrębnych przepisów.

Stosownie do komunikatu Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego z dnia 10 lutego 2009 r. w sprawie przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w 2008 r. (M. P. Nr 9, poz. 112), przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej w 2008 r. wyniosło 2.943,88 zł.

Grzywna za niewykonanie wyroku ma charakter restrykcyjno - dyscyplinujący. Ustalając jej wysokość, Sąd wziął pod uwagę fakt, że Minister nie był zupełnie bezczynny po wyroku zobowiązującym i podjął opisane wyżej działania, jednak, mając na względzie jego niewykonanie, zgodnie z wnioskiem skarżącego i ustawą o dostępie do informacji publicznej, Sąd uznał, że grzywna w wysokości 3.000 zł stanowić będzie adekwatny i dostateczny środek restrykcyjno - dyscyplinujący.

Z tych względów, działając na podstawie art. 154 § 1 i 6 cyt. ustawy - Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie orzekł, jak w punkcie pierwszym sentencji wyroku.

O kosztach Sąd orzekł na podstawie art. 200, art. 209 i art. 210 § 1 ww. ustawy - Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi. Zasądzona od Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji na rzecz L. D. kwota 200 zł stanowi wartość uiszczonego wpisu sądowego.

« powrót
Wzorcowa Inwestycja w Gminie Świnoujście - Jak korzystać z okazji
ŚWINOUJŚCIE. Władze polskiej i niemieckiej strony już wkrótce wkopią kamień węgielny na obszarze dawnego pasa granicznego, który przez wiele lat dzielił wyspę Uznam. W ramach inwestycji powstaje ciąg pieszy na wydmach, ścieżka rowerowa, punkt widokowy, zejścia na plażę oraz toaleta. Wartość tej inwestycji to ponad 3,1 milionów euro.
Na wkopanie kamienia węgielnego przyjadą władze samorządowe i państwowe z Polski i Niemiec.
- Zaproszenia zostały wysłane do najwyższych władz w Niemczech nawet. Inwestycja jest wzorcowym przykładem współpracy strony polskiej z niemiecką - mówi Robert Karelus, rzecznik prezydenta Świnoujścia.
Po polskiej stronie prace już ruszyły. Powstaje ciąg pieszy na wydmie między ulicami Prusa i Nowowiejskiego wraz z dwoma zejściami na plażę oraz toaletą przystosowaną dla osób niepełnosprawnych. Powstanie też ścieżka rowerowa wzdłuż ul. Żeromskiego do dawnej granicy. Całość będzie się łączyć z ciągiem dla pieszych i rowerzystów w gminie Heringsdorf. Niemcy wybudują także platformę z punktem widokowym. Na platformie przewidziane jest stanowisko symbolizujące integrację regionu przygranicznego. Wszystko będzie ładnie oświetlone.
- To kolejna fajna inwestycja w naszym mieście. Dobrze, że miasto tak udanie współpracuje ze stroną niemiecką - mówi pan Zbigniew Marciniak, mieszkaniec Świnoujścia.

Za portalem http://www.transodra-online.net

« powrót
„100 placów zabaw na 100 lat NIVEA” Troska o Najmłodszych

 

W tym roku obchodzimy 100lecie marki NIVEA! Dzięki zaufaniu klientów, którzy od lat sięgają po produkty Nivea, marka stała się światową ikoną wśród gamy produktów do pielęgnacji skóry. 

Pragnąc uczcić ten wyjątkowy jubileusz wraz ze swoimi konsumetami, NIVEA, jako marka zaangażowana społecznie, przygotowała projekt „100 placów zabaw na 100 lat NIVEA”. W ramach projektu NIVEA podjęła się sfinansowania budowy i montażu 100 placów zabaw na terenie całej Polski. Jest to odpowiedź marki na potrzeby lokalnych społeczności, a w szczególności ich najmłodszych członków. Stworzone specjalnie dla dzieci, bezpieczne oraz dostosowane do oczekiwań i potrzeb maluchów w różnym wieku, place zabaw służyć będą rozwojowi zarówno fizycznemu, jak i psychicznemu dzieci. Wspólna zabawa z rówieśnikami na placu wyposażonym w atrakcyjny sprzęt sprawi dzieciom wiele radości, a zarazem będzie uczyć współżycia w grupie. Poprzez budowę placów zabaw marka NIVEA stawia nacisk na zachęcanie dzieci do aktywności fizycznej, czego efektem będzie pozytywne nastawienie do aktywnego stylu życia w późniejszym wieku.

Projekt ma charakter konkursu do którego zostały zaproszone wszystkie gminy i spółdzielnie w naszym kraju. Informacja o konkursie wraz z zaproszeniem została wysłana w formie elektronicznej drogą e-mailową oraz pocztą konwencjonalną. Zgłoszenie lokalizacji do projektu jest nadzwyczaj proste. Wystarczy przesłać formularz zgłoszeniowy oraz zarejestrować lokalizację w serwisie internetowym. Szczegółowy regulamin konkursu znajduje się  na www.100latNIVEA.pl.
Zgłoszone lokalizacje będą uczestniczyć, w ramach konkursu,  w internetowym plebiscycie. Wszystkie gminy mają równe szanse, a wygrywają te, na które oddane zostanie najwięcej internetowych głosów na www.NIVEA.pl. Plebiscyt trwa od 6 czerwca do końca października. Wynik głosowania oraz dopełnienie przez gminę prostych formalności  gwarantuje rozpoczęcie budowy placu zabaw. Gotowy obiekt stanie się własnością lokalnej społeczności.

Aby zwiększyć szanse na wygraną, każda gmina może we własnym zakresie promować głosowanie na zgłoszoną lokalizację wśród lokalnej społeczności. Mogą w tym pomóc wskazówki i materiały zamieszczone w zakładce
 www.100latNIVEA.pl/Promujswojalokalizacje. Każdy internauta może oddać codziennie jeden głos w terminie od 06.06.2011 do 31.10.2011. Każdy głos może zdecydować o wygranej, dlatego tak ważna jest aktywizacja lokalnej społeczności.  

 


Społeczne zaangażowanie marki NIVEA daje polskim gminom szansę na otrzymanie nowoczesnego, przyjaznego dzieciom i ukierunkowanego na ich rozwój placu zabaw. Montaż i budowa placów zabaw jest w całości ufundowana przez firmę NIVEA. Prostota projektu i oczywiste korzyści płynące dla gminy z uczestnictwa w jubileuszowym konkursie, jednoznacznie przekonują do wzięcia  w nim udziału.

Mając na uwadze dobro najmłodszych mieszkańców gmin i spółdzielni zachęcamy do aktywnego zaangażowania się w projekt „100 placów zabaw na 100 lat NIVEA”, które może zaowocować wygraną bezpłatnego, wyjątkowego placu zabaw. 

 

« powrót
Roszerzona Interpretacja dotycząca BIP'ów Szkół
Niektórzy Dyrektorzy Szkół zastanaiwają się jeszcze czy publikować swoje BIP'y. Tymczasem należałoby się zastanowić się raczej, co publikować przedmiotowych BIP'ach. Niedawno zapadł wyrok WSA, z którego wynika iż informacją publiczną jest nawet informacja w przedmiocie stwierdzonych przypadków przyłapania uczniów w stanie nietrzeźwym lub po spożyciu alkoholu. To dopiero jest roszerzająca wykładadnia, poniżej publikuję wyrok w tej sprawie.
Biorąc zatem pod uwagę, że do obowiązków dyrektora szkoły należy wykonywanie zadań związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa uczniom i nauczycielom w czasie zajęć organizowanych przez szkołę to informacje m. in. o pobicach, o przyłapaniu uczniów na posiadaniu alhoholu, papierosów są informacjami publicznymi.
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie po rozpoznaniu na rozprawie w dniu 29 kwietnia 2010 r. sprawy ze skargi I.K. na bezczynność Dyrektora Szkoły Podstawowej Nr [....] w K.
I. zobowiązuje Dyrektora Szkoły Podstawowej Nr [....] w K. do wydania aktu lub podjęcia czynności w sprawie z wniosku I.K. z dnia [....] 2010 r. o udostępnienie informacji publicznej;
II. zasądza od Dyrektora Szkoły Podstawowej Nr [....] w K. na rzecz skarżącego I.K. kwotę 100,00 zł (sto złotych), tytułem zwrotu kosztów postępowania
Uzasadnienie


Pismem z dnia 1 lutego 2010 r. I. K. wystąpił do Dyrektor Szkoły Podstawowej nr [...] w K. z wnioskiem o udostępnienie informacji poprzez odpowiedź na pytania wynikające z następującego stanu faktycznego:

1. Kiedy w pierwszym semestrze roku szkolnego 2009/2010 na terenie Szkoły Podstawowej nr [...] miały miejsce przypadki pobić, uszkodzeń ciała, agresji słownej, przyłapania uczniów na posiadaniu i używaniu papierosów, alkoholu i narkotyków ?

2. O których przypadkach złamania przepisów prawa, o którym mowa w pytaniu nr 1 zostali powiadomieni rodzice, policja, sąd rodzinny i inne organy?

3. Jakie konsekwencje ponieśli poszczególni uczniowie za złamanie przepisów prawa, o którym mowa w pytaniu nr 1 ?

4. Czy i jaki wpływ na bezpieczeństwo uczniów Szkoły Podstawowej nr [...] ma fakt wynajmowania pomieszczeń [...] Gimnazjum [...]?

5. Czy, ile razy i jakie złamanie przepisów prawa, o którym mowa w pytaniu nr 1 przez uczniów [...] gimnazjum [...], stwierdził Dyrektor Szkoły Podstawowej nr [...]?

Pismem z dnia 12 lutego 2010r. Dyrektor Szkoły Podstawowej nr [...] w K. poinformował skarżącego o niemożności udostępnienia informacji żądanej w powyższym wniosku oraz, że żądania w nim zawarte nie dotyczą informacji publicznej w myśl Ustawy o dostępie do informacji publicznej z dnia 6 września 2001 roku.

I. K. wniósł do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie skargę na bezczynność Dyrektora Szkoły Podstawowej nr [...] w K., w zakresie nie udostępnienia informacji publicznej żądanej we wniosku z dnia 01 lutego 2010 r. Skarżący wniósł o zobowiązanie Dyrektora Szkoły Podstawowej nr [...] w K. do udostępnienia informacji publicznej żądanej we wniosku z dnia 01 lutego 2010 r. oraz o zasądzenie na rzecz skarżącego kosztów postępowania.

W uzasadnieniu skargi podniósł, że w dniu 01 lutego 2010 r. wystąpił do Dyrektora Szkoły Podstawowej nr [...] w K. (podmiotu zobowiązanego do udostępnienia informacji publicznej) z wnioskiem o udostępnienie informacji publicznej w szczególności w zakresie sposobu, wykonywaniu i skutkach realizacji zadań publicznych, tj. skuteczności zapewnienia bezpieczeństwa uczniom na terenie szkoły, a także skuteczności obowiązujących w szkole metod wychowawczych prowadzących do wychowania dziecka bez agresji i nałogów. W odpowiedzi na złożony wniosek Dyrektor Szkoły Podstawowej nr [...] w K. uznał, że żądania zawarte we wniosku nie dotyczą informacji publicznej. W ocenie skarżącego stanowisko wyrażone przez Dyrektora Szkoły Podstawowej nr [...] w K. stanowi obrazę art. 61 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej oraz przepisów art. 1 ust. 1 i art. 6 ust. 1 pkt 1 lit. c) i pkt 3 lit. a) i b) ustawy o dostępie do informacji publicznej. Do ustawowych obowiązków dyrektora szkoły należy bowiem wykonywanie związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa uczniom i nauczycielom w czasie zajęć organizowanych przez szkołę. Obowiązek ten ustawodawca zapisał w art. 39 ust. 1 pkt 5a ustawy z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty (Dz. U. z 2004 r., Nr 256. 2572, z późn. zm.). Żądana informacja w zakresie skuteczności zapewnienia bezpieczeństwa uczniom na terenie szkoły, a także skuteczności obowiązujących w szkole metod wychowawczych prowadzących do wychowania dziecka bez agresji i nałogów, jest informacją publiczną, gdyż jest informacją o sprawach publicznych w rozumieniu ustawy o dostępie do informacji publicznej. Objęta wnioskiem informacja jest bowiem informacją o programach w zakresie realizacji zadań publicznych, sposobie ich realizacji, wykonywaniu i skutkach realizacji zadań (art. 6 ust. 1 pkt 1 lit. c) ustawy), a także informacją o zasadach funkcjonowania podmiotów, o których mowa w art. 4 ust. 1, w tym o trybie działania władz publicznych i jednostek organizacyjnych oraz trybie działania państwowych osób prawnych i osób prawnych samorządu terytorialnego w zakresie wykonywania zadań publicznych (art. 6 ust. 1 pkt 3 lit. a) i b) ustawy).

Zdaniem skarżącego zasadnym staje się rozważenie, co należy rozumieć pod pojęciem "informacji o sprawach publicznych". Wg niego pojęcie informacji publicznej określa ustawodawca w art. 1 ust. 1 i art. 6 ustawy o dostępie do informacji publicznej. W znaczeniu przypisywanemu tym artykułom informacją publiczną jest każda informacja o sprawach publicznych, a w szczególności o sprawach wymienionych w art. 6 ustawy. Informacja publiczna odnosi się do faktów, ale pojęcie "faktu" należy rozumieć bardzo szeroko. Analiza art. 6 ustawy o dostępie do informacji publicznej pokazuje, że wnioskiem w świetle tej ustawy może być objęte pytanie o określone fakty lub o stan określonych zjawisk. Faktem natomiast należy objąć każdą czynność i każde zachowanie organu wykonującego zadania publiczne podjęte w zakresie wykonywania takiego zadania. Organy publiczne, a precyzyjniej określając organy uprawnione do wykonywania zadań publicznych, z założenia nie podejmują innych czynności jak załatwianie spraw publicznych. Wykonywanie zadania publicznego może polegać na realizacji sprawy prywatnej i stąd pod pojęciem informacji o sprawie publicznej należy rozumieć każdą czynność i każde działanie organu władzy publicznej w sferze prawa administracyjnego (a także np. w sferze prawa cywilnego). W tym zakresie skarżący powołał się na wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 30 października 2002 r., (sygn. akt II SA 1956/02, opubl. w LEX nr 78062), w myśl którego informację publiczną stanowi każda wiadomość wytworzona przez szeroko rozumiane władze publiczne oraz osoby pełniące funkcje, a także inne podmioty, które tę władzę realizują w zakresie tych kompetencji. Prawo do informacji publicznej jest więc zasadą, a wyjątki od niej powinny być interpretowane ściśle (tak Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 07 marca 2003 r., sygn. akt II SA 3572/02, opubl. w LEX nr 144641). Skarżący ponadto wskazał, że sądy administracyjne w orzeczeniach przyjęły bardzo szeroką definicję informacji publicznej (wyrok z 17 kwietnia 2007 r., sygn. akt l OSK 735/06). Wychodząc z art. 61 Konstytucji RP, przyjęto, że informacja publiczna "wiąże się z całością działalności organów publicznych, a nie tylko ze sprawami, jakie prowadzą". Ustawa o dostępie do informacji publicznej, jako akt niższego rzędu, powinna być zgodna z takim, konstytucyjnym rozumieniem informacji publicznej. Wyliczenie, jakie informacje podlegają upublicznieniu, znajduje się w art. 6 ustawy o dostępie do informacji. Jednak użyte tam sformułowanie "w szczególności", sugeruje, że wyliczenie to ma charakter przykładowy, a nie zamknięty (wyrok NSA z 09 lutego 2007 r., sygn. akt l OSK 517/06). W tym stanie rzeczy przedstawione okoliczności jednoznacznie wskazują, że Dyrektor Szkoły Podstawowej nr [...] w K., wbrew ciążącemu na nim obowiązkowi, nie udostępnia informacji publicznej.

W odpowiedzi na skargę Dyrektor Szkoły Podstawowej nr [...] w K. wniósł o oddalenie skargi i zasądzenie od skarżącego kosztów postępowania, w tym kosztów zastępstwa adwokackiego. Odnośnie zarzutów skargi podniósł, że skarżący błędnie przypisuje Dyrektorowi Szkoły Podstawowej nr [...] w K. legitymację bierną, a co za tym idzie rzekomą bezczynność, w zakresie obowiązku udzielenia informacji publicznej o jakiej mowa we wniosku z dnia 1 lutego 2010 roku. Na wypadek nie podzielenia przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie powyższego zarzutu, podniósł, że skarżący zastosował niezgodny z przepisami KPA tryb zakwestionowania stanowiska Dyrektora Szkoły Podstawowej nr [...] poprzez złożenie skargi na bezczynność do sądu administracyjnego w sytuacji gdy bezczynnością jest "niezałatwienie sprawy w terminie (art. 37 KPA) Ponadto zarzucił błędne i niezgodne z Ustawą z 6 IX 2001 r. o dostępie do informacji publicznej ustalenie, że wiadomości żądane przez skarżącego we wniosku z 1 lutego 2010 r. są informacją publiczną w zakresie przedmiotowym, a także błędne i niezgodne z przepisami KPA uznanie przez skarżącego, że doszło do bezczynności Dyrektora Szkoły Podstawowej nr [...] jako organu administracji publicznej w rozumieniu art. - 35-58 Ustawy z dnia 14.06.1960r. Kodeks Postępowania Administracyjnego.

W uzasadnieniu odpowiedzi na skargę, Dyrektor Szkoły Podstawowej nr [...] w K. wskazał, że zgodnie z właściwie rozumianą treścią art. 4 u.d.i.p. dyrektor szkoły podstawowej nie jest ani "władzą publiczną" ani "organem władzy publicznej" w rozumieniu tego przepisu. Jeżeli w ogóle brać pod uwagę kto w takiej sytuacji jest podmiotem zobowiązanym do udzielenia informacji publicznej to uwzględnić należy fakt, że ewentualnie jednostką organizacyjną, która działa w sprawach publicznych oraz gospodaruje mieniem publicznym jest szkoła jako taka, a nie jej dyrektor. Trzeba przy tym zauważyć, że szkoła podstawowa ma swój organ prowadzący którym jest Gmina Miasta K., który poprzez swe organy samorządowej administracji publicznej realizuje pewien zakres władzy publicznej w postaci prowadzenia szkół podstawowych. Organem takim Gminy jest niewątpliwie Prezydent Miasta K. działający poprzez strukturę Urzędu Miasta K., a w jej ramach konkretnie Wydział Edukacji Urzędu Miasta K. - realizujący obowiązki i zadania publiczne tego organu prowadzącego. Do niego zatem winien zwracać się skarżący, bowiem to poprzez ten Wydział Edukacji organ administracji samorządowej realizuje swe zadania o charakterze spraw publicznych. Organem takim nie jest natomiast Szkoła Podstawowa nr [...], a tym bardziej jej Dyrektor B. B.. Na wypadek nie podzielenia przez Wojewódzki Sąd Administracyjny powyższego poglądu, podniósł, że tematyka kierowanych do Dyrektora Szkoły nr [...] wniosków nie mieści się w pojęciu "informacji publicznej". Jak bowiem wielokrotnie zwracała na to uwagę doktryna oraz w pewnym zakresie orzecznictwo -zastosowana w art. 1 ust. 1 u.d.i.p. definicja informacji publicznej jest dotknięta błędem definiowania ignotum per ignotum. Nie można bowiem inaczej ocenić sformułowania tego przepisu w którym podano, że "..informacją publiczną jest każda informacja o sprawach publicznych ". Powołując się w tym zakresie na poglądy doktryny wskazał, że brak jest definicji legalnej pojęcia "sprawy publicznej" tak w ustawie o dostępie do informacji publicznej jak i również w systemie prawa. Ani bowiem nie wiadomo do końca na podstawie przedmiotowej Ustawy z 6 IX 01 r. co jest "sprawą publiczną", ani co jest "informacją publiczną", ani kto jest "organem władzy publicznej" w jej rozumieniu. Pozwala to Dyrektor B. B. na uznanie , że nawet jeżeli jest ona owym podmiotem zobowiązanym do udzielenia informacji publicznej, to żądania kierowane do niej przez l. K. (tym bardziej, że nie ma on żadnego związku ze Szkołą np poprzez uczęszczające do niej dziecko) uznać za swoistą szykanę w stosunku do osoby dyrektora szkoły, a nie za działanie uzasadnione rzeczywistym interesem publicznym. W uzasadnieniu wskazano także, że o ile organy administracji publicznej (tak samorządowej jak i państwowej) rozstrzygają sprawy administracyjne w formie decyzji w rozumieniu KPA — a ewentualnej odmowie udzielenia informacji publicznej także taką formę nadają - to nawet gdyby przyjąć, że podmiotem zobowiązanym do udzielenia informacji publicznej jest szkoła podstawowa, to nie wydaje ona w tym zakresie decyzji administracyjnej, która to forma jest przewidziana przez Ustawę o u.d.i.p. dla takiej odmowy - lecz pisemnie informuje o tym wnioskującego, że materia jego pytań nie wchodzi w zakres informacji publicznej. Jest to załatwienie sprawy w rozumieniu przepisów prawa ale nie może być traktowane jako odmowa udzielenia informacji publicznej, bo nie ma się w takim przypadku do czynienia z taką informacją. Taka informacja nie może być traktowana ani jako odmowa udzielenia informacji, gdyż w takim przypadku winien decyzję wydać organ prowadzący jako podmiot zobowiązany, ani jako "niezałatwienie sprawy w terminie" (art. 37 kpa) - gdy tylko sytuacja przewidziana w tym artykule jest bezczynnością w rozumieniu podstawy do wystawienia ze skargą na bezczynność organu administracji do sądu administracyjnego. Brak jest podstaw do różnego definiowania bezczynności organu - raz na potrzeby postępowania administracyjnego wg kpa, a drugi raz na potrzeby postępowania na podstawie Ustawy o u.d.i.p. Tak w tym jak i w innych przypadkach omawianych regulacji, musi się założyć racjonalność ustawodawcy, który nie stosuje różnych zakresów tych samych pojęć prawnych. Tym samym Dyrektor B. B. nie odmówiła udzielenia informacji publicznej, lecz dokonała uprawnionej analizy co do tego czy wiadomości żądane przez I. K. są informacją publiczną, czy też nie i poinformowała go o tym. Uczyniła to pismem z dnia 15 lutego 2010 r., tym samym "załatwiając sprawę w terminie" w rozumieniu art. 37 kpa.

Wojewódzki Sąd Administracyjny zważył, co następuje:

Zgodnie z treścią art. 1 § 1 i 2 ustawy z dnia 25. 07. 2002 r. - Prawo o ustroju sądów administracyjnych (Dz.U. nr 153, poz. 1269 ze zm.), sądy administracyjne sprawują kontrolę działalności administracji publicznej. W myśl art.1 ustawy z dnia 30. 08. 2002 r. - Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (Dz.U. nr 153, poz. 1270 ze zm.), w skrócie p.p.s.a. kontrola ta odbywa się na zasadach określonych w przepisach tej ustawy. Zgodnie z brzmieniem art. 3 § 2 pkt. 8, kontrola działalności administracji publicznej przez sądy administracyjne obejmuje orzekanie w sprawach ze skarg na bezczynność organów w przypadkach określonych w pkt. 1-4 tego przepisu

Skarga jako uzasadniona zasługuje na uwzględnienie.

Przede wszystkim podkreślenia wymaga, że skarga w niniejszej sprawie dotyczy bezczynności organu, nie zaś odmowy udzielenia informacji publicznej. Skarga na bezczynność organu w przedmiocie informacji publicznej nie musi być poprzedzona żadnym środkiem zaskarżenia na drodze administracyjnej. Należy podzielić w całości tak wyrażone stanowisko zawarte w wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 24 maja 2006 r. l OSK 601/05 (teza 1., Lex nr 236545). Przytoczenia wymaga również kolejna teza sformułowana przez NSA:
"Wykładnia językowa art. 52 par. 3 ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r.- Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (Dz.U. nr 153, poz. 1270 ze zm.) upoważnia do stwierdzenia, że przepis ten odnosi się do skarg na akty i czynności, a nie bezczynności w zakresie wydawania aktów. W przypadku, gdy ustawodawca uzależnia zaskarżenie bezczynności od wniesienia środka zaskarżenia, czyni to w sposób wyraźny, np. art. 37 kpa, art. 101 a ust 1 w zw. z art. 101 ust. 3 ustawy z dnia 8 czerwca 1990 r. o samorządzie gminnym (Dz. U. z 2001 r. nr 142, poz. 1591 ze zm.)".
Konsekwencją powyższego stanowiska jest uznanie, że skarga na bezczynność w sprawie dostępu do informacji publicznej może być wniesiona do sądu administracyjnego bez wezwania do usunięcia naruszenia prawa (tak NSA w uzasadnieniu cyt. wyroku).

Celem skargi na bezczynność jest zwalczanie zwłoki w załatwianiu sprawy. W przypadku bezczynności organu zobowiązanego do udzielenia informacji publicznej, pozytywne rozstrzygnięcie, czyli uwzględnienie skargi może prowadzić jedynie do nakazania organowi załatwienia wniosku podmiotu domagającego się udostępnienia informacji publicznej w sposób wynikający z Ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej, natomiast Sąd administracyjny nie może w wyroku przesądzać sposobu załatwienia sprawy.
Pozostawanie w bezczynności przez podmiot zobowiązany do udostępnienia informacji publicznej oznacza niepodjęcie przez ten podmiot we wskazanym w art. 13 u.d.i.p. terminie stosownych czynności, tj. nieudostępnienie informacji, ani niewydanie decyzji o odmowie jej udzielenia (tak NSA w wyroku z dnia 24 maja 2006 r., l OSK 601/05, Lex nr 236545).
Jak bowiem wynika z ust. 1 tego przepisu, oraz z art. 16 ust. 1 u.d.i.p., jeżeli w momencie otrzymania wniosku podmiot zobowiązany jest w posiadaniu informacji publicznej, to jest on zobligowany do jej udostępnienia bez zbędnej zwłoki lub wydania decyzji o odmowie jej udostępnienia, przy czym decyzja odmowna, oraz decyzja o umorzeniu, o której mowa w art. 14 ust.2 u.d.i.p. to dwa przypadki, w których ustawa przewiduje wydanie decyzji administracyjnej. Z bezczynnością podmiotu zobowiązanego do udostępnienia informacji publicznej mamy do czynienia również w przypadku, gdy nie powiadamia on w trybie art. 13 ust. 2 u.d.i.p. o powodach opóźnienia i terminie, w jakim informacja zostanie udostępniona.

Odnosząc powyższe do stanu faktycznego niniejszej sprawy, jako istotne okoliczności należało ustalić, udostępnienia jakiego rodzaju informacji żądał skarżący od Dyrektora Szkoły Podstawowej nr [...] w K., oraz czy dyrektor szkoły jest w rozumieniu ustawy o dostępie do informacji publicznej podmiotem obowiązanym do udzielenia informacji publicznej.

Co się tyczy drugiej kwestii, należy wskazać, że w myśl art. 4 ust. 1 pkt 5 u.d.i.p., obowiązane do udostępnienia informacji publicznej są m.in. podmioty reprezentujące jednostki organizacyjne, które wykonują zadania publiczne lub dysponują majątkiem publicznym. Ponadto zgodnie z art. 39 ust. 5a ustawy z dnia 7 września 1991 roku o systemie oświaty (Dz.U. z 2004 r., Nr 256, poz. 2572 z póżn. zm.), dyrektor szkoły wykonuje zadania związane z zapewnieniem bezpieczeństwa uczniom i nauczycielom w czasie zajęć organizowanych przez szkołę. Nie bez znaczenia pozostaje również, że zgodnie z ustawą o systemie oświaty, na szkole spoczywają zadania dydaktyczno - wychowawcze, za których realizację odpowiedzialny jest dyrektor szkoły. Z powyższego jednoznacznie zatem wynika, że dyrektor szkoły, jako organ reprezentujący jednostkę organizacyjną, która wykonuje zadania publiczne m.in. w powyższym zakresie, jest w świetle art. 4 ust. 1 pkt 5 u.d.i.p., podmiotem zobowiązanym do udostępnienia informacji publicznej. Dlatego też zarzuty odpowiedzi na skargę, nazwane brakiem legitymacji biernej po stronie dyrektora, należy uznać za nieuzasadnione.

Co się natomiast tyczy oceny rodzaju informacji, której udostępnienia domagał się skarżący, to należy na wstępie wskazać, że żądanie udzielenia informacji musi podlegać ocenie po kątem tego, czy mamy do czynienia z informacją publiczną w rozumieniu ustawy, czy informacja ta jest w posiadaniu podmiotu zobowiązanego do jej udostępnienia, oraz czy i które z sytuacji uregulowanych w u.d.i.p. zachodzą w konkretnej sprawie ( np. konieczność wydania decyzji z art. 14 lub 16 ustawy).
Jest to uzasadnione treścią art. 14 ust. 1 u.d.i.p., zgodnie z którym udostępnianie informacji publicznej na wniosek następuje w sposób i w formie zgodnych z wnioskiem, chyba że środki techniczne, którymi dysponuje podmiot obowiązany do udostępnienia, nie umożliwiają udostępnienia informacji w sposób i w formie określonych we wniosku.
Treść tego przepisu, jak i przykładowe tylko wskazanie w art. 6 u.d.i.p. kategorii informacji publicznej podlegających udostępnieniu, oraz powszechnie przyjęte szerokie rozumienie przedmiotu regulacji ustawy o dostępie do informacji publicznej, wskazują na konieczność uznania, że udostępnienie informacji publicznej winno być regułą, zaś przypadki odmowy jej udostępnienia wyjątkami interpretowanymi ściśle.
Informacją natomiast jest utrwalony w dowolny sposób komunikat, wiedza, świadomość o jakimś fakcie. Sama informacja ma natomiast tylko wtedy charakter informacji publicznej, jeżeli jest to informacja istniejąca i będąca w posiadaniu organu, od którego wnioskodawca żąda jej udostępnienia.
Z treści wniosku z dnia 1 lutego 2010 roku wynika, że skarżący domagał się przekazania mu w formie pisemnej następujących informacji:

1. Kiedy w pierwszym semestrze roku szkolnego 2009/2010 na terenie Szkoły Podstawowej nr [...] miały miejsce przypadki pobić, uszkodzeń ciała, agresji słownej, przyłapania uczniów na posiadaniu i używaniu papierosów, alkoholu i narkotyków ?

2. O których przypadkach złamania przepisów prawa, o którym mowa w pytaniu nr 1 zostali powiadomieni rodzice, policja, sąd rodzinny i inne organy?

3. Jakie konsekwencje ponieśli poszczególni uczniowie za złamanie przepisów prawa, o którym mowa w pytaniu nr 1 ?

4. Czy i jaki wpływ na bezpieczeństwo uczniów Szkoły Podstawowej nr [...] ma fakt wynajmowania pomieszczeń [...] Gimnazjum [...]?

5. Czy, ile razy i jakie złamanie przepisów prawa, o którym mowa w pytaniu nr 1 przez uczniów [...] Gimnazjum [...], stwierdził Dyrektor Szkoły Podstawowej nr [...]?

Uwzględniając powyższe rozważania, jak również przedmiot i zakres informacji, o udostępnienie której wystąpił skarżący, należy stwierdzić, że objęta jest ona hipotezą art. 6 ust. 1 pkt 1 lit.c) u.d.i.p., - który stanowi, że udostępnieniu podlega w szczególności informacja publiczna o polityce wewnętrznej w tym o programach w zakresie realizacji zadań publicznych, sposobie ich realizacji, wykonywaniu i skutkach realizacji tych zadań - a także art. 6 ust. 1 pkt 3 lit. a) u.d.i.p., w myśl którego udostępnieniu podlega w szczególności informacja publiczna o zasadach funkcjonowania podmiotów, o których mowa w art. 4 ust. 1, w tym o trybie działania jednostek organizacyjnych władz publicznych.
Biorąc zatem pod uwagę, że do obowiązków dyrektora szkoły należy wykonywanie zadań związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa uczniom i nauczycielom w czasie zajęć organizowanych przez szkołę, jak również okoliczności faktyczne niniejszego postępowania wynikające ze stanowisk stron i akt przedmiotowego postępowania tj. że informacja, o którą wystąpił skarżący, jest informacją istniejącą i będącą w posiadaniu organu, od którego wnioskodawca żąda jej udostępnienia, należy stwierdzić, że Dyrektor Szkoły Podstawowej nr [...] w K. był zobowiązany do udostępnienia informacji wskazanej we wniosku z dnia 1 lutego 2010 roku, a skoro tego nie uczynił, jego działanie należy zakwalifikować jako bezczynność w zakresie obowiązku udzielenia informacji publicznej.
Na tej płaszczyźnie rozważań odnieść się również należy, do treści odpowiedzi jaka została udzielona skarżącemu przez Dyrektor Szkoły Podstawowej nr [...] w K.. Wynika z niej z jednej strony, że informacja, o którą wnioskował nie może być mu udostępniona ponieważ jest to niemożliwe, oraz że żądania zawarte we wniosku nie dotyczą informacji publicznej. Tymczasem niemożność udostępnienia informacji dotyczy sytuacji, w której wniosek dotyczy informacji publicznej, a jedynie z przyczyn natury obiektywnej informacja ta nie może być udostępniona w sposób przewidziany w u.d.i.p. Przypadek ten uregulowany jest w art. 14 u.d.i.p. i m.in. określa wymagany prawem sposób postępowania organu, do którego kierowany jest wniosek. Powyższą sytuację należy natomiast odróżnić od przypadku, w którym organ obowiązany w myśl art. 4 u.d.i.p. uznaje, że żądana informacja nie jest informacją publiczną i z tej przyczyny odmawia jej udostępnienia wnioskodawcy.

Odnosząc się w tym zakresie do argumentów podniesionych w odpowiedzi na skargę, co do braku podstaw do wydania przez dyrektora szkoły decyzji, należy wskazać, że ustawa z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej, ma charakter szczególny i nakłada obowiązek wydania decyzji administracyjnej, w sytuacjach w niej określonych, na każdy podmiot, który w myśl jej postanowień jest obowiązany do udostępniania informacji publicznej. Tak więc również i na dyrektorze szkoły, który jak wynika z powyżej przedstawionych rozważań, jest takim podmiotem, ciąży obowiązek wydania decyzji jeśli odmawia on udostępnienia informacji publicznej - art. 16 ust. 1 u.d.i.p. w zw. z art. 17 ust. 1 u.d.i.p., który stanowi, że do rozstrzygnięć podmiotów obowiązanych do udostępnienia informacji, niebedacych organami władzy publicznej, o odmowie udostępniania informacji oraz o umorzeniu postępowania o udostępnienie informacji przepisy art. 16 stosuje się odpowiednio. Przechodząc ponownie do kwestii odpowiedzi Dyrektora Szkoły Podstawowej nr [...] w K. jaka została udzielona skarżącemu, a konkretnie do wykładni jej treści, dokonanej w oparciu o sformułowania odpowiedzi oraz stanowisko zawarte w toku procesu przez stronę przeciwną do skarżącej, należy wnioskować, że informacja o udostępnienie której wnioskował I. K., nie została mu udostępniona, ponieważ w ocenie dyrektora nie jest to informacja publiczna. Sformułowanie o "niemożności" jej udostępnienia jest natomiast sformułowaniem użytym kolokwialnie, mającym wskazywać na brak podstaw do udostępnienia informacji. Nie jest natomiast zwrotem o znaczeniu formalnym, odnoszącym się do okoliczności o jakich mowa w art. 14 u.d.i.p.

Reasumując należy zatem wskazać, że informacja, o którą wystąpił I. K. dotyczy informacji publicznej w rozumieniu ustawy z dnia 6 września 2001 roku o dostępie do informacji publicznej, a podmiot do którego się zwrócił jest w rozumieniu w/w ustawy podmiotem obowiązanym do udzielenia takiej informacji. Ponieważ informacja ta nie została wnioskodawcy udostępniona, ani też nie została wydana decyzja o odmowie jej udzielenia, podmiot obowiązany dopuścił się bezczynności w załatwieniu wniosku skarżącego z dnia 1 lutego 2010 r..

Dlatego też z wyżej przytoczonych przyczyn, Wojewódzki Sąd Administracyjny uznał wniesioną skargę za uzasadnioną i zobowiązał Dyrektora Szkoły Podstawowej nr [...] w K., do wydania aktu lub podjęcia czynności w sprawie z wniosku I. K. z dnia 1 lutego 2010 roku o udostępnienie informacji publicznej, o czym orzeczono jak w sentencji wyroku na podstawie art. 149 ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r. - Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi, o kosztach orzekając na podstawie art. 200 w zw. z art. 209 w/w ustawy.
« powrót
Wyrok jaki uzyskaliśmy na Wójta Gminy Kowala powinien być wyznacznikiem funkcjonalności BIP. CBA w Gminie Kowala

Wraca Informacja o stanie spraw w BIP - archwiwalny wyrok w sprawie stanu spraw jaki uzyskaliśmy w sprawie Wójta Gminy Kowla - powinien być wyznacznikiem konieczności dostosowania działań Urzędów w tej mierze. Przypomnijmy, że Wójt Gminy Kowala, nie tylko w sprawach drobnych - jest "niewierny", również w sprawach większych, jak świadczą o tym działania CBŚ, i archiwalny już artykuł gazety Wyborczej "CBŚ w gminie Kowala" :
.gazeta.pl/,Agenci_CBS_wpadli_do_urzedu_gminy_w_Kowali.html

...a kto w stpawach drobnych jest niewierny, temu nie powinno powierzać się dobra większego...

« powrót
Orzeczenie Sądu jest Informacją Publiczną

Treść orzeczenia sądu stanowi informację publiczną.
Należy zwrócić uwagę na fakt, iż z wnioskiem o udostępnienie orzeczenia sądu w trybie informacji publicznej może wystąpić każdy i trudno jest zgodzić się z tym, że w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej wyrok w formie elektronicznej (czy też tradycyjnej-papierowej) otrzyma osoba trzecia, a strona postępowania będzie pozbawiona takiej możliwości. II SAB/Sz 148/09 - Wyrok WSA w Szczecinie
Wnioskiem z dnia [...], uzupełnionym następnie w dniu [...], Z. F. zwrócił się do Sądu Apelacyjnego w [...] o przesłanie mu w formie elektronicznej informacji publicznej - wyroku z dnia [...], sygn. akt [...].

W odpowiedzi udzielonej pismem z dnia [...], Prezes Sądu Apelacyjnego w [...] poinformował Z.F., iż kwestię doręczeń pism procesowych oraz orzeczeń regulują przepisy Kodeksu postępowania cywilnego, a w szczególności art. 140, 131, 135 i 142 Kpc, w świetle których to przepisów pisma procesowe i orzeczenia doręcza się w odpisach ( dokument wiernie odpowiadający treści oryginału orzeczenia albo jego kopia ), doręczeń dokonuje się przez pocztę, komornika, woźnych, a także przez sądową służbę doręczeniową w mieszkaniu, w miejscu pracy lub tam, gdzie adresata się zastanie, a odbierający pismo potwierdza jego odbiór i jego datę własnoręcznym podpisem. Tak więc w obecnym stanie prawnym nie jest możliwe doręczenie stronie odpisu ( kopii) wyroku w formie elektronicznej, gdyż takie doręczenie byłoby niezgodne z powołanymi przepisami, nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby pisemny wniosek o wydanie odpisu wyroku złożyć osobiście lub przez pocztę w Sądzie.

Pismem z dnia [...] Z. F. ponownie zwrócił się, tym razem wprost do Prezesa Sądu Apelacyjnego w [...], o przesłanie lub wydanie wyroku sądowego z dnia [...] sygn. akt [...] w formie elektronicznej, gdyż jego zdaniem, taka forma nie uchybia żadnemu z przepisów wymienionych w piśmie z dnia [...], natomiast przepisy ustawy o dostępie do informacji publicznej dają obywatelowi prawo do uzyskania informacji dotyczącej działalności organów państwa w formie elektronicznej.

W załączeniu Z. F. przekazał pustą płytę CD z prośbą o umieszczenie na niej ww.wyroku, lub przesłanie tego orzeczenia pocztą elektroniczną na jego adres e-mail.

Kolejnym pismem z dnia [...] Prezes Sądu Apelacyjnego w [...] udzielił Z.F. odpowiedzi ponownie informując o braku możliwości przesłania wyroku w formie elektronicznej. Powołując się na ustawę z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz.U. Nr 144, poz.1204) oraz przepisy rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 27 listopada 2006 r. w sprawie sporządzania i doręczania pism w formie dokumentów elektronicznych ( Dz.U. Nr 227, poz. 1664 ) stwierdził, iż przepisy te nie mają zastosowania w postępowaniu sądowym, a następnie powołując się na szereg przepisów Kpc ( art. 125, 126, 131 \ 505 28'37, 6268, 694 434 ) wyjaśnił, iż na gruncie Kodeksu postępowania cywilnego, tylko przytoczone przepisy dopuszczają możliwość składania i otrzymywania pism na informatycznych nośnikach danych, jednakże nie dotyczy to wydawania orzeczeń oraz doręczania ich odpisów.

W dniu [...] Z. F. wniósł, za pośrednictwem Prezesa Sądu Apelacyjnego w [...], skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w [...] "na odmowę udzielenia informacji publicznej". Skarżący uznając, iż Prezes Sądu Apelacyjnego w [...] odmawiając mu wydania wyroku w formie elektronicznej naruszył ustawę o dostępie do informacji publicznej, wniósł o zobowiązanie Prezesa do wydania żądanego wyroku w formie elektronicznej oraz zasądzenie na jego rzecz zwrotu kosztów procesu. W uzasadnieniu skargi skarżący podniósł między innymi, że według jego "rozumienia prawa interpretacja obowiązujących przepisów przyjęta przez organy sprawiedliwości jest oczywiście błędna. Żadne przepisy prawa nie pozbawiają obywatela prawa do informacji publicznej. Jeżeli jedne przepisy ( kodeksu cywilnego ) nie umożliwiają wydania wyroku w formie elektronicznej, a inne przepisy ( o dostępie do informacji publicznej ) umożliwiają wydanie wyroku w takiej formie, to obywatel ma prawo wybrać takie przepisy, które go zaspokoją. Żaden organ nie może odmawiać obywatelowi spełnienia należnych mu praw konstytucyjnych i wynikających z ustawy o dostępie do informacji publicznej. Ustawa ta w żadnym przepisie nie ogranicza prawa do informacji publicznej, (jaką jest przedmiotowy wyrok ) z tego jedynie powodu, że wnioskodawcą jest osoba będąca stroną procesu sądowego, w jakiej ten wyrok zapadł."

W odpowiedzi na skargę Prezes Sądu Apelacyjnego w [...], uznając skargę za bezzasadną, podtrzymał swoje stanowisko prezentowane wcześniej w pismach skierowanych do Z.F. Ponadto dodał, iż z akt sprawy, której Z. F. jest stroną wynika, że w dniu [...] otrzymał on odpis wyroku z dnia [...] sygn.akt [...] wraz z uzasadnieniem, zgodnie z przepisami Kodeksu postępowania cywilnego tj. w formie papierowej. W tym stanie rzeczy prawo Z.F. do otrzymania odpisu orzeczenia w sprawie, której był stroną, zostało zaspokojone, co czyni skargę bezzasadną.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Szczecinie z w a ż y ł, co następuje:

Zgodnie z art. 1 ustawy z dnia 25 lipca 2002 r. Prawo o ustroju sądów administracyjnych (Dz. U. Nr 153, poz.1269, z późn. zm.), sądy administracyjne sprawują wymiar sprawiedliwości poprzez kontrolę działalności administracji publicznej.

W myśl art. 134 § 1 ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r. Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (Dz. U. Nr 153, poz. 1271, z późn. zm.), sąd rozstrzyga w granicach danej sprawy nie będąc jednak związany zarzutami i wnioskami skargi oraz powołaną podstawą prawną.

Skarga okazała się zasadna.

Stanowisko organu, zaprezentowane w kolejnych pismach Prezesa Sądu Apelacyjnego w [...], nie jest trafne i nie dotyczy istoty sprawy, którą jest udzielenie informacji publicznej.

Ogólną zasadą wynikającą z art. 61 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, jest dostęp do informacji o działalności organów władzy publicznej. Wszelkie wyjątki od tej zasady powinny być formułowane w przepisach ustaw w sposób wyraźny, a wątpliwości powinny przemawiać na rzecz dostępu.

Zgodnie z przepisami ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz. U. Nr 112, poz.1198 z późn.zm.), zwanej dalej "ustawą", w przypadku skierowania pisemnego wniosku o udostępnienie informacji, podmiot zobowiązany do jej udzielenia ma następujące możliwości:

1) udzielić informacji,

2) udzielić pisemnej odpowiedzi, że wniosek nie znajduje podstawy w przepisach prawa: nie dotyczy informacji publicznej, organ nie jest w posiadaniu danej informacji ( art.4 ust.3 ) lub obowiązuje inny tryb udostępniania (art.1 ust.2),

3) odmówić lub umorzyć postępowanie w formie decyzji (art. 16 ust.1),

4) odmówić udostępnienia (decyzją) informacji przetworzonej, ze względu na niewskazanie, że jest to szczególnie istotne dla interesu publicznego, po uprzednim wezwaniu do wykazania tego interesu (art.3 ust.1 pkt 1).

Pojęcie informacji publicznej określone zostało w art. 1 ust. 1 tej ustawy, zgodnie z którym każda informacja o sprawach publicznych stanowi informację publiczną w rozumieniu ustawy i podlega udostępnieniu na zasadach i w trybie określonym w tej ustawie.

Zgodnie z art. 13 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej, udostępnienie informacji na wniosek następuje bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w terminie 14 dni, z wyjątkiem sytuacji przewidzianej w art. 13 ust. 2 i art. 15 ust. 2 ustawy. Udostępnienie informacji publicznej jest czynnością materialno - techniczną.

Stosownie do art. 14 ust.1 ustawy - udostępnianie informacji publicznej na wniosek następuje w sposób i w formie zgodnej z wnioskiem, chyba że środki techniczne, którymi dysponuje podmiot obowiązany do udostępnienia, nie umożliwiają udostępnienia informacji w sposób i w formie określonych we wniosku. Zgodnie zaś z art. 14 ust. 2  - jeżeli informacja publiczna nie może być udostępniona w sposób lub w formie określonych we wniosku, podmiot obowiązany do udostępnienia powiadamia pisemnie wnioskodawcę o przyczynach braku możliwości udostępnienia informacji zgodnie z wnioskiem i wskazuje, w jaki sposób lub w jakiej formie informacja może być udostępniona niezwłocznie. Niezłożenie przez wnioskodawcę, w terminie 14 dni od powiadomienia, wniosku o udostępnienie informacji w sposób lub w formie wskazanej w powiadomieniu, stanowi podstawę do umorzenia postępowania (w formie decyzji art. 14 ust.2 w zw. z art. 16 ust.1 ).

Organ może natomiast odmówić udzielenia informacji z uwagi na ochronę tajemnic ustawowo chronionych. Jednakże jeśli odmawia, to ma tego dokonać w procesowej formie decyzji administracyjnej (art. 16 ust.1). W zależności od rodzaju tajemnicy wnioskodawcy służy wówczas, po wyczerpaniu środków zaskarżenia, bądź skarga do sądu administracyjnego, bądź powództwo do sądu powszechnego (art. 22 ustawy).

Z bezczynnością organu w zakresie dostępu do informacji publicznej mamy do czynienia wówczas, gdy organ milczy wobec wniosku strony o udzielenie takiej informacji lub odmawia udzielenia takiej informacji w nieprzewidzianej do tej czynności formie prawnej.

Należy stwierdzić, że z treści art. 10 ust.1 i 2 Konstytucji jednoznacznie wynika, iż wśród władz publicznych wyróżnia się władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Tak więc sądy należą do kategorii podmiotów zobowiązanych do udzielania informacji publicznej.

Treść orzeczenia sądu stanowi, zgodnie z art.1 ust.1 ustawy, informację o sprawach publicznych, a zgodnie z art.6 ust.1 pkt 4 lit.a tej ustawy, będąc rodzajem dokumentów urzędowych, podlega udostępnieniu w trybie i na zasadach w niej określonych.

Zgodnie z art.2 ustawy, prawo do informacji publicznej przysługuje każdemu z zastrzeżeniem ograniczeń, o których mowa w art.5.

Z przepisu art.1 ust.2 ustawy o dostępie do informacji publicznej wynika, iż przepisy tej ustawy nie naruszają przepisów innych ustaw określających odmienne zasady i tryb dostępu do informacji publicznych. Przepisy Kodeksu postępowania cywilnego, zwanego dalej "Kpc" oraz przepisy rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 19 listopada 1987 r. - Regulamin wewnętrznego urzędowania sądów powszechnych, mają zastosowanie do udostępniania akt i doręczania orzeczeń stronom postępowań cywilnych i innym osobom, w zakresie w jakim przewidują szczególny, wynikający ze specyfiki postępowania sądowego tryb udostępniania akt i doręczania orzeczeń i skutków związanych z dokonanymi doręczeniami.

Faktem jest, iż Z. F. jest stroną postępowania, które toczyło się przed Sądem Apelacyjnym i zakończyło wydaniem wyroku z dnia [...] sygn. akt [...]. Zgodzić się należy z Prezesem Sądu Apelacyjnego, że stronie postępowania cywilnego wydaje się i doręcza odpisy orzeczeń sądu w trybie przepisów Kodeksu postępowania cywilnego. W niniejszej sprawie tak też nastąpiło, bowiem Z.F., jako stronie postępowania cywilnego, wyrok z dnia [...] sygn.akt [...] został doręczony wraz z uzasadnieniem w dniu [...]. Doręczenie to wywołało skutki prawne przewidziane w Kpc.

Nie oznacza to jednak, iż ustawa o dostępie do informacji publicznej nie ma zastosowania również do stron postępowania cywilnego. Wniosek ([...]) skarżącego o udostępnienie w formie elektronicznej informacji publicznej - wyroku z dnia [...] sygn. akt [...], został wniesiony do Sądu już po doręczeniu stronie postępowania cywilnego wyroku wraz z uzasadnieniem ([...]) w trybie przewidzianym w Kpc. W tej sytuacji ponowne doręczenie wyroku w formie elektronicznej nie mogło wywrzeć żadnych skutków procesowych.

Należy zwrócić uwagę na fakt, iż z wnioskiem o udostępnienie orzeczenia sądu w trybie informacji publicznej może wystąpić każdy i trudno jest zgodzić się z tym, że w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej wyrok w formie elektronicznej (czy też tradycyjnej -papierowej ) otrzyma osoba trzecia, a strona postępowania będzie pozbawiona takiej możliwości.

Z chwilą wejścia w życie ustawy o dostępie do informacji publicznej udostępnianie orzeczeń sądowych uległo zmianie, stanowią one bowiem także informację publiczną, udostępnianą na zasadach określonych w tej ustawie.

W niniejszej sprawie Prezes Sądu Apelacyjnego w [...] nie udzielił skarżącemu informacji publicznej zgodnie z jego wnioskiem, nie wykazał że orzeczenie sądu nie stanowi informacji publicznej, nie wykazał, że nie jest w posiadaniu żądanej informacji, ani też nie wydał stosownej decyzji administracyjnej na podstawie ustawy o dostępie do informacji publicznej. W odpowiedzi na skargę, co prawda organ starał się wskazać na bezzasadność skargi z tego również powodu, iż Z. F. już jest w posiadaniu żądanej informacji, jednakże w świetle art.10 ust.1 ustawy tylko udostępnienie informacji w Biuletynie Informacji Publicznej może zwolnić dysponenta informacji publicznej z obowiązku jej udostępnienia w formie określonej we wniosku o udzielenie informacji.

W tym stanie rzeczy, Wojewódzki Sąd Administracyjny w [...], uznając iż Prezes Sądu Apelacyjnego w [...] nie rozpatrzył wniosku skarżącego

o udzielenie informacji publicznej w trybie przepisów ustawy z dnia [...] o dostępie do informacji publicznej, na podstawie art.149 ustawy Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi orzekł, jak w sentencji.

O zwrocie kosztów postępowania orzeczono na podstawie art.200 i art.205 § 1 ww. ustawy.

 

 

« powrót
BIP - jest podstawowym kanałem dostępu do Informacji Publicznej - orzeczenie WSA
  1. Przyjęcie w ustawie o dostępie do informacji publicznej BIP-u jako podstawowego źródła zapoznania się z informacją publiczną zostało uznane jako rozwiązanie racjonalne, gdyż zapoznanie się z informacjami publicznymi w postaci stron WWW realizuje podstawowe założenia prawa dostępu do informacji. Zasadności przyjętego rozwiązania nie wyłącza nawet okoliczność nieposiadania przez podmiot zainteresowany komputera, a w konsekwencji bezpośredniego dostępu do Internetu, albowiem w dobie powszechnie rozwijającej się komputeryzacji podmiot taki może skorzystać nie tylko z odpłatnego dostępu do Internetu (np. w kafejkach Internetowych), lecz także nieodpłatnie w siedzibie jednostek użyteczności publicznej (np. bibliotekach), gdzie - w razie potrzeby - będzie mógł uzyskać pomoc od osób dysponujących odpowiednimi kwalifikacjami w obsłudze sprzętu komputerowego.
  2. Udostępnienie oświadczeń majątkowych radnych w BIP zwalnia organ pierwszej instancji od obowiązku wydania - na wniosek skarżących - kserokopii tych dokumentów.

    Wyrok z dnia 3 września 2008 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Szczecinie II SA/Sz 505/08

« powrót
Gminy i Szkoły mają już dobrze prowadzone BIP'y, NBP również, ale trwało to długo.

Poniżej sentencja WSA, jaką uzyskała Spółka S-E, dotycząca posiadania BIP przez NBP - sprawa ważna społecznie: 
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w składzie następującym: Przewodniczący Sędzia WSA Przemysław Szustakiewicz, Sędzia WSA Adam Lipiński, Asesor WSA Sławomir Antoniuk (spr.), Protokolant Łukasz Mazur, po rozpoznaniu na rozprawie w dniu 31 marca 2008 r. sprawy ze skargi "S." Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością z siedzibą w W. na bezczynność Narodowego Banku Polskiego w przedmiocie nieudzielenia informacji publicznej oddala skargę

 

Uzasadnienie
W dniu [...] stycznia 2008 r. wpłynęła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie skarga [...] Sp. z o.o. z siedzibą w W. na bezczynność Narodowego Banku Polskiego z siedzibą w W., w której strona skarżąca wniosła o nakazanie wymienionemu bankowi udzielenia informacji publicznej w trybie przewidzianym w art. 8 ust. 3 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz. U. Nr 112, poz. 1198 ze zm.).

Z nadesłanych do Sądu akt wynika następujący stan sprawy:


 
[...] Sp. z o.o. z siedzibą w W. pismem z dnia [...] października 2007 r. wniesionym do Narodowego Banku Polskiego wystąpiła, na podstawie art. 13 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej, o udzielenie informacji publicznej w przedmiocie: 1) adresu URL Biuletynu Informacji Publicznej NBP, pod którym przedmiotowy biuletyn byłby udostępniony w sieci internetowej w dniu zarejestrowania przez NBP złożonego wniosku, 2) nazwy i adresu jednostki nadrzędnej nad NBP - "dla potrzeb ewentualnego zadośćuczynienia dyspozycji art. 52 § 1 i 2 ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r. Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (...)".

W odpowiedzi na powyższy wniosek Dyrektor Departamentu Komunikacji Społecznej NBP wystosował do wnioskującej spółki [...] pismo z dnia [...] października 2007 r., nr [...] informujące, iż w związku z nowelizacją w dniu 18 stycznia 2007 r. rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w sprawie Biuletynu Informacji Publicznej w Narodowym Banku Polskim prowadzone są prace nad serwisem zawierającym Biuletyn Informacji Publicznej NBP. Adres URL tego biuletynu jeszcze nie jest dostępny w sieci internetowej. Przewidywany termin zakończenia prac nad tym Biuletynem Informacji Publicznej NBP został wyznaczony na dzień 31 grudnia 2007 r., o czym NBP poinformował Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji pismem z dnia [...] kwietnia 2007 r. Odnosząc się do pkt 2 wniosku spółki [...] NBP stwierdził, iż nie jest organem administracji publicznej i ustawa Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi, w zakresie ujętym we wniosku, nie ma zastosowania do NBP.

Pismem z dnia [...] listopada 2007 r. spółka [...] ponownie zwróciła się o udostępnienie wnioskowanej pismem z dnia [...] października 2007 r. informacji publicznej oraz wezwała do zaprzestania naruszania prawa i wskazania jednostki nadrzędnej nad NBP. Ponadto, wobec braku rzetelnej odpowiedzi na zapytanie wnioskodawcy, spółka zażądała, aby jej kolejny wniosek został za pośrednictwem NBP przekazany stosownej jednostce nadrzędnej.

Z-ca Dyrektora Departamentu Komunikacji Społecznej NBP pismem z dnia [...] listopada 2007 r. poinformował wnioskodawcę, iż odpowiedź na zapytanie dotyczące Biuletynu Informacji Publicznej NBP oraz jednostki nadrzędnej nad NBP w rozumieniu ustawy Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi została udzielona pismem z dnia [...] października 2007 r. Ponadto NBP jest bankiem centralnym, a nie organem administracji publicznej i w tym zakresie nie istnieje jednostka nadrzędna nad NBP, do której wniosek spółki [...] należałoby przekazać.

W skardze wniesionej do Sądu na bezczynność NBP spółka skarżąca podniosła, iż wymieniony bank centralny, będąc zobowiązanym przepisami ustawy o dostępie do informacji publicznej, od ponad 3 lat nie udostępnia informacji publicznej poprzez Biuletyn Informacji Publicznej. Spółka dwukrotnie wzywała NBP do udzielenia informacji publicznej o adresie Biuletynu Informacji Publicznej NBP. Niewypełnienie ustawowego obowiązku utworzenia przedmiotowego biuletynu przez podmiot dysponujący dużymi środkami finansowymi daje zły przykład pozostałym podmiotom zobligowanym do utworzenia biuletynu w sieci teleinformatycznej. Powyższe uzasadnia wniosek o uwzględnienie skargi na bezczynność i nakazanie udostępnienia informacji publicznej w formie dostępnej na stronie internetowej NBP.

W odpowiedzi na skargę NBP wniósł o odrzucenie skargi (w związku z nieuiszczeniem wpisu sądowego), w przypadku uzupełnienia braków skargi o jej oddalenie jako bezzasadnej, bądź umorzenie postępowania sądowego. W uzasadnieniu pisma procesowego strona skarżona podniosła, iż bezpodstawny jest zarzut bezczynności NBP w przedmiocie udzielenia spółce [...] informacji publicznej odnośnie adresu strony URL Biuletynu Informacji Publicznej. Z bezczynnością organu lub zobowiązanego niebędącego organem administracji publicznej w zakresie dostępu do informacji publicznej na gruncie ustawy z dnia 6 września 2001 r. mamy do czynienia wówczas, gdy organ lub inny zobowiązany podmiot "milczy" wobec wniosku strony o udzielenie takiej informacji. W odpowiedzi na wnioski skarżącej spółki, NBP dwukrotnie niezwłocznie udzielał informacji w żądanym zakresie, wskazując termin uruchomienia strony Biuletynu Informacji Publicznej. Tym samym NBP nie dopuścił się bezczynności w przedmiocie udostępnienia informacji publicznej i skarga jako bezzasadna powinna podlegać oddaleniu. Bank centralny podniósł ponadto, iż strona Biuletynu Informacji Publicznej NBP została uruchomiona w dniu 20 grudnia 2007 r. i o adresie URL tego biuletynu spółka [...] została powiadomiona pismem z dnia [...] stycznia 2008 r.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie zważył, co następuje:

Skarga jest niezasadna.

Na wstępie należy w niniejszej sprawie wyjaśnić kwestię dopuszczalności skargi, albowiem jak wynika z akt sprawy, spółka [...] przed wniesieniem skargi do Sądu dołożyła staranności, aby nie uchybić postanowieniom art. 52 § 1 i 2 ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r. - Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (Dz. U. Nr 153, poz. 1270 ze zm.). Powołany przepis dotyczy skarg na orzeczenia ostateczne organów administracji publicznej, tj. decyzje i postanowienia, od których stronie nie przysługuje środek zaskarżenia (zażalenie, odwołanie i wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy), jednak nie reguluje kwestii bezczynności, która w niniejszej sprawie stała się przedmiotem skargi. Podnieść ponadto należy, że ustawa z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz. U. Nr 112, poz. 1198 ze zm.) kształtuje prawo do informacji w takim zakresie, w jakim dotyczy organów władzy publicznej w szerokim rozumieniu tego pojęcia. W tym pojęciu, czego strony nie kwestionują, mieści się Narodowy Bank Polski. Powołana ustawa reguluje zarówno zakres podmiotowy i przedmiotowy stosowania ustawy, jak i procedurę i tryb. W wąskim zakresie odsyła do stosowania przepisów k.p.a., ustalając, że jedynie w kwestii wydania decyzji stosuje się k.p.a. zatem należy przyjąć, że procedura dostępu do informacji publicznej uregulowana jest w tej ustawie w sposób kompleksowy. Regulacja ta nie zawiera przepisów, które dotyczyłyby bezczynności. Brak uregulowania w zakresie bezczynności w samej ustawie o dostępie do informacji publicznej nie oznacza swoistego automatyzmu w stosowaniu w takiej sytuacji przepisów procedury administracyjnej. Ustawa odsyła do k.p.a. tylko w zakresie wydania decyzji administracyjnej, toteż nieuprawnionym byłoby twierdzenie, że warunkiem wniesienia skargi do sądu administracyjnego na bezczynność w zakresie nieudzielenia informacji publicznej jest złożenie zażalenia do organu wyższego stopnia w trybie k.p.a.


 
Przechodząc do oceny merytorycznej skargi wskazać należy, że stosownie do art. 3 § 2 pkt 8 Prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi, skarga na bezczynność organu administracji przysługuje w sprawach, w których wydawane są decyzje i postanowienia oraz w tych sprawach, w których mogą być wydawane akty (inne niż decyzje i postanowienia) lub podejmowane czynności z zakresu administracji publicznej dotyczące uprawnień lub obowiązków wynikających z przepisów prawa. W takich sprawach skargę na bezczynność można wnieść skutecznie, jeżeli organ administracji (podmiot zobowiązany z mocy ustawy) nie załatwia sprawy w terminie określonym przepisami regulującymi sposób postępowania organów administracji. Aby można było mówić o bezczynności organu (podmiotu zobowiązanego) należy jednak przede wszystkim stwierdzić, iż ciąży na nim wynikający z przepisów prawa obowiązek wszczęcia postępowania i podjęcia w nim stosownego rozstrzygnięcia (stosownej czynności), a dopiero później, iż obowiązku tego, w nakazanym prawem terminie, nie wypełnia. Ustawa o dostępie do informacji publicznej, stanowiąc generalną zasadę udostępniania informacji publicznej, przewiduje różne sposoby udostępniania informacji publicznych. Jednym z nich jest udostępnianie informacji publicznej, zgodnie z art. 10 ustawy, na wniosek. Wniosek wszczyna przede wszystkim postępowanie w sprawie udostępnienia informacji publicznej, ale również określa krąg podmiotów tego postępowania. Złożenie wniosku do organu administracji (podmiotu zobowiązanego) przesądza o tym, iż w odniesieniu do tego właśnie konkretnego organu należy ustalić, czy jest on zobowiązany, w świetle przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej, do udzielenia informacji publicznej oraz czy podejmuje stosowne czynności, których brak jest jednoznaczny z bezczynnością.

Oczywistym jest, że NBP będąc bankiem centralnym Rzeczypospolitej Polskiej posiadającym osobowość prawną (art. 1 i 2 ust. 1 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o Narodowym Banku Polskim (tekst jednolity Dz. U. z 2005 r. Nr 1, poz. 2 ze zm.), powołanym w celu kształtowania polityki pieniężnej Państwa, jest w rozumieniu art. 4 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej podmiotem wykonującym zadania publiczne. Zatem spoczywa na nim obowiązek udzielania informacji publicznej, w tym utworzenia Biuletynu Informacji Publicznej dostępnego w Internecie poprzez stronę "www." - adres wskazujący lokalizację zasobu w sieci zdefiniowany jako "URL".

Nie budzi również wątpliwości, iż przedmiot żądania skarżącej spółki określony we wnioskach z dnia [...] października i [...] listopada 2007 r., dotyczący wskazania adresu URL Biuletynu Informacji Publicznej, stanowi informację publiczną (art. 1 ust. 1 ww. ustawy). W świetle postanowień art. 13 ust. 1 tej ustawy, udostępnianie informacji publicznej na wniosek następuje bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w terminie 14 dni od dnia złożenia wniosku, z zastrzeżeniem ust. 2 i art. 15 ust. 2. Ustęp 2 tego artykułu natomiast stanowi, iż jeżeli informacja publiczna nie może być udostępniona w terminie określonym w ust. 1, podmiot obowiązany do jej udostępnienia powiadamia w tym terminie o powodach opóźnienia oraz o terminie, w jakim udostępni informację, nie dłuższym jednak niż 2 miesiące od dnia złożenia wniosku. Z akt sprawy wynika, iż pierwszy z wniosków spółki [...] wpłynął do NBP w dniu [...] października 2007 r., kolejny zaś w dniu [...] listopada 2007 r. Bank centralny odpowiedzi na te wnioski udzielił kolejno w dniu [...] listopada 2007 r. (odpowiedź wysłano listem zwykłym) i w dniu [...] listopada 2007 r. (w tej dacie odpowiedź została doręczona). Ponadto pismo informujące stronę skarżącą o uruchomieniu URL Biuletynu Informacji Publicznej NBP zostało doręczone spółce [...] w dniu [...] stycznia 2008 r. Treść zaś udzielonych przez NBP odpowiedzi wskazuje jednoznacznie, iż w sposób wyczerpujący poinformowano skarżącą spółkę o stanie przygotowań strony "www." Biuletynu Informacji Publicznej NBP, przewidywanym terminie jej uruchomienia i końcowo o uruchomieniu URL tego biuletynu. W zaistniałej sytuacji należy uznać, iż bank centralny wywiązał się z obowiązku udzielenia wnioskowanej przez stronę informacji publicznej.

W sprawach ze skarg na bezczynność organów administracji Sąd orzeka biorąc za podstawę stan prawny i faktyczny w czasie orzekania, a właściwie w chwili zamknięcia rozprawy (J. P. Tarno, Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi, Komentarz, Wydawnictwo LexisNexis, Warszawa 2004 r., str. 196). Skoro do dnia orzekania w sprawie skargi na bezczynność podmiotu zobowiązanego, NBP udzielił odpowiedzi na wnioski strony, uruchomił URL Biuletynu Informacji Publicznej NBP i wskazał adres "www." Biuletynu, to Sąd nie może przychylić się do żądania skarżącej spółki i uwzględnić skargi.

Z powyższych względów Sąd, na podstawie art. 151 ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r. - Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (Dz. U. Nr 153, poz. 1270 ze zm.) orzekł, jak w sentencji.

II SAB/Wa 4/08 - Wyrok WSA w Warszawie z 2008-03-31

« powrót
Wyrok w sprawie Pani Wójt Gminy Kleszczów

Czy Kazimiera T. straci stanowisko?
Sąd Okręgowy w Piotrkowie utrzymał wczoraj w mocy wyrok bełchatowskiego sądu w sprawie, w której oskarżona jest Kazimiera T. Chodzi o zamówienia publiczne z lat 2006-2008 na rozbudowę i przebudowę sieci teleinformatycznej i telekomunikacyjnej w gminie. 
Na razie gm. Kleszczów rządzi sekretarz Kazimierz Hudzik
 
O część tych prac starała się z powodzeniem Agencja Rozwoju Regionalnego Arreks z Kleszczowa. Wójt Kazimiera T. zasiadała w radzie nadzorczej Arreksu. Tymczasem złożyła na piśmie oświadczenie o braku okoliczności skutkujących wyłączeniem jej z postępowania przetargowego.

W kwietniu ubiegłego roku Prokuratura Rejonowa w Bełchatowie oskarżyła wójt T. o złożenie fałszywego oświadczenia. W listopadzie bełchatowski Sąd Rejonowy warunkowo umorzył postępowanie na okres próby 2 lat i zasądził 2 tys. zł na rzecz PCK. Obydwie strony jednak od tego postanowienia się odwołały. Obrońca Kazimiery T. domagała się uniewinnienia, a prokurator skazania wójt.

Wczoraj zapadł wyrok w Sądzie Okręgowym w Piotrkowie, warunkowe umorzenie zostało utrzymane w mocy. - Sąd może warunkowo umorzyć, jeżeli wina i społeczna szkodliwość czynu nie są znaczne - tłumaczy sędzia Andrzej Szawel, przewodniczący IV wydziału karnego odwoławczego Sądu Okręgowego w Piotrkowie.

Z aktu oskarżenia wyeliminowano tylko jeden element mówiący o tym, że wójt zatwierdziła także specyfikację istotnych warunków zamówień w przetargu.

za www.naszemiasto.pl

« powrót
Kamienice w Głubczycach - Ogłoszenie
Atrakcyjne Kamienice w Głubczycach - Ogłoszenie o Sprzdaży Kamienic w Gminie Głubczyce

1. Położenie nieruchomości: Głubczyce, ul. Rynek 3
2. Oznaczenie nieruchomości: wg księgi wieczystej: OP1G/00035387/7, wg ewidencji gruntów: działka nr 372/3 o powierzchni 0,0546 ha - udział w gruncie 119/1000 części
3. Opis nieruchomości: lokal mieszkalny nr 1 o powierzchni 120,48 m2 położony na I piętrze (77,17 m2) i poddaszu (43,31 m2), mieszczący się budynku mieszkalno-usługowym w zabudowie szeregowej wraz z udziałem w gruncie działki nr 372/3 wynoszącym 119/1000 części. Rok budowy 2008. Na układ funkcjonalny składają się: na I piętrze: 2 pokoje (33,26 m2, 19,83 m2), kuchnia (11,02 m2), łazienka z wc (4,11 m2), przedpokój (8,95 m2), na poddaszu: 3 pokoje (10,48 m2, 9,79 m2, 9,31 m2), łazienka z wc (4,89 m2), przedpokój (8,84 m2). Lokal wyposażony jest w instalację: elektryczną wraz z punktami oświetlenia, wodno-kanalizacyjną, gazową, etażowego centralnego ogrzewania zasilanego z pieca gazowego dwufunkcyjnego.oraz urządzenia łazienkowe i kuchenne. Standard lokalu wysoki. Do lokalu mieszkalnego nie przynależy pomieszczenie gospodarcze.

1. POŁOŻENIE NIERUCHOMOŚCI: Głubczyce, ul. Rynek 5
2. OZNACZENIE NIERUCHOMOŚCI: wg księgi wieczystej: OP1G/00035387/7, wg ewidencji gruntów: działka nr 372/3 o powierzchni 0,0546 ha - udział w gruncie 127/1000 części
3. OPIS NIERUCHOMOŚCI: lokal mieszkalny nr 1 o powierzchni 128,22 m2 położony na I piętrze (69,99 m2.) i na poddaszu (58,23 m2), mieszczący się budynku mieszkalno-usługowym położonym przy ulicy Rynek nr 5 wraz z udziałem w gruncie działki nr 372/3 wynoszącym 127/1000 części..Na układ funkcjonalny składają się: na I piętrze: 1 pokój (45,72 m2), kuchnia (9,43 m2), łazienka z wc (4,13 m2) przedpokój (7,07 m2), garderoba (3,64 m2), na poddaszu: 3 pokoje (25,18 m2, 13,73 m2, 7,06 m2), łazienka z wc (7,07 m2), przedpokój (5,19 m2). Lokal wyposażony jest w instalację: elektryczną wraz z punktami oświetlenia, wodno-kanalizacyjną, gazową, etażowego centralnego ogrzewania zasilanego z pieca gazowego dwufunkcyjnego oraz urządzenia łazienkowe i kuchenne. Standard lokalu wysoki. Do lokalu mieszkalnego nie przynależy pomieszczenie gospodarcze.


1. POŁOŻENIE NIERUCHOMOŚCI: Głubczyce, ul. Rynek 9
2. OZNACZENIE NIERUCHOMOŚCI: wg księgi wieczystej: OP1G/00035387/7, wg ewidencji gruntów: działka nr 372/3 o powierzchni 0,0546 ha - udział w gruncie 115/1000 części
3. OPIS NIERUCHOMOŚCI: lokal mieszkalny nr 1 o powierzchni 116,24 m2 położony na I piętrze (64,08 m2.) i na poddaszu (52,16 m2), mieszczący się budynku mieszkalno-usługowym położonym przy ulicy Rynek nr 9 wraz z udziałem w gruncie działki nr 372/3 wynoszącym 115/1000 części. Na układ funkcjonalny składają się: na I piętrze: 1 pokój (41,73 m2), kuchnia (8,28 m2), łazienka z wc (3,99 m2), przedpokój (6,47 m2), garderoba (3,61 m2), na poddaszu: 3 pokoje (22,77 m2, 12,23 m2, 6,49 m2), łazienka z wc (6,20 m2), przedpokój (4,47 m2). Lokal wyposażony jest w instalację: elektryczną wraz z punktami oświetlenia, wodno-kanalizacyjną, gazową, etażowego centralnego ogrzewania zasilanego z pieca gazowego dwufunkcyjnego oraz urządzenia łazienkowe i kuchenne. Standard lokalu wysoki. Do lokalu mieszkalnego nie przynależy pomieszczenie gospodarcze.

1. Położenie nieruchomości: Głubczyce, ul. Rynek 11
2. Oznaczenie nieruchomości: wg księgi wieczystej: OP1G/00035387/7, wg ewidencji gruntów: działka nr 372/3 o powierzchni 0,0546 ha - udział 136/1000 części
3. Opis nieruchomości: lokal mieszkalny nr 1 o powierzchni 137,49 m2 położony na I piętrze (83,43 m2) i poddaszu (54,06 m2), mieszczący się budynku mieszkalno-usługowym w zabudowie szeregowej wraz z udziałem w gruncie działki nr 372/3 wynoszącym 136/1000 części. Rok budowy 2008. Na układ funkcjonalny składają się: na I piętrze: 2 pokoje (38,09 m2, 18,19 m2), kuchnia (14,27 m2), łazienka z wc (4,17 m2), przedpokój (8,71 m2), na poddaszu: 3 pokoje (19,62 m2, 9,96 m2, 10,73 m2), łazienka z wc (4,88 m2), przedpokój (8,87 m2). Lokal wyposażony jest w instalację: elektryczną wraz z punktami oświetlenia, wodno-kanalizacyjną, gazową, etażowego centralnego ogrzewania zasilanego z pieca gazowego dwufunkcyjnego oraz urządzenia łazienkowe i kuchenne. Standard lokalu wysoki. Do lokalu mieszkalnego nie przynależy pomieszczenie gospodarcze.

 

« powrót
Comp SA - Wielkopolskie szkoły prekursorami bezpiecznego IT
Comp SA - Wielkopolskie szkoły prekursorami bezpiecznego IT
Bezpieczna cyfryzacja szkół oraz podnoszenie jakości kształcenia
to główne założenia realizowanego obecnie w wielkopolskich
szkołach projektu, w ramach którego 35 szkół zawodowych już
korzysta z najnowszych rozwiązań IT oraz bezpiecznej
komunikacji sieciowej. Komputery wraz z oprogramowaniem
antywirusowym oraz bezpieczne routery FRITZ! mają zapewnić
wielkopolskim uczniom bezpieczny dostęp do internetu.
Zakończono wdrożenie realizowanego w województwie wielkopolskim projektu „Czas zawodowców –
wielkopolskie kształcenie zawodowe”. W programie uczestniczy 35 wielkopolskich szkół zawodowych.
Pomysłodawcą tego projektu jest Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego w Poznaniu, a
całość przedsięwzięcia została sfinansowana ze środków Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki,
Priorytet IX - Rozwój wykształcenia i kompetencji w regionach, Działanie 9.2 Podniesienie atrakcyjności i
jakości szkolnictwa zawodowego.
Bezpieczna szkoła to bezpieczne IT
Za kompleksową realizację tego projektu odpowiada firma Comp SA. Każda ze szkół objętych
realizowanym programem otrzymała nie tylko stacjonarne oraz przenośne komputery wraz z
niezbędnym oprogramowaniem, monitory, drukarki, skanery, projektory czy urządzenia wielofunkcyjne, ale również kompleksową infrastrukturę sieciową obejmującą routery, wzmacniacze i punkty dostępu WLAN , serwery plików oraz pozostały sprzęt sieciowy.
Coraz częstsze ataki hakerskie na szkolne systemy IT czy kradzieże poufnych danych pokazują, jak ważną sprawą jest odpowiednie zabezpieczenie sieci gwarantujące maksymalną ochronę użytkowników.
Dlatego też dla wykonawcy projektu jednym z najważniejszych czynników wpływających na dobór
sprzętu było zapewnienie maksymalnego bezpieczeństwa stworzonej sieci szkolnej. W tym celu firma
Comp SA jako specjalista od integracji bezpiecznych rozwiązań IT wykorzystała sprawdzone u naszego zachodniego sąsiada urządzenia komunikacji sieciowej firmy AVM. Zainstalowane w wielkopolskich szkołach routery FRITZ!Box od wielu lat zapewniają bowiem sprawną i bezpieczną sieć internetową w niemieckich szkołach, administracji publicznej, kancelariach prawniczych czy firmach prywatnych.
„Niezawodny firewall certyfikowany przez niemiecki TÜV, bezpieczna sieć WLAN,
szyfrowany zdalny dostęp do sieci szkolnej za pomocą technologii VPN, czy
rozbudowany system kontroli rodzicielskiej to tylko niektóre elementy
dostarczonych routerów, które wraz zainstalowanym oprogramowaniem
antywirusowym zapewnią korzystającym szkołom maksimum bezpieczeństwa”
zapowiada Szymon Wiśniewski Pre-Sales Engineer w firmie AVM.
Dziś w dobie powszechnego korzystania z internetu bezpieczna szkoła to także ochrona uczniów przed niepożądanymi treściami znajdującymi się w sieci oraz zabezpieczenie samych placówek przed kradzieżą ważnych danych czy dokumentów znajdujących się w sieci szkolnej. Dlatego też dobrze, że Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego zwrócił przy realizacji tego projektu zwrócił uwagę nie tylko na zapewnienie uczniom wielkopolskich szkół zawodowych najlepszej jakości komputerów służących podnoszeniu ich umiejętności, ale przede wszystkim sprawnej i bezpiecznej sieci umożliwiającej bezpieczne korzystanie z internetu czy przesyłanie danych w obrębie stworzonej
wewnętrznej sieci szkolnej.
« powrót
Wójt Gminy Przytyk - Grzywna
Na wniosek Naszej Osoby Prawnej Wojewódzki Sąd Administracyjny ukarał grzywną w łącznej wysokości 600 złotych Wójta Gminy Przytyk w związku z opieszałym przekazywaniem dokumentacji do WSA, związanej z udostępnianiem informacji publicznej - Sygn. akt VIII SO/Wa 5/13.
Oczywiście Wójt zawinił, a zapłaciła Gmina, czyli podatnicy - sic!
« powrót
Eduterapeutica - Bezpieczne Szkoły - Ranking
Dbajmy o bezpieczeństwo naszych dzieci  – lista 500 aktywnych szkół Zapraszamy do zapoznania się z najbardziej aktywnymi szkołami w obszarach związanych z bezpieczeństwem w szkole oraz problemami rozwojowymi w zakresie psychologicznym i społecznym uczniów. Ranking 500 Bezpiecznych Szkół - wersja Excel
« powrót
  Portal Administracji Publicznej - bip.gmina.pl